Politycy PiS - od radnych Wałbrzycha po ministra kultury - wybrzydzali na pisarstwo Tokarczuk, a Gliński mówił, że "nie rozumie polskiej wspólnoty". "Nie doczytałem żadnej jej książki" - chwalił się. Za rządów PiS wycofano też dofinansowanie jej tłumaczeń, dając m.in. na dzieło Wildsteina. Ale gdy Tokarczuk dostała Nobla, Morawiecki pęka z narodowej dumy

„Za narracyjną wyobraźnię, która z encyklopedyczną pasją pokazuje przekraczanie granic jako formę życia” [„for a narrative imagination that with encyclopedic passion represents the crossing of boundaries as a form of life.”] – tak jury uzasadniło wybór Olgi Tokarczuk na laureatkę Literackiej Nagrody Nobla.

Nagroda Nobla to zawsze loteria, ale wybór Tokarczuk był oczekiwany, zważywszy jej wyjątkowy dorobek literacki, od dawna doceniany w Polsce i na świecie. W 2018 roku książkę „Bieguni” w tłumaczeniu Jennifer Croft nagrodzono The Man Booker International Prize.

TVP komentuje Nobla: „kolejny sukces Polski”. Rząd PiS gratuluje. Gliński połyka własny język i też się cieszy. To wszystko miłe, ale pisarstwo Tokarczuk na pewno byłoby łatwiej promować na świecie, gdyby w 2016 roku nie zablokowano finansowania jej tłumaczenia na rzecz Wildsteina, który, o dziwo, Nobla nie dostał.

Edit: Instytut Książki informuje, że od 2016 roku wspierał finansowanie również tłumaczeń książek Tokarczuk [sprostowanie na końcu artykułu, autorka odniesie się do niego jutro].
Więcej o działalności Instytutu pisaliśmy już tutaj:

Gliński: dobrze by było, żeby rozumiała wspólnotę

Gliński doceniał poprzednie sukcesy Tokarczuk w osobliwy sposób. W wywiadzie dla portalu 300polityka Gliński pytany, czy jest dumny z tego, że Polka dostała prestiżową nagrodę Bookera odpowiedział: „Tak, to dobrze, że Polka otrzymuje prestiżową nagrodę.

Dobrze by było, żeby była rozsądną polską pisarką, która by rozumiała polskie społeczeństwo i polską wspólnotę.

To zresztą przesłanie do wszystkich polskich wybitnych artystów, którzy często używają bardzo mocnych słów i złych emocji w swych wypowiedziach publicznych”.

Dezawuując dorobek Tokarczuk, Gliński miał o tyle rację, że z pewnością jej rozumienie polskiej wspólnoty – zawsze wtopionej w losy naszej części Europy, z jej bogactwem i różnorodnością i z uczciwym rozliczaniem i zasług, i grzechów – jest zupełnie obce rozumieniu narodu w wersji propagandy PiS.

Nonszalancką opinię polskiego ministra kultury osłabia fakt, że – przyznał niedawno w „Kropce nad i” – nie przeczytał ani jednej książki pisarki. „Próbowałem, nigdy nie dokończyłem” – dodał, co miało być chyba dowodem, że utwory Tokarczuk są nudne.

Teraz obiecał przeczytać. Samą nagrodę Nobla co prawda kwestionuje: „wiadomo, że z tą nagrodą Nobla w ostatnich latach jest różnie”, komentuje odnosząc się do przyznania nagrody Dario Fo (1997)

„i innym tam, takim literatom”.

Ale Tokarczuk zdaniem Glińskiego „jest na pewno przez wielu uznawana za wybitną pisarkę, i tutaj nie powinniśmy podważać tego rodzaju werdyktów”. Minister nie odwołał swoich opinii, ale uznał, że nie należy ich teraz wygłaszać.

Ta, co szkaluje

Na nieszczęście dla partii rządzącej, Olga Tokarczuk nie jest „rozsądną polską pisarką”, która ogranicza się do zdobywania nagród za wspaniałą literaturę, ale jest też aktywna społecznie i nie szczędzi krytyki władzy PiS i kreowanej przez nią uproszczonej wersji historii.

Kiedy w 2016 roku została uhonorowana tytułem Zasłużonej dla Miasta Wałbrzycha, radni PiS na znak protestu opuścili salę podczas  uroczystej sesji rady miejskiej. Poszło o przemówienie Tokarczuk podczas odbierania (drugiej już) nagrody Nike Literackiej Nike w październiku 2015 roku:

„Wymyśliliśmy historię Polski jako kraju tolerancyjnego, otwartego, jako kraju, który nie splamił się niczym złym w stosunku do swoich mniejszości”.

„Trzeba będzie stanąć z własną historią twarzą w twarz i spróbować napisać ją trochę od nowa, nie ukrywając tych wszystkich strasznych rzeczy, które robiliśmy jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów” – powiedziała później w programie „Minęła dwudziesta” TVP (w poprzednim wcieleniu stacji publicznej).

Radni PiS z Wałbrzycha uznali, że Tokarczuk „szkaluje dobre imię Polski”, oraz że „to, co publicznie powiedziała pani Tokarczuk, stoi w sprzeczności z założeniami polskiej polityki historycznej i szkodzi dobremu imieniu Polaków (…)”. Orzekli, że pisarka prowadzi „politykę wstydu”

Tokarczuk szkalowała jednak dalej. Zabierała głos w obronie uchodźców i mniejszości. Uczestniczyła w protestach blokujących wycinkę Puszczy Białowieskiej, wspierała też protestujących nauczycieli. W nagraniu dla OKO.press opowiada o ważnej nauczycielce – pani od biologii. Weszła do Komitetu Społecznego, który ogłosił zbiórkę „Wspieram nauczycieli”, w której uzbieraliśmy 8,6 mln na zapomogi dla uczestniczek i uczestników kwietniowych strajków.

OLGA TOKARCZUK, pisarka: "Drodzy nauczyciele, jestem całym sercem z Wami". Tokarczuk jest członkinią Społecznego…

Posted by OKO.press on Monday, 22 April 2019

Reduta Dobrego Imienia: „słaba na umyśle” albo „wybór koniunkturalny”

Wychwalany przez Glińskiego Maciej Świrski powołanej przez PiS Redutą Dobrego Imienia, już w 2015 roku opublikował stanowisko Reduty „w sprawie majaczeń Olgi Tokarczuk”. Chodziło o jej wypowiedzi na temat zbrodni popełnianych na Żydach przez Polaków podczas okupacji.

„Jej wypowiedź można też traktować w kategoriach świadomej prowokacji, mającej na celu napędzić sprzedaż najnowszej książki: środowiska patriotyczne będą protestować, Tokarczuk zostanie męczennicą, a sprzedaż będzie szła, bo jest rozgłos”.

Świrski wzywał do hejtowania Tokarczuk na FB i twierdził, że wypowiedzi pisarki to skutek tego, że „jest po prostu słaba na umyśle lub (co może iść w parze, ale nie musi) – że jest to wybór koniunkturalny”.

Na profilu pisarki pojawiły się komentarze wzywające do przemocy i ostrzeżenia, że Tokarczuk nigdy nie będzie czuła się bezpiecznie w swoim kraju. Padały obelgi „żydowska szmata” i „ukraińska kurwa”.

Tokarczuk broni wolności sądów

Olga Tokarczuk w sierpniu 2019 w obronie państwa prawa w Polsce. Nagrała dwuminutowe poparcie dla inicjatywy #WolneSądy

Olga Tokarczuk z literackim Noblem!

Olga Tokarczuk z literacką Nagrodą Nobla ! Jesteśmy szczęśliwi i dumni. Gratulujemy z całego serca.Przypominamy film, który Olga Tokarczuk nagrała dla Wolne sądy.

Posted by Wolne sądy on Thursday, 10 October 2019

Instytut Książki: Wildstein zamiast Tokarczuk

W 2016 roku z Instytutu Książki odszedł Tomasz Pindel, jeden z najbardziej zasłużonych pracowników Instytutu. Powód? „Daleko idące zmiany filozofii działania Instytutu”. Zaczęło się od wymiany szefa Instytutu Książki, po wygranej PiS Grzegorza Gaudena zastąpił Dariusz Jaworski. Szybko zapowiedział, że

promowani będą autorzy literatury religijnej i środowiska konserwatywne.

Z katalogu „New Books from Poland”, listy książek rekomendowanych wydawcom zagranicznym, wykreślono prace reporterów i dziennikarzy publikujących w „Wyborczej”, odmówiono też wsparcia finansowego tłumaczeń książek autorów krytycznych wobec nowej władzy i jej wizji Polski.

Instytut Książki odmówił wsparcia tłumaczenia „Biegunów” Olgi Tokarczuk, za to wsparł tłumaczenie m.in. książki Bronisława Wildsteina „Dolina nicości”.

Co ma zrobić autorytarna władza wobec zwycięstwa niewłaściwej opcji literackiej?

Na ustach rządu i TVP jest dziś Polska. Za rekordzistę w szafowaniu polskością uznać można  – jak zwykle egzaltowanego – premiera Morawieckiego, który powiedział: „Znakomita wiadomość dla Polski. Mnie cieszą wszystkie nagrody dla Polaków i

jako Polak jestem dumny, jeżeli ktokolwiek rozsławia imię Polski na całym świecie.

Polska ma wspaniałą literaturę, wspaniałą poezję. Możemy być bardzo szczęśliwi – na całym świecie pokazujemy, jaki jest poziom polskiej literatury”.

Władze PiS próbowały karierze Tokarczuk zaszkodzić, teraz próbują „podczepić się” pod jej sukces.

Sprostowanie Instytutu Książki

„Nieprawdziwa jest informacja podana w artykule Marty K. Nowak pt. „Gliński nie doczytał Tokarczuk, bo noblistka jest dla władzy lekturą nie do wytrzymania”, jakoby od 2016 r. Instytut Książki nie wspierał tłumaczeń książek Olgi Tokarczuk i odmówił finansowania tłumaczenia książki „Bieguni”. W latach 2016-2019 IK sfinansował 25 przekładów książek noblistki na 19 języków – w tym 7 przekładów „Biegunów”. Łącznie w latach 2016-2019 na przekłady książek O. Tokarczuk wydano ponad 700 000 zł – więcej niż latach 1999 – 2015 (w sumie 679 tys.).

Piszemy o wydarzeniach sezonu. Kulturalnie.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).


Komentarze

  1. Andrzej Lisiak

    Szukałem w inter. coś do czytania tej nowej noblistki i nic nie znalazłem. Może ktoś poda adres jakiejś próbki, fragmentu. Bo to wstyd by te cymbały żerujące na tym morderczym wynalazku nie udostępniały nic z jej twórczości dla czytelnika w internecie.

  2. Eva filia Magdalenae

    "Władze PiS próbowały karierze Tokarczuk zaszkodzić, teraz próbują „podczepić się” pod jej sukces."
    Moja babcia miała na takie sytuacje cokolwiek wulgarne powiedzonko: "Czepnęło się g… okrętu, mówi: płyniemy".

  3. Wlodzimierz Galant

    To, co najbardziej rzuca się przy tej okazji w oczy, to kwaśne miny władzy na wieść o Nagrodzie Nobla dla Olgi Tokarczuk. PiS zachował się dokładnie tak, jak wszystkie dyktatury na wieść o nagrodzie Nobla dla jednego z poddanych: widać było ledwie skrywaną wściekłość, no bo Nobel dla jednego z poddanych to zagrożenie dla dyktatury, gdyż inni śmielej podnoszą głowy i gotowi są stawiać opór władzy. Chciałbym zobaczyć ten ryk wściekłości i zapluwanie się PiS-u tekstami o spiskach "wrogów Polski", gdyby pokojową Nagrodę Nobla dostał dzisiaj Jurek Owsiak. Gdy w swoim czasie Nobla przyznano Borysowi Pasternakowi, to ówczesna dyktatura stalinowska nie tylko nie skrywała swojej wściekłości, ale wręcz zaszczuła pisarza. Nieco lepiej było, gdy Nobla dostał Wałęsa, ale i tak na wszelki wypadek laureat wolał nie wyjeżdżać z Polski po odbiór nagrody, bo obawiał się, że reżim nie wpuści go z powrotem. A co zrobi nasz reżim? Mimo zdrowego wkurzenia robią chłopaki dobrą minę do złej gry, ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby z powodu wrodzonej głupoty zarządzających odpowiednimi służbami pani Olga Tokarczuk została poddana przy wjeździe do Polski drobiazgowemu przeszukaniu. Oczywiście to już nie stalinizm, ani nawet nie "komuna" Jaruzelskiego, więc upokarzano by noblistkę nie na okoliczność współpracy z wywiadem japońskim lub z odwetowcami z Bonn, ale tak, żeby miała się na baczności i wiedziała, że słowa Kaczyńskiego o napiętnowaniu wrogów nie były rzucane na wiatr. No bo jeżeli reżim wysyła o godz. 6.00 rano komando do "przestępcy", który na pomniku powiesił koszulkę z napisem KONSTYTUCJA, to tym bardziej szykan może spodziewać się noblistka wzywająca do głosowania za demokracją. Jeżeli jeszcze nie miała zainstalowanego w swoim telefonie Pegasusa, to z pewnością niedługo jej to podrzucą. Chyba, że pójdziemy do wyborów i opowiemy się za demokracją.

  4. Michał Nowak

    Nie, że wspieram Instytut Książki, ale na swoim profilu piszą:
    "Na liście dofinansowanych przez Instytut Książki przekładów znalazło się między innymi tłumaczenie "Biegunów" na język angielski (autorstwa Jennifer Croft), które w ubiegłym roku przyniosło polskiej pisarce Międzynarodową Nagrodę Bookera 🏆"

    Pani Marto, to odmówili czy wsparli?

Masz cynk?