Prawa autorskie: Kuba Atys / Agencja GazetaKuba Atys / Agencja ...
30 czerwca 2020

Głosowanie za granicą - czy protesty wyborcze mogą podważyć wynik? Tam wygrywa Trzaskowski

Gdyby wybory prezydenckie odbyły się tylko za granicą, I turę bezapelacyjnie wygrałby Rafał Trzaskowski. Tymczasem setki, może nawet tysiące wyborców zostało pozbawionych prawa do głosowania. Czy w takiej sytuacji protest wyborczy miałby szansę na podważenie wyniku całych wyborów?

Ze względu na pandemię koronawirusa te wybory są niezwykłe: wszystkie terminy były krótsze niż zwykle, część obywateli głosowała z kwarantanny, a w wielu krajach – w tym tych, gdzie mieszka najwięcej Polaków – możliwe jest tylko głosowanie korespondencyjne. Spowodowało to wiele chaosu, a co gorsza, uniemożliwiło głosowanie dużej liczbie uprawnionych.

W dodatku w poniedziałek wieczorem padł rządowy serwer i nie można było dopisać się do spisu wyborców za granicą na II turę głosowania, a Polacy za granicą mieli na to tylko jedną dobę – właśnie 29 czerwca. Jak pisze nasz czytelnik, który pomagał w rejestracji matce, „wiele osób dało za wygraną", a dopiero późnym wieczorem MSZ przypomniał o rozwiązaniu zastępczym – wysłaniu zgłoszenia mailem do konsulatu.

Ale i tak padł rekord – na II turę zarejestrowało się dodatkowo 140 tys. osób. Gdy publikowaliśmy ten tekst, w rejestrze wyborców za granicą było już 515 894 osoby, co stanowi absolutny rekord.

Jak uniemożliwiono im głosowanie

Nasza skrzynka mailowa i messenger wciąż puchną od listów od czytelników, z kraju i z zagranicy którzy nie mogli oddać głosu w I turze z powodu:

  • braku jasnej informacji o wyjątkowo tym razem skomplikowanych wyborczych przepisach;
  • niemożności zarejestrowania się w elektronicznym systemie wyborczym;
  • nieotrzymania pakietu wyborczego w terminie, albo w ogóle;
  • luki w przepisach o kwarantannie domowej.

Pan Damian padł ofiarą braku szerokiej kampanii informacyjnej:

„W lokalu wyborczym okazało się, że nie mogę głosować, bo nie ma mnie na liście. Rzecz w tym, że przed 10.05. tj. pierwotnym terminem wyborów przepisałem się przez Internet do lokalizacji, w której przebywam, a nie jestem zameldowany. Dzwoniłem dziś do PKW. Okazuje się, że dopisanie do listy wyborczej dokonane przed pierwotnym terminem wyborów tj. przed 10. maja, straciło ważność po tej dacie.

Należało po 10 maja jeszcze raz zgłosić chęć przypisania do konkretnej listy. Co gorsze, nie jestem jedynym, komu zabrano taką możliwość.

Boli mnie, że nie było żadnej kampanii informacyjnej. Na wszystko w tym państwie są pieniądze, ale na tak ważne rzeczy nie."

Pani Agata z Berlina dostała swój pakiet wyborczy w terminie, ale zrozumiała, że będzie można go odnieść osobiście do konsulatu. Na miejscu okazało się, że nie jest to możliwe – przepisy pozwalają tylko na przyjęcie pakietu, który przyszedłby poczta lub kurierem.

„Pod konsulatem spotkaliśmy więcej osób w podobnej sytuacji, a to system nie działał (teraz dali 24h na rejestrację do głosowania korespondencyjnego, ciekawe jak to się uda, skoro już poprzednio padały serwery), a to brak pieczęci, etc." – pisze pani Agata.

Pani Agnieszka z Brukseli pisze: „Właśnie wróciłam z ambasady z Brukseli - moja koperta nigdy nie została wysłana. A dostałam potwierdzenie. Podobno jest ich za mało - 5 osób na budynek w centrum, który kosztuje bardzo dużo hajsu. Obcięli im pracowników, się tłumaczyli".

Zdarzyło się to również pani Marcie z Portugalii: „Spełniłam terminowo wszystkie obowiązki dot. uczestnictwa w wyborach korespondencyjnych za granicą. Mam nawet potwierdzenie, że moja karta wyborcza została do mnie wysłana. Mimo to nie otrzymałam mojej karty wyborczej i nie otrzymam jej przed wyborami w ogóle. Odebrano mi moje podstawowe prawo obywatelskie, mimo że nie jestem skazańcem, czy osobą ubezwłasnowolnioną. Żeby sytuacja była bardziej absurdalna, mój partner, który mieszka ze mną pod tym samym adresem, taką kartę otrzymał, mimo że wniosek o wpis do rejestru wyborców wypełnił długo po mnie".

Pan Dobiesław z USA pakiet dostał, ale 25 czerwca o 16:00, czyli w czwartek wieczorem, podczas gdy można go było odesłać do 21:00 w sobotę (głosowanie w USA odbywało się dzień wcześniej).

„Odesłałem go priorytetem o 18:00. Kosztowało mnie to $8,25 ~ 33 PLN. Śledzę swoją przesyłkę i właśnie ze względu na pandemię zaktualizowano oczekiwany czas dostawy na 1 lipca. Pomimo że czasu było mało, a dostawcy pocztowi są przeciążeni ze względu na epidemię, konsulaty w wielu krajach wysyłały pakiety najtańszą i najwolniejszą opcją ($1,40 w USA). Tysiące osób dostaną pakiety po wyborach. Oburza nas to, że zostaliśmy świadomie zignorowani, bo takie utrudnienia w dostawach były od dawna obserwowane.

Czujemy się upokorzeni tym, że nie opłacono za nas przesyłki zwrotnej tak, jak ma to miejsce w Polsce. Jest to dla nas sygnał, że nie jesteśmy tego warci i mamy się czuć obywatelami drugiej kategorii.

Za 30 dolarów można wykupić szkolne śniadania dla dziecka na tydzień. A co z tymi, którzy nie mają kolejnych 30 dolarów, aby opłacić swój udział w niby-powszechnych i niby-równych wyborach? Przecież w trakcie pandemii ludzie są zwalniani z pracy i mają finansowe trudności".

– pisze pan Dobiesław.

Czy wyborczy chaos za granicą może mieć wpływ na to, kto zwycięży?

O tym, jak skonstruowany ad hoc system wyborczy zaszkodził polskim obywatelom przebywającym za granicą, świadczą liczby. Weźmy trzy kraje z największą ilością polskich ekspatów (57 proc. zarejestrowanych na wybory) – Stany Zjednoczone, Niemcy, Wielką Brytanię. We wszystkich trzech możliwe było głosowanie wyłącznie korespondencyjne. Żeby dostać pakiet wyborczy, trzeba było się zarejestrować, a więc była to świadoma decyzja, a nie tylko bierna obecność w rejestrze wyborców.

W Stanach Zjednoczonych wysłano 33 892 pakietów wyborczych. Do 27 czerwca do godziny 21:00 do lokali wyborczych nie dostarczono ich 5066, co stanowi prawie 15 proc.

W Niemczech pakietów wyborczych przygotowano 57 269. Do 28 czerwca do godziny 21:00 do obwodowych komisji wyborczych nie dotarło 5873, co stanowi ponad 10 proc.

W Wielkiej Brytanii pakietów wysłano 129 622, a nie wróciło 15 522, czyli 12 proc.

Razem pakietów wyborczych za granicą rozesłano co najmniej 342 799. Jeśli założymy, że nie wróciło 10-12 proc., oznacza to 34-41 tys. nieoddanych głosów.

Nie wiemy w tej chwili, jaka część wyborców nie odesłała pakietu w terminie z innych powodów niż niedostarczenie przesyłki na czas. Na pewno jednak nie były to tylko sporadyczne przypadki, sądząc po ilości komentarzy i skarg nie tylko w naszej skrzynce mailowej, ale tych trafiających do Rzecznika Praw Obywatelskich, czy opisywanych w mediach społecznościowych.

Czy gdyby wszystkie te osoby, które podejrzewają, że ich prawa wyborcze zostały naruszone, złożyły protesty do Sądu Najwyższego, to czy zostałyby one uwzględnione? Odpowiada dr hab Anna Rakowska-Trela, prawniczka z Uniwersytetu Łódzkiego:

  • Gąszcz nowych przepisów, krótkie terminy, słaba kampania informacyjna

"Doskonale rozumiem te zarzuty, bo przyznam szczerze, że sama się gubiłam w tych przepisach i musiałam je wielokrotnie czytać, żeby zrozumieć, co wyborca ma w danym momencie zrobić. I nie zawsze znajdowałam od razu odpowiedź na pytanie.

Ale podejrzewam, że Sąd Najwyższy takiego protestu nie uwzględni.

Można próbować argumentować, że ustawodawca, robiąc taki bałagan w prawie wyborczym na chwilę przed wyborami naruszył zasadę powszechności i zasadę niezmieniania prawa wyborczego w rozsądnym terminie i trybie. Czy do Sądu Najwyższego to przemówi – wątpię".

  • Rejestracja w systemie elektronicznym, a potem brak nazwiska na liście wyborców

"Można próbować pisać protest, bo jest to naruszenie prawa do głosowania. Przepis został właściwie zastosowany, a nigdzie nie jest napisane, że wyborca musi potem telefonicznie sprawdzać, czy z jego rejestracją wszystko w porządku".

  • Pakiet wyborczy zagranicą nie doszedł na czas

"Można próbować pisać protest, bo jeśli państwo organizuje głosowanie, to powinno napisać przepisy w taki sposób, żeby zapewnić wyborcom możliwość głosowania, a nie, żeby ono było pozorne.

Nie ma tu wprost naruszenia przepisów z ustawy, ale jest moim zdaniem naruszenie konstytucyjnej zasady powszechności i kwestia obowiązków państwa.

To na państwie ciąży obowiązek zapewnienia, żeby wyborca mógł zagłosować, a nie na wyborcy obowiązek starania się o to, żeby dostać i odesłać na czas kartę wyborczą".

  • Wysoki koszt przesyłek kurierskich spoczywający na wyborcach

"Bardziej moim zdaniem na państwie powinien ciążyć obowiązek dostarczenia pakietu wyborczego w terminie bezpiecznym dla wyborcy, żeby ten miał czas na jego wypełnienie i odesłanie. W wielu państwach świata przy wyborach korespondencyjnych obowiązuje reguła, że wyborca z zagranicy odsyła przesyłkę wyborczą na własny koszt".

Protest wyborców z zagranicy może mieć znaczenie

Wyścig do fotelu prezydenta wydaje się być równy. O tym, kto wygra, może zdecydować mały odsetek głosujących. Na przykład właśnie te kilka tysięcy głosów z zagranicy. Protesty tych, którzy nie dostali na czas pakietu wyborczego, mogą nawet doprowadzić do unieważnienia wyborów. Bo pierwszym stopniem w procedurze protestów wyborczych jest wskazanie na naruszenie przepisów, a drugim - wskazanie, że to naruszenie miało wpływ na wynik głosowania.

Na nieuwzględnieniu głosów ekspatów bardziej straci Rafał Trzaskowski niż Andrzej Duda. Za granicami naszego kraju w I turze Trzaskowski wygrywa bezapelacyjnie. Zdobył 48,13 proc. głosów, Duda - 20,86 proc. Ważnych głosów oddano 311 124.

Wyjątkiem są Stany Zjednoczone, gdzie Duda dostał 50,67 proc. głosów, a jego kontrkandydat 34,62 proc., oraz Białoruś i Kazachstan.

W Niemczech na Rafała Trzaskowskiego głosowało 52,54 proc. wyborców, na Andrzeja Dudę 20,08 proc.

W Wielkiej Brytanii, gdzie głosowało najwięcej rodaków, Duda był trzeci, z 15,54 proc. głosów. Trzaskowski zdobył 48,37 proc., a Szymon Hołownia aż 17,48 proc.

Terminy znów są krótkie - konsulowie muszą wysłać pakiety wyborcze do 6 lipca, a wyborców będzie o 140 tys. więcej. Zwłaszcza dla Wielkiej Brytanii, gdzie w wyborach chce wziąć udział rekordowe 180 tys. osób, będzie to ogromne zadanie logistyczne.

Udostępnij:

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne