Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Już dawno słowo „Moskwa” nie było wypowiadane z taką radością. I satysfakcją. Zatopienie krążownika „Moskwa” to całkiem spore symboliczne zwycięstwo Ukraińców. Cieszy to, że Rosjanie ukrywają przyczynę zatonięcia statku, i to, że pocisk przeciwokrętowy Neptun okazał się tak skuteczny. „Taki jest gniew Neptuna”, żartuje Pawło Łakijczuk z Centrum „Strategia XXI”.

Przeczytaj także:

Halo, jest Pan tu?

A jednak, obok fety z okazji zatopienia „Moskwy”, nie ustają wysiłki słowotwórcze. Cały czas powstają nowe słowa na „de”. Jednym z najnowszych jest „decyrylizacja”.

„Decyrylizacja” to termin, który odnosić się ma do pozbawienia władzy patriarchy Cyryla. Używa go chociażby Andrij Pinczuk, duchowny Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego w rozmowie z „Ukrainśką Prawdą”. W decyrylizacji powinien wziąć udział międzynarodowy trybunał, który sprawi, że nawet Rosyjski Kościół Prawosławny uwolni się od wpływów patriarchy, którego wsparcie dla wojny w Ukrainie duchowny nazywa „kościelnym faszyzmem”.

Pinczuk nie rozmawiał jednak z Jewhenem Rudenko z „UP” tylko o Cyrylu.

- Chciałbym zacząć od pytania, które teraz często rozbrzmiewa: czy jest Bóg po Buczy, Irpiniu, Mariupolu, Kramatorsku? Co może Pan powiedzieć ludziom, którzy szukają odpowiedzi?

- (Długa pauza)

- Halo, jest Pan tu?

- Tak, taka jest we mnie znacząca pauza... Wie Pan, ja bym niczego nie powiedział tym ludziom. Myślę, że Bóg też by im niczego nie powiedział. Po prostu podszedłbym do tych ludzi i mocno, mocno ich objął, płakałbym razem z nimi. Chrystus zrobiłby tak samo.

Europa jest pragmatyczna

Po drugiej stronie, brutalnej i matematycznej, cyferki: inflacja w Ukrainie może dosięgnąć 20 proc., a ukraiński produkt krajowy brutto spadnie o 30 proc.

Jak zauważa Wołodymyr Dacenko na łamach „Dzerkała Tyżnia”, do ukraińskich strat znacznie przyczynia się de facto blokada transportowa Ukrainy. Oczywiście żadna taka blokada nie została oficjalnie nałożona, niemniej z powodu wojny transport jest znacznie utrudniony. Ukraina ma tracić z tego powodu od trzech do pięciu miliardów dolarów każdego miesiąca, nie wliczając w to uszkodzeń infrastruktury wynikłych na skutek działań wojennych.

Przy tym ta blokada, którą wprowadza Unia Europejska wobec Rosji, wydaje się śmieszna. Dacenko zauważa, że ograniczenia transportu wprowadzone w ramach ostatniego pakietu sankcji, czyli zakaz wjazdu rosyjskich i białoruskich pojazdów transportowych (a i tak z wyjątkami) i zakaz importu drewna, cementu i innych towarów przemysłowych, kosztuje agresora niewiele. Prawdziwym uderzeniem byłaby pełna blokada transportu drogowego, to jest plan minimum. Mimo że Rosja ma w odwodzie Chiny, przekierowanie handlu na Wschód nie byłoby takie proste – chociażby ze względów infrastrukturalnych.

Bo, oczywiście, „pragmatyczna Europa” nie zrezygnuje z gazu i gazociągów. Przez systematyczne odchodzenie od węgla, lub nawet atomu, w kierunku elektrowni gazowych, Europa znalazła się w kropce i jest zależna od Rosji. Jednymi z głównych prowodyrów takich zmian były coraz bardziej nielubiane w Ukrainie Niemcy. Niemcy są nielubiane, a Niemcy – niewpuszczani.

Przykro mi, że doniesienia jednego z niemieckich mediów spowodowało tę niełatwą sytuację – mówił na briefingu minister spraw zagranicznych Dmytro Kuleba. „Niełatwa sytuacja” to odmówienie propozycji odwiedzin prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera 13 kwietnia w Kijowie. Steinmeier wcześniej, jako minister spraw zagranicznych Niemiec, brał udział chociażby w pracach nad Nord Stream 2 i wspierał ten projekt. Kuleba stwierdził, że nie chciałby zaognienia relacji między Ukrainą a Niemcami i uważa, że ten gest nie przyniesie szkód dyplomatycznych. Ale odmowa była odmową, a na mediach społecznościowych odrzucenie propozycji Steinmeiera spotyka się z aprobatą. „Chociaż Scholza mogliby wysłać”, piszą komentujący.

Wilki żerują na rosyjskich żołnierzach

Nieliczni w tym czasie pamiętają o przyrodzie.

„Obrońcy przyrody przypominają, że społeczeństwo często kieruje się zasadą »nie czas na przyrodę«. Skoro jest tak w czasie pokoju, to tym bardziej podczas wojny, kiedy liczba ofiar idzie w tysiące, miliony ludzi są zmuszone opuścić rodzinne miasta, a straty ekonomiczne ocenia się na setki miliardów dolarów”, pisze Dmytro Simonow z „Hromadske”.

Problemem są chociażby pożary, które są dramatem dla Polesia. Mimo że zdarzają się sytuacje, w których pożary lasów są naturalne, obrońcy przyrody z Ukrainy zwracają uwagę na to, że Polesie to nie Australia.

Na zdjęciach satelitarnych można zobaczyć, że ilość pożarów lasów w strefie walk na północy kraju wzrasta. Myślę, że kijowskie Polesie spłonie całkowicie – twierdzi jeden z rozmówców Simonowa, Oleksij Wasyluk.

Odwrotnie, w dobrej sytuacji są wilki. Normalnie wiele szczeniąt, które rodzą się zazwyczaj w kwietniu i maju, nie dożywa sezonu polowania na zwierzęta kopytne, kiedy to wilki zdobywają najwięcej pożywienia – opowiada Maryna Szkwyra z fundacji „Save Wild”. Teraz ich położenie jest komfortowe. Wilki mogą żywić się ciałami martwych rosyjskich żołnierzy. Więcej szczeniąt przeżyje. Część zginie po wejściu na minę.

Na zdjęciu Maciej Grzenkowicz
Maciej Grzenkowicz

Badacz TikToka na Uniwersytecie w Groningen (Niderlandy). Zajmuje się fact-checkingiem na platformie w kontekście taktyk argumentacyjnych dziennikarzy. Pisał m.in. dla „Gazety Wyborczej", Działu Zagranicznego, czy Ha!-Artu, prowadził też audycje muzyczne i podróżnicze w Radiu Nowy Świat. Autor reportażu „Tycipanstwa. Księżniczki, Bitcoiny i kraje wymyślone" (Wydawnictwo Poznańskie 2021).

Komentarze