Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / Agencja Gazeta
01 kwietnia 2020

Gowin: propozycje opozycji to bankructwo państwa. Nieprawda, Polska może sobie na wiele pozwolić

Ekonomiści są zgodni: nadchodzi kryzys inny niż wszystkie, jedynym sposobem na ratowanie ludzi i gospodarek są duże wydatki pomocowe, żeby za wszelką cenę utrzymać miejsca pracy i dochód. Rząd unika wydatków jak może, a Gowin postraszył w czwartek w TVN "bankructwem państwa". Tymczasem Polska na tle innych krajów UE ma wyjątkowo niskie zadłużenie

31 marca Sejm przyjął ustawę antykryzysową, bez poprawek Senatu, które wprowadzały kilka istotnych zmian, m.in.:

  • zwolnienie przedsiębiorców z obowiązku opłacenia podatku dochodowego, jeśli przychody spadły o ponad 20 proc.;
  • zwolnienie z obowiązku opłaty składek ZUS również dla małych i średnich firm;
  • świadczenie postojowe do wysokości 75 proc. średniej krajowej;
  • podniesienie wysokości pożyczki (z możliwością umorzenia) dla firm z 5 tys. do 40 tys. złotych;
  • oraz świadczenie opiekuńcze dla rodziców dzieci do 12. roku życia;
  • dodatki dla pracowników ochrony zdrowia;
  • testy dla personelu medycznego.

W Sejmie wszystkie te poprawki zostały odrzucone. Jako powód podano: brak wskazania źródeł finansowania. Niedopatrzenie opozycji? Odwrotnie - konieczność. Żeby skutecznie ratować obywateli i gospodarkę, Polska musi się zadłużyć.

Strona rządowa stara się w odpowiedzi komunikować społeczeństwu, że tarcza jest adekwatna do okoliczności, opozycja szafuje nieodpowiedzialnymi propozycjami, na które nie ma pieniędzy, natomiast rozsądny rząd stoi na straży zrównoważonego budżetu. Jarosław Gowin uważa nawet, że przyjęcie poprawek doprowadziłoby do bankructwa.

Jak to jest naprawdę?

Polska bankrutem narodów?

Wicepremier Jarosław Gowin zapytany w TVN24, dlaczego nie przyjęto poprawek Senatu, odpowiedział, że tarcza w formie zaproponowanej przez rząd zawiera "bardzo szeroki repertuar wsparcia" i że "na tym etapie to są środki optymalne". "Jeżeli przyjęlibyśmy propozycje opozycji, to państwo stałoby się bankrutem" - zaznaczył.

"Tarcza zawiera bardzo szeroki repertuar wsparcia. Na tym etapie to sa środki optymalne, jeżeli przyjęlibyśmy propozycje opozycji, to państwo stałoby się bankrutem".
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Jeśli trzymać się słów Gowina dosłownie, o bankructwie państwa mówi się potocznie wtedy, kiedy nie jest w stanie spłacać swoich zadłużeń. Państwu nie jest tak łatwo zbankrutować, bo ma dużo więcej możliwości spłaty i rozkładania długu w czasie niż prywatne firmy. "Prywatny dług, jeśli pozwolimy mu narosnąć, będzie ciągnął ku ziemi gospodarkę przez lata" - komentowali dla OKO.press ekonomiści z think-tanku Instrat.

I wskazywali: "Jest szansa, że nie wydarzy się nic, jeśli zadłużymy się u własnego społeczeństwa, jak od lat robią to Japończycy i Amerykanie. Jeśli się nie zadłużymy, koszty uderzą w najsłabsze grupy, ludzi na śmieciówkach, jednoosobowe działalności gospodarcze, mikro i małe przedsiębiorstwa".

Mamy jedno z najniższych zadłużeń w Europie

Paniczny lęk przed zadłużeniem wydaje się w przypadku Polski mało uzasadniony. Chociaż rząd wydawał pieniądze dość hojnie, to zwykle korzystał ze wzrostu gospodarczego albo możliwości przerzucania środków między funduszami czy ograniczania wsparcia dla samorządów. Tak np. fundusz pracy, który teraz byłby bardzo potrzebny do finansowania polityki dotyczącej rynku pracy i aktywizacji zawodowej, został już nadwyrężony finansowaniem programu "Za życiem" czy 13. emerytury.

Nie jesteśmy jednak na liście państw o dużym długu publicznym, wręcz przeciwnie.

Jeśli chodzi o zadłużenie publiczne, to Polska ma dziś jedno z najniższych w Europie, jeśli chodzi o stosunek do produktu krajowego brutto. Podczas gdy średnia w Unii Europejskiej wynosiła ok. 80 proc., to Polskie zadłużenie spada od 2016 i według danych z 2018 jest na poziomie 48,9 proc. PKB.

Dla porównania użyjemy danych z 2018 roku z bazy Eurostatu:

  • w Belgii zadłużenie wynosi 100 proc. PKB;
  • w Niemczech 62 proc.,
  • w Hiszpanii 97 proc.,
  • we Włoszech 134 proc.,
  • w Portugalii 122 proc.,
  • w Czechach 32 proc.,
  • a w poważnie zadłużonej Grecji - 181 proc.

Porównanie można zobaczyć na poniższej mapce. Kolor ciemnozielony to państwa zadłużone powyżej 100 proc. PKB, jaśniejszy odcień (Hiszpania, Francja) - między 70 a 100 proc, jasny zielony 49 - 70, żółty - 34 - 49, a beżowy mniej niż 34 proc.

Zgodnie z polską Konstytucją dług publiczny państwa nie może przekraczać 60 proc. PKB. Do tego limitu brakuje nam jeszcze 250 mld zł.

"NBP już zapowiedział skupowanie obligacji skarbowych na rynku wtórnym, czyli w praktyce finansowanie deficytu z druku pieniądza. Takie działanie pokazuje otwartość na finansowanie z długu" - komentowali ekonomiści z Instrat i dodawali, że finanse publiczne są w doskonałym stanie. 70 proc. obligacji mają krajowe podmioty, a koszty obsługi i deficyt - niskie.

Dlaczego zadłużenie się opłaca?

"Są momenty, kiedy należy martwić się rosnącym zadłużeniem rządu. To nie jest jeden z nich" - napisał amerykański ekonomista Gregory Mankiw, prezydencki doradca ekonomiczny za czasów Georga W. Busha i podkreślił to, na co zwraca dziś uwagę wielu ekonomistów: polityka natychmiastowej ochrony społeczeństwa przed konsekwencjami ekonomicznymi pandemii jest kluczowa. Jako "dobry początek" Mankiw proponuje natychmiastowe przyznanie tysiąca dolarów każdemu obywatelowi USA.

Zdaniem polskiego think tanku Instrat celem polityki gospodarczej powinno być zabezpieczenie dochodów społeczeństwa - na przykład przez wprowadzenie dochodu minimalnego - i płynności przedsiębiorstw.

Wszystko po to, żeby uniknąć tzw. spirali recesyjnej. Mechanizm jest prosty: bankructwa i utrata pracy spowodują mniejsze wydatki, dla firm to mniej zleceń i zysków, a więc mniejsze pensje i więcej zwolnień. I tak dalej i tak dalej, aż skutki recesji dosięgną wszystkich branż.

W Polsce może to być szczególnie dotkliwe, bo do tej pory głównym motorem naszego dobrobytu i wzrostu gospodarczego była konsumpcja, która w czasach kryzysu i przy nagłej utracie pracy dużej części społeczeństwa może zupełnie się załamać.

"Kiedy pieniędzy w obrocie będzie mniej, skończy się konsumpcja, ucierpią wszyscy. Konsekwencje będą dramatyczne" - przewidywała menedżerka Anna Karaszewska.

Inne kraje wydają więcej

Zadłużanie się w celu ratowania gospodarki, to nie wymyślne szaleństwo, tylko oparta na aktualnej wiedzy ekonomicznej strategia, którą obrało już wiele państw. Rząd niemiecki zapowiedział, że zaciągnie dług w wysokości 356 mld euro, żeby utrzymać zatrudnienie, pozwolić przetrwać firmom i zapewnić bezpieczeństwo tym, którzy z dnia na dzień stracili źródło zarobku.

Więcej o propozycjach innych krajów pisaliśmy tutaj:

Jak już pisaliśmy, pomoc oferowana przez rząd jest nieskuteczna i niska. Nie rozwiązuje wielu palących problemów, jak brak wsparcia dla bezrobotnych i kryzys, w jakim z dnia na dzień znalazły się szczególnie małe i średnie firmy i rzesza osób na śmieciowych umowach, które w ostatnich latach stały się w Polsce normą.

Jeśli rozłożymy sztandarowe 212 mld zł na czynniki pierwsze, okazuje się, że realne wydatki państwa, to tak naprawdę ok. 60 mld, reszta to przesunięcia i odroczenia podatkowe oraz gwarancje bankowe. Tylko jedna trzecia obiecywanej przez rząd kwoty to bezpośrednie wsparcie pracowników i wsparcie socjalne.

Udostępnij:

Marta K. Nowak

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne