0:000:00

0:00

“Operacja specjalna” w państwie, które Putin chciał zaatakować, zakończyłaby się już dawno kwiatami od dla wyzwolicieli od wzruszonych mieszkańców kraju i orderami od prezydenta. Ktoś jednak Putinowi podmienił kraj do zaatakowania (jak to się stało, opowiada gen. Pytel w arcyciekawym wywiadzie Hanny Szukalskiej).

Przeczytaj także:

Od początku napaści Rosji na Ukrainę śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami? Nasz cykl GOWORIT MOSKWA znajdziesz pod tym tagiem.

Grafika: rozbłysk a w srodku oko (Saurona?)
Rosyjska propaganda: rys. Weronika Syrkowska

Propaganda relacjonuje teraz dwie rzeczy naraz:

  • “operację specjalną” w wyimaginowanej i ukochanej przez Putina bratniej Nibylandii;
  • wojnę najeźdźczą, którą Rosja prowadzi z niepodległym krajem, w obronie którego stanęło pół świata.

A raczej próbuje opowiadać prawdziwą wojnę Putina w Ukrainie, jakby działa się w wyśnionej Nibylandii. I doprowadzić do zwycięstwa “operacji specjalnej” w wyimaginowanym kraju, ukrywając to, co naprawdę stało się w prawdziwej Ukrainie.

Ten podwójny przekaz prześledźmy na trzech poniedziałkowych wątkach

  1. Korytarzy humanitarnych,
  2. Ryzyka skażenia jądrowego w Charkowie,
  3. Rokowań pokojowych.

Korytarze z bombardowanej Ukrainy do miłującej pokój Rosji i Białorusi

Przez dwa dni nie udawało się wyprowadzić cywilów z bombardowanego Mariupola, bo za każdym Rosjanie zrywali porozumienie. W poniedziałek 7 marca ogłosili, że chętnie pozwolą wyjść mieszkańcom otoczonego Kijowa, Charkowa i Mariupola – korytarzami... na Białoruś i do Rosji.

Ten absurdalny i bezczelny pomysł jest dowodem na to, że propaganda bardzo chce, by Ukraina choć na chwilę stała się Nibylandią. Mieszkańcy Nibylandii skorzystaliby z oferty Putina, bo przecież Nibylandia wraz z Białorusią i Rosją tworzą jedną wielką, kochająca się rodzinę narodów. Z bajki o dobrym carze Putinie i złym Zełenskim.

„Nigdy nie wyprę się przekonania, że ​​Rosjanie i Ukraińcy to jeden naród, chociaż niektórzy na Ukrainie zostali zastraszeni, a wielu oszukano przez nacjonalistyczną propagandę, podczas gdy inni nadal oczywiście sumiennie podążają ścieżką zwolenników Bandery i innych nazistowskich pomocników, którzy walczyli u boku Hitlera podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”.

Dla prawdziwej Ukrainy, która ginie od rosyjskich bomb ta oferta w ogóle nie ma sensu. Nikt przecież nie uwierzy w bezpieczne schronienie w krajach, z których lecą na nich rakiety. Prezydent Francji Macron komentuje to w poniedziałek, mówiąc, że nie zna Ukraińców, którzy zgodziliby się wyjechać do Rosji. "Hipokryzją jest twierdzenie, że będą chronieni, jeśli zostaną eskortowani do Rosji. To nie jest poważne, jest moralnie i politycznie cyniczne i nie do przyjęcia".

Jeden autobus, czyli dowód, że Ukraina kocha Putina

Propaganda się nie poddaje. Znajduje jeden autobus, który wjeżdża do Rosji: “Mieszkańcy Ukrainy, ewakuowani autobusem ze wsi Winogradnoje koło Mariupola, dotarli korytarzem humanitarnym do granicy Federacji Rosyjskiej w obwodzie rostowskim" - relacjonuje korespondent TASS. Bezpieczeństwo ma zapewniać personel wojskowy Południowego Okręgu Wojskowego.

Międzyresortowa Centrala Koordynacji Reagowania Humanitarnego na Ukrainie informowała, że Siły Zbrojne Rosji ogłaszają zawieszenie broni i otwierają korytarze humanitarne z czterech miast na Ukrainie - Kijowa, Charkowa, Sumów i Mariupola”.

Z Nibylandii powinny ruszyć tysiące autobusów. Jest jeden.

Następnie - i to od samego twórcy Putina - dowiadujemy się, dlaczego korytarze do Rosji nie zadziałały:

„Formacje nacjonalistyczne nadal, stosując brutalną siłę i stosując różnego rodzaju prowokacje, utrudniają wycofywanie ludności cywilnej, w tym cudzoziemców, z obszarów działań wojennych” – podkreślił Kreml w komunikacie po rozmowie telefonicznej Putina z premierem Indii.

W rozmowie z przewodniczącym Rady Europejskiej Charlesem Michelem, Putin "podkreślił z kolei, że rosyjskie wojsko podejmuje wszelkie możliwe środki, aby ratować życie cywilów. »Główne zagrożenie stanowią formacje nacjonalistyczne, które w zasadzie wykorzystują taktykę terrorystów, chowając się za ludnością cywilną«”.

Według szefa Narodowego Centrum Zarządzania Obroną Rosji, generała pułkownika Michaiła Mizincewa - "ukraińskie kierownictwo jest pod wpływem radykałów i całkowicie straciło kontrolę nad tym, co dzieje się w kraju". (…) Ustalono, że „nacjonaliści, pod groźbą przemocy fizycznej, po prostu nie wypuszczają cywilów i obcokrajowców z tych osiedli”.

Czyli Ukraińcy tak są sterroryzowani przez “radykałów”, że wolą dać się zabić Rosjanom w swoich miastach niż z nich uciec. Choć w zasadzie nie ma po co uciekać, bo armia rosyjska nie atakuje pociskami obiektów cywilnych.

Jakby powiedzieli fizycy, połączenie między Nibylandią Putina i prawdziwą Ukrainą, jest bardzo niestabilne. To w zasadzie cud, że zmieścił się w nim jeden autobus, zanim łączność została przerwana.

A jeśli o fizyce mowa, to od północy w rosyjskich oficjalnych agencjach bohaterem jest Charkowski Instytut Fizykotechniczny.

Reaktor w Charkowie zagrożony przez bomby? Nie, to Ukraińcy...

W prawdziwej Ukrainie Instytut mieści się w bombardowanym od kilku dni Charkowie. W niedzielę, 6 marca, spadły na Instytut rosyjskie rakiety. Zrobiło się niebezpiecznie, bo instytut ma mały reaktor jądrowy do celów badawczych. Czy jest on bezpieczny?

W poniedziałek zaniepokojenie wyrazili m.in. Japończycy, którzy mają przecież doświadczenie z reaktorami uszkodzonymi przez przypadek i siły natury. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej w Wiedniu sądzi, że zakład produkujący neutrony w charkowskim Instytucie mógł zostać zniszczony. "To jest obiekt do produkcji neutronów do eksperymentów naukowych. To jest instytut naukowy, to zniszczenie jest bardzo niefortunne” – powiedział w poniedziałek dyrektor generalny organizacji Rafael Grossi.

W Nibylandii Putina to zdarzenie nie mogło mieć miejsca, gdyż - tak, zgadli Państwo - Rosja nie ostrzeliwuje obiektów cywilnych, a wyłącznie militarne.

Co więc się stało? TASS i Interfaks po rosyjskim ostrzale Charkowa, a zanim informacja o zniszczeniu Instytutu poszła w świat, nadały w nocy komunikat, że zdaniem rosyjskiego MON to Ukraińcy zaminowali instytut i planują go wysadzić, by potem oskarżyć o lokalne skażenie jądrowe rzekomy atak jądrowy.

To też wyjaśnienie na granicy możliwości fizyki teoretycznej.

Jak Ukraińcy chcieli oskarżyć Rosjan o uderzenie w cywilny naukowy instytut badawczy, skoro Rosjanie w ogóle nie ostrzeliwują obiektów cywilnych, a ich ataki są wybitnie precyzyjne i wymierzone w obiekty wojskowe? Których już zresztą nie ma, bo - jak wynika z innych komunikatów - zostały już dawno zniszczone?

Dla rosyjskiej propagandy takie sprzeczności nie mają znaczenia.

Warunki pokojowe dla Ukrainy, w której Rosja nie prowadzi wojny

Problem, jak objaśnić, na czym polegają rokowania pokojowe, wymaga od propagandy nie tylko zakrzywiania czasoprzestrzeni, ale też podróżowania w czasie.

W wyniku “specjalnej operacji” Ukraina Putinowskich marzeń miała się “zdenazyfikować”, “zdemilitaryzować” oraz “zaprzestać zbrojeń jądrowych”. Te proste hasła miały wystarczyć, by w najechanym kraju wymienić rząd i podporządkować sobie wszystkie struktury.

Ponieważ jednak Putinowi podmienili mapy, od 12 dni propaganda próbuje wyjaśnić, po co Rosja najechała niepodległe państwo i wykrwawia się teraz w tej wojnie.

Putin jeszcze do wczoraj ograniczał się (w oficjalnych komunikatach z rozmów telefonicznych z głowami innych państw), że Ukraina ma wykonać jego żądania, a te żądania są jej “znane”. Tyle w temacie treści.

Przełomem poniedziałku było wypełnienie tego, co jest Putinowi "znane”, konkretną treścią.

Rzecznik Kremla oznajmił, że "Rosja jest gotowa w każdej chwili przerwać operację, jeśli Kijów spełni wymagania. Ukraina powinna w szczególności zapisać w konstytucji swój neutralny status, uznać Krym za część Federacji Rosyjskiej, a także niepodległość DRL i ŁRL. (...) W tym przypadku operacja wojskowa Federacji Rosyjskiej może zostać w każdej chwili wstrzymana”.

Na logikę więc Rosja najechała sąsiednie państwo, żeby ono zgodziło się oddać to, co i tak już straciło w poprzedniej wojnie? No chyba że Nibylandia Putina znajduje się ciągle w roku 2014?

Kpię, bo czasem lepsze to niż płacz. Jednak dla dyplomatów nowe warunki Pieskowa to coś, nad czym można pracować. Od co najmniej soboty widać, że Putin i jego propaganda próbują przekonfigurować warunki stawiane Nibylandii tak, by dało się o nich rozmawiać z prawdziwymi dyplomatami w świecie, w którym jest prawdziwa Ukraina.

Z drugiej strony, żeby dla Ukrainy była jakaś szansa, Putin musi osiągnąć sukces w swojej "operacji specjalnej" w Nibylandii z roku 2014. I to zadanie jego propagandy. To straszne, ale należałoby jej kibicować.

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022

Przeczytaj także:

Komentarze