0:00
Prawa autorskie: "Wiesti" 10.01.2023 / A.Jędrzejczyk"Wiesti" 10.01.2023 ...
11 stycznia 2023

GOWORIT MOSKWA: Putin zakazał wojsku, by marzło w okopach. A wojsko nadal marznie 

Propaganda Kremla zdaje się potwierdzać doniesienia niezależnych ekspertów: Putinowi kończą się pieniądze na wojnę. Ale nie kończy się wola prowadzenia wojny. Jeśli kogoś męczą relacje o zachodnich uzgodnieniach w sprawie pomocy wojskowej dla Ukrainy, niech sobie przeczyta to

Wydrukuj

Że z wojną nie jest najlepiej, wnoszę z tego, że po tygodniowej świątecznej przerwie władza zabrała się do roboty. Wydała z siebie ponaglenia, groźby i apele, żeby lepiej produkować broń i sprawniej wyciągać na wojnę pieniądze. A jako że grożenie i ponaglanie nigdzie na świecie nie jest metodą skuteczną, wygląda na to, że wojskowi tłumaczą brak poważnych postępów na froncie tym, że nie dostają od przemysłu tego, co potrzebne.

Dlatego też urzędnicy od zaopatrzenia wojska wydają teraz komunikaty, że robią wszystko, co możliwe, żeby dostarczyć co trzeba. Więc to nie ich wina, że wojskowi nie dostają tego, co im trzeba, i nie wygrywają na froncie.

Prawdopodobnie wysocy urzędnicy wywołają w ten sposób lawinę zapewnień (opatrzonych odpowiednimi pieczątkami), że wszyscy robią wszystko, co się da.

A jeśli nadal nie wychodzi, to zupełnie nie ich wina.

Że nie jest to pomysł ma zarządzanie dużym państwem na dłuższą metę, to jasne. Wygląda więc, że Putin jednak wierzy, że jeszcze trochę wysiłku i uda się osiągnąć sukces i wojnę zakończyć. Dlatego właśnie przeorganizował dowództwo na froncie ukraińskim.

Gospodarka pod sankcjami nie ma się bowiem najlepiej (o czym niżej). Dowodem na to jest lekko podmieniony jakiś czas temu w kremlowskich depeszach background doklejany zawsze na końcu. To jedyne wyjaśnienie, po co ta wojna, jakie otrzymali Rosjanie:

“Od 24 lutego Rosja prowadzi wojskową operację specjalną w Ukrainie. Władimir Putin nazwał ją zadaniem «ochrony ludzi, którzy przez osiem lat byli poddawani zastraszaniu i ludobójstwu ze strony kijowskiego reżimu». Według prezydenta ostatecznym celem operacji jest wyzwolenie Donbasu i stworzenie warunków gwarantujących bezpieczeństwo Rosji”.

Walki o Soledar i Bachmut w Donbasie propaganda rosyjska przedstawia teraz tak, jakby chodziło o szturm Berlina w 1945 r. Choć bardziej na takim spojrzeniu zależy wojskowym.

Rzecznik Putina, Dmitrij Pieskow, nazwał 11 stycznia sukcesy rosyjskie w Soledarze “taktycznymi”. Chyba chodzi o to, że nie wojskowi będą mówili Putinowi, czy już jest przełom "w ochronie ludzi, którzy przez osiem lat byli poddawani zastraszaniu i ludobójstwu ze strony kijowskiego reżimu", czy nie.

Tymczasem propaganda Kremla całkiem serio traktuje wezwania władzy do “wykonywania planów w przemyśle wojennym” - komunikaty te służą jej one do przekonywania poddanych Putina, że nie ma odwrotu od wojny i gospodarki wojennej.

Przyjemnie już było.

Jest’! Towariszcz gławnokomandujuszczij (Tak jest, towarzyszu wodzu naczelny)

“Rosyjskie władze, jeśli to konieczne, zastosują nowe kary za niewykonanie kontraktów w ramach zamówienia obronnego państwa” - pogroził 10 stycznia nowo mianowany wiceprzewodniczący Wojskowej Komisji Przemysłowej Dmitrij Miedwiediew.

Przewodniczącym tej komisji jest sam Putin. W grudniu jednak bardzo rozsądnie stworzył stanowisko wiceprzewodniczącego i cały problem z brakami dostaw dla wojska zdelegował na Miedwiediewa. I kazał wojsku rozwiązać "wszystkie trudności ze sprzętem dla uczestników operacji specjalnej” do 1 lutego.

W skład Wojskowej Komisji Przemysłowej wchodzą także:

  • minister obrony Siergiej Szojgu
  • szef Sztabu Generalnego Walerij Gierasimow
  • oraz sekretarz Rady Bezpieczeństwa Nikołaj Patruszew.

Nic dziwnego, że nie tylko Miedwiediew, ale też Szojgu i Patruszew zabrali się do roboty. I wydali po noworoczno-świątecznej przerwie oświadczenia.

Wsadzimy do łagru albo damy mieszkanie

Miedwiediew zrobił to, czego się w takich sytuacjach oczekuje od wiceprzewodniczącego zastępującego Putina: wizytował fabrykę uzbrojenia i wydał zalecenia (powołał “grupę roboczą komisji do kontroli produkcji broni, sprzętu wojskowego, sprzętu specjalnego i broni specjalnej”).

“Powtarzające się naruszenia w realizacji zamówień obronnych państwa pociągną za sobą odpowiedzialność karną” - pogroził (we wrześniu Putin podpisał ustawę, która przewiduje do 10 lat więzienia za “naruszenie warunków kontraktu państwowego w zakresie zamówień obronnych państwa”).

„Tutaj zadania są oczywiste, trzeba je szybko rozwiązywać. W żadnym wypadku nie dopuszczać do uchybienia terminom, które zostały zatwierdzone. Bo takie przypadki, jak wiadomo, istnieją” – taki komunikat Miedwiediewa przekazała propaganda.

W zabawę polegającą na zapewnieniu, że robimy wszystko, co się da, włączył się natychmiast deputowany do Dumy Państwowej Jednej Rosji Oleg Morozow. Po oświadczeniu Miedwiediewa wydał własne oświadczenie, że nie tylko należy wprowadzić kary za zakłócanie porządku obronnego państwa, ale też zachęcać „zwykłych robotników” kompleksu wojskowo-przemysłowego do osiągnięć w pracy. Na przykład... poprzez przydziały na mieszkania.

Niech dostawy w końcu trafią na front

Dlaczego za realizację planów produkcyjnych w zakładach zbrojeniowych władza obiecuje mieszkania?

Tego można się dowiedzieć z oświadczenia ministra wojny Szojgu. Pomiędzy zapewnienia, że Rosja ma najlepszą broń na świecie, a najnowsza fregata “Admirał Gorszkow” może naddźwiękowymi cyrkonami zniszczyć Wyspy Brytyjskie, Szojgu wplata takie zdania:

"Konieczne jest w jak najkrótszym czasie sfinalizowanie wyposażenia, w tym wyposażenia taktycznego na najwyższym poziomie dla rosyjskiego personelu wojskowego”.

"Wszystko, czego potrzebuje żołnierz, musi być nowoczesne, wygodne i niezawodne" - oznajmił Szojgu podczas telekonferencji tematycznej w MON 10 stycznia. W jedenastym miesiącu wojny, którą przygotował razem z kolegami, Szojgu podzielił się z podwładnymi myślą, że "programy szkoleniowe i plany dostaw sprzętu dla Sił Zbrojnych Rosji powinny być opracowywane na podstawie analizy doświadczeń na Ukrainie i w Syrii”.

Oraz przypomniał, że prezydent Rosji wyznaczył resortowi wojskowemu szereg priorytetowych zadań.

Mają podjąć “kompleksowe działania w celu jakościowego unowocześnienia Sił Zbrojnych FR i zwiększenia ich zdolności bojowych”.

Snuł też publicznie plany usprawniania wojskowej łączności: „W tym celu będziemy aktywnie wykorzystywać technologie sztucznej inteligencji”.

Powiedział także, że rosyjski MON "zamierza w najbliższej przyszłości zmodernizować pracę komisji poborowych, zdigitalizować bazy danych oraz nawiązać współpracę z władzami lokalnymi i regionalnymi”.

To o tyle ciekawe, że w oficjalnych komunikatach z jesieni, z czasów chaotycznej “częściowej mobilizacji”, MON obiecywał, że w 2023 roku mobilizacyjne bazy danych będą już scyfryzowane. A nie, że się dopiero za to zabierze “w najbliższej przyszłości”.

Co się dzieje na froncie?

O przyczynach tych wszystkich zabiegów władzy informuje 5 stycznia agencja TASS w obszernym wywiadzie z pułkownikiem “Milicji Ludowej Donieckiej Republiki Ludowej” Andriejem Bajewskim. Robi to w charakterystyczny dla propagandy sposób: opisuje szczegółowo dramatyczne problemy Ukraińców.

Z kontekstu jasno jednak wynika, że chodzi o to, co naprawdę dzieje się w rosyjskiej armii. Innego sposobu przekazania tego, co tam się dzieje, nie ma (w grę wchodzą karne przepisy o “dyskredytacji rosyjskiej armii”):

  • Wojsko rosyjskie dostaje przestarzałą broń
  • Ukraińcy są dobrze wyposażeni
  • Żołnierze są posyłani na pewną śmierć i giną tysiącami
  • Ludność cywilna traktowana jest “jak śmieci w śmietniku”
  • Ranni zmuszani są do walki

To, że nie dotyczy to Ukraińców, jak twierdzi Bajewski w wywiadzie, ale Rosjan, potwierdza inny komunikat. Tym razem RIA Nowosti: na front wysyła się ze szpitali wojskowych rannych, którzy nie zostali w pełni wyleczeni.

„Dowiedzieliśmy się o sytuacji, w której żołnierze, którzy otrzymali najnowocześniejszą opiekę medyczną z zaleceniami rehabilitacji i opieki pooperacyjnej, zamiast na rehabilitację, od razu byli wysyłani na front. W efekcie zabiegi, które otrzymali, po prostu szły na marne i zamiast zdrowych ludzi, możemy pozyskać osoby z niepełnosprawnością. Teraz już podjęliśmy ten problem i rozwiążemy go” – powiedziała członkini putinowskiej Rady Praw Człowieka Olga Demiczewa.

Putin prosi i grozi, a tu nic

Wszystkie te obietnice wzmożenia i plany lepszego zorganizowania się są odpowiedzią na nieustające wezwanie Putina o wzmożenie i lepsze zorganizowanie się.

Po prostu Szojgu z Miedwiediewem z dwutygodniowym opóźnieniem, ale toczka w toczkę przekazują w dół życzenia Putina.

Wiemy to stąd, że 23 grudnia Putin wybrał się do zakładów zbrojeniowych w Tule. A propaganda dokładnie streściła, czego zażądał:

  • „Oczywiście spodziewam się, że podobnie jak w latach ubiegłych, w tym roku, w 2023 r. zadania porządku obronnego państwa w zakresie produkcji i dostaw uzbrojenia oraz wojskowego sprzętu specjalnego zostaną w całości zrealizowane”.
  • „Najważniejszym, kluczowym zadaniem przedsiębiorstw kompleksu wojskowo-przemysłowego jest zapewnienie naszym jednostkom wszelkiej niezbędnej broni, sprzętu, amunicji i wyposażenia, w wymaganej ilości i jakości. W krótkim czasie”.
  • „Ważne jest, aby znacząco poprawić charakterystykę broni i wyposażenia naszych żołnierzy, biorąc pod uwagę zdobyte doświadczenie bojowe” – powiedział na spotkaniu mającym na celu zaspokojenie potrzeb Sił Zbrojnych biorących udział w operacji specjalnej.
  • "Mechanizm wymiany informacji między przedsiębiorstwami kompleksu wojskowo-przemysłowego a jednostkami biorącymi udział w specjalnej operacji wojskowej, powinien być jak najbardziej skuteczny, aby poprawić jakość pracy. Praktyka ta była stosowana również w Syrii”.
  • „Odrębną i niezwykle ważną kwestią jest przekazywanie informacji zwrotnej przez organizacje przemysłu obronnego jednostkom biorącym udział w specjalnej operacji wojskowej. Podkreślam, że taki mechanizm wymiany informacji w celu poprawy jakości wyrobów wojskowych dostarczanych na potrzeby operacji wojskowej specjalnej powinien być trwały i jak najbardziej skuteczny".

I wiecie co? Dzisiaj, 11 stycznia, Putin znowu powiedział: “Problemy z zaopatrzeniem sił zbrojnych zostaną rozwiązane”.

Dla porządku zauważmy, że na użytek komunikacji z wojskowymi Putin cały czas używa terminu “operacja specjalna”, a nie “wojna”. Choć o wojnie coraz częściej mówi jego propaganda.

Tajemnica Afganistanu

Bardzo ciekawe wyjaśnienie tego, dlaczego sukcesy Rosji na froncie ukraińskim, mimo że wedle propagandy nieustające, nie są jednak aż takie, jak być powinny, przedstawił 10 stycznia kolejny członek Wojskowej Komisji Przemysłowej Nikołaj Patruszew (przy okazji sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji).

Chodzi o to, że Rosję zaatakowały Stany Zjednoczone. Które w tym celu specjalnie wycofały się z Afganistanu.

Patruszew wprost tego nie mówi, ale cały wywód w 11. miesiącu wojny sugeruje, że Putin dał się wciągnąć w perfidną pułapkę: USA zainscenizowały - wedle tej teorii - paniczną ewakuację z Kabulu tylko po to, by Rosja uwierzyła w słabość militarną Ameryki.

Jak wyglądał amerykański spisek?

"Stany Zjednoczone wycofały swoje wojska z Afganistanu, aby skoncentrować się na przygotowaniu Kijowa do ofensywy” - powiedział Patruszew w opublikowanym 10 stycznia wywiadzie dla czasopisma “Argumenty i Fakty".

„Nagłe odejście Amerykanów z tego kraju, jak się okazało, było w dużej mierze spowodowane skupieniem uwagi na Ukrainie, gdzie przygotowania marionetkowego reżimu kijowskiego do ofensywnych działań antyrosyjskich przebiegały pomyślnie. Swoją drogą potwierdził to również sekretarz stanu USA Blinken, który powiedział, że gdyby wojsko amerykańskie nie opuściło Afganistanu, Waszyngton nie byłby w stanie przeznaczyć na Ukrainę tak dużych pieniędzy” – wyjaśnił.

Słowa Patruszewa: “Ratunku, biją nas Amerykanie”, podbił następnie rzecznik Kremla Pieskow: “Stany Zjednoczone i NATO pośrednio i bezpośrednio biorą udział w konflikcie na Ukrainie, pompując Kijów bronią, technologią i wywiadem”. Wtórowały wieczorne “Wiadomości”: NATO przejęło kontrolę nad Unią Europejską i zarządza jej budżetem.

Międzynarodowy kapitał atakuje

Dalej Patruszew snuł rozważania o tym, jak Rosja staje się ofiarą międzynarodowego kapitału (oraz – oby Viktor Orbán nie przegapił - Grorge’a Sorosa). To objaśnienie świata długo wbijane do głowy mieszkańcom dawnego ZSSR, więc propaganda liczy, że i teraz będzie skuteczne:

“Realna władza na Zachodzie należy do ponadnarodowych korporacji, których celem jest zachowanie systemu globalnego wyzysku. Zachodni politycy nie mają siły i możliwości zmiany życia w swoich państwach na lepsze, ponieważ od dawna nie są niezależnymi postaciami. Wszyscy mają powiązania z wielkim biznesem, lobbystami, funduszami”.

Według Patruszewa zachodni politycy nawet nie ukrywają tych faktów. "Niedawno okazało się, że dziesiątki posłów do PE było kontrolowanych przez struktury George'a Sorosa. A Komisja Europejska na zlecenie jednej z największych amerykańskich firm farmaceutycznych na świecie stworzyła szereg schematów korupcyjnych w celu zakupu szczepionek wartych dziesiątki miliardów euro".

„Na Zachodzie nie ma miejsca dla naszego kraju. Rosja denerwuje bandę światowych władców, bo ma bogate zasoby, rozległe terytorium, inteligentnych i samowystarczalnych ludzi, którzy kochają swój kraj, jego tradycje i historię” — powiedział też Patruszew.

Skąd brać pieniądze na wojnę?

Propaganda zaczyna ujawniać, że mimo iż gospodarka rosyjska ma się super (pełny przekaz dnia: Rosja wytrzymała zachodnie sankcje i zwiększa innowacyjność i samowystarczalność gospodarczą), to jednak są pewne kłopoty. A konkretnie: brakuje pieniędzy. Wprowadzony przez Zachód limit cenowy na rosyjską ropę działa i zmusił Putina do sprzedawania surowca poniżej ceny zaplanowanej w budżecie Rosji (miało to być 70 dolarów za baryłkę).

Oficjalny komunikat w tej sprawie z 10 stycznia brzmi tak:

"Wicepremier Aleksander Nowak uważnie monitoruje sytuację ze spadkiem cen ropy naftowej"- powiedział rzecznik prasowy rosyjskiego przywódcy [czyli Putina] Dmitrij Pieskow. - "Nasz rząd, przede wszystkim wicepremier Nowak, bardzo uważnie monitoruje tę sytuację. Oczywiście konieczna jest też uwaga i bardzo ostrożne działania ze strony odpowiednich departamentów, aby nie zaszkodzić naszemu sektorowi energetycznemu” – powiedział Pieskow.

Dziennikarze pytali, czy nie niepokoi go, że w zeszłym tygodniu rosyjska ropa Urals sprzedawana była za połowę ceny ropy Brent (37,80 dolarów za Urals przy 78,57 dolarów za Brent).

Przy czym ten sam komunikat dojaśnia, że wicepremier Nowak monitoruje ceny ropy, gdyż kazał mu to robić Putin. Odbiorca komunikatu musi więc zrozumieć, że z monitrowania nie wynika nic, poza tym, że minister słucha się Putina: “Ministerstwo Energii otrzymało polecenie monitorowania przestrzegania zakazu dostaw. Szczegóły dotyczące sposobu, w jaki Rosja zastosuje reakcję na pułap cenowy i monitorowanie cen, zostaną opublikowane wkrótce”.

Tymczasem 11 stycznia Putin zrobił co?

Wezwał rząd do zwrócenia uwagi na zniżki cen na rosyjskie surowce energetyczne!

Piękną scenkę o bezradności władzy pokazały wieczorne “Wiadomości” 11 stycznia z tego właśnie posiedzenia rządu: Putin próbował zmusić wicepremiera Manturowa do zobowiązania, że załatwi problemy z silnikami do samolotów (były zachodnie, więc ich teraz w Rosji nie ma). Manturow zapewnił, że zrobi wszystko, ale są obiektywne problemy. Na co Putin: “Proszę nie zapewniać, proszę załatwić”.

To nie są jedyne ciekawe zalecenia Putina z ostatnich dni. Do innych, obwieszczanych przez propagandę, należą:

Jednocześnie Putin po raz kolejny podnosi świadczenia dla wojskowych na froncie w Ukrainie. I wystąpił o jeszcze lepszą walkę z inflacją. (“Ceny nie rosną, a jeśli już rosną, to mniej niż zakładano” - zarzekały się “Wiadomości” z 10 stycznia). A 11 stycznia Putin zażądał od rządu “wzmocnienia suwerenności finansowej Rosji".

Patruszew sytuację gospodarczą Rosji przedstawia we właściwym propagandowo świetle:

Tak, jest gorzej, ale to dowód potęgi Rosji, która niniejszym odpowiada na wyzwanie rzucone przez USA.

„Projekt amerykańskiego budżetu na 2023 rok jest najlepszym dowodem, że Waszyngton planuje nowe wojny ze szkodą dla dobrobytu własnych obywateli. Z całkowitych planowanych wydatków rządu federalnego w wysokości 1,7 biliona dolarów, połowa przeznaczona jest na obronę – ponad 850 miliardów dolarów”.

"Wskaźniki nie są złe. Podjęto znaczne wysiłki w celu zapewnienia stabilności makroekonomicznej i oczywiście takie prace powinny być kontynuowane w tym roku, aby wypełnić zaplanowane zobowiązania budżetowe" - podsumował to wszystko premier Michaił Miszustin na posiedzeniu rządu 10 stycznia. - "Chciałbym przypomnieć o dyscyplinie wykonawczej ministerstw i resortów w zakresie realizacji programów państwowych... Już dziś trzeba osobiście zajmować się kontraktowaniem".

Tak, proszę państwa: prezydent i premier osobiście przypominają, że należy wykonywać zadania zapisane w budżecie i w dekretach prezydenckich.

Jasno pokazuje to, że ta oczywistość nie jest oczywista dla wszystkich.

Mobilizacja

Od tygodni krążą po mediach społecznościowych plotki, że wszystko to się skończy kolejną falą mobilizacji w Rosji. Po Nowym Roku propaganda zaczęła sygnalizować, że coś może być na rzeczy.

Tak samo jak późnym latem, przed pierwszą “częściową mobilizacją” Putina, zaczęła bowiem donosić, że w Ukrainie władze polują na poborowych. Na przykład rekruterzy poruszają się po mieście w karetkach pogotowia, by znienacka dopaść kandydata na żołnierza (“Wiadomości” z 9 stycznia). No i nie ma w Ukrainie rejonizacji poboru – wezwania do wojska mogą być doręczane wszędzie.

To akurat znaczy, że Ukraina ma system mobilizacyjny w pełni scyfryzowany.

Ale dla ofiar propagandy Kremla ma to znaczyć, że mobilizacja w Rosji jest już bliska i nie należy się dziwić.

Zwłaszcza że Pieskow właśnie zdementował doniesienia o zakazie wyjazdu mężczyzn z Rosji. I - już 9 stycznia - podkreślił, że nie należy przywiązywać wagi do komunikatów w kanałach na Telegramie o rzekomej kontynuacji mobilizacji w Federacji Rosyjskiej. "Głównym źródłem informacji są oficjalne władze".

***

Od początku napaści Rosji na Ukrainę śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?

UWAGA, niektóre ze wklejanych do tekstu linków mogą być dostępne tylko przy włączonym VPN

Grafika: rozbłysk a w srodku oko (Saurona?)

Rosyjska propaganda: rys. Weronika Syrkowska/OKO.press

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

historyczka z wykształcenia. Od 1989 r. przez 22 lata redaktorka w Gazecie Wyborczej, potem przez 10 lat urzędniczka, m.in. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Od 2021 r. w OKO.press

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne