Szymon Opryszek
Szymon Opryszek
Wcieliłem się w Fernando, meksykańskiego narco, który szuka dostawcy fentanylu do Europy. Handlarz z Chin chciał koniecznie dobić targu: „Towar wyślemy z Hongkongu, będzie zamknięty hermetycznie, żeby psy nie mogły wywęszyć. Akceptujemy kryptowalutę”
Wendy miała azjatyckie rysy, włosy upięte w kok. Granatowy żakiet dodawał jej profesjonalizmu. Łagodny make-up dziewczęcego uroku. Lubiła konkret i dobrze szyfrowane komunikatory.
„Oferujemy najlepszej jakości chemikalia badawcze w najlepszych cenach” – powitała Fernando na czacie. Meksykanin szukał nowego dostawcy. Przeglądał ogłoszenia laboratoriów chemicznych z Chin. A tam czekały one: śliczne i kompetentne. Konsultantki do spraw sprzedaży. Odpowiadały szybko i miło. Potrafiły zażartować. Wszystkie miały wyretuszowane zdjęcia i zachodnio brzmiące imiona: Sara, Grace, Sofia, Daisy, w końcu Wendy.
„Poczuj chemię” – brzmiała jedna z reklam. Inna: „Nasza specjalizacja, Twoje zaufanie. Dzięki innowacyjnej technologii i wysokiej jakości nieustannie angażujemy się w zaspokajanie potrzeb rynków i klientów”. Kluczowe frazy, takie jak „dyskretna dostawa”, „brak problemów celnych” lub „bezpłatna ponowna wysyłka” – stanowiły obietnicę udanego biznesu.
Ten artykuł dostępny jest tylko dla wspierających OKO.press. Rozpocznij subskrypcję.
Już wspierasz? na swoje konto.
Wspierasz nas inaczej?
Daj nam znać, doceniamy każdą formę wsparcia
Ten artykuł dostępny jest tylko dla wspierających OKO.press. Rozpocznij subskrypcję.
Komentarze