16 czerwca 2020

Helena i Robert Biedroń nie spotkają się z Andrzejem Dudą. "Niech najpierw przeprosi"

"Tu nie chodzi o mnie i moją mamę, chodzi o miliony osób w naszym kraju". Robert Biedroń i jego matka nie przyjęli zaproszenia Andrzeja Dudy. Do prezydenta pójdzie aktywista LGBT Bart Staszewski. "Idę powiedzieć, jak wielką krzywdę robi nam prezydent swoimi słowami"

Andrzej Duda zaprosił do Pałacu Prezydenckiego na środę 17 czerwca na godzinę 11:30 Roberta Biedronia i jego matkę Helenę oraz Barta Staszewskiego. O zaproszeniu poinformował we wtorek rzecznik prezydenta, Błażej Spychalski.

Prezydent od kilku dni prowadzi kampanię przeciwko osobom LGBT. „Próbuje się nam wmówić, że to ludzie, a to jest po prostu ideologia” - mówił. Dodawał, że to „neobolszewizm", gorszy od indoktrynacji sowieckiej. O słowach prezydenta szeroko informują światowe media, a ten zarzucił im dezinformację, nie wyjaśniając, na czym miałaby polegać.

Barta Staszewskiego Andrzej Duda spotkał w poniedziałek podczas wiecu w Lublinie, aktywista powiedział mu, że czuje się zaszczuty kampanią nienawiści, jaką prowadzi prezydent.

Również w poniedziałek na konferencji prasowej przed Pałacem Prezydenckim matki osób LGBT zaapelowały do prezydenta, by przestał szczuć. „W sobotę dowiedziałam się od pana prezydenta, że mój syn nie jest człowiekiem. Dlaczego? Bo wspiera innych?" - pytała pod Pałacem Prezydenckim Aneta Sulwińska, matka geja.

„Nie mogę milczeć, kiedy mojemu dziecku ktoś robi krzywdę. to, co pan mówi o naszych dzieciach, potwornie nas boli i rani" - mówiła Helena Biedroń, matka kandydata Lewicy.

We wtorek wieczorem Robert Biedroń oświadczył, że ani on, ani jego matka do Pałacu Prezydenckiego nie przyjdą.

Helena Biedroń:„Niech Pan przeprosi i stanie po stronie dobra”

Kandydat Lewicy najpierw zamieścił na swoim profilu wypowiedź matki, Heleny Biedroń:

View post on Twitter

„Nie chciałabym, żeby pan robił sobie ze mną zdjęcia, a w głowie miał te same krzywdzące przekonania, które ranią nasze dzieci, siostry i braci, najbliższych przyjaciół” - powiedziała Helena Biedroń w oświadczeniu opublikowanym na Facebooku kandydata Lewicy. Zaczęła od tego, że jest już w Krośnie.

„Jeżeli pan naprawdę chce się spotkać, to proszę najpierw przeprosić.

Przeprosić dzieci tych matek, które były ze mną pod Pałacem i tysiące innych, które pańskie słowa głęboko dotknęły. Ludzie na Pana patrzą, więc niech Pan przeprosi i stanie po stronie dobra. Wtedy przyjadę raz jeszcze te 500 kilometrów, żeby się z Panem spotkać".

Robert Biedroń: „Obraził Pan rzeszę Polaków”

Swoją decyzję Biedroń ogłosił podczas cowieczornego czata na Facebooku. Te wystąpienia miewają dość intymny charakter i taka też była ta wypowiedź, osobista, bez wiecowego krzyku:

„Myślałem sobie: trzeba iść do prezydenta, trzeba z nim porozmawiać, trzeba dać szansę" - Biedroń mówi o sobie, że jest „człowiekiem dialogu" i był gotowy rozmawiać z prezydentem. Wcześniej jednak, jak twierdzi, rozmawiał z matką:

„Moja mama użyła jednego argumentu: tu nie chodzi o mnie i moją mamę, tu chodzi o miliony takich osób w naszym kraju. Chodzi o to, żeby prezydent Andrzej Duda zrozumiał, że nie obraził tylko mnie, obraził ogromną rzeszę Polek i Polaków. To słowa były odrażające. A on się nie odcina, nie zrobił nic, żeby przeprosić, nadal używa słów bardzo silnych”.

Biedroń powiedział też: „Coś zostało zepsute, pan ma klucz do naprawienia tej sytuacji”. I zaproponował, by prezydent Duda złożył projekt penalizacji przestępstw z nienawiści. Zadeklarował, że może dostarczyć gotowy projekt.

Opowiedział również o sytuacji, jaka spotkała go tego dnia na kampanijnym szlaku w Końskich. „Dawno nie spotkałem się z taką reakcją.

Przechodził jakiś pan, któremu powiedziałem dzień dobry, uśmiechnąłem się do niego, a on powiedział: «Dzień dobry, pedale». Podczas konferencji prasowej próbowali się przedrzeć ludzie z pięściami, którzy też krzyczeli «Pedał! Pedał!» To nie jest przypadek, że oni to robili dzisiaj, panie prezydencie.

To nie jest coś, co bierze się znikąd. Ci ludzie oglądają Wiadomości, w których takich ludzi jak ja nazywa się ideologią. Ci ludzie Pana usłyszeli. Pan im dał narzędzie do tego, żeby podnieśli tę pięść dzisiaj”.

„Jeżeli nie znajdziemy rozwiązania, to kiedyś ta pięść zostanie użyta” - mówił Biedroń. Oświadczył, że jest zawsze do dyspozycji, ale prezydent musi najpierw przeprosić.

Bart Staszewski: Powiem prezydentowi o Milo i Dominiku z Biżunia

Do prezydenta został też zaproszony Bart Staszewski. To jeden z organizatorów Marszu Równości w Lublinie. Było o nim też głośno, gdy umieścił tablice „strefa wolna od LGBT” przy wjeździe do miejscowości, których władze przyjęły homofobiczne uchwały.

OKO.press zapytało go, czy po deklaracji Roberta Biedronia podtrzymuje swoją decyzję, by spotkać się z Andrzejem Dudą.

„Nie odwołuję” - powiedział Bart Staszewski OKO.press. „Dziwi mnie to, że kandydat na prezydenta najpierw prosi o spotkanie, a potem rezygnuje, ale nie mi to oceniać. Ja idę z tego samego powodu, dla którego pojawiłem się na wiecu w Lublinie.

Idę zasygnalizować problem polskiej homofobii, wspomnieć Milo Mazurkiewicz, Dominika z Bieżunia, powiedzieć jak wielką krzywdę robi nam prezydent swoimi słowami.

Nie czuję, żeby mogłoby to być wykorzystane jako element ocieplenia wizerunku prezydenta”.

Zapytaliśmy, czy nie obawia się, że stanie się częścią kampanii prezydenckiej i pomoże prezydentowi umyć ręce od odpowiedzialności. „Podobnie mówiono o Marszach Równości w małych miastach, o Tęczowym Disco. Znam tę retorykę, która mówi, że wszystko, co robimy to prowokacja i wystawiamy się prawicy. Nie zgadzam się z nią, dlatego idę" - stwierdził Bart Staszewski.

Wcześniej Biedroń chciał spotkania z prezydentem. Dlaczego zmienił zdanie?

Biedroń odmówił spotkania z Andrzejem Dudą, choć wcześniej sam prosił Andrzeja Dudę o spotkanie. W poniedziałek 15 czerwca 2020 wystąpił w programie „Gość Wiadomości" w TVP Info.

„Chętnie spotkam się, przyjdę z moją mamą, z moim partnerem. Panie prezydencie, proszę o spotkanie. Pan powie mojej mamie, że wychowała kogoś innego niż człowieka, jak to pan powiedział, albo wyjaśnimy sobie tę sprawę" - mówił na wizji do Andrzeja Dudy.

Zwrócił się też do prowadzącej Danuty Holeckiej: „Czy pani redaktor może mi pomóc, żebym spotkał się z panem prezydentem". Odmówiła.

Biedroń przekonuje, że decydujący był głos jego matki.

Wydaje się jednak, że zdecydowało, co innego. Biedroń zorientował się, że spotykając się, ratuje Dudę z kłopotu. W Pałacu Prezydenckim panuje kryzys: sztab przesadził z kampanią nienawiści, tyrady prezydenta przeciwko osobom LGBT zyskały wymiar międzynarodowy. „Dziennik Gazeta Prawna" donosi, że amerykańska ambasada interweniowała u prezydenta w sprawie słów o osobach LGBT. Ambasador USA w Polsce Mosbacher zaprzeczyła, ale jednocześnie dodała znaczące słowa: "Powtarzam jednak: USA potępiają dyskryminację i nienawiść na tle rasowym, religijnym, pochodzenia lub orientacji seksualnej".

Co prawda PiS prowadził już kampanię nienawiści do osób LGBT przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, ale wówczas obywatele wybierali różne frakcje do zróżnicowanego europejskiego ciała. Teraz chodzi o wybór głowy państwa. A tak jawnie deklarowana homofobia mieści się poza standardami zachodniego świata.

Robert Biedroń nie jest dla międzynarodowej opinii publicznej osobą anonimową. W wielu zachodnich mediach prezentowano jako sensację to, że gej, prezydent niewielkiej miejscowości zakłada partię, a później że kandyduje na prezydenta w konserwatywnej Polsce.

To Andrzejowi Dudzie musi zależeć na wspólnych zdjęciach z lewicowym kandydatem na prezydenta - gejem - i jego matką. Jego sztab mógłby je wykorzystać, żeby przekonać międzynarodową opinię publiczną, że polski prezydent rozmawia z każdym. A skoro tak znana osoba LGBT jak Robert Biedroń, podaje mu rękę, to problemu nie ma.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne