0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.plDawid Żuchowicz / Ag...

Z informacji OKO.press wynika, że sprawa oprogramowania Hermes może być równie poważna jak sprawa Pegasusa, przy pomocy którego za rządów PiS służby specjalne włamywały się na telefony przeciwników władzy.

Oba oprogramowania różnią się możliwościami, ale pozwalały w różnym zakresie na inwigilację. Przy ich pomocy można było śledzić aktywność nie tylko przestępców, ale też polityków opozycji, dziennikarzy i obywateli, którzy podpadli władzy. Łączy je też to, że zakupiono je od izraelskich firm i w obu sprawach prokuratura zaczęła teraz śledztwa.

Sprawę Hermesa wyjaśnia od niedawna Prokuratura Regionalna w Rzeszowie, która zrobiła już przeszukanie w siedzibie Prokuratury Krajowej i zabezpieczyła nośniki danych związanych z obsługą Hermesa.

Z informacji OKO.press wynika, że z programu korzystano w prokuraturze krajowej bardzo intensywnie. Przeszukiwano bazy danych w internecie na zlecenie prokuratur niższego rzędu. Pojawiają się spekulacje, że robiono to również poza oficjalnym obiegiem.

Hermes to narzędzie służące do tak zwanego OSINT-u – monitorowania danych w otwartych zasobach internetu. To biały wywiad. Za jego pomocą prokuratura krajowa mogła więc na przykład przeglądać aktywność wybranych osób na kontach społecznościowych. Hermes nie pozwala jednak na przełamywanie zabezpieczeń i włamywania się na telefony. Tym się różni od Pegasusa.

Przeczytaj także:

Ale Hermes ma jeszcze jedną funkcję, o której dotąd nie było wiadomo. Jak ustaliło OKO.press, Prokuratura Krajowa zamówiła program z opcją dostępu do darknetu.

To niewidzialna część internetu, do której nie dotrze się używając wyszukiwarki Google. Potrzebne jest do tego specjalne oprogramowanie. Z darknetu korzystają przestępcy, czy pedofile. Ale nie tylko. Korzystają też z niego dziennikarze i sygnaliści do bezpiecznego przesyłania danych, czy opozycja lub organizacje pozarządowe w krajach z systemem autorytarnym.

To nie koniec. W darknecie znajdują się też bazy z danymi wykradzionymi przez hakerów z banków czy z firm telekomunikacyjnych. Można w nich znaleźć np. numery kart kredytowych, loginy do kont i skrzynek mailowych.

Możliwość przeglądania darknetu pozwala więc skuteczniej ścigać przestępców, ale też pozwala na inwigilację obywateli – poprzez skorzystanie z wykradzionych danych czy przeciwników władzy i dziennikarzy, jeśli z niego korzystają.

Prokuraturze Krajowej zależało na tej opcji Hermesu. Dlaczego? Na to pytanie ma teraz dać odpowiedź śledztwo Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie. Do wyjaśnienia są też inne kwestie. W jakim celu używano Hermesa – co przeglądano i po co? Czy w ten sposób inwigilowano aktywność tylko podejrzanych przewijających się w śledztwach, czy też przeciwników władzy?

Czy prokuratura używając Hermesa działała zgodnie z prawem? Bo co do zasady, nie prowadzi ona śledztw, a już na pewno nie wykonuje czynności operacyjnych (Hermesa obsługiwali byli agencji ABW).

Takich czynności osobiście nie prowadzą też szeregowi prokuratorzy. Zleca się je policji albo służbom specjalnym. Ale tylko w związku z prowadzonym konkretnym śledztwem. Bo zbieranie danych o obywatelach musi mieć oparcie w prawie.

Prokuratura wyjaśni też czy kwota zapłacona za Hermesa jest adekwatna, bo w środowisku służb specjalnych spekuluje się, że cena za tego typu oprogramowanie jest niższa.

Na zdjęciu u góry: były prokurator krajowy Bogdan Święczkowski, zaufany Zbigniewa Ziobry. To on podpisał umowę na zakup Hermesa. Dziś Święczkowski jest sędzią TK Przyłębskiej, wybrał go w Sejmie PiS. Fot. Dawid Żuchowicz/Agencja Wyborcza.pl.

Jak Bogdan Święczkowski kupił Hermesa

Zakup oprogramowania Hermes od izraelskiej firmy przez prokuraturę krajową ujawniła na początku marca 2024 roku „Gazeta Wyborcza”. Kupiono go w 2021 roku za ok. 15 mln zł.

Za program zapłaciła Prokuratura Krajowa. Z informacji OKO.press wynika, że umowę podpisał były prokurator krajowy Bogdan Święczkowski, obecnie sędzia TK Przyłębskiej (został wybrany w poprzedniej kadencji Sejmu przez posłów PiS). To zaufany byłego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry.

Hermesa kupiono bez przetargu, co tłumaczono względami bezpieczeństwa państwa. Może to tylko zbieg okoliczności, ale do zakupu doszło, gdy już głośno mówiło się, że władza PiS używa Pegasusa.

Kolejne faktury za licencję do Hermesa podpisywał zastępca prokuratora generalnego Michał Ostrowski, który po ujawnieniu sprawy jego zakupu zapewniał, że program był wykorzystywany legalnie. W wydanym oświadczeniu twierdził, że używano go do analiz o charakterze kryminalnym, pokazujących m.in. powiązania osób. Były one potem weryfikowane procesowo. Podkreślał, że były one robione na wniosek prokuratorów prowadzących śledztwa.

Sprawa z Hermesem wyszła na jaw po odsunięciu od kierowania Prokuraturą Krajową Dariusza Barskiego, który w 2022 roku został wadliwe przywrócony – ze stanu spoczynku – do pracy w prokuraturze. Ten formalny błąd w styczniu 2024 roku wykorzystał nowy minister sprawiedliwości i prokurator generalny Adam Bodnar.

Do nowego kierownictwa prokuratury przyszła krótko potem kolejna faktura za Hermesa. Wątpliwości wzbudziła wysoka kwota. Zaczęto drążyć sprawę i okazało się, że w Prokuraturze Krajowej jest specjalny pokój z komputerami i dostępem do programu. O odkryciu został poinformowany minister Bodnar. Zapadła decyzja, że okoliczności jego zakupu i sposób korzystania musi wyjaśnić w śledztwie prokuratura.

;

Udostępnij:

Mariusz Jałoszewski

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.

Komentarze