0:00
Prawa autorskie: Marta Dudzinska / Agencja GazetaMarta Dudzinska / Ag...
22 października 2021

HiT, czyli kit. Nauczyciel historii: Minister Czarnek chce bawić się świadomością uczniów

"Ja naprawdę się zastanawiam, czy nadal chcę tego przedmiotu uczyć. Czy chcę legitymować coś, co przestaje być historią, a zaczyna być uczeniem legend" - pomysł wprowadzenia do szkół ponadpodstawowych nowego przedmiotu "Historia i teraźniejszość" komentuje dla OKO.press nauczyciel Jacek Staniszewski

Wydrukuj

Anton Ambroziak, OKO.press: Władza jest zakręcona na punkcie nauczania historii. Od miesięcy słyszymy o pomyśle nowego przedmiotu, który ma wyrwać historię Polski z powszechnej. Szczegółów wciąż nie znamy, ale minister Przemysław Czarnek zdradził, że od września 2022 roku w szkołach ponadpodstawowych pojawi się "Historia i teraźniejszość", w skrócie HiT. Czy to faktycznie polskim uczniom i polskiej szkole potrzebne?

Jacek Staniszewski, nauczyciel historii, dyrektor Akademii Dobrej Edukacji Górczewska 13, autor bloga doklasy.pl:

To trudne pytanie, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę prędkość wprowadzania zmian. Minister sam przyznał, że nie zna programu i nie wie, co w nim będzie, bo piszą go jacyś fachowcy. To oznacza, że jest za pięć dwunasta. Zazwyczaj takie programy pisze się długo — powinny one być szczegółowo opracowane i zaopiniowane przez szereg ekspertów, w tym praktyków, czyli nauczycieli. Wiemy, że pisaniem programów dla ministra zajmują się akademicy.

Wśród nich dr Artur Górecki, historyk, teolog, współpracownik pisma "Christianitas", który dziś pełni funkcję pełnomocnika ds. programów i podręczników. Na wykładzie organizowanym przez "Ordo Iuris" tłumaczył m.in., że głównym celem nauczania jest zbawienie.

No właśnie. Każdy program zawierał do tej pory tak zwane wymagania ogólne i wymagania szczegółowe. Ciekawe, czy gdzieś tam zbawienie się znajdzie. A poważnie mogę to tylko, bez zdziwienia, przyjąć do wiadomości.

Ale żeby odpowiedzieć na pytanie, czy ten przedmiot jest potrzeby, musimy dowiedzieć się, co dokładnie w nim będzie. Nie wiemy, w której klasie się pojawi. Nie wiemy, czy to oznacza, że od historii powszechnej odłączymy tylko najnowszą historię Polski, czy będziemy uczyć o całej współczesności. Na podstawie wypowiedzi polityków mogę oczywiście zgadywać, co to będzie za przedmiot. Najprawdopodobniej szczegółowo będzie omawiał wiek XIX i XX, a całość będzie nastawiona na historię Polski od zaborów.

Cel przedmiotu minister Czarnek tłumaczył tak: “Jesteśmy gotowi, by odzyskiwać pokolenia nieświadomych młodych Polaków”. Co Pan myśli, jak słucha tych słów?

Włosy stają mi na głowie. Bo co to znaczy odzyskiwać świadomość? Minister wprost przyznaje, że celem przedmiotu, który powstanie, jest zabawa świadomością uczniów i uczennic. Aby coś obudzić, musimy stworzyć to na nowo, czyli dobrać takie narzędzia, które zbudują świadomość, jakiej zażyczy sobie minister.

Miejsce źródeł zajmą mity?

Jeśli chcemy kształtować świadomość patriotyczną, taką, w której nasza młodzież będzie bezkrytycznie dumna z tego, że są Polakami, będziemy musieli odrzucić wszystko to, co w naszej historii trudne. Dlatego to, co władza lubi nazywać pedagogiką wstydu, nie wejdzie do kanonu. Wtedy albo musimy zabrać się za mity, albo traktować historię Polski wybiórczo.

Wystarczy zajrzeć do książek historycznych, by zgadnąć, co wybiorą eksperci ministra.

W XIX wieku będziemy prawdopodobnie mówić przede wszystkim o powstańcach listopadowych i styczniowych, a także polskich narodowcach. W XX wieku na pierwszym planie będą: Józef Piłsudski, Roman Dmowski i Polska podziemna, z kultem żołnierzy wyklętych.

Wiceminister Dariusz Piontkowski nie wykluczał, że nowy przedmiot pożre kawałek WOS-u, bo przecież uczniowie nie mogą być za mocno przeciążeni materiałem.

Pan minister najwyraźniej nie rozumie, na czym polega uczenie WOS-u i historii. WOS to nie jest nauka o świecie współczesnym, tylko przedmiot, który mówi o tym, jak działają społeczeństwa, jak działa państwo, czym jest Konstytucja, czym jest Polska lokalna, jakie prawa ma obywatel i czym są prawa człowieka.

Szczerze mówiąc, marzyłbym o tym, by powstał przedmiot, który bierze współczesność jako punkt wyjścia i tłumaczy to, co dzieje się dziś za pomocą treści historycznych. Podam przykład. Poza programem zorganizowałem lekcję o tym, co dzieje się na granicy polsko-białoruskiej. W żaden sposób nie miała być to lekcja, podczas której będziemy rozstrzygać, kto ma rację: ci, którzy chcą wpuszczenia migrantów, czy ci, którzy chcą budować zapory. Chcieliśmy zobaczyć, na czym polega fenomen migracji. Co zmusiło tych ludzi do porzucenia kraju i dlaczego w zasadzie idą tam, gdzie idą. Gdy popatrzymy na mapę to jasno widać, że z Syrii, Iraku czy Iranu droga do Unii Europejskiej przez Białoruś nijak nie jest oczywista. Do dzisiejszych wydarzeń dołożyliśmy historyczny kontekst. Wybrałem mniej znane migracje: Chińczyków i Koreańczyków do Kazachstanu, Katalończyków do Francji i Polaków po II WŚ, by lepiej porównać mechanizm, z którym obcujemy dziś. Bez fałszywej skromności powiem, że lekcja była bardzo udana.

Przeczytaj także:

I o taki przedmiot, by mi chodziło. Bierzemy współczesne zjawisko np. konflikt bliskowschodni, polski podział na prawicę i lewicę, kwestię irlandzką w Wielkiej Brytanii i zaczynamy się zastanawiać, skąd się to zasadzie wzięło. Inny świetny temat? Dlaczego w Czechach nie ma katolików, a w Polsce jest ich tak wiele. Jestem przekonany, że uczniowie otwarci na świat byliby w stanie zadać wiele różnych pytań pod hasłem "dlaczego jest, jak jest", a ja mógłbym zainteresować ich współczesnością i historią. Ale wiadomo, że nie o taki przedmiot chodzi ministrowi.

Jak ma wyglądać rola nauczyciela historii podczas lekcji przygotowanej przez ekspertów ministra Czarnka?

Nie mam wątpliwości, że moja rola będzie szczegółowo rozpisana. Z podstawy programowej dowiemy się, jakie treści mamy przedstawić, jakie wnioski wyciągnąć i jakie są — moje ulubione określenie — "spodziewane wnioski uczniów". Skoro moim zadaniem będzie obudzenie w młodzieży świadomości, która śpi, muszę mieć do tego narzędzia. Prawdopodobnie dostanę po prostu rolę do wygłoszenia, jak aktor na scenie. I w zależności od mojego talentu krasomówczego będę to robił lepiej lub gorzej. Trochę żartuję, bo nie umiem pracować w taki sposób.

Cały czas zastanawiam się nad tym, jak to w zasadzie jest. W narracji ministra, który uwziął się na historię, jest przekonanie, że jak zapisze się coś w dokumentach, to po roku, jak z taśmy produkcyjnej, wyjdą obudzeni, świadomi ludzie, którzy będą myśleć tak, jak życzy sobie tego obecna władza. Taki proces, niezależnie od jego oceny, wymaga czasu i przekonania. Zapewniam, że nie wszyscy będą przekonani.

Może dla rządu będzie taniej, jeśli po prostu nagra te wykłady i kupi wszystkim uczniom słuchawki i odtwarzacze mp3. Na pewno dzięki temu będą ukształtowani. Do czego ja jestem w tym procesie potrzebny? Mam być pośrednikiem treści ukształtowanych przez ekspertów ministra?

Co na to nauczyciele?

Żyję w bańce, która łapie się za głowę i nie wie, co z tym zrobić. Wiele pomysłów ministerstwa wydawało nam się niedorzecznych i strasznie szkodliwych, a jednak są naszą rzeczywistością. Zaczęło się od likwidacji gimnazjów, a teraz rozmawiamy o wprowadzeniu propagandowego przedmiotu. Możemy się śmiać, ale to śmiech przez łzy. Jestem przerażony, gdy pomyślę, że mają wrócić czasy, w których są treści zakazane.

Wyobrażam sobie, że zaraz ktoś mi powie, że nie mogę mówić o Jedwabnym. Będę za to musiał mówić, że nikt w Polsce nie czytał gadzinówek, a cała Warszawa walczyła z nazistami. Pytanie, czy będę mógł mówić o nazistach, czy będę musiał o Niemcach?

Ja naprawdę się zastanawiam — i nie jestem w tym jedyny — czy nadal chcę tego przedmiotu uczyć. Czy chcę legitymować coś, co przestaje być historią, a zaczyna być uczeniem legend.

Legendy mają swoje zadania: tworzą kulturę i tożsamość, do pewnego stopnia kształtują myślenie wspólnoty. Ale wszyscy wiedzą, że są to tylko legendy. Jeśli będę musiał z pełnym przekonaniem mówić o żołnierzach wyklętych, jako ludziach i oddziałach bez skazy, to po prostu się na to nie zgodzę. Młodzież zasługuje na uczciwość. Co im powiemy, gdy przyjdzie nowy rząd i postanowi odkręcić ten chaos? Że przeszłość się zmieniła? Przeszłość się nie zmienia, zmieniają się narracje o niej. Póki co, rządzący bawią się historią po to, by — jak sami przyznają — raz ją uśpić, a raz obudzić.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne