Gdyby kobiety w Polsce wystawiły państwu rachunek, podliczając każdą godzinę opieki nad dzieckiem, sprzątania i gotowania, budżet kraju by eksplodował. Niewidzialna praca kobiet to nie tylko problem etyczny, ale także potężny hamulec dla gospodarki
Słono za to płacimy – miliardy złotych rocznie wyciekają nam przez palce. Analizy Eurostatu, Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE), GUS czy OECD nie pozostawiają złudzeń: czas przyjrzeć się temu, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami polskich domów.
Zaczynają zwykle od samego rana, mimo że często kładą się później niż bliscy. Karmią dzieci, zajmują się seniorami, przygotowują śniadanie. Planują zakupy, organizują uroczystości i wożą dzieci na pozaszkolne zajęcia. Za to jednak nie ma wynagrodzenia, a w tradycyjnych wskaźnikach ekonomicznych ten wysiłek nie istnieje. To błąd systemowy, który sprawia, że całkowicie pomijamy koszt zdrowotny, czasowy i – co najważniejsze – bezpieczeństwo ekonomiczne kobiet.
To po prostu niewidzialna praca – społeczeństwo zakłada, że to naturalne, żeby babcia zajęła się wnukami. A jak nie, to przecież kobiety mają wybór. Tylko czy na pewno?
Zgodnie z najnowszymi badaniami Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) z 2025 roku, w Polsce aż 37 godz. tygodniowo kobiety poświęcają na »niewidzialną pracę«. W przypadku mężczyzn – 22 godziny w ciągu tygodnia. Autorzy raportu sugerują, że wartość niewidzialnej pracy może być niedoszacowana, ponieważ trudno uchwycić wszystkie drobne obowiązki, często wykonywane jednocześnie. A system wciąż jedzie na gapę na darmowej opiece. Czy się przejedziemy?
Czym tak naprawdę jest niewidzialna praca kobiet? To wspomniane obowiązki domowe, ale też praca emocjonalna, troska o samopoczucie bliskich i ich stan psychiczny. Pisze o niej m.in. Rose Hackman w swojej książce: „Jak niewidzialna praca kształtuje nasze życie i jak poznać się na własnej sile”. Zgodnie z tym podejściem, praca emocjonalna polega na braniu odpowiedzialności za cudze emocje. Uspokajanie innych przybiera tutaj rozmiar wycofywania się, tłumienia własnej złości czy pocieszania innych kosztem własnego stanu psychicznego. Efekty tego drenażu są mierzalne: wypalenie, chroniczne zmęczenie i – w dłuższej perspektywie – ubożenie.
Według raportu OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju), który bierze pod uwagę 23 kraje europejskie – uśredniono: 262 minuty dziennie niewidzialnej pracy wykonują kobiety, a 141 minut – mężczyźni. Te liczby wyglądają inaczej w zależności od kraju: najmniejsza różnica występuje w Szwecji, a najwyższa – w Turcji. Na tle innych krajów europejskich zarówno Polki, jak i Polacy deklarują relatywnie wysokie zaangażowanie w obowiązki domowe i opiekuńcze (dane z PIE): 2,5-3 godzin dziennie. To ponad 1000 godzin rocznie pracy, bez składek i podatków. Dla porównania: cały etat na umowie o pracę bez świąt i urlopów wynosi ponad 2000 godzin rocznie. A przecież wolne 15 godzin w tygodniu można zagospodarować zupełnie inaczej: odpoczywać, wyjeżdżać czy zarabiać.
No dobrze, ale mężczyźni też „pomagają w domu”. Taki język sugeruje, że obowiązki domowe należą do kobiet, a mężczyźni wykonują je „z uprzejmości”.
Ten stereotyp przekłada się niestety na rzeczywistość. Według Raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) z maja 2025 roku, zatytułowanego „Podział obowiązków domowych – między tradycją a przymusem”, widać niepokojący paradoks: w związkach, gdzie partnerzy pracują zawodowo przez tyle samo godzin, to na kobietach spoczywa większość ciężaru logistyki domowej. One pamiętają o kończących się produktach, szczepieniach czy wywiadówce.
Efekt? Socjolożki i socjologowie określają to zjawisko jako mental load, czyli obciążenie psychiczne kobiet. To taki niecichnący turkot w głowie: „kończy się mydło”, „jutro trzeba oddać książkę do biblioteki”, „dziecko ma we wtorek bal przebierańców”, „pojutrze zebranie samorządu klasowego”.
Co mają na myśli matki, pytające o płeć nowego dziecka w rodzinie? Gdy dowiadują się, że to dziewczynka, słychać komentarz: „Oj, to będzie miała ciężej w życiu”. Od dzieciństwa kieszonkowe dla dzieci są różne w zależności od płci – badania pokazują, że chłopcy dostają drobniaki za prysznic, mycie zębów, a dziewczynki za sprzątanie i zajmowanie się domem (!). Ten mechanizm socjalizacji jest przerażający.
„Ciężej w życiu” oznacza również trudniejsze warunki na rynku pracy w przypadku kobiet. W polskim społeczeństwie przez wiele lat idealizowało się macierzyństwo, traktując je jak nieodłączną drogę do spełnienia w życiu kobiety. Szkoda, że tak ważna, życiowa misja nierzadko spotyka się z wykluczeniem matek i kobiet w ciąży w firmach. Koszty macierzyństwa są dotkliwe – płacimy za nie luką płacową (różnica w wynagrodzeniach mężczyzn i kobiet), unikaniem zatrudniania matek i młodych kobiet czy utrudnianiem powrotu do pracy po zakończeniu urlopu macierzyńskiego.
Według danych Eurostatu (Gender Pay Gap statistics), surowa luka płacowa w Polsce może wydawać się relatywnie niska na tle UE (ok. 4,5–5% według metodologii unijnej), ale to pułapka. Gdy przyjrzymy się skorygowanej różnicy płac, czyli uwzględnimy wykształcenie, stanowisko, doświadczenie, staż pracy, branżę, liczbę przepracowanych godzin czy region zatrudnienia, wyniki są zgoła inne. Dopiero te wszystkie czynniki pozwalają porównać wynagrodzenia osób o podobnych kwalifikacjach i na tych samych stanowiskach. Skorygowana luka płacowa wynosi 12-21%.
Biorąc te wszystkie elementy pod uwagę oraz całkowite zarobki kobiet i mężczyzn w cyklu życia, obraz jest tragiczny. Dużym plusem jest wprowadzenie nowelizacji Kodeksu Pracy o jawności wynagrodzeń z 24.12.2025 roku – to pomaga zauważać i delegalizować lukę płacową.
Kobiety zarabiają mniej, ale nie z powodu braku umiejętności czy zdolności, lecz wymuszanych i niepisanych strategii przetrwania. Co wtedy robią? Zostają w domu, bo „tak się bardziej opłaca”. Wybierają pracę bliżej domu, żeby odebrać dziecko z przedszkola czy szkoły (często za niższą stawkę), rezygnują z delegacji, co realnie przekłada się na wyższe zarobki, rzadziej podejmują stanowiska managerskie czy pracują w sfeminizowanych sektorach takich jak służba zdrowia, edukacja etc. Te ostatnie często są niedofinansowane z uwagi na „opiekę i kobiecą troskę”, a nie „twardy biznes”.
Stereotypy wpływają na wysokość luki płacowej i napędzają mechanizm Motherhood Penalty – kary za macierzyństwo. Jednak taki system utrudnia im osiągnięcie niezależności finansowej i drastycznie zwiększa ryzyko ubóstwa emerytalnego w przyszłości. Czy przesadzam? Mężczyzna – świeżo upieczony ojciec jest postrzegany jako „głowa rodziny” i premiowany finansowo. Jego niepisana wartość na rynku pracy rośnie – tzw. Fatherhood Premium. U kobiety – wartość na rynku pracy maleje, a ona staje się „ryzykowną pracownicą”.
Zawodową niestabilność kobiet zwiększa nie tylko opieka nad dziećmi, ale również nad seniorami. W starzejącym się społeczeństwie seniorzy będą wymagali coraz więcej troski. W systemie, w którym brakuje rozwiązań, dziennych domów pobytu i finansowania usług opiekuńczych, rolę opiekunek przejmują kobiety. Tu kolejna ściana. Oprócz kosztów emocjonalnych i drenażu zasobów ten proces wypycha je z rynku zawodowego. W wieku 45-60 lat muszą ograniczać pracę lub całkiem z niej rezygnować na rzecz opieki nad schorowanymi rodzicami. Często to wszystko dzieje się w szczycie możliwości zawodowych kobiet, kiedy cieszą się uznaniem i wypracowaną już pozycją. Nawet gdy sytuacja u seniorów się poprawi, powrót do firmy nie jest już tak prosty.
Gdy spojrzymy na to z ekonomicznego punktu widzenia, to niemal szaleństwo. Wykwalifikowane specjalistki znikają z rynku po to, aby zajmować się pracami opiekuńczymi. Państwo nie jest w stanie zapełnić tej luki, a prywatne domy opieki kosztują krocie. I razem z tymi pracowniczkami, uciekają miliardy złotych z budżetu.
Dlaczego w takim razie państwo nie zajmie się reformami związanymi z usługami opiekuńczymi? Przeprowadźmy mały eksperyment. Jeśli weźmiemy pod uwagę nieodpłatną opiekę i prace domowe ujęte łącznie, ich wartość na rynku komercyjnym generuje od 10 do 39% PKB. Wydzielając opiekę nad dziećmi/seniorami, to według Eurofound i publikacji „Unpaid care in the EU z 2025”, to koszt rzędu 2,9%–5,9% PKB. Państwo zatem sporo oszczędza, ale gospodarka bardzo dużo traci. Najbardziej obrywają w tym systemie kobiety, od których oczekuje się wypełnienia brakującej luki opiekuńczej. Darmowa praca kobiet to zatem najtańsza forma socjalu.
Czy rzeczywiście opieka nad innymi jest powinnością kobiet? Czy zostają do tego zmuszone?
Powody? Brak dostępnych żłobków i przedszkoli (w niektórych gminach są dosłownie białe plamy na mapie zamiast placówek) oraz brak pomocy socjalnej w przypadku niepełnosprawnych dzieci.
Mimo że istnieje program 800+, którego celem jest wspieranie rodzin pod względem finansowym, to jednak nie rozwiązuje strukturalnego problemu. Efektem 800+ nie jest zwiększenie dzietności, a wręcz przeciwnie – nie mamy zastępowalności pokoleń i następuje poważny ubytek naturalny. Tu dochodzimy do momentu, w którym potrzebujemy dobrych rozwiązań systemowych. Gdy ich nie ma, utrwalamy tradycyjny podział ról, zamiast umożliwić równowagę życiowo-zawodową i wybór między pracą a opieką.
Nierówności podtrzymują luka płacowa i niższa aktywność zawodowa kobiet. Jak w takim razie przestać płacić podatek od nierówności i zwiększyć polskie PKB? Zgodnie z danymi raportów analitycznych m.in. McKinsey i PIE, zrównanie statusu kobiet i mężczyzn na rynku pracy może zwiększyć polskie PKB nawet o 9-11% do 2030 roku.
Gospodarczo tracimy również na niedopasowaniu kompetencji, ponieważ statystycznie kobiety są lepiej wykształcone od mężczyzn, ale ich potencjał marnuje się na „drugim etacie” w kuchni. Według danych GUS z 2025 roku, w latach 2022/23 wyższe wykształcenie posiadało ponad 60% kobiet i jedynie niecałe 40% mężczyzn. Kolejna sprawa to mniejsza różnorodność w biznesie – mniej kobiet na stanowiskach managerskich skutkuje węższymi biznesowymi perspektywami. A co do dzietności, powodami tak niskich urodzeń w Polsce, są m.in. brak wsparcia w opiece i strach kobiet przed wypadnięciem z rynku pracy.
Na pewno warto zacząć od siebie i od równości we własnym domu, czyli sprawiedliwego podziału obowiązków. Zmiany w normach społecznych dokonują się przez dłuższy czas, trzeba uzbroić się w cierpliwość. Gra jest warta świeczki, bo równość zmniejsza „karę za macierzyństwo”.
To jednak nie wystarczy, konieczne są zmiany systemowe takie jak:
Obecny system gospodarczy przypomina firmę, w której połowa personelu pracuje po nocach za darmo, sprzątając i przygotowując strategię rozwoju. To przedsiębiorstwo osiąga zyski dzięki pracy właśnie tych ludzi. W prawdziwym świecie takie przedsiębiorstwa ogłosiłyby bankructwo.
Najwyższy czas, aby przestać traktować darmową pracę kobiet jako ich prywatną sprawę czy powinność. Trzeba uwzględnić ją w charakterze kluczowego elementu infrastruktury państwa – podobnie jak transport czy telekomunikację. Jeśli nie podejdziemy do tego sprawiedliwie, nie tylko pod kątem równości praw, ale również dostępu do możliwości takich jak np. odległość do żłobka w danym miejscu, to nadal marnujemy kapitał w postaci umiejętności, talentu i czasu kobiet-pracowniczek.
Darmowe obiady powoli odchodzą do lamusa. Pytanie, czy państwo polskie jest gotowe, by w końcu zapłacić ten rachunek, czy nadal będzie udawać, że go nie widzi?
Dziennikarka społeczna, autorka bloga społeczno-feministycznego Rety Kobiety. Współautorka publikacji „18. znaczy Nowa Huta: reportaże o najmłodszej dzielnicy Krakowa” (Krakowskie Biuro Festiwalowe). Pisze o prawach kobiet, kulturze, edukacji i sprawach społecznych. Absolwentka filologii polskiej, po godzinach autorka prozy.
Dziennikarka społeczna, autorka bloga społeczno-feministycznego Rety Kobiety. Współautorka publikacji „18. znaczy Nowa Huta: reportaże o najmłodszej dzielnicy Krakowa” (Krakowskie Biuro Festiwalowe). Pisze o prawach kobiet, kulturze, edukacji i sprawach społecznych. Absolwentka filologii polskiej, po godzinach autorka prozy.
Komentarze