Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Karim SAHIB / AFPFot. Karim SAHIB / A...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

7 października 2001 roku prezydent Stanów Zjednoczonych George Bush Junior obwieścił w orędziu, że wojska amerykańskie rozpoczęły ataki przeciwko obozom treningowym Al Kaidy i reżimowi talibów. Oprócz celów militarnych, takich jak zniszczenie Al Kaidy i sprawienie, żeby z terytorium Afganistanu nie były już prowadzone operacje terrorystyczne przeciwko USA, wymieniał także cele humanitarne.

„Uciemiężony lud Afganistanu pozna hojność ludu amerykańskiego” – zapewniał.

Obiecywał, że do Afganistanu zostanie dostarczone jedzenie, lekarstwa i inna pomoc”. Na tym nie poprzestał. Deklarował, że wojsko amerykańskie wszędzie na świecie będzie bronić pokoju i wolności, że celem amerykańskiej interwencji w Afganistanie, nazwanej kryptonimem Enduring Freedom – trwała wolność – jest sprawić, aby ludzie w USA i w Afganistanie, a także wszędzie indziej, „mogli wychowywać swoje dzieci w atmosferze wolnej od strachu”.

Już po obaleniu talibów, jego żona, Pierwsza Dama USA, Laura Bush publicznie cieszyła się, że militarne zwycięstwo Amerykanów w Afganistanie sprawiło, że „większość afgańskich kobiet nie jest już więźniarkami we własnych domach. Mogą słuchać muzyki i uczyć własne córki bez obawy, że zostaną za to ukarane”. „Walka z terroryzmem jest także walką o prawa I godność kobiet” – zapewniała wzruszona. Przypomniała, że nadchodzi Święto Dziękczynienia i wyraziła nadzieję, że „Amerykanie dołączą do wysiłków jej własnej rodziny, która stara się zapewnić godność i nowe możliwości dla wszystkich kobiet i dzieci w Afganistanie”.

Przeczytaj także:

Ulga dla niektórych

Faktycznie, przez 20 lat istnienia wspieranej przez Amerykanów Islamskiej Republiki Afganistanu wiele się zmieniło. Na konferencji w Bonn, pod auspicjami zachodnich sojuszników i sponsorów (co jeszcze ważniejsze) nowe afgańskie władze uzgodniły tekst konstytucji, która miała zapewnić wszystkim obywatelom brak dyskryminacji, w tym brak dyskryminacji ze względu na płeć. Powstała Niezależna Komisja Praw Człowieka, a w rządzie zostało powołane ministerstwo ds. Kobiet (z minimalnym budżetem i kompetencjami, ale jednak).

W dużych miastach, na terenach będących pod kontrolą centralnego rządu, otwarto szkoły dla dzieci obu płci. Kobiety pracowały w administracji lokalnej i rządowej (pod koniec istnienia Islamskiej Republiki kobiety stanowiły około 30 procent kadry urzędniczej). Poprawiła się służba zdrowia, spadła śmiertelność niemowląt. Do kraju wróciło wiele działaczek prokobiecych, które wojna domowa wygnała na emigrację.

Całe pokolenie dziewcząt zdobyło wykształcenie a część z nich nawet możliwość pracy. Jednak należy pamiętać, że z tych dobrodziejstw amerykańskiej interwencji i ustanowionych przez nią rządów nigdy nie skorzystał cały naród afgański.

Dwa miliony ofiar

Jesienią 2001 roku Amerykanie nie zniszczyli całkowicie talibów. Pozwolili im uciec do Pakistanu i talibowie bardzo szybko zaczęli odzyskiwać władzę w poszczególnych prowincjach kraju. Wspierał ich w tym Pakistan, który, paradoksalnie, był głównym amerykańskim sojusznikiem w regionie. W rezultacie wspierany przez Amerykanów rząd nigdy właściwie nie kontrolował całego kraju, a w ostatniej dekadzie kontrolował maksymalnie 60 procent terytorium.

Były obszary, zwłaszcza na południu i wschodzie Afganistanu, gdzie wojna, a wraz z nią ciągły ostrzał, śmierć, brak nauki, tajne więzienia, aresztowania i porwania dla okupu, trwały prawie całych 20 lat istnienia Islamskiej Republiki Afganistanu. Tam nie tylko nie działały szkoły dla dziewcząt i nowoczesne, sponsorowane przez zachodnich sojuszników przychodzenie. Tam nawet nie odbywały się wybory do parlamentu, ze względu na „problemy z bezpieczeństwem”.

Przez 20 lat proamerykańskich rządów zginęło w Afganistanie (szacunki są bardzo różne) od kilkuset do nawet dwóch milionów cywilów. Wiele instytucji, które miały chronić afgańską demokrację, nie działało.

Przykładem może być system sądowniczy.

Ten, mimo milionowych nakładów na jego reformę, pozostał opieszały i skorumpowany. Ilustracją tej niemocy może być sprawa Farchundy Malikzade, młodej kobiety wiosną 2015 roku zakatowanej w centrum Kabulu za rzekome podpalenie Koranu. Jej zabójstwa nie potrafiono rozliczyć, a prawdziwych prowodyrów tego zabójstwa skazać. Wbrew zapewnieniom ówczesnego prezydenta Afganistanu Aszrafa Ghaniego oraz wzruszającym deklaracjom jego żony w pełnym błędów procesie skazano tylko płotki. Rezultatów prac specjalnej komisji śledczej, złożonej z afgańskich intelektualistów i obrońców praw człowieka płci obojga, w ogóle nie wzięto pod uwagę. Co ciekawe zabójstwo Malikzade potępili od razu talibowie. Nie zrobiło tego natomiast kilku ważnych rządowych urzędników, próbując z ofiary zrobić nawiedzoną wariatkę.

Niechęć do Ameryki

Praktyka proamerykańskich rządów była niestety taka, że wielu afgańskich obywateli i obywatelek stopniowo nabierała przekonania, że akurat ich dobrobyt i praworządność są ostatnimi rzeczami, na których zależy tak miejscowym elitom politycznym, jak i wspierającym ich Amerykanom i ich zachodnim sojusznikom.

W tym przekonaniu utwierdziło ich to, że na koniec Amerykanie sami zaczęli negocjować pokój z talibami, nie dopuszczając do rozmów ani liberalnych afgańskich polityków i polityczek ani reprezentantów społeczeństwa obywatelskiego.

Dopiero jak wiosną 2020 roku zawarli już deal (w którym ani prawa kobiet, ani rządy prawa nie były tematem) dopuścili do rozmów afgańsko-afgańskich. Te rozmowy nigdy nie zostały doprowadzone do końca. Amerykanie ostatecznie ogłosili, że wychodzą wiosną 2021 roku. Zrobili to, mimo że talibowie nie spełnili warunków umowy pokojowej. Nie zaprzestali ataków na siły rządowe i obywateli i praktycznie wstrzymali afgańsko-afgańskie rozmowy pokojowe. Po ogłoszeniu przez Amerykanów daty wyjścia z Afganistanu wspierany przez nich rząd upadł w kilka miesięcy jak domek z kart.

Ameryka w odwrocie

Wielu Afgańczyków i Afganek jeszcze zanim Amerykanie się wycofali, czuło się zdradzonych. Kiedy byłam w tym kraju wiosną 2021 roku, większość moich rozmów dotyczyła tego, czy i jak długo afgańska demokracja przeżyje odwrót Amerykanów.

- Dosyć mam tych pełnych współczucia spojrzeń. Tych znaczących westchnień i traktowania nas, Afgańczyków, jak ofiar – mówiła mi wtedy afgańska artystka Rada Akbar. – Tu chodzi tylko o to, żeby Amerykanie mogli się spokojnie wycofać. 20 lat wojny, tyle cywilnych ofiar, po co to wszystko było? Teraz to pójdzie na marne. Amerykanie i inni Zachodniacy przez dwadzieścia lat wycierali sobie gębę prawami kobiet. Trzepali granty, nieważne czy na drogi, na mosty, czy kursy szycia albo warsztaty filmowe. Wszystko odbywało się pod hasłem walki o prawa kobiet. Pod pretekstem walki o prawa kobiet mieli tu wygodne życie, rozbijali się po całym kraju kuloodpornymi samochodami i pili whisky na przyjęciach w ambasadzie.

Teraz posadzili zbrodniarzy wojennych do stołu i każą nam z nimi negocjować, a jak coś pójdzie nie tak, to najwyżej wyjadą.

Pięć miesięcy później Amerykanie faktycznie wyjechali. Nie zabrali nawet wszystkich swoich współpracowników, wiele osób narażając na odwet ze strony talibów. Do dziś w wielu krajach, także w Polsce, setki rodzin afgańskich uchodźców czekają na amerykańskie wizy obiecane im jeszcze w 2021 roku. Po ponownym dojściu Trumpa do władzy prace nad tymi dokumentami zostały wstrzymane.

W Afganistanie piąty rok rządzą talibowie. W styczniu ogłosili nowy kodeks karny, który legalizuje przemoc wobec kobiet i gwałty małżeńskie.

A ostatniego dnia lutego prezydent USA obiecał wolność obywatelom kolejnego kraju – Iranu.

Na zdjęciu głównym – opuszczona amerykańska baza w Kabulu, 14 września 2021. Fot. Karim SAHIB / AFP

;
Na zdjęciu Ludwika Włodek
Ludwika Włodek

Dziennikarka, socjolożka, adiunktka w Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, autorka m.in. zbioru reportaży z Azji Środkowej „Wystarczy przejść przez rzekę" i „Buntowniczek z Afganistanu" (WAB 2022).

Komentarze