0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

Agnieszka Jędrzejczyk, OKO.press: Zawyły syreny na Lubelszczyźnie i okazało się, że nie wiemy, co mamy robić. Książeczka od rządu gdzieś zapewne leżała na półce, ale o trzeciej w nocy trudno jej szukać. Tymczasem samo przełączenie się z trybu bezpieczeństwa w tryb alarmowy jest trudne. Zwłaszcza że wielu z nas uznało, że wojna w Ukrainie to w ogóle nie jest nasza sprawa. I to pewnie uśpiło czujność.

Ale informacja o tym, co się dzieje, była rzeczywiście niepełna i spóźniona.

Monika Miłowska, prezeska Fundacji To Proste i przewodnicząca Biura Sieci Mapuj Pomoc: Przeszliśmy właśnie przez sytuację kryzysową. Tym razem była to rakieta [spadła w okolicy miejscowości Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim – od aut.] – ale może to być też przecież powódź i wzbierająca woda. Na taką okoliczność mamy Strategię Komunikacji Kryzysowej, którą Rządowe Centrum Bezpieczeństwa dopracowało w tym roku. To bardzo dobra strategia. Tyle że nie zadziałała.

Przeczytaj także:

A jak powinno być?

W sytuacji właśnie takiego zagrożenia jak teraz państwo dysponuje trzema rodzajami sygnałów:

  • alert RCB, który każdy może dostać SMS-em – w formie krótkiej informacji: co to za zagrożenie, na jakim obszarze, co robić – ale na podstawowym poziomie. Czyli: „przeczekaj”, „idź do schronu”, „nie wychodź” itd.
  • Systemy alarmowe. One zawyły dzisiaj o godzinie 3:50 w Lublinie.
  • Komunikaty Regionalnego Systemy Ostrzegania. Nie wiem, jak ty, ale ja sobie ściągnęłam aplikację RSO na telefon. RSO ma działać w każdym województwie. Stamtąd powinniśmy już dostać rozbudowaną i klarowną informację, co się stało i co robić. Na przykład: „Alarm został odwołany, wojsko wykryło niezidentyfikowany obiekt nad naszym krajem. Rano władze podadzą więcej informacji. Można spać bezpiecznie”.

Zatem w chwili, gdy włączone zostały syreny, do ludzi powinien pójść alert RCB, a następnie na RSO powinniśmy znaleźć więcej informacji. Same syreny nie mogą wystarczyć.

Syreny wyją, ale mało kto je rozumie

Zwłaszcza że jeszcze się nie nauczyliśmy, która syrena mówi co: że modulowana ogłasza alarm, a ciągła go odwołuje.

A poza tym to zdarzyło się w nocy – więc powinna pójść od razu wiadomość w pełni zrozumiała: „alarm odwołany, a więcej informacji będzie rano”. Bo przecież ludzie mają prawo pomyśleć: a co, jeśli syreny zaraz znowu zawyją? To iść spać czy nie?

Ukraina ma taki system. Po ogłoszeniu alarmu ludzie dostają prosty komunikat. „Nie panikuj, udaj się w bezpieczne miejsce, zobacz, czy sąsiedzi, osoby starsze, z niepełnosprawnością, dzieci nie potrzebują twojej pomocy, czekaj w bezpiecznym miejscu, aż alarm zostanie odwołany”. Ale Ukraińcy ćwiczą to od lat…

To jest jednak tylko jeden problem. Informacja o tym, o co chodzi w alarmie, trafiła do syren, ale nie do ludzi.

Po drugie, strategia RCB założyła, że w ramach regionalnego systemu ostrzegania powinien w takiej sytuacji ruszyć do działania zespół zarządzania kryzysowego w województwie i w poszczególnych miastach.

To te zespoły powinny podjąć decyzje o tym, co i jak mówić dalej.

Organizacje pozarządowe od dawna postulują, by w takich zespołach byli też ich przedstawiciele. Bo – jak widzimy – komunikacja jest tu absolutnie kluczowa. Informacja, co się dzieje, powinna iść szybko do całej sieci społecznej, po to, by ją przekazywała dalej w sposób rzetelny i skoordynowany. Przy czym sieć może dalej komunikat doprecyzowywać, w zależności od potrzeb swoich odbiorców. Organizacje pracujące z osobami z niepełnosprawnościami mogą dodać informacje o tym, gdzie znaleźć więcej informacji dla osób ze specjalnymi potrzebami, organizacje pracujące z dziećmi – jak opowiadać o tym, co się stało dzieciom. I tak dalej.

Strategia RCB zakłada zresztą, że kluczowe w systemie reagowania i powiadamiania są PCK i Caritas. Dziś kontaktowałam się z PCK lubelskim – oni powołali wojewódzką koalicję organizacji pozarządowych i Mapuj Pomoc w niej jest.

No więc lubelska PCK, organizacja formalnie odpowiedzialna za odporność społeczną, do południa 30 lipca nie dostała żadnego komunikatu do przekazania ludziom.

Mieliśmy szczęście

Premier tłumaczył się dziś, że alarm został odwołany szybko, więc nie było potrzeby, by wysyłać dodatkowe informacje. Jego zdaniem w takiej sytuacji nie było potrzeby uruchamiania alertu RCB. Ale obiecał zmienić procedury.

To chyba znaczy, że nasze centrum skupia się na obronie przed atakiem – pomija to, jak ważna jest precyzyjna i szybko przekazana informacja. Że to ona nas chroni przed paniką i fake newsami.

Z naszej obowiązującej strategii wynika jasno, że użycie syren wymaga wyjaśnienia. Nawet jeśli użyte były krótko. Każde zdarzenie, które może wpłynąć na bezpieczeństwo ludności, niesie ryzyko dezinformacji i buduje niepokój społeczny, musi zostać odpowiednio zaadresowane. Brak wiarygodnej i spójnej informacji opartej na faktach rodzi domysły i jest paliwem dla plotek i dezinformacji.

W Ukrainie system informowania ludzi jest jeszcze bardziej precyzyjny. Ukraińcy spięli system powiadamiania alarmowego z systemami wojskowymi, więc ludzie dostają informację o zbliżającym się zagrożeniu wcześniej. Wiedzą, jakie to zagrożenie – drony czy rakiety i jakie – więc wiedza, ile naprawdę mają czasu, by przejść w bezpieczne miejsce.

W Polsce taki system mamy zbudować – właśnie w ramach kolejnej edycji Programu Ochrony ludności, o którym rozmawiałyśmy w OKO.press przed tygodniem:

To, że alarm wywołał nieporozumienia i chaos, powinno być teraz przedmiotem analizy. Możemy powiedzieć, że w tym wszystkim mieliśmy szczęście: zobaczyliśmy, co nie działa i dostaliśmy szansę na naprawienie tego. Tyle że ataki dronowe Polska już przeżyła – i ciągle system ostrzegania i informowania ludzi nie działa, jak trzeba.

Obrona to nie tylko zestrzeliwanie pocisków

NASK już poinformował, że w sieci pojawiły się dwa dezinformujące wątki. Pierwszy dotyczył rzekomej odpowiedzialności Ukrainy, drugi koncentruje się na oskarżeniach polskiego rządu...

Obrona kraju to nie tylko monitorowanie i zestrzeliwanie pocisków. To szybka i wiarygodna informacja. I musimy to sobie powiedzieć jasno:

system komunikacji ma nie tylko istnieć. Muszą być weń włączone organizacje pozarządowe.

Bo one uwiarygodnią komunikat od władzy. Wypełnią przestrzeń informacyjną, blokując plotki i fałszywe informacje. Dotrą do ludzi, którzy im ufają – choć mogą nie ufać oficjalnym instytucjom.

Dzięki temu ograniczamy dezinformację, ale też budujemy bezpieczeństwo ludzi. Plotki i niedomówienia też stwarzają zagrożenie.

Gdyby dzisiaj na Lubelszczyźnie ta wiadomość poszła przez sieć organizacji pozarządowych, to te organizacje by dość szybko rozpoznały, gdzie należy ludziom powiedzieć, co mają zrobić, a gdzie po prostu wystarczy ich uspokoić — bo znają teren i wiedzą, do kogo dotrzeć.

Po nocnym alarmie o 7 rano wszystkie powieliłyby komunikat RSO o tym, co się stało i zapowiedziały, że kolejny komunikat pojawi się w południe. I powtórzyły: „jesteśmy razem i jesteśmy bezpieczni”.

Na zdjęciu Agnieszka Jędrzejczyk
Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)

Komentarze