Informacja, o co chodzi w alarmie, trafiła tylko do syren. Ludziom została panika [ROZMOWA]
Co z tego, że alarm został odwołany. Ludzie usłyszeli syreny i nie rozumieli, co się dzieje. Nie wiedzieli, czy alarm nie zabrzmi ponownie. Mamy na takie zdarzenia strategię, tylko z niej nie skorzystaliśmy. Po nocnym alarmie na Lubelszczyźnie OKO.press rozmawia z Moniką Miłowską z sieci Mapuj Pomoc
Agnieszka Jędrzejczyk, OKO.press: Zawyły syreny na Lubelszczyźnie i okazało się, że nie wiemy, co mamy robić. Książeczka od rządu gdzieś zapewne leżała na półce, ale o trzeciej w nocy trudno jej szukać. Tymczasem samo przełączenie się z trybu bezpieczeństwa w tryb alarmowy jest trudne. Zwłaszcza że wielu z nas uznało, że wojna w Ukrainie to w ogóle nie jest nasza sprawa. I to pewnie uśpiło czujność.
Ale informacja o tym, co się dzieje, była rzeczywiście niepełna i spóźniona.
Monika Miłowska, prezeska Fundacji To Proste i przewodnicząca Biura Sieci Mapuj Pomoc: Przeszliśmy właśnie przez sytuację kryzysową. Tym razem była to rakieta [spadła w okolicy miejscowości Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim – od aut.], ale przecież może to być też powódź i wzbierająca woda. Na taką okoliczność mamy Strategię Komunikacji Kryzysowej, którą Rządowe Centrum Bezpieczeństwa dopracowało w tym roku. To bardzo dobra strategia. Tyle że nie zadziałała.

Komentarze