Testujemy syreny alarmowe, a rząd wciąż gubi potencjał społeczeństwa obywatelskiego
„Osoby, które bezpośrednio pracują nad programem obrony, są świadome naszej roli, ale mają związane ręce przez dyspozycje z wyższego szczebla i z Ministerstwa Finansów” – mówi Monika Miłowska z „Mapuj Pomoc” o pracach nad kolejnym wieloletnim Programem Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej. Polityczna frustracja organizacji z pierwszej linii rośnie
Konsultacje projektu Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej przewidziane są na przełom lipca i sierpnia. Ale to, co już wiadomo, napawa organizacje pozarządowe niepokojem. Rząd stawia na inwestycje „twarde” – schrony i sprzęt ratowniczy. Wciąż pomija kompetencje miękkie i wiedzę, jaką mają działające lokalnie organizacje. Sieć „Mapuj Pomoc” widzi złe konsekwencje takiego podejścia, bo ma praktykę w zbieraniu informacji o pomocy i koordynowaniu jej w czasach kryzysu – czy to wojna, czy powódź.
– Setki albo tysiące liderów organizacji, które działają niezależnie, ale mają dostęp do skoordynowanej informacji, są ważnym uzupełnieniem systemu, w którym – żeby obrona i pomoc ruszyły – decyzje musi podjąć ktoś w województwie czy centrum – mówi OKO.press Monika Miłowska, prezeska Fundacji To Proste i przewodnicząca Biura Sieci Mapuj Pomoc. – Organizacje w mentalności urzędników to po prostu rój oddolnie działających liderów, których trudno okiełznać. Wydają się chaosem. Dla mnie to wartość, która pokazała swoją moc i siłę w każdym minionym kryzysie.
Program – co warto podkreślić – tworzony jest na podstawie nowej ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej z 2024. Ma potencjał zmienić myślenie o ratowaniu i pomocy w czasie kryzysów. To nie ma być tylko zadanie państwa kierowanego z Warszawy. Ustawa obejmuje także samorządy i organizacje pozarządowe, bo z praktyki pandemii, powodzi czy kryzysu uchodźczego po najeździe Rosji na Ukrainę wynika, że to one pierwsze ruszają do działania, gdy Warszawa zbiera dane i organizuje zespoły kryzysowe.

Komentarze