„Ponad 90% dzieci było zmuszonych przerwać naukę, 80% klinik i szpitali przestało działać, a 12 milionów ludzi musiało uciekać ze swoich domów. A to wszystko przez tę wojnę bez sensu" – sudańska analityczka polityczna Khalood Khair opowiada o ostatnim konflikcie
Wojna w Sudanie, która od początku kwietnia 2023 roku pochłonęła co najmniej dziesiątki tysięcy ludzkich istnień, wybuchła, gdy konflikt o władzę między sudańskim wojskiem (SAF), a paramilitarnymi Siłami Szybkiego Wsparcia (RSF) przerodził się w otwarte walki w stolicy kraju, Chartumie, i szybko rozlał się na inne regiony kraju. Już w pierwszych tygodniach obie strony prowadziły działania w gęsto zaludnionych dzielnicach, co przełożyło się na masowe ofiary cywilne, zapaść służby zdrowia i paraliż dostaw żywności oraz leków.
Konflikt nabrał szczególnie brutalnego wymiaru w Darfurze, gdzie ataki na społeczności niearabskie, grabieże, podpalenia, przemoc seksualna i wymuszone przesiedlenia zyskały miano drugiego ludobójstwa w Darfurze (Genocide Watch).
Z czasem wojna przekształciła się w kryzys o skali kontynentalnej: według danych organizacji humanitarnych i uchodźczych łączna liczba osób zmuszonych do ucieczki przekroczyła 12 milionów. Kryzys pogłębił brak żywności: m.in. w obozie Zamzam w Północnym Darfurze alarmowano o warunkach klęski głodowej już od 2024 r., a w 2025 r. organizacje humanitarne podkreślały katastrofalne niedofinansowanie pomocy i ograniczenia dostępu do ludności cywilnej.
25 milionów Sudańczyków żyje w stanie ekstremalnego głodu. Masowo umierają noworodki oraz dochodzi do czystek etnicznych, torturowania jeńców i szczególnie okrutnych gwałtów na cywilach.
Symbolem sudańskiej tragedii stał się w ostatnich miesiącach Al-Faszir, ponad 200-tysięczne miasto w zachodniej części kraju. Był ostatnim dużym bastionem SAF-u w Darfurze i przez około 18 miesięcy pozostawał pod oblężeniem, a setki tysięcy cywilów i osób wewnętrznie przesiedlonych pochodzących głównie z niearabskich mniejszości Fur, Zaghawa i Berti były uwięzione w mieście i okolicznych obozach.
Punkt zwrotny nastąpił pod koniec października 2025 r., gdy RSF ogłosiły zdobycie kluczowych pozycji SAF-u w Al-Faszir. W kolejnych dniach do mediów trafiły liczne relacje o masowych zbrodniach wobec cywilów po przełamaniu obrony miasta: egzekucjach jeńców, zabójstwach na ulicach, porwaniach, gwałtach, a także atakach na personel i infrastrukturę humanitarną.
Wydarzenia w Al-Faszir są prawdopodobnie największą pojedynczą masakrą podczas wojny w Sudanie, u podstaw której leży ludobójcza retoryka RSF-u i nieudolność społeczności międzynarodowej w dostarczeniu pomocy cywilom.
Z Kholood Khair, analityczką polityczną, twórczynią pierwszej anglojęzycznej audycji radiowej o Sudanie, Sudan 249, pracowniczką naukową organizacji DAWN, której celem jest reforma polityki Stanów Zjednoczonych wobec Bliskiego Wschodu i sprawozdawczynią raportu o sytuacji cywili podczas kryzysu humanitarnego w Sudanie przed Radą Bezpieczeństwa ONZ rozmawiamy m.in. o przyczynach ludobójstwa w Sudanie, sudańskim społeczeństwie obywatelskim, roli mediów społecznościowych w napędzaniu konfliktu oraz interesach zagranicznych aktorów w Sudanie.
Kacper Max Lubiewski: Zapytam z myślą o tych czytelnikach, którzy o wojnie w Sudanie słyszą po raz pierwszy lub wiedzą o niej bardzo mało – co doprowadziło do wybuchu konfliktu między SAF i RSF w kwietniu 2023 roku?
Kholood Khair: Obecna wojna jest pod wieloma względami skutkiem wszystkich politycznych patologii, które zakorzeniły się w Sudanie od czasu uzyskania niepodległości prawie 70 lat temu. Przez zdecydowaną większość swojego istnienia Sudan był zarządzany przez wojskowe junty, więc jedynym sposobem na zdobywanie władzy lub wpływanie na nią był pistolet.
Nie bez powodu jesteśmy drudzy na świecie, jeśli chodzi o zamachy stanu – było ich u nas 20, z czego 7 zakończyło się powodzeniem.
Sudan jest również niezwykle różnorodnym państwem, ale jego rząd, wojsko oraz zasoby ekonomiczne zawsze były kontrolowane przez sudańskich Arabów. Brak reprezentacji wszystkich Sudańczyków w instytucjach władzy przez lata wzmacniał resentyment między różnymi grupami etnicznymi.
Sąsiedztwo Sudanu również nie jest najłatwiejsze; granice bez problemu stale przekraczają uzbrojone grupy z Czadu, Południowego Sudanu czy Etiopii.
Oczywiście możemy przyjąć, że kwiecień 2023 roku za początek wojny, ale pominęlibyśmy wtedy fakt, że konflikt zaogniał się na lata przed, tylko nigdy nie dotknął stolicy. Sudan jest państwem szalenie scentralizowanym – gdy działaniami wojennymi został objęty Chartum, upadł handel, opieka zdrowotna, system edukacji czy służby porządkowe. Ponad 90% dzieci było zmuszonych przerwać naukę, 80% klinik i szpitali przestało działać, a 12 milionów ludzi musiało uciekać ze swoich domów. A to wszystko przez tę wojnę bez sensu.
Jak to „bez sensu”?
SAF i RSF nie prowadzą wojny, w której ścierają się dwie różne wizje państwa lub nawet dwie różne grupy interesu. Ideologia obu ugrupowań oparta jest na arabskiej supremacji nad resztą społeczeństwa. W 2021 roku liderzy SAF-u i RSF-u generał Abdel Fattah al-Burhan oraz Mohamed Hemedti wspólnie odsunęli przecież od władzy premiera Abd Allaha Hamduka, a na początku lat dwutysięcznych ramię w ramię dokonywali ludobójstwa w Darfurze; obie grupy współpracują również z islamistami. Dzisiaj walczą tylko o kontrolę; kontrolę nad gospodarką, zasobami i instytucjami państwa.
Wojna w Sudanie jest jednak przede wszystkim wojną przeciwko ludziom, bo jej ofiarami padają w zdecydowanej większości cywile. SAF i RSF pamiętają siłę pokojowych protestów, które doprowadziły do upadku dyktatury Umara al-Baszira sześć lat temu i nie chcą dopuścić do tego, żeby podobny los czekał i ich.
Co ciekawe, u boku RSF od niedawna walczy też SPLM [Sudan’s People’s Liberation Movement], których celem jest demokracja, równość wszystkich grup etnicznych oraz zniesienie szariatu w Sudanie, mimo że RSF stanowi zaprzeczenie wszystkich tych wartości. SAF był jednak przez lata dużo groźniejszym przeciwnikiem SPLM-u, więc z dwojga złego wybrali RSF.
Na początku tej wojny wydawało nam się, że będzie to konflikt między dwoma grupami Arabów, ale bardzo szybko okazało się, że wszyscy Sudańczycy musieli stanąć po którejś ze stron; nawet jeśli sami nie mają w tym interesu.
Czym różni się obecna wojna w Sudanie od ludobójstwa w Darfurze czy innych wcześniejszych konfrontacji? Rozszerzeniem konfliktu o Chartum? Działaniami wojennymi wymierzonymi bezpośrednio przeciwko cywilom?
SAF jest chyba jedynym wojskiem na świecie, które walczyło wyłącznie z własnymi obywatelami; nie przychodzi mi do głowy żaden przykład starcia z jakąś zagraniczną armią. Obecna sytuacja jest o tyle inna, że SAF oprócz represjonowania społeczeństwa jednocześnie prowadzi walki z rebeliantami z RSF-u. Unikalnym jest jednak faktycznie objęcie walkami Chartumu, bo to doprowadziło do kolapsu państwa jako takiego – nawet regiony oddalone najbardziej na północ czy południe są dziś dotknięte skutkami tej wojny.
Sudan ma dziś przynajmniej cztery ośrodki władzy po tym, jak z Chartumu nie zostało prawie nic.
Prawdopodobnie za jakiś czas rozpadnie się na kilka mniejszych państw, a przynajmniej niezależnych autonomii.
Zostańmy jeszcze na chwilę przy wymiarze ideologicznym obecnej wojny; jeśli SAF i RSF nie różnią się znacznie od siebie pod tym względem, to co decyduje o tym, że potencjalny bojownik dołączy do jednej lub drugiej grupy?
Oba wojska wyznają ideologię opartą na supremacji społeczności arabskiej, ale Arabowie są przecież zróżnicowaną grupą nawet w samym Sudanie. RSF twierdzi np., że ich celem jest odebranie władzy Arabom z północy i centrum kraju oraz oddanie jej w ręce Arabów pochodzących z Sahelu. To społeczności peryferyjne o bardzo niskich wskaźnikach dostępu do opieki zdrowotnej czy edukacji; kieruje nimi resentyment i chęć zemsty.
RSF równie skutecznie rekrutuje poza granicami Sudanu, obiecując możliwość plądrowania sudańskich miast, a tym samym wzbogacenia się; większość bojowników z sąsiednich państw opuściła już jednak Sudan, po tym, jak Chartum został doszczętnie zniszczony. SAF nie stosuje podobnych taktyk, ale też nie musi – wielu Sudańczyków po prostu bardzo boi się RSF-u, więc jeśli słyszą wieści, że ich wojska nadchodzą, to często nie mają innego wyboru niż zbroić się i walczyć. A SAF tę broń chętnie dostarcza.
A co z niezależnymi grupami oporu? To przecież one w 2019 pozbawiły władzy prezydenta Baszira. Czy któreś z nich nadal są aktywne?
W dużej mierze tak, choć oczywiście ich sposób działania uległ zmianie. Społeczeństwo obywatelskie w Sudanie nie opowiedziało się po żadnej stronie od czasu wybuchu ostatniej wojny – Sudańczycy po prostu domagają się zawieszenia broni i nie popierają objęcia władzy ani przez SAF, ani przez RSF. W Sudanie nadal przebywa wielu aktywistów i dziennikarzy z czasu rewolucji, którzy dokumentują przypadki łamania praw człowieka przez obie grupy.
Dla większości Sudańczyków to oburzające, że przez prawie 70 lat istnienia niepodległego Sudanu jedyną osobą, która odpowiedziała przed sądem za okrucieństwa, których się dopuściła, jest Ali Kuszajb, jeden z architektów ludobójstwa w Darfurze. Wszyscy inni sudańscy zbrodniarze są na wolności lub walczą ze sobą nawzajem; ostatnio SAF zablokował też ONZ-owi możliwość wysłania swoich przedstawicieli do Sudanu, żeby ci sami ocenili sytuację humanitarną.
To wszystko sprawia, że Sudańczycy czują ogromną niesprawiedliwość i beznadzieję. Działalność takich organizacji jak Emergency Response Rooms, oddolnych inicjatyw pomagających potrzebującym, jest więc kluczowa – oprócz zapewnienia dostępu do opieki zdrowotnej czy żywności, pozwalają też Sudańczykom uwierzyć, że ich państwo i ich społeczeństwo jeszcze się nie rozpadły.
Oprócz wojny w świecie rzeczywistym Sudańczycy mówią też o wojnie, która odbywa się w mediach tradycyjnych, jak i mediach społecznościowych. Co sprawiło, że internet stał się jej kolejnym frontem?
W momencie wybuchu wojny byłam w Chartumie – pamiętam do dziś zdziwienie moje i mojej rodziny, gdy zobaczyliśmy, że telewizja i media społecznościowe działają jak zwykle. Podczas zamachu stanu w 2021 roku wszystkie media zostały odcięte prawie od razu. SAF i RSF potrzebowały jednak sposobu, żeby komunikować się ze społeczeństwem i wyjaśnić obywatelom, dlaczego zdecydowali się na wojnę. Ich dowódcy, generałowie Burhan i Hemedti regularnie pojawiali się w Al-Jazeerze i Al-Arabiji, oskarżając drugą stronę o prowokacje i twierdząc, że muszą bronić demokracji i „zwykłych” Sudańczyków.
Media, szczególnie media społecznościowe, pozwalają obu grupom przedstawiać siebie jako rząd posiadający społeczną legitymację – każda wycieczka Burhana jest opisywana np. jako oficjalna wizyta przywódcy państwa. Powstaje też kontent przedstawiający Nijalę, w przypadku RSF, czy Port Sudan, jeśli chodzi o SAF, jako nowe stolice administracyjne Sudanu. Tworzy się tym samym iluzję, jakoby obaj generałowie byli w stanie efektywnie zarządzać państwem i pomagać uchodźcom.
Kluczowe jest jednak co innego – od lutego zeszłego roku w Sudanie nie ma dostępu do internetu, więc większość postów i wzmianek w mediach ma trafiać nie do Sudańczyków w Sudanie, a do sudańskiej diaspory. W skrócie powiedziałabym więc, że strategią medialną SAF-u i RSF-u jest zachęcenie odbiorców do ich wsparcia finansowego oraz zaakceptowania nowego statusu quo.
Jakie interesy mają państwa regionu w trwającej wojnie? Na kogo powinniśmy zwrócić szczególną uwagę?
Możliwe, że w wojnę w Sudanie zaangażowana jest największa liczba zagranicznych aktorów ze wszystkich obecnie toczących się konfliktów. Egipt, Arabia Saudyjska, Katar, Turcja i Iran aktywnie wspierają SAF. Rosja i Izrael wspierają obie strony, Zjednoczone Emiraty Arabskie – politycznie RSF, choć finansowo także SAF.
Sytuacja w Sudanie stała się też przyczynkiem do ocieplenia relacji między Egiptem a Turcją, choć oba kraje są przecież po przeciwnych stronach konfliktu w Libii. Egipt ma interes w tym, żeby w Sudanie było przede wszystkim spokojnie, bo walki w rejonie Morza Czerwonego utrudniają transport rejonie Kanału Sueskiego. Egipcjanie potrzebują też Sudańczyków po swojej stronie w konflikcie z Etiopczykami dotyczącym Tamy Wielkiego Odrodzenia.
Zaangażowanie ZEA w Sudanie budzi największe kontrowersje. Dlaczego?
Sudan jest dla Emiratczyków kluczowy z kilku powodów. Po pierwsze ma dużo ziemi nadającej się do uprawy, czego nie można powiedzieć o państwach Zatoki Perskiej. Po drugie posiada długą linię brzegową przy Morzu Czerwonym, gdzie UAE od lat próbuje rozszerzyć swoją strefę wpływów. Po trzecie jesteśmy jednym z największych producentów złota w Afryce, a Dubaj jest największym na świecie rynkiem zbytu złota. To wszystko sprawia, że UAE ma jasny interes w przyjaznym i uległym sudańskim rządzie.
Istotnym aktorem w Sudanie jest też Rosja, która nie widzi sprzeczności w jednoczesnym poparciu dla SAF-u i RSF-u; Putinowi zależy na punkcie zaczepienia w Sahelu, jak i nad Morzem Czerwonym, które są kontrolowane przez różne frakcje. Słyszałam również pogłoski, że SAF obiecał Rosji wznowienie prac nad rosyjską bazą wojskową na wschodzie kraju.
Jak na sytuację w Sudanie reaguje Europa i szeroko pojęty Zachód?
Unia Europejska, ze względu na swoją strukturę i każdorazową potrzebę budowania konsensusu, co do zasady reaguje na rozwój wydarzeń dość powolnie. Europejscy politycy chcieli np. objąć sankcjami dużą część RSF-u, ale doszli do porozumienia tylko w przypadku Abdula Rahima Dagalo, czyli drugiego co do ważności przywódcy w RSF-ie po Hemedtim.
To, co Unia Europejska robi dobrze, to fakt, że nie opowiedziała się po żadnej ze stron – od początku konsekwentnie wspiera demokrację w Sudanie i sudańskie społeczeństwo obywatelskie. Tym samym jest prawdopodobnie jedynym aktorem, na którym mogą polegać Sudańczycy niezwiązani z żadną grupą, bo Stany Zjednoczone są po prostu zbyt nieprzewidywalne.
Europejczycy robią też stosunkowo dużo na płaszczyźnie humanitarnej, wspierając finansowo organizacje, które dostarczają pomoc medyczną i żywnościową na miejscu. Niestety, za przykładem Stanów Zjednoczonych także Unia Europejska w ostatnim czasie ograniczyła wysokość pomocy humanitarnej. Bardzo bym też chciała, żeby Europa wysłała do Sudanu niezależnych obserwatorów lub opłaciła aplikację z systemem ostrzegania przed zbrodniami. To też pomogłoby Sudańczykom, nawet jeśli Unia Europejska z jakiegoś powodu nie chce wspierać lokalnych organizacji pozarządowych.
Na koniec chciałbym zapytać Cię o nadzieję, którą przecież nietrudno stracić w obliczu ludobójstwa, masakr i ogólnej destrukcji. Gdy patrzysz na Sudan, czy jest coś, co ci ją daje?
Nadzieję czuję przede wszystkim, gdy widzę poświęcenie i ciężką pracę Emergency Response Rooms i innych organizacji, które wybrały człowieczeństwo i solidarność ponad zysk. Stanie po stronie słabszych nie jest wynagradzane w Sudanie – aktywiści nie mogą liczyć na nic innego niż wdzięczność uchodźców, którym pomagają. Sam fakt, że są nadal ludzie, którzy poświęcają się swojej społeczności i nie poddali się nienawiści i przemocy, mimo tego, że wszystko ich pcha w tym kierunku, napełnia mnie nadzieją. Jeśli chcemy zakończyć to błędne koło konfliktu i zbrodni, to musimy wyobrazić sobie inny Sudan. To właśnie robią wolontariusze, aktywiści, protestujący i niezależni dziennikarze – udowadniają ludziom, że alternatywny Sudan już istnieje. Sudańczycy, mimo ogromnej traumy, już teraz budują podwaliny nowego społeczeństwa; opartego na równości, demokracji i solidarności.
Na zdjęciu: sudańska dziewczynka, która uciekła z Al-Faszir, stoi w kolejce wraz z innymi kobietami, aby otrzymać bezpłatny posiłek w obozie dla przesiedleńców Al-Afad w miejscowości Ad-Dabba w północnym Sudanie, 20 listopada 2025 r. (Zdjęcie: Ebrahim HAMID / AFP)
Autor publikacji „Smolanim - Leftists. Voices of the Israeli Left in a post-October 7th world", aktywista klimatyczny i pokojowy, student historii i socjologii na Uniwersytecie Humboldta.
Autor publikacji „Smolanim - Leftists. Voices of the Israeli Left in a post-October 7th world", aktywista klimatyczny i pokojowy, student historii i socjologii na Uniwersytecie Humboldta.
Komentarze