Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Photo by ATTA KENARE / AFPPhoto by ATTA KENARE...

W Islamabadzie szykują się na przyjęcie delegacji Iranu i USA na drugą rundę rozmów pokojowych.

Problem w tym, że Irańczycy twierdzą, że nigdzie się nie wybierają.

Bezpośrednią przyczyną tego stanowiska Irańczyków jest to, że Amerykanie zatrzymali dziś, 20 kwietnia 2026, rano irański statek w cieśninie Ormuz. Dlaczego? Bo od tygodnia prowadzą własną blokadę cieśniny. Amerykanie twierdzą, że irański kontenerowiec Touska odmówił wstrzymania kursu i zignorował amerykańskie ostrzeżenia. Amerykanie najpierw uderzyli w statek, a następnie przejęli go. Iran uznał to za akt piractwa. I kilka godzin później ogłosił, że na niego odpowie, a w związku z eskalacją, na żadne rozmowy Irańczycy się nie wybierają.

To jednak już swego rodzaju rytuał przypominający przeciąganie liny.

Koniec z byciem miłym

Trump w charakterystycznym dla siebie subtelnym stylu napisał dziś na Truth Social:

„Oferujemy uczciwą i rozsądną UMOWĘ, i mam nadzieję, że ją przyjmą, bo jeśli nie, to Stany Zjednoczone zniszczą każdą Elektrownię, każdy Most, w Iranie. KONIEC Z BYCIEM MIŁYM. Wykończymy ich szybko i łatwo, jeśli nie zgodzą się na UMOWĘ, z wielki honorem zrobię to, co trzeba zrobić, co inni prezydenci przez ostatnie 47 lat powinni zrobić. CZAS BY WYKOŃCZYĆ IRAŃSKĄ MASZYNĘ ŚMIERCI!”.

Teoretycznie dwa tygodnie od ogłoszenia przez Trumpa zawieszenia broni mija w środę 22 kwietnia. Blisko tego terminu Trump po raz kolejny zwiększa presję i rzuca groźbami. Dziś w krótkiej rozmowie z Bloomberg News przekazał, że „bardzo mało możliwe”, że przedłuży obowiązywanie obecnego zawieszenia broni. Ostatnie dwa miesiące pokazały jednak, że komunikaty tego rodzaju są przede wszystkim szumem, a najważniejsze rzeczy dzieją się za kulisami, znacznie mniej publicznymi kanałami.

I dlatego, pomimo kolejnych gróźb Trumpa, pomimo odmowy przybycia do Islamabadu ze strony Iranu, rozmowy dalej mogą się odbyć.

Szef sztabu pakistańskiej armii marszałek Asim Munir (przez wielu określany jako najpotężniejsza osoba w Pakistanie, ważniejsza niż premier Szehbaz Szarif) rozmawiał dziś z Donaldem Trumpem i miał przekazać mu, że amerykańska blokada cieśniny Ormuz to przeszkoda w dalszych rozmowach. W stosunkach z Pakistanem Trump dotychczas wypowiadał się o Munirze jedynie z najwyższym szacunkiem – co nie jest oczywiste w wypadku wypowiedzi amerykańskiego prezydenta o światowych liderach.

Przeczytaj także:

Stanowiska bez zmian

Oświadczenie Iranu, że na rozmowach się nie stawi, również może być elementem negocjacji. Niemal każdy agresywny komunikat Trumpa można interpretować podobnie. Mogą one mieć jednocześnie mniejszą siłę rażenia niż dwa miesiące temu. Trump przejawia dziś bowiem mniejszą chęć do dalszego prowadzenia wojny. A z każdej poprzedniej groźby o niszczeniu elektrowni i mostów zawsze ostatecznie się wycofywał. Główny problem ewentualnej kolejnej rundy negocjacji jest niezmienny. Obie strony negocjują z pozycji siły, obie strony publicznie twierdzą, że dotychczasową konfrontację wygrały. Między Amerykanami i Irańczykami dalej nie ma niemal żadnego zaufania. To można stopniowo budować na kolejnych spotkaniach. Ale wiemy, że Trump nie chce żadnego długiego procesu negocjacyjnego.

W marcu „Times of Israel” na podstawie rozmów z ważnymi amerykańskimi urzędnikami pisał, że po rozmowach z Iranem w lutym Jared Kushner przekazał Trumpowi, że porozumienie w stylu tego, które podpisał w 2015 roku Barack Obama, jest możliwe. Ale negocjacje zajęłyby miesiące. Trump wybrał więc wojnę.

Dalszą wojną, prowadzoną tak jak dotychczas, nie osiągnie wiele więcej. Szybkie zwycięstwo, na które liczył, się nie zmaterializowało.

Rytuały

Mamy więc do czynienia z rytuałami ze wszystkich stron. Iran ogłasza, że na rozmowach się nie stawi, ale zwykle później to robi. Trump grozi Iranowi, a później tych gróźb nie spełnia. A kolejnym rytuałem mogą być rozmowy: strony się spotykają, wymieniają te same stanowiska co zwykle, i rozchodzą się bez konkluzji. Tak było przed wojną, tak było też 11 i 12 kwietnia w stolicy Pakistanu.

Amerykanie mają do Islamabadu wylecieć we wtorek 21 kwietnia, a rozmowy mają odbyć się w środę. Szefem amerykańskiej delegacji ponownie ma być wiceprezydent J.D. Vance.

Jeśli do nich dojdzie, można powtórzyć to, co przy wcześniejszych rundach rozmów: osiągnięcie pełnego porozumienia co do wszystkich punktów spornych jest niemożliwe i się nie wydarzy. Obie strony mają zbyt wiele czerwonych linii, których nie zamierzają przekroczyć; zaufanie jest zbyt niskie. A kwestie, takie jak irański program atomowy, są niemożliwe do rozwiązania w ciągu jednego dnia.

I Trump, i Irańczycy nieustannie stosują w komunikatach zewnętrznych buńczuczną, agresywną retorykę. Jednocześnie obie strony mają dobre powody, by nie chcieć już wojny prowadzić dalej – pomimo deklaracji, szczególnie ze strony Iranu, że na taką wojnę są gotowe. Trump chciał szybkiego zwycięstwa, a wpakował się w skomplikowaną sytuację w cieśninie Ormuz. Iran, pomimo tego, że system władzy Republiki Islamskiej przetrwał, otrzymał sporo bolesnych ciosów, łącznie z poważnymi konsekwencjami gospodarczymi po atakach m.in. na kluczowe zakłady produkcji stali.

Ani wojna, ani pokój?

Jeśli więc ostatecznie, pomimo ciągłego przeciągania liny, obie strony usiądą znów do negocjacji, nie można wykluczyć porozumienia podobnego do zawartego w zeszłym roku zawieszenia broni między Hamasem a Izraelem w Strefie Gazy. Było to 20 bardzo ogólnych punktów narzuconych przez Trumpa. Punkty te miały być podstawą do dalszych negocjacji.

Izrael regularnie narusza zawieszenie broni i atakuje cele w Strefie Gazy, negocjacje dotyczące drugiej fazy porozumienia utknęły w martwym punkcie. Ale jednocześnie wojna w Gazie nie jest już tak intensywna, jak przed październikiem 2025 roku.

Takie porozumienie nie rozwiązałoby kluczowych punktów spornych pomiędzy USA a Iranem.

Iran nie zrzeknie się w pełni prawa do wzbogacania uranu, nie zrezygnuje ze swojego programu rakietowego, niemal na pewno nie przestanie wspierać np. Hezbollahu. Tego chcieliby Amerykanie. Ale każdy z tych punktów to podstawa strategii bezpieczeństwa Islamskiej Republiki Iranu od dekad. Kompromisy są możliwe, ale w bardzo ogólnym wymiarze.

Takie porozumienie oznaczałoby najpewniej nowy etap, w którym wojna teoretycznie nie trwa, ale poziom napięć jest wysoki, wyższy niż przed 28 lutego 2026 roku, a tym bardziej niż przed czerwcem 2025 roku.

Cieśnina niezgody

Dobrym przykładem tego, jak może wyglądać taka sytuacja w praktyce, jest sytuacja w cieśninie Ormuz. Po błyskawicznych negocjacjach na odległość dwa tygodnie temu, tuż przed terminem, w którym Trump miał zniszczyć irańskie elektrownie, obie strony uzgodniły zawieszenie broni, w którym jednym z najważniejszych punktów było odblokowanie przez Iran cieśniny Ormuz. 8 kwietnia Trump ogłosił, że Iran zgodził się na otwarcie cieśniny. Iran, że stanie się to, jeśli uda się powstrzymać ataki Izraela na Liban. Dopiero 17 kwietnia irański minister spraw zagranicznych ogłosił, że dzięki zawieszeniu broni w Libanie, cieśnina zostaje otwarta do końca porozumienia o zawieszeniu broni. Ale wówczas trwała już… amerykańska kontrblokada, którą ogłosił Trump, w odpowiedzi na działania Iranu.

I w ten sposób, przez prawie dwa tygodnie trwania zawieszenia broni, cieśnina nieustannie pozostaje zamknięta, a ruch przez nią jest sporadyczny.

Tak może być też w przypadku kolejnych rozmów: obie strony ogłoszą, że doszły do porozumienia. A następnie okaże się, że problemów z umową jest mnóstwo, konieczne są dalsze negocjacje, a oba kraje nieustannie balansują na granicy wojny, ale nikt nie ma ochoty do niej wracać.

Presja rośnie

Stan przeciągania liny na późne popołudnie w poniedziałek jest taki:

  • Iran uzależnia udział w rozmowach od zniesienia blokady cieśniny Ormuz przez USA.
  • Amerykanie twierdzą, że odblokowanie jest możliwe tylko w wypadku podpisania umowy.
  • I tak jak dwa tygodnie temu, dyplomacja będzie przyspieszała, im bliżej będziemy terminu wygaśnięcia zawieszenia broni (a dwa tygodnie temu: ultimatum Trumpa).

Międzynarodowa presja na zakończenie wojny będzie jednak rosła. To nie tylko problem z eksportem ropy i gazu przez cieśninę oraz rosnącymi cenami energii. To także np. niedobory siarki, ważnego składnika w górnictwie, rolnictwie czy produkcji farmaceutycznej. Dziś chiński przywódca Xi Jinping w trakcie rozmowy z saudyjskim księciem Mohammadem bin Salmanem podkreślił, że cieśnina Ormuz powinna zostać natychmiast otwarta.

Bardzo możliwe, że ostatecznie do rozmów dojdzie. A jeśli uda się do czegoś dojść, Trump ogłosi WIELKIE ZWYCIĘSTWO i osiągnięcie POROZUMIENIA. Tyle że w rzeczywistości wynik tych rozmów najpewniej będzie rozczarowujący. Bo dalej jesteśmy w impasie. Trump może przełknąć takie rozwiązanie (które niczego ostatecznie nie rozwiązuje) albo walczyć dalej. Bez gwarancji, że wojna da mu to, czego chciał.

Na zdjęciu Jakub Szymczak
Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.

Komentarze