Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto AFP / IRANIAN PRESS CENTERFoto AFP / IRANIAN P...

U góry: Zdjęcie lotnicze przygotowywanych grobów dla dzieci, które zginęły w bombardowaniu przez USA szkoły dla dziewcząt w Minab, w Iranie, 3 marca 2026 roku. Foto AFP/IRANIAN PRESS CENTER

Historia stosowania ma prawie sto lat, taką taktykę stosują m.in. Rosja, Izrael, USA czy siły NATO. Wielu specjalistów uważa, że „double tap” ma z samego założenia cechy zbrodni wojennej. Niedawno byliśmy świadkami zastosowania tej taktyki podczas ataku USA na szkołę żeńską w Minab.

Szkoła w Minab

Kiedy 28 lutego, pierwszego dnia ataku USA i Izraela na Iran, doszły mnie informacje o ataku na szkołę dziewczęcą w Minab, zaskoczyła mnie jedna rzecz: gwałtowny przyrost ofiar w kolejnych doniesieniach.

Pierwsze z nich mówiły o kilkudziesięciu – zazwyczaj do 40 – ofiarach, których liczba następnie wzrosła do 80, w następnych uderzeniach przekroczyła sto, aby ostatecznie tragiczny bilans wyniósł 168 ofiar śmiertelnych wśród dzieci oraz kilkanaście dodatkowych wśród dorosłych. Lawinowy przyrost ofiar jest nietypowy dla pojedynczego ataku. Zrzuciłem to jednak na karb odcięcia internetu przez irańskie władze, co skutkowało swojego rodzaju blokadą większości doniesień z Iranu.

Obecnie wiadomo, że to był skutek powtórnego ataku na ten sam obiekt – zgodnie z taktyką double tap. Ta praktyka jest obecnie powszechnie kojarzona z operacjami wojskowymi prowadzonymi przez Rosję na Ukrainie oraz przez Izrael w Gazie i Libanie.

Kolejne ataki niszczą szczególnie cenne zasoby przeciwnika: siły ratunkowe (w tym straż pożarną), medyków, dziennikarzy, siły porządkowe lub też osoby, które kierowane humanitarnym odruchem, wejdą w ruiny, pomóc rannym i zasypanym.

Według mediów amerykańskich atak został przeprowadzony Tomahawkami przez siły USA w błędnym przekonaniu, że chodzi o cel wojskowy – bazę sił Korpusu Strażników Rewolucji (IRGC). Z analizy przeprowadzonej przez „New York Times” wynika, że wybór tego celu mógł nastąpić z powodu starych danych wywiadowczych. Teren szkoły kilkanaście lat temu miał być częścią bazy wojskowej, co oznaczałoby, że w planowaniu operacji wykorzystano nieaktualne dane operacyjne, lub nastąpiło to przez przypadkowe trafienie w ramach atakowaniu celów nieopodal. Jednak doniesienia o wielokrotnych uderzeniach w budynek szkoły zmniejszają prawdopodobieństwo tej drugiej wersji.

Pierwsze uderzenie miało nastąpić około między 10 a 10.40 przedpołudniem. Zniszczyło ponad połowę konstrukcji budynku, powodując zawalenie się dachu, który przysypał znajdujących się w środku ludzi. Nagrania pokazują ciała częściowo uwięzione pod gruzami. Eksplozja zniszczyła co najmniej połowę dwupiętrowego budynku szkoły.

Według relacji przekazanych portalowi Middle East Eye przez dwóch ratowników Czerwonego Półksiężyca oraz jednego z rodziców ofiary, po pierwszym uderzeniu w szkołę nastąpił kolejny atak. Jeden z ratowników opowiadał, że po pierwszym wybuchu dyrektor szkoły przeniósł grupę uczniów do sali modlitewnej i zadzwonił do rodziców, prosząc, aby przyjechali odebrać dzieci. Wkrótce potem to właśnie to pomieszczenie zostało trafione drugim uderzeniem, w wyniku którego zginęła większość osób, które tam się schroniły.

Relację tę potwierdził także ojciec jednej z ofiar. Powiedział, że szkoła zadzwoniła do niego, informując o pierwszym ataku, który jego córka przeżyła. Zanim jednak zdołał dotrzeć na miejsce, budynek został ponownie zbombardowany i dziewczynka zginęła. Relacja, którą przekazuje „The Guardian”, w oparciu o m.in. depeszę Associated Press, mówi o ofiarach wśród rodziców oraz dwóch uderzeniach.

Z innych części Iranu dochodzą informację o innych atakach double tap: 8 marca w podwójnym uderzeniu w mieście Najafabad zginęło 20 osób i zraniono 50, trafiając w drugim uderzeniu też ratowników i udzielających pierwszej pomocy cywilów. Podwójne uderzenie miało być też zastosowane wobec osób przebywających na placu Niloofar w Teheranie, gdzie 1 marca również miało zginać ponad 20 osób, głównie przechodniów i osób przebywających w kawiarniach.

Ten drugi atak opisuje dla Drop site news jedna osób, która była na miejscu: „Pierwsze uderzenie nie było aż tak poważne, ale kiedy nastąpiło drugie, nagle wszystko eksplodowało. Wszystkie okna się roztrzaskały. Ci, którzy mieli fajki wodne, zostali powaleni na podłogę” – powiedział redakcji mężczyzna o imieniu Shahin.

„Jeden z moich znajomych siedział tutaj. Do ostatniej chwili trzymał w rękach swoją fajkę wodną. Został rozerwany na pół. Jedna połowa jego ciała została odrzucona na bok. Złożyłem go z powrotem i położyłem tam, gdzie siedział”.

Przeczytaj także:

Hamburg 1943

Taktyka double tap nie jest wynalazkiem najnowszych konfliktów. Podczas II wojny światowej stosowano powtarzane naloty lotnicze. Luftwaffe, a także alianckie siły powietrzne zrzucały bomby falami – pierwsze uderzenie siało chaos i zniszczenie, kolejne spadało wtedy, gdy ratownicy i mieszkańcy próbowali ratować rannych, a cywile wychodzili z ukrycia. Przykładem były naloty amerykańskich i brytyjskich samolotów na Hamburg w 1943 roku w ramach operacji Gomora, gdzie powtórne bombardowanie powodowało większe ofiary niż pierwsze. Liczbę ofiar tego bombardowania szacuje się na 40 tys. osób.

W okresie powojennym podobne metody stosowano w Korei i Wietnamie. Amerykańskie lotnictwo nazywało tę taktykę delayed strikes – ataki na ten sam cel w krótkim czasie, co skutecznie zwiększało straty przeciwnika, ale też ogromnie zwiększało liczbę ofiar cywilnych i wśród ratowników.

W latach 70. i 80. izraelskie lotnictwo oraz artyleria prowadziły „double-tap” w Libanie i na terytoriach palestyńskich. Raporty organizacji praw człowieka wskazują, że drugie uderzenia spadały, ale dopiero kiedy siły izraelskie potwierdziły przybycie na miejsce ekip ratunkowych.

Pierwszy raz świat na szerszą skalę zaczął dyskutować o atakach typu double tap i ich legalności podczas natowskiej interwencji w Jugosławii, jednak wtedy jeszcze termin ten nie był powszechnie używany. Już wtedy próbowano dochodzić odpowiedzialności ich organizatorów przed sądem, a nazwa double tap powoli utrwaliła się w powszechnej świadomości.

Most w Varvarin

30 maja 1999 roku, w trakcie nalotów NATO podczas wojny o Kosowo w ramach operacji Allied Force, celem ataku stał się most nad rzeką w miejscowości Varvarin, znajdującej się obecnie w Serbii. Była niedziela – spokojny dzień, ulice wypełniały się ludźmi wracającymi z targu lub z zakończonej właśnie liturgii prawosławnej z okazji Święta Trójcy Świętej.

Dwa nisko lecące myśliwce F-16 NATO, pilotowane przez Amerykanów, zrzuciły serię bomb kierowanych laserowo. Uderzenie w most natychmiast zabiło trzy osoby i ciężko raniło kolejne pięć. Kilka minut później, gdy mieszkańcy i ratownicy rzucili się na pomoc ofiarom, pojawiła się druga grupa myśliwców, atakując dokładnie ten sam cel. Drugi atak okazał się jeszcze bardziej tragiczny – zginęli kolejni cywile, którzy chwilę wcześniej próbowali ratować rannych. Łącznie życie straciło 10 osób, a 17 kolejnych zostało ciężko rannych.

Podobnych bombardowań podczas całej kampanii było kilka. Na kilka tygodni przed atakiem w Varvarin amerykański pilot F-15 miał dwukrotnie trafić rakietą cywilny pociąg w Grdelicy w odstępie kilku minut, co tłumaczono pomyłką. 9 maja 1999 inny myśliwiec NATO dwukrotnie ostrzelał autobus z cywilami w Luzane w Kosowie, zabijając ponad 40 osób, w tym zespół ratowników medycznych udzielających pomocy na miejscu.

Międzynarodowy Trybunał Karny ds. Wojny w Jugosławii (ICTY) odmówił analizy tych potencjalnych zbrodni NATO. Zadowolono się jedynie wstępnym badaniem, które uznało, że mimo popełnionych błędów, nie dochodziło do celowego ataku na cywilów. Batalia sądowa rodzin poległych oraz rannych w latach 2003-2013, którą toczono przed niemieckimi sądami federalnymi (z powodu odpowiedzialności niemieckiej części korpusu NATO za atak w Varvarin), zakończyła się przegraną poszkodowanych.

Double tap w XXI wieku

Ataki typu double-tap upowszechniły się jako brutalna i niezwykle efektywna taktyka we współczesnych wojnach, szczególnie w Syrii, Afganistanie, pełnoskalowej wojnie Rosji przeciwko Ukrainie, inwazji Izraela na Strefę Gazy.

Ataki na personel i infrastrukturę medyczną są szczególnie potępiane nie dlatego, że życie lekarza czy ratowników ma większą wartość niż innych cywilów, lecz dlatego, że ich skutkiem jest śmierć wielu dodatkowych osób pozbawionych pomocy w kolejnych zdarzeniach. Konsekwencje takich działań są długofalowe – odbudowa kadr i sprzętu trwa latami, a zniszczenia w czasie wojny mogą skutkować zapaścią systemu ochrony zdrowia czy systemu ratownictwa na dekady.

Przyjrzyjmy się na moment Syrii. Syria Justice and Accountability Centre (SJAC) zidentyfikowało 58 przypadków takich bombardowań w latach 2013–2021. Liczba ta obejmuje jedynie te incydenty, które śledczy zweryfikowali na podstawie trzech kluczowych kryteriów:

  • lokalizacja pierwszego i drugiego ataku jest ta sama, z marginesem do kilkuset metrów różnicy;
  • pojawienia się ratowników lub cywilów na miejscu po przeprowadzeniu uderzenia;
  • wystąpienia co najmniej jednego kolejnego ataku na to samo miejsce w ciągu godziny od przybycia ratowników lub cywilów po początkowym uderzeniu.

Wszystkie incydenty opisane przez SJAC miały miejsce poza terytorium kontrolowanym przez syryjski rząd, co miałoby wskazywać na odpowiedzialność sił rządowych Syrii oraz ich sojusznika, Rosji.

Autorzy raportu podkreślają, że liczba i intensywność ataków double-tap znacząco wzrosła po wejściu Rosji do konfliktu w 2015 roku, co doprowadziło do gwałtownego nasilenia zniszczeń. Ta historia – chociaż tragiczna – dzięki dobrej dokumentacji, pozwoliła nam zrozumieć wpływ (i koszt) metody double tap na systemy ratownictwa.

Syryjskie Białe Hełmy zmieniają taktykę

Głównymi ofiarami bombardowań w Syrii stawały się tzw. Białe Hełmy – czyli zespoły szybkiego reagowania Syryjskiej Obrony Cywilnej.

Ataki double tap miały miejsce przed wejściem Rosji do Syrii, jednak były sporadyczne. Dopiero powszechne stosowanie taktyki double-tap przez Rosjan i wysokie straty wśród pracowników obrony cywilnej, zmusiło Białe Hełmy do zmiany sposobu reagowania. W latach 2015-2025 miało zginąć 311 pracowników Białych Hełmów, w większości wskutek ataków double tap. Co istotne, kolejne ataki były bezpośrednio kierowane w ratowników i ich pojazdy.

W odpowiedzi na narastające zagrożenie takimi atakami Białe Hełmy wprowadziły nowe procedury operacyjne mające na celu zminimalizowanie czasu, w którym zespoły ratunkowe są wystawione za ryzyko. Zespoły do końca wojny stosowały podejście dwu i więcej etapowe podczas wkraczania na zbombardowany teren.

Najpierw niewielka grupa szybkiego reagowania, zazwyczaj wyposażona w lekki, niezbędny sprzęt wchodzi na miejsce. Nie ewakuuje rannych, nie odgruzowuje zasypanych, jeśli nie ma bezpośredniego zagrożenia życia. Podejmuje ratowanie życia w najbardziej skrajnych przypadkach, czy umożliwia rannym samopomoc, obserwując czy nie nachodzi kolejny atak. Brak noszy, dużych toreb i innego sprzętu oraz ciągła czujność umożliwiały szybkie rozproszenie ratowników w wypadku kolejnego nalotu.

Następnie wchodzi drugi zespół po upewnieniu się, że teren jest bezpieczny a double-tap – mało prawdopodobny. Ten zespół kontynuuje udzielanie pomocy i ewakuuje rannych.

To ostrożne podejście uzupełniają działania rozpoznawcze o charakterze strategicznym, czyli obejmującym większy obszar. Pozwala to ocenić ryzyko kolejnego uderzenia i ostrzec zespoły – zazwyczaj dając im ledwie minuty lub sekundy – wypadku dostrzeżenia potencjalnego zagrożenia. Metoda ta zwiększa bezpieczeństwo ratowników, ale wymaga użycia znacznie większych zasobów ludzkich i materialnych, co odbija się na skuteczności pomocy poszkodowanym.

Rosja w Ukrainie i Izrael w Gazie

Rosja metodę double tap stosuje też w wojnie przeciw Ukrainie. W pierwszym okresie konfliktu w Donbasie po 2014 roku pojawiały się opisy taktyk i wzorców ostrzału, które później przybierały formę „double-tap”. Po pełnoskalowej inwazji w 2022 r. praktyka ta była dokumentowana przy atakach na ośrodki cywilne (m.in. ataki na Mariupol). Organizacje śledcze i obrońcy praw człowieka oceniały takie działania jako możliwe zbrodnie wojenne.

W kolejnych latach technika double-tap była stosowana przy atakach rakietowych i uderzeniach dronów na miasta takie jak Charków, często zabijając lub raniąc strażaków i służby medyczne, które przybyły na miejsce pierwszego uderzenia. Przykładem wydarzenie z 23 października 2025 w obwodzie charkowskim, kiedy rosyjski dron najpierw uderzył w zabudowania i wywołał pożar. Gdy ukraińscy strażacy przybyli, by ugasić ogień, nastąpił drugi atak w miejsce, gdzie ratownicy pracowali. Zginął 49-letni komendant jednostki straży pożarnej, Jurji Chystikow a pięciu jego kolegów zostało rannych. Podobne dwa ataki miały miejsce w tym samym obwodzie w marcu 2026 r.

Dla większości medyków, dziennikarzy czy ratowników w Ukrainie ryzyko double-tapów jest dosyć oczywiste. Dokumentacja otwartych źródeł i śledztw dziennikarskich pokazuje, że trend ten utrzymywał się i był systematycznie rejestrowany przez analityków i organizacje monitorujące konflikt do 2026 roku.

Taktyka nasza powszednia

Jak pisałem wcześniej – taktyka double tap jest szeroko stosowana również przez naszych sojuszników i państwa nam przyjazne, na równi z tymi wrogimi. Słyszał o niej prawdopodobnie także każdy polski wojskowy. Równocześnie jest to temat nieznany większości cywilów, co może zarówno budować ich nierealistyczny obraz działań zbrojnych, jak i potencjalnie narażać ich na ryzyko w przypadku działań wojennych, czy to z powodu chęci niesienia pomocy poszkodowanym, czy z racji przeświadczenia, że „piorun nie trafia dwa razy w to samo miejsce”

25 sierpnia 2025 roku doszło do jednego z najbardziej nagłośnionych incydentów tego typu, atak sił zbrojnych Izraela na szpital Nasera w palestyńskim Chan Junis, w południowej części Strefy Gazy. Pierwsze uderzenie trafiło placówkę medyczną o godz. 10, zabijając medyków i kamerzystę Reutera, Hussama al-Masriego, który prowadził relację na żywo. Drugie uderzenie nastąpiło 10 minut później, gdy na miejscu zgromadzili się ratownicy, medycy i dziennikarze. W wyniku tego kolejnego trafienia zginęły kolejne osoby. W sumie ataki pochłonęły co najmniej 20 ofiar, w tym pięciu dziennikarzy, oraz raniły wielu medyków i cywilów, którzy przyszli pomagać pierwszym ofiarom.

Jak donosi Sky News, medium, któremu wielokrotnie zarzucano stronniczość i sprzyjanie Izraelowi, podczas trwającej inwazji Izraela na południowy Liban, Izrael celowo stosuje double tap zabijając paramedyków dziesiątkami.

Również głośny był przypadek zabicia w południowym Libanie chrześcijańskiego księdza Pierre’a Al-Rahi. Po ostrzelaniu cywilnego budynku przez izraelski czołg maronicki ksiądz i inni cywile mieli ruszyć na pomoc rannym, po czym w trakcie wyciągania ofiar budynek został ostrzelany ponownie.

W środę 15 kwietnia 2026 z Libanu dobiegły wiadomości o quadruple tap, poczwórnym uderzeniu. Izraelskie lotnictwo miało je zastosować wobec trzech grup libańskich paramedyków z powiązanej z Hezbollahem i Amalem (szyicka partia polityczna, sojusznik Hezbollahu) grupy Islamskiego Korpusu Medycznego. Po pierwszym ataki miały nastąpić aż trzy fale bombardowań tych samych celów.

Mimo że amerykańska prasa nazywa ataki double tap nielegalnymi – jak robił to jeszcze w 2022 „Washington Post” w odniesieniu do działań armii syryjskiej i sił rosyjskich w Syrii – praktycznie nie ma znanych przypadków, żeby ktoś został skazany za użycie taktyki „double tap”, choć może ona stanowić zbrodnię wojenną.

W środę 15 kwietnia 2026 z Libanu dobiegły wiadomości o quadruple tap, poczwórnym uderzeniu. Izraelskie lotnictwo miało je zastosować wobec trzech grup libańskich paramedyków z powiązanej z Hezbollahem i Amalem (szyicka partia polityczna, sojusznik Hezbollahu) grupy Islamskiego Korpusu Medycznego. Po pierwszym ataki miały nastapić aż trzy fale bombardowań tych samych celów

Chociaż wielu publicystów i naukowców uznaje tę taktykę za łamanie prawa humanitarnego, ciężko jest udowodnić intencję atakowania cywilów, sprawcy są zazwyczaj poza jurysdykcją sądów, a sama taktyka jest tak rozpowszechniona – zapewne z racji swojej skuteczności, że żadne z państw nie ma interesu w ścigania tego typu ataków.

Należy więc przyjąć za ponurą konkluzję fakt, że demokratyczne państwa akceptują często w otwarty sposób okrutne i nieludzkie praktyki wojskowe, których głównym celem jest rażenie cywilnego zaplecza przeciwnika, jego infrastruktury medycznej i ratunkowej a ostatecznie – złamanie ducha czystym bestialstwem: bo nie da się inaczej określić bombardowanie rodziców wyciągających swoje dzieci z gruzów, ratowników albo sąsiadów pomagających swoim rannym bliźnim, czy dziennikarzy dokumentujących tę zbrodnię.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Paweł Jędral

Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim

Komentarze