Prawa autorskie: Dawid Zuchowicz / Agencja GazetaDawid Zuchowicz / Ag...
10 listopada 2022

"Istnieją obawy, czy wybory w 2023 będą wolne i uczciwe". Jest wstępny raport komisji PE

Nad służbami nie ma właściwie żadnej kontroli, a władza używa oprogramowania szpiegowskiego do zwalczania politycznych oponentów – takie wnioski płyną ze wstępnego raportu komisji Parlamentu Europejskiego, która bada wykorzystanie Pegasusa w UE

Działająca od kwietnia 2022 roku komisja śledcza Parlamentu Europejskiego do zbadania wykorzystania oprogramowania Pegasus i równoważnych programów szpiegujących do nadzoru (PEGA) ogłosiła we wtorek 8 listopada wstępny raport, w którym przedstawiono kluczowe ustalenia i zalecenia na przyszłość. Komisja działa od kwietnia 2022 roku. W ciągu ostatnich kilku miesięcy zleciła szereg badań, przeprowadziła przesłuchania z ekspertami i zorganizowała trzy wizyty wyjaśniające (w Izraelu, Polsce, Grecji i na Cyprze).

"Nadużywanie oprogramowania szpiegującego nie tylko narusza prawo do prywatności osób. Potajemnie podważa demokrację i instytucje demokratyczne. Ucisza opozycję i krytyków, eliminuje kontrolę i działa mrożąco na wolną prasę i społeczeństwo obywatelskie. Służy ponadto do manipulowania wyborami" - pisze Komisja w raporcie liczącym 159 stron.

Autorzy podkreślają, że skandal z oprogramowanie szpiegującym nie jest serią odosobnionych krajowych przypadków nadużyć, ale szeroko zakrojoną sprawą europejską: "Rządy państw członkowskich UE wykorzystują oprogramowanie szpiegujące na swoich obywatelach do celów politycznych oraz do ukrywania korupcji i działalności przestępczej".

Instytucje UE pozostają bierne

Zaznaczono, że nadużywanie tego rodzaju narzędzi stanowi poważne naruszenie wartości Unii Europejskiej i jako zagrożenie dla demokracji wymaga zdecydowanej odpowiedzi instytucjonalnej. Tak stało się w USA, które po wybuchu skandali wpisały Grupę NSO, producenta Pegasusa, na czarną listę, a Departament Sprawiedliwości wszczął śledztwo. Tymczasem, jak wskazuje Komisja PE, "instytucje UE zachowały w dużej mierze milczenie i bierność, twierdząc, że jest to kwestia wyłącznie krajowa".

"Rada Europejska i rządy krajowe stosują omertę. Nie było żadnej oficjalnej odpowiedzi na skandal ze strony Rady Europejskiej. Rządy państw członkowskich w dużej mierze odrzuciły zaproszenie do współpracy z komisją PEGA" - czytamy w raporcie.

W dużej mierze bezczynny pozostał także Europol, oferujący jedynie pomoc krajom członkowskim w ich wewnętrznych śledztwach.

PEGA twierdzi, że wszystkie państwa UE zakupiły jeden lub więcej produktów służących do szpiegowania. "Tylko jedna firma, Grupa NSO, sprzedała swoje produkty dwudziestu dwóm odbiorcom końcowym w co najmniej czternastu państwach członkowskich, w tym Polsce, Węgrom, Hiszpanii, Holandii i Belgii. W co najmniej czterech państwach członkowskich, w Polsce, na Węgrzech, w Grecji i Hiszpanii doszło do nielegalnego korzystania z oprogramowania szpiegującego, są podejrzenia takiego użycia na Cyprze" - czytamy.

Krajom tym poświęcono najwięcej miejsca w raporcie.

Luzowanie prawa

Autorzy raportu relacjonują, że polska opinia publiczna po raz pierwszy usłyszała o użyciu Pegasusa w grudniu 2021 roku. Opisują jednak jak Beata Szydło oraz Mateusz Morawiecki spotykali się w 2016 i 2017 roku z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu oraz premierem Węgier Viktorem Orbánem. To właśnie w 2017 miało dojść do zakupu Pegasusa. Dokonało go Centralne Biuro Antykorupcyjne za pośrednictwem związanej z PiS firmy Matic Sp. z o.o. Transakcję sfinansowano przy pomocy pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości.

Komisja Parlamentu Europejskiego szczegółowo opisuje także uwarunkowania prawne inwigilacji w Polsce. Zauważono, że jeszcze w 2014 roku Trybunał Konstytucyjny, badając ustawę o policji oraz inne ustawy, orzekł o niezgodności z konstytucją szeregu przepisów regulujących te kwestie. Przyjęte w 2016 roku nowelizacje jednak nie tylko nie wypełniały poprawnie tych rekomendacji, ale dodatkowo osłabiały nadzór nad inwigilacją obywateli. Powołując się na opinię Komisji Weneckiej, PE stwierdza w raporcie, że w Polsce brak jest odpowiednich zabezpieczeń i kontroli nad służbami, by zapobiec nadmiernemu wykorzystywaniu narzędzi nadzoru i nieuzasadnionej ingerencji w prywatność jednostek.

Dodatkowo w 2016 roku znowelizowano przepisy Kodeksu postępowania karnego, dopuszczając w procesach sądowych użycie dowodów zdobytych w sposób niezgodny z prawem. Zaznaczono także, że w Polsce na ogromną skalę policja oraz prokuratura korzystają z dostępu do danych przechowywanych przez firmy telekomunikacyjne.

Przeczytaj także:

Nie ma kontroli nad służbami

Sądowa kontrola nad stosowaniem inwigilacji istnieje jedynie na papierze. Nie wiadomo, czy w przypadku użycia Pegasusa w ogóle do takiej kontroli dochodziło. Standardowo wnioski do sądów przez służby o wydanie zgody na użycie metod nadzoru zawierają podsumowanie sprawy, pozbawione są często informacji takich jak to, kto właściwie ma być podsłuchiwany, jakie są wobec takiej osoby zarzuty i jaka metoda ma wobec niej zostać użyta. W pilnych przypadkach prokuratorzy modą w ogóle pominąć uprzednią zgodę sądową. Co więcej, wszystkie wnioski kierowane są do Sądu Okręgowego w Warszawie. Dziennie wpływa ich kilkadziesiąt, co sprawia, że nie mogą być rzetelnie rozpatrywane.

Autorzy raportu zaznaczają, że nie istnieje także parlamentarna kontrola nad służbami. Sejm nie zgadza się na powołanie komisji śledczej, a ta, która powstała w Senacie nie ma takich uprawnień, jak sejmowa. Sprawę bada Najwyższa Izba Kontroli, ale jej pracownicy spotykają się z planowaną obstrukcją, a nawet zastraszaniem.

Wreszcie, nawet zgłoszenie nieprawidłowości do prokuratury nie przyniesie spodziewanych efektów w postaci rzetelnego śledztwa, ponieważ instytucją tą rządzi Minister Sprawiedliwości, czyli szef resortu, który Pegasusa zakupił. Jak na razie tylko w sprawie Ewy Wrzosek sprawa Pegasusa trafiła do sądu. Stało się tak tylko dlatego, że udało się skutecznie zaskarżyć decyzję prokuratury o umorzeniu śledztwa. W pozostałych przypadkach, jak wskazuje raport, śledztwa są celowo przedłużane.

PE: Istnieją obawy, czy wybory w 2023 będą uczciwe

Komisja PE zaznacza, że ujawnione do tej pory ofiary (oraz potencjalne ofiary) inwigilacji Pegasusem dobierane były z politycznego klucza, a ataki te miały związek z wyborami. Opisano przypadki senatora Krzysztofa Brejzy (który był w 2019 szefem sztabu wyborczego), Romana Giertycha (jako prawnika Donalda Tuska, a także Geralda Birgfellnera), Ewy Wrzosek (która wszczęła śledztwo w sprawie wyborów kopertowych), urzędników NIK (w związku z raportem na temat wyborów kopertowych), Michała Kołodziejczaka (którego partia walczy o ten sam elektorat, co PiS), a także polityków związanych z Prawem i Sprawiedliwością. W przypadku Krzysztofa Brejzy zwrócono uwagę także na fakt, że do materiałów pozyskanych przy pomocy oprogramowania szpiegowskiego miała dostęp Telewizja Publiczna, "co wskazuje na zorganizowaną kampanię oszczerstw".

"Jednocześnie Państwowa Komisja Wyborcza została upolityczniona przez fakt, że w jej skład wchodzą sędziowie z tych samych sądów, które w istocie przejęła partia rządząca. Ponadto Sąd Okręgowy w Warszawie odpowiedzialny za rejestrację nowych partii politycznych został obsadzony lojalnymi wobec rządu »neosędziami«. W związku z tym istnieją obawy, czy wybory parlamentarne w 2023 roku będą naprawdę wolne i uczciwe" - czytamy.

"Informacje zebrane za pomocą oprogramowania szpiegującego są wykorzystywane w kampaniach oszczerstw przeciwko krytykom rządu i opozycji za pośrednictwem kontrolowanych przez rząd mediów państwowych. Wszystkie zabezpieczenia zostały wyeliminowane, partie rządowe mają pełną kontrolę, a ofiary nie mają dokąd się zwrócić" - podsumowują autorzy raportu część dotycząca Polski.

Następne kroki

"Wyniki śledztwa PEGA są szokujące i powinny zaalarmować każdego obywatela Europy. Oczywiste jest, że handel i używanie oprogramowania szpiegującego powinno być ściśle regulowane" - piszą członkowie Komisji. W listopadzie PEGA zorganizuje debatę na temat projektu sprawozdania. Następnie na raport naniesione zostaną poprawki. Całość ukaże się w 2023 i wydana będzie z szeregiem zaleceń. PEGA zaznacza w raporcie, że potrzebne są reformy instytucjonalne i polityczne, "które umożliwią UE faktyczne egzekwowanie i przestrzeganie tych zasad i standardów, nawet jeśli są łamane przez same państwa członkowskie".

Udostępnij:

Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne