Organizacja Trumpa ma po raz pierwszy spotkać się w Waszyngtonie 19 lutego. Prezydent USA ma ogłosić nowe plany co do Strefy Gazy. Ale sytuacja na miejscu jest trudna. Wizje Trumpa i Kushnera sobie, rzeczywistość sobie
Izrael został 27. członkiem Rady Pokoju.
Izraelski premier Benjamin Netanjahu podpisał stosowne dokumenty w środę 11 lutego 2026 podczas jego wizyty w Waszyngtonie. Wydawałoby się, że człowiek, który deklaruje, że Donald Trump jest jego przyjacielem i premier kraju, którego pierwotna idea za powstaniem rady – rekonstrukcja Gazy – dotyczy, powinien być jednym z pierwszych, który w Radzie zasiądzie.
Tymczasem wcale nie jest to oczywiste. Dlaczego?
Najpierw zróbmy krok w tył.
Nazwa Rady Pokoju po raz pierwszy pojawia się pod koniec września, gdy Donald Trump publikuje swój 20-punktowy plan pokojowy dla Strefy Gazy.
Jeden z punktów tego planu brzmi:
„Gaza będzie zarządzana tymczasowo przez apolityczny, technokratyczny komitet palestyński, odpowiedzialny za codzienne funkcjonowanie usług publicznych i gmin dla mieszkańców Gazy. Komitet ten będzie składał się z wykwalifikowanych Palestyńczyków i międzynarodowych ekspertów, nadzorowanych przez nową międzynarodową jednostkę przejściową, »Radę Pokoju«, której przewodniczącym będzie prezydent Donald J. Trump […]”.
Z jego pełną treścią można zapoznać się w tym tekście.
Później jednak idea ewoluowała. Trump postanowił z Rady Pokoju zrobić instytucję, która będzie zajmowała się rozwiązywaniem konfliktów na całym świecie. W statucie organizacji nie ma ani słowa o Strefie Gazy.
Linkując do statutu, nie możemy odesłać do oficjalnej strony organizacji. Bo taka nie istnieje. Gdy w wyszukiwarce poszukujemy strony organizacji, na pierwszym miejscu pozycjonuje się satyryczna strona, stylizowana na retro grę wideo Board of Peace.
Dlatego w wypadku statutu musimy opierać się na tekście opublikowanym przez dziennikarzy „Times of Israel” w styczniu.
Organizacja posiada oficjalne konto w serwisie X. Tam znajdziemy ogłoszenie o dołączeniu każdego kolejnego kraju. A właściwie 26 osobnych ogłoszeń z 28 stycznia (choć organizacja wystartowała 22 stycznia) i ogłoszenie na temat Izraela z 11 lutego.
Rada Pokoju ma w założeniu zajmować się nie tylko Strefą Gazy, ale na razie to jej jedyne konkretne zadanie. A to się Izraelowi nie podoba.
Przesuwa bowiem decyzyjność w kwestii Strefy Gazy w stronę Trumpa – bo to on jest jedynym rozgrywającym w Radzie Pokoju.
Gdy 18 stycznia Amerykanie ogłaszali pierwszych członków tzw. Zarządu Gazy (Gaza Executive Board), Netanjahu oświadczył, że ruch ten nie był konsultowany z Izraelem i jest on wbrew izraelskiej polityce w tej sprawie. Izraelski minister bezpieczeństwa wewnętrznego pisał wtedy w mediach społecznościowych:
„Gaza nie potrzebuje żadnego komitetu administracyjnego. Potrzebuje wyczyszczenia z terrorystów Hamasu”.
Netanjahu starał się protestować przeciwko obecności Turcji czy Kataru w Radzie. Izrael uznaje oba kraje za popleczników Hamasu. Duża część pomocy finansowej dla palestyńskiej organizacji idzie przez ręce Katarczyków. Katar gości też polityczne kierownictwo Hamasu od 2012 roku, gdy opuścili oni Syrię.
Izrael i Turcja są też kluczowymi rywalami w grze o polityczną dominację nad regionem Bliskiego Wschodu. Izraelscy politycy wzdrygają się na myśl o tym, że tureccy żołnierze mieliby być częścią międzynarodowej siły pokojowej w Strefie Gazy. A obowiązujący przecież plan pokojowy Trumpa mówi:
„Stany Zjednoczone będą współpracować z arabskimi i międzynarodowymi partnerami, aby stworzyć tymczasowe Międzynarodowe Siły Stabilizacyjne (ISF), które natychmiast zostaną rozmieszczone w Gazie. ISF będą szkolić i wspierać zweryfikowane palestyńskie siły policyjne w Gazie oraz konsultować się z Jordanią i Egiptem, które mają duże doświadczenie w tej dziedzinie”.
Na podstawie Rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ numer 2803 ISF otrzymała autoryzację ONZ. Na początku stycznia turecki prezydent Recep Tayyip Erdoğan powiedział w wywiadzie, że bez udziału Turcji siłom stabilizacyjnym brakować będzie legitymacji.
W komentarzu dla Crisis Group Max Rodenbeck i Michael Wahid Hanna piszą:
„Rada odebrała Izraelowi część odpowiedzialności za przyszłość Gazy, ale Izrael wciąż ma bardzo dużo do powiedzenia w kwestii jej teraźniejszości. Ani Trump, ani Netanjahu, ani żaden inny członek Rady nie jest wystarczająco silny, by po prostu pokonać pozostałych graczy”.
Czyli: chociaż Rada jest przede wszystkim narzędziem Trumpa, to w jej ramach również dzieją się polityczne przepychanki między jej członkami. Jej konstrukcja i zachowanie Trumpa sugerują, że faktycznie Trump chciałby zastąpić lub przynajmniej ominąć ONZ jako główną organizację międzynarodową. Ale jednocześnie jej obecny skład czy konstrukcja statutu (oparta nie na deliberacji i konsensusie, ale na woli Trumpa) pokazują, że na razie nie ma mowy, by radę tę traktowano poważnie.
Nie ma w niej większości kluczowych państw świata – nie ma ważnych krajów europejskich, nie ma Rosji czy Chin.
Rosjanie sugerowali, że mogą dołączyć i opłacić składkę w wysokości miliarda dolarów, jeśli Amerykanie odmrożą rosyjskie aktywa przechowywane w USA. Nic się w tej sprawie nie zmieniło, Rosja lawiruje, ale na razie w organizacji jej nie ma. I nie będzie Rosjan na pierwszym spotkaniu liderów organizacji w Waszyngtonie.
Ma się ono odbyć 19 lutego. Według Reutersa Trump w obecności delegacji z około 20 krajów ogłosi warty miliardy dolarów plan odbudowy Gazy oraz szczegóły sił stabilizujących ISF.
Na razie jednak wiele planów i projektów Rady Pokoju na temat Gazy dzieje się obok faktycznej sytuacji na miejscu. 22 stycznia w Davos zięć Trumpa Jared Kushner przestawił ogólny plan, w którym umieścił futurystyczne grafiki wykonane przez narzędzia AI.
14 stycznia specjalny wysłannik Trumpa Steve Witkoff ogłosił, że wymuszone w październiku przez Trumpa zawieszenie wchodzi w drugą fazę. Jej częścią jest początek odbudowy, demilitaryzacja Hamasu i wycofanie się izraelskich oddziałów ze Strefy Gazy.
Przez miesiąc w tych kwestiach nie wydarzyło się wiele.
Obie strony – Hamas i Izrael – dążą do podtrzymania swojej władzy na terenach, które obecnie kontrolują.
Teren Strefy Gazy jest podzielony mniej więcej w połowie. Hamas odmawia pełnego rozbrojenia. Izrael do momentu aż to się nie wydarzy, nie zamierza ani opuszczać kontrolowanych przez siebie terenów bliżej granicy z Izraelem, ani wpuścić do Gazy władz technokratycznego komitetu palestyńskiego wybranego przez Radę Pokoju.
Podczas spotkania w Davos przewodniczący tego komitetu, Ali Szaas przekazał, że przejście graniczne w Rafah, jedyne okno na świat dla mieszkańców Strefy, otworzy się w ciągu tygodnia. Faktycznie udało się to zrobić na początku lutego, ale jednocześnie ruch przez przejście wciąż jest dramatycznie ograniczony.
Nie widać w najbliższym czasie perspektywy kompromisowego rozwiązania, które popchnęłoby do przodu sprawę odbudowy zniszczonej Strefy Gazy (według ONZ 80 proc. budynków w Strefie zostało zniszczonych lub uszkodzonych) i faktycznej poprawy życia dwóch milionów Palestyńczyków. Jeśli Trump nie zmusi obu stron do ustępstw, bardzo możliwe jest dalsze przeciąganie liny, dalszy tlący się konflikt, dalsze izraelskie ataki.
Bo pomimo zawieszenia broni, Izrael dalej regularnie przeprowadza ataki w Strefie Gazy, choć z mniejszą intensywnością niż przed październikiem 2025. Od wejścia w życie zawieszenia broni w izraelskich atakach zginęło ponad 500 osób. Wedle analizy Michała Wojnarowicza dla Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych ryzyko powrotu wojny na poziomie sprzed października 2025 roku jest dziś niskie. Ale ryzyko, że przez następne miesiące będziemy obserwować tlący się konflikt, jest spore.
W przyszłym tygodniu Trump będzie gościł delegacje z krajów Rady Pokoju w Waszyngtonie i opowiadał o odbudowie zniszczonej Strefy Gazy. Jednocześnie bez silnego nacisku i na Netanjahu, i na Hamas za pośrednictwem np. Kataru, kolejny krok do przodu będzie trudny.
Jeśli Trump liczył na szeroką partycypację w jego Radzie, to się przeliczył. Na razie ma dzięki niej grupę krajów, które są żywo zainteresowane odbudową Gazy i stabilnością w regionie (Arabia Saudyjska, Katar, Egipt, Turcja) oraz sporą grupę mniejszych lub większych autokratów, którzy chcą być blisko Trumpa i zasłużyć na jego pochwałę. A to najpewniej Trumpa nie satysfakcjonuje. Niewykluczone więc, że Trump Radą się znudzi, a my wszyscy zapomnimy o niej, nawet zanim skończy się jego kadencja.
Jeśli tak, będzie to kolejny raz, gdy nadzieje Palestyńczyków na lepsze życie i polityczną niezależność zostaną pogrzebane.
Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.
Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.
Komentarze