Zięć Donalda Trumpa Jared Kushner zaprezentował 22 stycznia plan odbudowy Strefy Gazy. Mało w nim konkretów, jak radzić sobie z ogromnymi wyzwaniami. Zobaczyliśmy za to grafiki wygenerowane przez AI i błyskawiczną prezentację pełną korporacyjnego pustosłowia
22 stycznia 2026 na marginesie Światowego Forum Ekonomicznego w Davos podczas krótkiej prezentacji planu dla Gazy członkowie Rady Pokoju siedzieli na scenie pod wielkim napisem z nazwą i logiem nowej organizacji. Nie będziemy dyskutować o walorach estetycznych i artystycznych loga, choć złośliwi mogliby się pewnie do wielu rzeczy przyczepić. Ciekawsza jest jednak treść loga.
Otóż mamy do czynienia z globem na białym herbie otoczonym liśćmi laurowymi. Jednak nie z całym globem. Widzimy na nim niemal wyłącznie Amerykę Północną. Jest to więc wariacja na temat (złośliwi powiedzieliby, że parodia) loga Organizacji Narodów Zjednoczonych. Nie na niebiesko, a na złoto. Nie cały świat, a Ameryka. Kraj wolnych, ojczyzna dzielnych ludzi.
Doskonale oddaje to charakter samej organizacji, o którym dokładniej pisaliśmy tutaj. To projekt Donalda Trumpa, w którym amerykański prezydent decyduje o wszystkim.
Po prezentacji planu dla Strefy Gazy (a pamiętajmy: sama Rada została zaprojektowana nie jako ciało do rozwiązania jednego problemu, a jako stała organizacja) widać jak na dłoni, że interesy i zdanie ludzi, których problemy mają teoretycznie być rozwiązywane, nie jest tutaj kluczowe.
Całe wystąpienie Steve'a Witkoffa i Jareda Kushnera trwało niewiele ponad 10 minut i można je w całości obejrzeć tutaj. Przed samą prezentacją Kushner powiedział, że porozumienie pokojowe jest czymś zupełnie innym niż umowa biznesowa, bo w przypadku pokoju trzeba zmieniać przyzwyczajenia i sposoby myślenia. Więcej uwagi niż Palestyńczykom poświęcił swojemu teściowi, któremu dziękował za stawianie ambitnych celów.
Dzięki Trumpowi Kushner i jego zespół osiągnęli „więcej, niż to było możliwe”, choć w kwestii odbudowy Gazy – co faktycznie jest bardzo trudnym zadaniem – wszystko, co na razie osiągnięto, to plany i slajdy.
Po ekspresowym przedstawieniu sytuacji ostatnich dwóch lat Kushner przypomniał, że kluczowe jest bezpieczeństwo. W tej sprawie Amerykanie współpracują z Izraelem. Z Hamasem rozmowa odbywa się tylko w temacie demilitaryzacji Strefy Gazy.
Rozwiązaniem wielu problemów ma być wspomniana wcześniej zmiana sposobu myślenia: jeśli mieszkańcy Gazy otworzą się na wolny rynek i na ducha przedsiębiorczości, to ich życia szybko zmienią się na lepsze.
Doskonałym symbolem profesjonalizmu propozycji Rady Pokoju i współpracy z Palestyńczykami jest sama prezentacja. Na slajdzie, gdzie prezentowany jest Narodowy Komitet dla Administracji Gazy, mamy jego nazwę w języku angielskim i arabskim. Po angielsku wszystko jest jasne. W przypadku napisu po arabsku każda osoba, która choćby nauczyła się arabskiego alfabetu, natychmiast zauważy, że coś jest nie tak.
W języku arabskim czytamy od prawej do lewej, litery wewnątrz wyrazów łączą się, tworząc inne formy, niż gdy występują samodzielnie. Na prezentacji Jareda Kushnera napis można jednak odczytać jedynie od lewej do prawej, inaczej wyjdzie z tego bełkot. A litery arabskie są rozłączone.
Nie da się tego jasno przełożyć na język polski przez system łączenia liter, ale najbliższy ekwiwalent tego, co na prezentacji Kushnera zobaczyły osoby znające język arabski, wyglądałby tak:
„y z a G i j c a r t s i n i m d A a l d t e t i m o K y w o d o r a N”
To częsty błąd, spotykany na plakatach czy różnego rodzaju materiałach np. promujących kulturę arabską, popełniany przez osoby, które nie znają języka. Czyli – zwykła wpadka edytorska. Ale też dzięki tej wpadce jasne jest, że prezentacji nie widziała żadna osoba arabskojęzyczna.
W ramach Rady Pokoju zorganizowano też komitet złożony z palestyńskich technokratów – to właśnie to ciało, którego nazwy nie potrafiono przedstawić po arabsku. Ale wydaje się jasne, że to nie oni opracowywali idee, które prezentował dzisiaj Kushner.
Widzowie prezentacji nie poznali nawet ich nazwisk, nie dowiedzieli się, że liczy on 15 osób. Kushner podziękował jedynie „Alemu”. To Ali Sza’as, inżynier pochodzący z miasta Chan Junus w Strefie Gazy, przewodniczący Komitetu.
Na palestyńskiej scenie to mało znana postać, postrzegana raczej jako ekspert techniczny, a nie figura polityczna. Trudno ocenić dziś, na ile jest on odpowiednią osobą, by nadzorować odbudowę Strefy Gazy. Na razie wydaje się, że Sza’as wśród Palestyńczyków jest figurą niekontrowersyjną. Otrzymał poparcie dla swojej misji od obu głównych partii: Hamasu i Fatahu. Jednocześnie w tym momencie mało kto wierzy, że ma on polityczną siłę. Kluczowe pytanie brzmi, jaką będzie miał sprawczość – obecnie w całym projekcie jest jedynie przypisem.
Następnie zobaczyliśmy Masterplan: Kushner zaprezentował mapę nowej Strefy Gazy i przekonywał, że całe nowe miasta można zbudować w trzy lata. Planu B nie ma, bo Kushner chce tylko i wyłącznie sukcesu. Na mapie podzielono Strefę na różne mniejsze strefy – mieszkalne, industrialne, rolnicze. Mamy port i lotnisko, trzystronne przejście graniczne z Egiptem.
Dwie wizualizacje, na których widać miejski krajobraz, z całą pewnością zostały przygotowane przez narzędzia AI. Wizualizacja „Nowej Gazy” jest bardzo niestaranna, a im dalej, tym budynki są dziwniejsze i rozmyte. Na ilustracji „Nowej Gazy” widzimy niemal same drapacze chmur, jest ich kilkadziesiąt. Z kolei wizualizacja „Nowego Rafah” niemal na pewno przedstawia miasto znacznie ludniejsze niż wspomniane na prezentacji 100 tys. mieszkańców.
W tym miejscu warto przypomnieć: według danych ze spisu powszechnego w 2017 roku w Rafah mieszkało 171 tys. osób. Wpis o mieście w angielskojęzycznej Wikipedii używa dziś już czasu przeszłego. Rafah nie jest miastem, ale nim było. Walcząc z Hamasem, izraelska armia zrównała z ziemią niemal całe miasto, łącznie z tysiącami domów, w których mieszkali Palestyńczycy.
Jorge Moreira da Silva, dyrektor Biura Narodów Zjednoczonych ds. Obsługi Projektów, powiedział 16 stycznia dla palestyńskiej agencji prasowej Wafa, że nie byłby w stanie uwierzyć w skalę zniszczenia, gdyby sam jej nie zobaczył. I potwierdził, że w Rafah nie ma już prawie żadnych budynków.
Kushner przekazał, że jego zespół przygląda się najlepszym praktykom z całego świata i poszukuje najlepszych dostawców usług takich jak edukacja czy ochrona zdrowia. To wszystko rozbija się o jeden problem: nie ma w najnowszej historii miejsca tak zniszczonego, jak Strefa Gazy. Nie ma gotowych rozwiązań na to, jak w dzisiejszym świecie, przy dzisiejszych technologiach i warunkach społecznych Strefy Gazy, prowadzić odbudowę.
Zniszczenia w Rafah, a także w wielu innych miejscach Strefy, wychodzą dalece poza skutki walk miejskich i intensywnej wojny. Z dociekań międzynarodowych mediów wiemy, że wiele z tych miejsc zostało z premedytacją zniszczonych.
Kushner w swoim planie nie bierze tego pod uwagę. Przemawiający przed nim negocjator i partner biznesowy Trumpa Steve Witkoff dziękował nawet premierowi Izraela Benjaminowi Netanjahu. Czyli człowiekowi nadzorującemu decyzje, które doprowadziły do poziomu zniszczeń, z jakimi dziś mierzą się mieszkańcy Strefy Gazy. Kushnera i jego współpracowników to nie interesuje. Mamy za to jedną mapę, grafiki wygenerowane przez AI i mnóstwo słów o szansach, inwestycjach, rozwoju.
Strony porozumienia o zawieszeniu broni w Gazie ogłosiły ostatnio przejście do drugiej fazy porozumienia. Pomimo tego, że pierwsza nie została w pełni zaimplementowana – przejście graniczne w Rafah, które jest bramą na świat dla dwóch milionów osób w Strefie Gazy, wciąż jest zamknięte. A Izraelczycy odmawiają otwarcia go, bo do Izraela wciąż nie wróciło ostatnie ciało zabitego zakładnika. W trakcie około 100 dni pierwszej fazy zawieszenia broni w Gazie w izraelskich atakach zginęło kilkaset osób.
Prezentacja Kushnera to wypolerowana wersja tego, o czym rok temu mówił Trump, nazywając wizję dla Gazy „Riwierą Bliskiego Wschodu”. To horyzont, w którym potrafi myśleć Trump – inwestycje w nieruchomości, palmy i turystyka.
Kushner gładką korpo-mową dostarczył korpo-wizję, która ma przyciągnąć inwestorów. Nie powiedział nic o samostanowieniu Palestyńczyków i ani razu nie padła nazwa Zachodni Brzeg, nie mówił o setkach tysięcy osób żyjących w błocie i tymczasowych namiotach. Wiemy na pewno, że tworząc przedstawiony dziś plan, nikt nikogo tych setek tysięcy osób nie zapytał o to, jakiego przywództwa by chcieli i jakie są ich najpilniejsze potrzeby.
Przesiedlony Palestyńczyk Said Naim powiedział 22 stycznia katarskiemu portalowi al-Dżaziry, że jest sceptyczny wobec planów Amerykanów. I dodał: „Sytuacja jest straszna – namioty zimą przy przenikliwym zimnie. Kilka dni temu dziewięcioro dzieci zmarło z powodu zimna. Czym są te namioty? Gdyby to trwało trzy miesiące, ludzie mogliby to przetrwać. Ale to już lata i lata jeszcze przed nami. To nie jest życie, to egzekucja”.
Plan Kushnera nie daje ludziom takim jak Said ani nadziei, ani godności. Najpewniej większość mieszkańców Strefy Gazy nie ufa Amerykanom i ich planom. A plan ten wisi na wielu „jeśli”: jeśli Hamas się sprawnie zdemilitaryzuje, jeśli przyciągnie się wielu inwestorów do tego ryzykownego przedsięwzięcia, jeśli Izrael na wszystko pozwoli, jeśli Palestyńczycy zaakceptują te pomysły.
Na dziś trzeba ocenić, że prawdopodobieństwo, że za trzy lata wzdłuż wybrzeża Gazy stać będą wymalowane w pośpiechu przez AI wieżowce, jest bardzo niskie.
Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.
Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.
Komentarze