Na spotkaniu z Komitetem ds. Likwidacji Dyskryminacji Rasowej ONZ Polska delegacja zapewniała, że walczy z dyskryminacją. Nie umiała jednak podać przykładów sprzeciwu polityków wobec mowy nienawiści. Komitet cytował za to antyuchodźcze wypowiedzi Błaszczaka i Kaczyńskiego. Zażądał dodatkowego sprawozdania. To wyjątkowa sytuacja

Komitetem ds. Likwidacji Dyskryminacji Rasowej ONZ (CERD) zakończył rozpatrywanie okresowego sprawozdania Polski z realizacji postanowień Międzynarodowej Konwencji z 1966 roku w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji rasowej. 29 sierpnia przyjęto uwagi końcowe.

Poza wieloma rekomendacjami Komitet zalecił Polsce przygotowanie w ciągu najbliższego roku dodatkowego sprawozdania dotyczącego wprowadzenia poszczególnych zaleceń. Zdaniem Anny Błaszczak-Banasiak, dyrektorki Zespołu ds. Równego Traktowania w Biurze RPO, to niecodzienny środek, wykorzystywany w wyjątkowych przypadkach.

„Komitet rzadko wzywa państwa do przyśpieszonego działania. Najwyraźniej uznał, że sytuacja jest szczególnie niepokojąca i konieczne jest pilne działanie”.

„Wiemy z rozmów naszych przedstawicielek w Genewie, że Komitet brał bardzo mocno pod uwagę trwający w Polsce ciąg kampanii wyborczych i zdaje sobie sprawę, że mają istotny wpływ na to, w jaki sposób mówi się o migrantach i uchodźcach. Znalazło to wyraz w rekomendacjach” – mówi Błaszczak – Banasiak. „Dodatkowe sprawozdanie dotyczy też właśnie tych kwestii, na które kampania wyborcza może mieć szczególnie negatywny wpływ”.

Komitet domaga się informacji o uwzględnieniu rekomendacji dotyczących m.in.:

  • większego finansowania oraz respektowania kompetencji Rzecznika Praw Obywatelskich;
  • przywrócenia usuniętej w 2016 roku Rady do spraw Przeciwdziałania Dyskryminacji Rasowej, Ksenofobii i związanej z nimi Nietolerancji;
  • zagwarantowania niezależności sądownictwa i prokuratury;
  • walki z rasistowską mową nienawiści i nawoływaniem do przemocy, szczególnie poprzez publiczne potępianie mowy nienawiści przez osoby publiczne i media, organizowanie kampanii, promowanie tolerancji, zrozumienia i zwalczanie uprzedzeń wobec mniejszości, migrantów oraz uchodźców;
  • całkowitą delegalizacją grup, które promują dyskryminację na tle rasowym bądź narodowościowym;
  • wysłania mediom silnego przekazu o braku przyzwolenia na mowę nienawiści.

Trudno lepiej wypunktować zadania, których PiS podejmie się po własnym trupie.

Przeciw kampanii nienawiści

Komitet bardzo celnie wbił szpilę w czuły punkt rządu – antyimigrancką narrację, którą PiS z upodobaniem wykorzystuje w kampaniach wyborczych. Podgrzewanie narodowej ksenofobii było kluczowym elementem zwycięskiej kampanii z 2015 roku. Tej sprawdzonej receptury PiS próbował także przy okazji wyborów samorządowych, wypuszczając wyjątkowo nienawistny spot.

Komitet o tym wszystkim pamięta.

„Byli dobrze przygotowani, świetnie znali sytuację w Polsce. Cytowano konkretne negatywne i dyskryminujące wypowiedzi polityków pod adresem imigrantów i uchodźców, głównie Jarosława Kaczyńskiego i ministra Błaszczaka” – relacjonuje Anna Błaszczak-Banasiak.

„Delegacja co prawda zapewniała komitet, że zarówno rząd, jak i organy publiczne zgodnie przeciwstawiają się mowie nienawiści wobec grup mniejszościowych, ale dopytywana o konkretne wypowiedzi osób publicznych potępiające dyskryminację i mowę nienawiści, nie potrafiła podać żadnego przykładu”.

CERD zalecił politykom publiczny sprzeciw wobec mowy nienawiści, uprzedzeń rasowych i narodowościowych oraz wysłanie „silnego przekazu” do mediów o ich odpowiedzialności za unikanie mowy nienawiści i powielania stereotypów na temat społeczności mniejszościowych, walkę z nienawiścią na tle rasowym oraz ksenofobią, „szczególnie w kontekście kampanii wyborczej”.

Na razie przekaz, jaki rząd wysyła Polakom oraz mediom publicznym jest raczej odwrotny. Zauważył to też Komitet, ubolewając, że „najważniejsze osoby publiczne, w tym politycy i pracownicy mediów, są często źródłem takich obraźliwych wypowiedzi lub nie dopełniają obowiązku zdecydowanego sprzeciwiania się mowie nienawiści”.

Przestępstwa z nienawiści

Komitet oczekuje od Polski podjęcia walki ze zjawiskiem „underreportingu”, czyli niezgłaszania przestępstw przez pokrzywdzonych.

„Z naszych badań wynika, że zgłaszanych jest jedynie około 5 proc. przestępstw z nienawiści” – mówi Błaszczak-Banasiak. Z badań biura RPO wynika też, że główne przyczyny tego zjawiska, to:

– brak zaufania do organów ścigania i instytucji publicznych;

– niska świadomość prawna;

– brak wiary, że zgłoszenie cokolwiek zmieni;

– wiedza o negatywnych doświadczeniach innych pokrzywdzonych tego rodzaju przestępstwami;

– bagatelizowanie problemu wynikające ze zjawiska dyskryminacji strukturalnej. „Zdarza się, że osoby dyskryminowane do pewnego stopnia przyzwyczajają się do tych negatywnych doświadczeń i zaczynają traktować je nie jak dyskryminacje, ale element swojej codzienności”.

Przyzwolenie na mowę nienawiści ze strony państwa na pewno nie ośmiela pokrzywdzonych. Komitet zwrócił uwagę, że w Kodeksie Karnym wciąż brakuje odpowiedniego wyróżnienia przestępstw powodowanych nienawiścią rasową, proponując, żeby była to okoliczność dodatkowo obciążająca.

Komitet chce także, żeby Polska zadbała o przestrzeganie prawa dotyczącego zakazu promowania lub nawoływania do dyskryminacji rasowej, domagając się skutecznej delegalizacji m.in. Młodzieży Wszechpolskiej czy Obozu Narodowo-Radykalnego.

Ustawa antydyskryminacyjna, która dyskryminuje

Komitet w wielu punktach zwraca uwagę na nieskuteczność polskiej walki z dyskryminacją. Naczelnym przykładem jest tzw. ustawa o równym traktowaniu lub ustawa antydyskryminacyjna, która nie dość, że jest nieskuteczna, to jeszcze sama dyskryminuje.

„Zacznijmy od tego, że ustawa nie ma w praktyce żadnego zastosowania, ponieważ jest napisana tak źle i stawia pokrzywdzonym tyle przeszkód w dochodzeniu swoich praw, że ma zastosowanie w minimalnej liczbie przypadków” – mówi Anna Błaszczak-Banasiak.

„Trzeba być zresztą wyjątkowo zdeterminowanym, dobrze znać prawo, mieć pieniądze na adwokata lub pełnomocnika pro bono”.

Te ograniczenia zamykają zwykle drogę osobom padającym ofiarą dyskryminacji ze względu na kolor skóry, przynależność etniczną czy narodową, które mają często utrudniony dostęp do pomocy prawnej, niewielką wiedzę o polskich przepisach i wiele innych blokad, które przekładają się też na wspomniany już problem nieraportowania przestępstw.

Inne dyskryminowane grupy padają z kolei ofiarą dyskryminacji wpisanej w samą ustawę. „Dostęp do ochrony jest bardzo nierówny” – zwraca uwagę Błaszczak-Banasiak. „Osoby dyskryminowane ze względu na orientację seksualną, wiek czy niepełnosprawność nie są przez ustawę chronione w wystarczającym stopniu. Napis »Romów nie wpuszczamy« jest w myśl ustawy niedopuszczalny, ale »strefa wolna od LGBT« nie mieści się w zakresie jej obowiązywania. Napis »kobiet nie wpuszczamy« jest niezgodny z ustawą, ale niedawny zakaz wstępu dzieci do restauracji jest prawu obojętny”.

Nawet jeśli pokrzywdzony lub pokrzywdzona należy akurat do chronionej grupy, okazuje się, że bardzo niewiele przypadków podlega ustawie. „Przewiduje ona w zasadzie wyłącznie odszkodowanie, co w prawie cywilnym oznacza dosłownie wyrównanie szkody majątkowej. A nierówne traktowanie dotyczy zwykle naruszenia dóbr niemajątkowych, np. godności. Jak to wycenić?”.

Orzecznictwo sądów jest więc różne, zdaniem Błaszczak-Banasiak mało kto w ogóle o ustawie wie. „Ani studenci, ani pełnomocnicy, ani sądy… Rząd czy instytucje publiczne nie podejmują żadnych działań, żeby to zmienić. Znam 5 przypadków zastosowania tej ustawy, żaden nie dotyczył cudzoziemca ani przedstawiciela mniejszości narodowej. To martwe prawo”.

Prokuratura ignoruje Rzecznika

Kolejną kwestią, na którą zwrócił uwagę Komitet jest sposób traktowania instytucji kontrolujących przestrzeganie praw obywatelskich, w szczególności Rzecznika Praw Obywatelskich. CERD wyraził zaniepokojenie niskimi nakładami finansowymi, które osłabiają możliwości działania RPO, a także praktyki niezgodnego z prawem ignorowania wniosków Rzecznika do prokuratury.

„Zgodnie z ustawą o RPO, żądanie wszczęcia postępowania zgłoszone przez Rzecznika jest dla prokuratury wiążące – nie można mu odmówić. Tymczasem prokuratura zaczęła traktować te żądania tak samo, jak każdy inny wniosek i zdarza się, że odmawia wszczęcia postępowania” – mówi Błaszczak-Banasiak.

„Dodam, że nie sięgamy po ten środek często, tylko w przypadkach, kiedy wydaje nam się to niezbędne. Kiedyś odmowy wszczęcia postępowania zdarzały się bardzo rzadko, ale od 2-, 3 lat trend się nasila. Żalimy takie postanowienie do sądu i za każdym razem wygrywamy”.

Tak było np. w sprawie zawiadomienia RPO dotyczącego wspomnianego antyimigranckiego spotu wyborczego komitetu Prawa i Sprawiedliwości: prokuratura odmówiła Rzecznikowi wszczęcia postępowania, aż zmusił ją do tego sąd. Postępowanie nadal się toczy.

Trudno sobie wyobrazić nadchodzącą kampanię Prawa i Sprawiedliwości bez sporej dawki nienawiści, która jednak wyraźnie koncentruje się na razie na osobach LGBT.


OKO liczy uchodźców. I rozlicza polityków.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).


Komentarze

  1. Wieprza Pieprzem

    Wspaniale, teraz rząd pissu już nie ma wyjścia i będzie musiał zacząć osiedlać w polsce arabskich Uchodźców. Na czym skorzystają i oni ( a w zasadzie – one – bo to głównie kobiety i dzieci) ale i polska skorzysta bo to wykształceni i pracowici ludzie, a i ubogacą ten kraj swą intrygującą, arabską kulturą

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press