0:00
22 lutego 2021

Janek Lityński 1946-2021. Dobry człowiek, który lubił ludzi, kochał przyjaciół i swoje zwierzęta

Janek Lityński umarł. Niespodziewane, nagle, ratując psa, który tonął. Taki był, że swoje dobro podporządkowywał dobru innych, gotów nieść im pomoc, stawać za nimi, narażać się - wspomina wybitnego opozycjonistę, członka Komitetu Obrony Robotników historyk prof. Andrzej Friszke

Wydrukuj

Janek Lityński zawsze swoje dobro podporządkowywał dobru innych, gotów nieść im pomoc, stawać za nimi, narażać się. Szedł na pomoc kolegom, robotnikom, prześladowanym, by sprzeciwić się złu i budować między ludźmi dobro, by świat uczynić choć trochę lepszym.

Od Klubu Poszukiwaczy Sprzeczności do Marca ’68

Zaczęło się w Klubie Poszukiwaczy Sprzeczności w 1962 roku, gdzie mając 16 lat spotkał przyjaciół, z którymi potem przez wiele lat współdziałał. Jak większość z nich, pochodził z domu o radykalnie lewicowej przeszłości.

Ojciec, przed wojną związany z KPP, umarł krótko po wojnie. Mama, także z komunistyczną przeszłością, wychowała Janka i towarzyszyła mu w jego trudnych wyborach i niełatwym życiu aż do końca.

Od 1963 roku studiował na Uniwersytecie Warszawskim na Wydziale Matematyczno-Fizycznym, wielu jego przyjaciół ze szkół średnich, poznanych w Klubie Poszukiwaczy Sprzeczności studiowało historię, filozofię, socjologię i ekonomię. Ponad profesjonalnymi zainteresowaniami, łączyła ich postawa ideowa odnoszona do radykalnych tradycji, uznanie potrzeby sprzeciwu wobec niesprawiedliwości, wzajemna solidarność, żywe zainteresowania polityką, ideologią, historią.

Łączyły ich też specjalne relacje z wychowawcą Jackiem Kuroniem i jego przyjacielem historykiem Karolem Modzelewskim. Uznawali ich za ludzi bliskich, przyjaciół i autorytety zarazem. Gdy w 1965 roku Jacek i Karol zostali uwięzieni i skazani za bunt wobec partii, ich obrona - przypominanie przy różnych okazjach, że siedzą - złączyło tę grupę młodzieży i skazało na konfrontację z milicją i monopolistyczną partią.

W tym kręgu dwudziestolatków - nazwanych potem „komandosami” - Janek był jednym z najważniejszych. Inteligentny i sprawny organizacyjnie. Na początku 1967 roku należał do inicjatorów i organizatorów akcji zbierania podpisów pod listem w obronie zagrożonego wyrzuceniem ze studiów Adama Michnika.

Zebrano ponad tysiąc podpisów, co było liczbą oszałamiającą, przekraczającą wyobrażenia. Rok później, przyszła sprawa „Dziadów” i ostatnie przedstawienie 30 stycznia 1968 r., po nim demonstracja pod pomnikiem Mickiewicza.

Janek był jednym z demonstrujących, zatrzymany, skazany na karę grzywny, objęty postępowaniem dyscyplinarnym, należał jednak do organizatorów listu protestacyjnego studentów przeciw zdjęciu „Dziadów” ze sceny Teatru Narodowego. Koordynował akcję zbierania podpisów na różnych wydziałach. Zebrano ponad 3 tysiące podpisów.

Nadszedł 8 marca 1968 r. i wiec na dziedzińcu Uniwersytetu, który rozpoczął studenckie wystąpienia. Janka na wiecu nie było, gdyż rano - z Sewkiem Blumsztajnem - został zatrzymany i osadzony w areszcie.

Zwolniony, jednak powrócił na Uniwersytet, próbował działać, 12 marca został aresztowany już na długo. W ciężkim marcowym śledztwie milczał, był odporny na kuszenie i podpuszczanie przez oficerów śledczych. Sądzony w grudniu 1968 r. razem z Blumsztajnem dostał wyrok 2,5 roku więzienia. Historię swego zaangażowania w Marzec i doświadczenie więzienne opisał we wspomnieniach, które niedawno złożył do druku w Wydawnictwie Znak.

Droga do Komitetu Obrony Robotników

Wyszedł z ciężkiego więzienia w Sztumie w lipcu 1969 r. na mocy amnestii. Pracował jako robotnik i żył w kręgu przyjaciół, nadal nazywanych „komandosami”. Miał swój udział w przemyceniu na Zachód nagrania ze spotkania Gierka ze strajkującymi robotnikami Szczecina.

Uczestniczył w organizowanych przez zmarłego właśnie Krzysztofa Śliwińskiego spotkaniach „komandosów” z młodzieżą Klubu Inteligencji Katolickiej, których celem było wzajemne poznanie, dyskusja o religii, ale i zaangażowaniach społecznych, które mogą prowadzić do odbudowania więzi społecznych i przeciwstawienia się dyktaturze.

Uczestniczył w spotkaniach samokształceniowych, służących poznawaniu pluralistycznych tradycji politycznych, sam dużo czytał o Polskim Stronnictwie Ludowym, sięgał do gazet i broszur. Napisał solidne opracowanie jego dziejów w powojennej Polsce lat 1945-47, analizując model oporu demokratycznego ruchu politycznego, jakim było PSL wobec dyktatury. Studium to ukazało się na łamach „Krytyki” w 1981 r., a więc w następnej epoce, której nadejście współtworzył.

W czerwcu 1976 r. po nieudanym przeprowadzeniu podwyżki cen, po robotniczym proteście w Radomiu i Ursusie, władze PRL podjęły masową akcję represjonowania robotników. Opozycyjne środowiska inteligenckie w Warszawie wystąpiły z obroną prześladowanych, a we wrześniu 1976 r. powstał Komitet Obrony Robotników.

Lityński należał do współpracowników KOR, a stworzył wraz z Blumsztajnem, potem Joanną Szczęsną, „Biuletyn Informacyjny”, pierwsze niecenzurowane pismo, wydawane początkowo w maszynopisie, równolegle z „Komunikatem” KOR-u.

Po rewizji w jego mieszkaniu w lutym 1977 r. zaangażował się bez reszty w próbę odbudowania ruchu robotniczego. Zaczął od radomskich robotników, ofiar represji, próbując organizować kółka robotnicze, a w nich pracę oświatową, dyskusje. Szło trudno, a na spotkania przeniknęli agenci SB. Próba się nie powiodła, choć Janek był ostrożny w osądzaniu, liczył na przełamanie impasu, pozyskanie innych.

Z tych doświadczeń zrodził się pomysł znacznie szerszego oddziaływania za pomocą pisma, specjalnie przeznaczonego dla robotników. Nim jednak pomysł przybrał konkretny kształt, na początku maja w Krakowie znaleziono zwłoki studenta współpracującego z KOR - Stanisława Pyjasa. Odpowiedzią były demonstracje w Krakowie, reakcją władz uwięzienie najaktywniejszych działaczy KOR-u, w tym Lityńskiego. Władze szykowały proces, ale po kilku tygodniach zapał do wielkiego procesu politycznego o międzynarodowym wydźwięku osłabł. Uchwalono amnestię, zwolniono ostatnich robotników więzionych za czerwiec 1976 i aresztowanych korowców.

To był początek szerokiej aktywności KOR-u przekształconego w Komitet Samoobrony Społecznej „KOR”. Rozwinęły się pisma niecenzurowane, drukowane w piwnicach, Niezależna Oficyna Wydawnicza powielająca maszynopisy książek. Ruszyły wykłady dla studentów w prywatnych mieszkaniach.

„Robotnik” i budowanie samorządnych przedstawicielstw w zakładach pracy

Jan Lityński został członkiem KSS „KOR”, ale aktywność skupił na środowisku robotniczym i piśmie „Robotnik”. Wraz z nim pismo tworzyli Henryk Wujec, Wojciech Onyszkiewicz, Helena Łuczywo, Dariusz Kupiecki i kilkoro innych.

Celem było docieranie do zakładów pracy z wolnym słowem i poradą, jak bronić codziennych interesów robotniczych, jak skutecznie protestować, strajkować. Historię swoją i „Robotnika” opowiedział Lityński mnie i Andrzejowi Paczkowskiemu w 1981 r., a po latach została opublikowana w tomie „Niepokorni” (2007).

Pismo odegrało zasadniczą rolę w zbudowaniu przyczółków niezależnego ruchu robotniczego w niektórych zakładach, a największy wpływ wywarło w Gdańsku, w kręgu tworzonym przez Bogdana Borusewicza.

Już jesienią 1977 r. Lityński w artykule „Przedstawicielstwa robotnicze” wzywał do zainicjowania dyskusji, w której pracownicy wyłonią swych reprezentantów, a władze będą musiały uznać ich za partnerów do rozmów

. W ten sposób miały powstać przedstawicielstwa robotnicze. Taka była koncepcja KOR-u, rozwijana zwłaszcza w pismach Jacka Kuronia – budowanie samorządnych i niezależnych od władz przedstawicielstw różnych środowisk i grup społecznych, a tym samym ograniczanie totalnej kontroli partii nad społeczeństwem. A w przyszłości wymuszenie negocjacji.

W KSS„KOR” Lityński był jednym z mózgów politycznych, bliski zwłaszcza Kuroniowi i Michnikowi, brał udział w licznych dyskusjach wewnętrznych, kształtowaniu linii całego środowiska, ale skupiał się głównie na „Robotniku”. Chociaż nie tylko. Wszedł do redakcji „Krytyki”, teoretycznego pisma tej części KSS„KOR”, która uznawała autorytet Kuronia.

Orędownik solidarności dysydentów w krajach zniewolonych przez ZSRR

Uczestniczył w 1978 r. w spotkaniu z opozycjonistami z Czechosłowacji, w tym Vacłavem Havlem, a kiedy ich uwięziono, w głodówce w ich obronie w kościele św. Krzyża.

Obok spraw robotniczych, dążenia do wywołania ruchu robotniczego świadomego swych celów, obliczalnego i trwałego, widział potrzebę budowania solidarności „dysydentów” także innych krajów zniewolonych przez ZSRR.

Była to droga do przełamywania barier, nieufności, konfliktów narodowych w imię budowania lepszej, demokratycznej przyszłości naszego regionu Europy. Z tej potrzeby solidarności wynikło zaangażowanie Lityńskiego w zredagowanie i uchwalenie „Posłania do ludzi pracy Europy wschodniej” na I Zjeździe Solidarności we wrześniu 1981 roku.

To „Posłanie” - wtedy postrzegane jako ruch radykalny, antyradziecki, niosący kolejne zagrożenia - stało się ważnym gestem ułatwiającym ułożenie po 1989 roku stosunków z aspirującymi do niepodległości wschodnimi sąsiadami Polski.

Strajki 1980 i karnawał „Solidarności”

W czasie strajków lata 1980 roku współorganizował sieć informacji o strajkach, kontaktując się między innymi z Ursusem, Lublinem, Świdnikiem. Zatrzymany przez SB 16 sierpnia kolejne dni spędził w areszcie, następnie otrzymał sankcję prokuratorską jako oskarżony o przynależność do nielegalnej organizacji.

Był jednym z 20 więźniów, którzy zostaną uwolnieni na żądanie przywódców strajku sierpniowego zaraz po podpisaniu porozumienia kończącego historyczny strajk.

Od razu zaangażował się w tworzącą się „Solidarność”, szczególną uwagę poświęcił robotnikom Wałbrzycha, których znał z okresu kolportowania tam „Robotnika”. Walnie przyczynił się do zorganizowania regionu.

Był także doradcą regionu „Mazowsze”, kierowanego przez Zbigniewa Bujaka, podjął się także doradzania Komisji Robotniczej Hutników w Nowej Hucie. W wywiadzie udzielonym jesienią 1980 roku redakcji „Res Publiki” (redagowanej przez zmarłego niedawno Marcina Króla), opowiadał się za budowaniem związku jednoznacznie demokratycznego, samorządnego, z aktywnymi komisjami zakładowymi, umiarkowanego w postulatach i formach akcji rewindykacyjnych.

Traktowany przez władze jako „siła antysocjalistyczna”, „ekstremista”, w istocie dążył do utrwalenia istnienia „Solidarności” jako potężnej organizacji samorządowej, ośrodka ruchu społecznego, który wymusi na monopolistycznej władzy głęboką ewolucję ku zasadom demokracji i pluralizmu, samorządności społecznej i wolności obywateli.

W „Robotniku” zamieszczał artykuły poświęcone strategii Związku, w wielu zakładach pracy spotykał się z robotnikami i przekonywał ich do takich celów i zasad działania. W listopadzie 1981 r. należał do założycieli Klubów Rzeczypospolitej Samorządnej „Wolność-Sprawiedliwość-Niepodległość”, gdzie skupili się działacze „Solidarności” przyznający się do wartości demokratycznej lewicy.

Internat, ucieczka i podziemie

Internowany 13 grudnia 1981 r., osadzony w więzieniu Białołęka. 3 września 1982 r. został aresztowany wraz z Jackiem Kuroniem, Adamem Michnikiem i Henrykiem Wujcem. Wszystkich oskarżono o działalność w KSS „KOR”, a więc próbę obalenia przemocą ustroju PRL, za co groziło wieloletnie więzienie.

Zwolniony na przepustkę w czerwcu 1983 r. w związku ze sprawami rodzinnymi nie powrócił z niej, wszedł w podziemie, nawiązał kontakt z redakcją „Tygodnika Mazowsze”, a niebawem przystąpił do podziemnego zarządu regionu Mazowsze. W podziemnej „Solidarności” był jednym z najaktywniejszych działaczy i autorem artykułów, w których starał się określić sytuację ruchu i proponować drogi działania.

Napisał w 1984 r. broszurę na ten temat, a z Pawłem Śpiewakiem książkę „Książę jest nagi. Uwagi o socjotechnice komunizmu” (1987). Był współorganizatorem Solidarności Polsko-Czechosłowackiej.

Poszukiwany intensywnie przez SB skutecznie się ukrywał do 1986 roku, kiedy władze zdecydowały się na rezygnację ze ścigania działaczy opozycji. Mógł powrócić do normalnego życia, kontaktów z przyjaciółmi i znajomymi. Mógł też wypowiadać się nie tylko w prasie podziemnej, ale też czasem w wydawanej i rozpowszechnianej jawnie, np. „Res Publice”, czy „Więzi”.

Od Okrągłego Stołu do ław poselskich, czyli radykał co szukał kompromisów

Kiedy latem 1988 r. rozpoczęły się robotnicze strajki, Lityński wziął udział w strajku w kopalni „Manifest Lipcowy” w Jastrzębiu. W grudniu był wśród założycieli Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie, a następnie uczestniczył w rozmowach Okrągłego Stołu w podzespole do spraw górnictwa.

Pod koniec obrad, które zmienić miały Polskę, mówił w jednej z wypowiedzi, że działania „Solidarności” otwierają proces tworzenia podstaw suwerenności Polski. „Osiągnięcie rzeczywistej suwerenności jest procesem, łączy się z nim również wypracowanie własnej polityki zagranicznej”. W wyborach czerwcowych 1989 r. został posłem z okręgu w Świdnicy.

Był posłem OKP zrzeszającego parlamentarzystów wybranych z list „Solidarności”. W dramatycznej „wojnie na górze” w roku 1990 opowiedział się po stronie tych, z którymi blisko współdziałał w minionych latach.

I potem konsekwentnie był posłem Unii Demokratycznej, a następnie Unii Wolności - do 2001 roku. Należał do naczelnych władz UD/UW, słusznie traktowano go jako jednego z najaktywniejszych i rozumnych działaczy, zdolnego do porozumiewania się i prowadzenia sporów, ale bez agresji i eskalowania podziałów.

Traktowany kiedyś jako „radykał z KOR-u” okazywał się człowiekiem pryncypialnie broniącym swoich poglądów, ale szanującym przeciwnika i zdolnym do szukania kompromisu.

Wierzył w politykę społeczną. I uczciwą lustrację

Opisanie jego aktywności w Sejmie wymagałoby osobnych badań, przypomnienia jego mów sejmowych i stanowiska zajmowanego w konkretnych sprawach. Trzeba jednak wspomnieć aktywność w Komisji Polityki Społecznej, której był długoletnim przewodniczącym.

Zarzucano mu niekiedy, że jako jeden z inicjatorów ruchu robotniczego, przez wiele lat zwolennik samorządu robotniczego, poparł reformę Balcerowicza, która uderzyła w miejsca pracy i pozycję społeczną robotników.

Lityński jednak nie myślał kategoriami klasowymi, ale ogólnokrajowymi, widział bankructwo PRL-owskiego przemysłu, konieczność modernizacji, osiągnięcia przez Polskę konkurencyjności gospodarczej, był też zdecydowanym zwolennikiem integracji z Unią Europejską i NATO. Ci, których zmiany ekonomiczne pozbawiają pracy, powinni otrzymywać pomoc państwa, stąd też ważna była dla niego praca w komisji polityki społecznej.

Zajmował się także sprawami lustracji, widząc jej potrzebę, co oznaczało spór z wieloma starymi przyjaciółmi obawiającymi się rozpętania konfliktów wokół rozliczeń z epoką PRL. Lityński wierzył, że można proces lustracji przeprowadzić w sposób uporządkowany i uczciwy, poparł zatem projekt ustawy o lustracji, a potem powstanie Instytutu Pamięci Narodowej.

Wierzył, że odpowiednie procedury i zasady działania pozwolą na regulowanie tych spraw zgodnie z zasadami prawa, politycznej bezstronności i uznania interesów państwa. Uważał, że w przeciwnym wypadku konflikty o dekomunizację i lustrację będą eskalować i rozrywać tkankę demokratycznego państwa.

W latach 1998-2001 wchodził do Sejmowej Komisji do Spraw Służb Specjalnych, miał więc wielki wpływ na przyjęte wtedy rozwiązania prawne i organizacyjne. W 1999 r. zaproponował mnie i Andrzejowi Paczkowskiemu wejście do Kolegium IPN, które miało wyłonić prezesa i wraz z nim określić w praktyce sposób działania tej instytucji.

Janek nie akceptował wściekłej wrogości w polityce

Dalsze lata przyniosły niejednoznaczne, a z czasem coraz gorsze efekty: rosnącą polaryzację polityczną, wrogość między stronnictwami, zmiany w kulturze politycznej. Dialog i kompromisy były coraz rzadziej praktykowane, coraz mniej cenione, bardziej pożądane było pokonanie przeciwnika, a jeszcze lepiej jego wyeliminowanie z życia publicznego.

Janek nigdy nie zaakceptował takiego rozumienia polityki, próbował zachowywać kontakty także nieoczywiste. Cenił dawne przyjaźnie z czasów „Solidarności”, nigdy nie wystąpił przeciw Lechowi Kaczyńskiemu, przeciwnie, utrzymywał z nim osobiste stosunki.

Z wieloma innymi, gotowymi do najbrutalniejszych pomówień, negowania zasług, podważania uczciwości dawnych wspólnych prac, było to niemożliwe.

Doczekał się tego, że na pogrzebie w kościele św. Karola Boromeusza, gdzie w imieniu Prezydenta RP przyszedł pożegnać zmarłego, przerywano mu buczeniem i gwizdami. Z godnością wypełnił swoją rolę, ale ta scena pokazywała do jakiego zdziczenia doprowadzono spór, a potem konflikt polityczny w Polsce. Jako doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego w latach 2010-15 starał się łagodzić te konflikty, ale było to trudne.

Z niepokojem i smutkiem obserwował to, co dzieje się w Polsce. Także lekceważenie, a nieraz fałszowanie historii ruchu wolnościowego, brak uznania dla wielkości przełomu 1989 roku. Miałem zaszczyt wspólnie z Janem Lityńskim brać udział w programach telewizyjnych, by tłumaczyć niesłuszność oskarżeń formułowanych wobec Lecha Wałęsy, konieczność bardziej subtelnego postrzegania jego drogi życia i roli odegranej w wielkim sukcesie „Solidarności”.

Janka martwiło też niszczenie dobrych stosunków z naszymi sąsiadami przez coraz mocniej obecne w życiu publicznym postawy i odruchy nacjonalistyczne.

Człowiek lewicy świadomy jej historii

Dramat, jaki rozegrał się w niedzielę 21 lutego 2021 r. nad Narwią, gdzie wobec epidemii koronowirusa spędzał ostatnio wiele miesięcy, przerwał nagle życie Jana Lityńskiego. Trudno się z tym pogodzić i trudno zebrać myśli. Poprzestanę więc tylko na paru określeniach jego sylwetki, które przychodzą na myśl w tym dniu.

Człowiek lewicy świadomy jej historii, złudzeń, utopii, które prowadziły do nieszczęść, zatem szukający ocalenia w tej lewicy wartości nadrzędnych w demokratycznym, pluralistycznym społeczeństwie.

Rewolucjonista, który szybko zrozumiał, że dobre skutki dają tylko rewolucje niedokończone, które pozostawiają dawnym przeciwnikom płaszczyznę wolności i udziału w budowaniu nowego ustroju.

Państwowiec uznający nadrzędność państwa i prawa wobec konfliktów, emocji i interesów, bo dobre państwo tworzy ramy wyrażania tych dążeń bez rozbijania wspólnoty, instytucji, pozycji międzynarodowej kraju.

Dobry człowiek, który lubił ludzi, nie atakował bez potrzeby, a jeśli się spierał, to nie odbierał przeciwnikowi godności i prawa do jakiejś części racji. Człowiek kochający przyjaciół i swoje zwierzęta, braci mniejszych, za jednego z nich oddał życie.

*Prof. Andrzej Friszkeur. w 1956, historyk, od 1982 roku redaktor miesięcznika „Więź”. Pracuje w Instytucie Studiów Politycznych PAN, członek korespondent Akademii. Autor m.in. „Rewolucji Solidarności 1980-1981″, „Między wojną a więzieniem 1945-1953. Młoda inteligencja katolicka”., „Anatomia buntu. Kuroń, Modzelewski i komandosi”. Za książkę „ Sprawa jedenastu. Uwięzienie przywódców NSZZ »Solidarność« i KSS »KOR« 1981-1984″ otrzymał w 2018 roku Nagrodę im.Tadeusza Kotarbińskiego. Ostatnio wydał w Krytyce Politycznej „Państwo czy rewolucja. Polscy komuniści a odbudowanie państwa polskiego 1892–1920”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne