0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot . Dawid Chalimoniuk / Agencja Wyborcza.plFot . Dawid Chalimon...

Sejm zajmuje się nowelizacją ustawy o mniejszościach narodowych, a projekt w tej sprawie zdaje się mieć wymaganą większość. Wiele wskazuje na to, że Sejm uzna język śląski za język regionalny, co może znacznie ułatwić życie osobom posługującym się nim zarówno prywatnie, jak i w życiu zawodowym.

Uznanie śląskiego odblokuje fundusze na jego promocję, pozwoli wprowadzić lekcje po śląsku w szkołach i używać śląskich nazw własnych czy nazw miejscowości. – Postawa parlamentarzystów pokazuje, że odnieśliśmy sukces – mówi nam Grzegorz Kulik, tłumacz języka śląskiego (w jego przekładach dostać można po śląsku między innymi Tolkiena czy „Małego Księcia”, a więc „Małego Princa”) i przewodniczący Rady Języka Śląskiego (czyli Rady Ślōnskigo Jynzyka), zrzeszającej naukowców, literatów i śląskich działaczy.

Czy Andrzej Duda podpisze nowe przepisy?

Język śląski bliski uznania

Marcel Wandas, OKO.press: Jak się Pan czuje po tym, jak okazało się, że nowelizacja ustawy, która zmienia sytuację języka śląskiego, będzie procedowana dalej? Czy wierzy Pan, że sytuacja Ślązaków poprawi się?

Grzegorz Kulik: Ja sobie wielkiej nadziei nie robię, bo nadal, mimo wszystko, jest zapora w postaci prezydenta. Jeżeli prezydent podpisze tę zmianę, to będę szalenie zadowolony i miło zaskoczony. Jednocześnie jest to ogromny sukces. Nam się jeszcze nigdy nie udało przejść tej pierwszej przeszkody, czyli sceptycyzmu wśród parlamentarzystów.

Zapisy, które są w tym projekcie, są wystarczające? Możliwość wprowadzenia śląskiego do szkół, możliwość zapisywania nazw miejscowości w tym języku. To chyba sporo.

Tak, ale nadal nie będziemy mieli statusu mniejszości etnicznej. Jeżeli ma się jedynie język regionalny, to wsparcie państwa jest tylko na polu tego języka. To znaczy, że możemy wydawać książki z dotacją państwa tylko po śląsku. Jeżeli jest mniejszość etniczna – zaznaczam, etniczna, a nie narodowa – to podobne wsparcie otrzyma książka po polsku, która będzie traktować na przykład o historii Śląska.

Przeczytaj także:

Śląski jak normalny język

A dlaczego to ważne?

Bo jednak Ślązacy nie mówią wyłącznie po śląsku.

Przyjrzyjmy się historii ostatnich 500 lat i temu, w jakich językach mówiono na śląskiej ziemi. To był niemiecki, czeski, polski, śląski, łacina, jidysz. Na pewno gdzieś tam jeszcze węgierski się wkradł, bo przez chwilę do Węgier też należeliśmy. Więc jednak śląskość to nie jest wyłącznie mówienie po śląsku.

Więc byłbym szczęśliwy, gdybyśmy kiedyś stali się mniejszością etniczną. Właśnie dlatego, że moglibyśmy wtedy automatycznie być bardziej inkluzywni wobec osób, które niekoniecznie mówią albo nawet niekoniecznie mają potrzebę mówienia po śląsku, a są Ślązakami.

Czy mimo to można powiedzieć, że język śląski jest jednym z filarów tożsamości śląskiej? Wydaje się Panu, że wychodzi trochę z ukrycia. A jeśli tak, to na ile odważnie?

Na Śląsku sto pięćdziesiąt lat mieliśmy dość osobliwe, przynajmniej z polskiej perspektywy, podejście, że jak ktoś mówił po polsku, to jest Polok, a jak ktoś mówił po niemiecku, to jest Niymiec. Nie chodziło w tym podziale o szowinizm albo nacjonalizm. Kiedy na przykład ktoś był wzięty do wojska, wrócił z tego wojska i mówił po niemiecku, bo tak się często ze Ślązakami zdarzało, no to od razu się mówiło, że „o, jaki się Niemiec z niego zrobił”.

To mogła być sugestia, że teraz przeskoczył wyżej, a sam śląski jest w pewien sposób niżej w hierarchii. O to rozbija się nasza walka – by przestało tak być, a śląski był traktowany jak normalny język.

Ważne jest też to, że żadna osoba na Śląsku nie mówi czysto po śląsku albo czysto po polsku. Jesteśmy na spektrum prowadzącym od jednego do drugiego języka. Mam też znajomych, którzy słowa po śląsku całe życie nie powiedzieli, ale mimo to znajdują się w tym spektrum. Mówią na przykład wyłącznie po polsku, ale używają śląskiej formy dzierżawczej. Po polsku powiedziałoby się „tata Radka”. A oni mówią „tata od Radka” i nie potrafią inaczej. W wielu osobach widać takie oznaki przywiązania do śląskiego, ale nie jestem pewien, czy jest chęć jego pogłębiania.

Językowe spektrum i przywiązanie do godki

Powiedział pan bardzo ciekawą rzecz o spektrum języka śląskiego. Wydaje mi się, że niektórzy mówią bardziej po polsku, inni troszkę bardziej po niemiecku, być może niektórzy bardziej nawet po czesku. Czy da się ustalić, który śląski jest tym właściwym, który będzie obecny w edukacji? Czy to nie będzie jakiś konflikt na przykład pomiędzy Cieszynem a Gliwicami, wioskami pod Kędzierzynem i, dajmy na to, Katowicami?

Na chwilę zatrzymam się przy Cieszynie. My mówimy o cieszyńskich Ślązakach “Cieszyniocy”. A więc Cieszyniocy mają swój standard pisania, który nie zmienił się tak naprawdę od jakichś 180 lat. Dlatego rzeczywiście głupio by było przychodzić do nich i mówić im: słuchajcie, robimy nowy, odmienny od waszego standard.

A w naszej “popruskiej”, północnej części Śląska takiego standardu właściwie do niedawna nie mieliśmy. Zawsze Cieszyn przodował w pisaniu po śląsku. Najstarszy tekst literacki po śląsku jest po cieszyńsku, pochodzi z połowy XVII wieku.

W “popruskiej” części Śląska ustaliliśmy własny standard, głównie na podstawie interdialektu funkcjonującego w trójkącie Racibórz-Pszczyna-Tarnowskie Góry. W tym trójkącie mieszka jakieś 70 proc. osób mówiących po śląsku. To jest teren mocno zurbanizowany. Różnice między tymi trzema punktami są małe, wszystko się rozbija raczej o terminologię niż o odmianę i gramatykę. Do tego stworzyliśmy alfabet ślabikorzowy, który odpowiada również opolskim wariantom śląskiego. Tam są drobne różnice w wymowie i słownictwie, na tyle niewielkie, że nie powinno być żadnego problemu z ustaleniem standardu literackiego.

Standard literacki powinien ograniczać się tylko do książek i tylko do pisania. Do mówienia jest standard taki, jaki się wyniosło z domu.

W polskiej rzeczywistości jest tak, że wszyscy mają mówić jak z książki. A to nie jest normalne. Po niemiecku co wioska mówi się inaczej. Ludzie się uczą tego hochdeutsch w szkole, ale nikt nie wymaga od nich, żeby mówili tak samo.

Tylko Francuzi, poza Polakami, mają politykę uczenia, że wszyscy mają mówić tak samo.

A na Śląsku myśmy przez setki lat funkcjonowali w tej rzeczywistości germańskiej i nauczyliśmy się, że co ileś kilometrów ludzie są trochę inni, prawda?

Język śląski w szkole – przyjmie się?

Jestem małopolaninem i, choć to zupełnie inny poziom, sam przeżyłem szkolne tępienie regionalizmów, akcentu. Trudno mi sobie wyobrazić, jak ciężko takie podejście zaakceptować na Śląsku i jak to musi być krzywdzące.

My czujemy się oszukani. Ślązacy, którzy ciągnęli do Polski w drugiej połowie XIX wieku i na początku XX, oczekiwali emancypacji języka śląskiego. Taka była ich mentalność. Mieli nadzieję, że śląski zostanie wyniesiony do rangi normalnego, używanego na co dzień języka. A okazało się, że nic się nie zmieniło. Śląski to język, którego lepiej nie używać, okropny, w końcu nazwany gwarą.

A jaka jest szansa na to, że uczniowie będą bili drzwiami i oknami do sal, gdzie edukacja będzie prowadzona po śląsku? To co prawda inna skala użycia języka i liczebności mówiącej nim populacji, ale po kaszubsku maturę w zeszłym roku zdawało 14 osób. Nie obawia się pan, że co prawda jest moda na język śląski na koszulkach, na wplatanie pojedynczych wyrażeń, ale do zgłębiania zasad tego języka nie będzie aż tak wielu chętnych?

Myślę, że to jest kwestia prestiżu samego języka. Kiedy język ma niski prestiż, to automatycznie ludzie nie mają potrzeby ani chęci uczenia się go, prawda? Jest pęd do uczenia się angielskiego, między innymi dlatego, że ma bardzo wysoki prestiż.

A jeśli chodzi o te różnice z kaszubskim, wydaje mi się, że myśmy przez te ostatnie półtorej dekady bez wsparcia państwa zrobili tyle, że jesteśmy daleko przed Kaszubami. Mówię to oczywiście z ogromną sympatią dla Kaszubów. Nas też jest więcej. Automatycznie więcej osób może się zaangażować w różne inicjatywy, które działają sprawniej.

Robimy już badania zainteresowania językiem śląskim w szkolnictwie w ramach Rady Języka Śląskiego. Rozesłaliśmy zapytania do szkół. Okazało się, że zainteresowanie jest niemałe, i to zarówno w województwie opolskim, jak i śląskim.

Soft power made in Silesia

A czy pomaga w waszych działaniach to, że śląskość to fajność? Moc popkulturowa tego języka jest według mnie ogromna. Są różnorodne oddolne inicjatywy, śląski pojawia się w lokalach gastronomicznych, na skarpetach i wspomnianych koszulkach. Czy to takie, mówiąc po angielsku, soft power, które w trudnych warunkach udało się państwu wytworzyć?

Możemy też spojrzeć na literaturę i przekłady literackie. Do niedawna nie mieliśmy nic, może poza jakimiś gawędami, które niespecjalnie trafiają do mentalności dzisiejszych ludzi. Być może były jeszcze spisane wspomnienia, jakieś dowcipy i nieodkryte do niedawna tłumaczenia literackie. Nie wszystko to zachęcało do zajmowania się śląskim.

Około 2014 roku zaczęliśmy coraz więcej wydawać, coraz więcej tłumaczyć i pisać. Zebrała się grupa ludzi, których interesował język. Okazało się, że ktoś potrafi przekładać, ktoś umie zaprojektować dobrą okładkę do książki, ktoś inny załatwi, że książka będzie wydrukowana. Zaczęliśmy wydawać rzeczy po śląsku, które jednocześnie są atrakcyjne, nie tylko fajne do przeczytania, ale w ogóle do trzymania w ręce. Zbudowaliśmy ogromny soft power w bardzo krótkim czasie. Na pewno właśnie dlatego tak bardzo zmieniło się podejście polityków do naszej sprawy.

*Grzegorz Kulik – tłumacz literatury klasycznej i współczesnej na język śląski, przewodniczący „Rady Języka Śląskiego” (Rady Ślōnskigo Jynzyka). Na swoim koncie ma przekłady m.in. „Alicji w krainie czarów” (Przigody ôd Alicyje we Kraju Dziwōw), „Opowieść wigilijną” (Godniŏ Pieśń) i „Kubusia Puchatka” (Niedźwiodek Puch). W 2023 roku ukazało się jego tłumaczenie na śląski powieści J.R.R. Tolkiena „Hobbit, czyli tam i z powrotem” („Hobit. Abo tam i nazod”).

;

Udostępnij:

Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska i Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl.

Komentarze