Wystosowałam apel, który ma pokazać politykom: „Hej, nie możecie zapominać o ludziach ze środowisk obywatelskich, nie możecie zapominać o aktywistach i aktywistkach, którzy pokazali przez te cztery lata, że mają siłę, pokazali, że chcą uczestniczyć w polityce. Bierzcie ich", mówi Joanna Scheuring-Wielgus. "Chciałam wsadzić kij w partyjne mrowisko"

To nie prodemokratyczne partie polityczne, ale aktywistki i aktywiści powstrzymali całkowity zakaz aborcji, wycinkę Puszczy Białowieskiej, blokowały faszystowskie demonstracje, obroniły prezesurę I sędzi SN Małgorzaty Gersdorf, walczą o praworządność w UE. Nadszedł czas, by wkroczyli na polityki, bo zmienią ją na bardziej kompetentną, odważniejszą, bo pokażą przewagę nad PiS – mówi OKO.press Joanna Scheuring-Wielgus (rocznik 1972).

Toruńska aktywistka, która w 2014 weszła do polityki miasta, a w 2015 do Sejmu z .Nowoczesnej. Uprawiając politykę parlamentarną i zmieniając partie (.N na Teraz Ryszarda Petru, a potem startując do eurowyborów  z list Wiosny), zachowała temperament społeczniczki. Pomagała organizować 40-dniowy protest osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin w Sejmie w kwietniu-maju 2018 (od aprowizacji po doradzanie). Zaangażowała się też w akcję ratowania ofiar przemocy seksualnej w Kościele katolickim, jest w Radzie fundacji „Nie lękajcie się”, organizowała krajowe i międzynarodowe konferencje w Sejmie o tym, jak prowadzić walkę z pedofilią, a także spotkanie z Papieżem 20 lutego w Watykanie. Brała udział w wielu protestach ulicznych, debatach obywatelskich. Szuka formuły na włączenie aktywistek i aktywistów w działania partii politycznych.

Adam Leszczyński, OKO.press: 17 lipca 2017 ogłosiła pani powstanie nowej inicjatywy politycznej. Chce pani jeszcze bardziej podzielić opozycję?

Joanna Scheuring-Wielgus: W ogóle nie o to chodzi. Opublikowałam apel, żeby zobaczyć, ile jest osób, które uważają – podobnie jak ja – że środowiska obywatelskie powinny czynnie uczestniczyć w polityce.

Chciałam wsadzić kij w partyjne mrowisko. W całej tej debacie na temat układania bloków koalicyjnych w różnych konfiguracjach kompletnie zapomniano, że nie chodzi wyłącznie o samych partyjnych działaczy i o to, kto będzie miał miejsce na listach. Jeśli chcemy wygrać wybory powinniśmy przede wszystkim postawić na tych, którzy przez te trzy i pół roku byli w stanie doprowadzać do sytuacji, w których PiS musiał się zatrzymać.

Wielu ludzi zrozumiało to jako deklarację osobnego startu w wyborach.

Powiem szczerze: jestem zaskoczona pozytywnym odzewem. Jestem teraz wolnym elektronem, nie należę do żadnej partii, nie jestem uwikłana w interesy i interesiki, więc mogę wrzucić do debaty temat, który jest pomijany.

Nawiasem mówiąc, w czwartek (18 lipca 2019) Grzegorz Schetyna w zasadzie mówił o Koalicji Obywatelskiej moimi słowami – chce się otworzyć na organizacje obywatelskie. Uważam, że to dobrze, aczkolwiek w przypadku Platformy Obywatelskiej ważna jeszcze jest wiarygodność, a z tym u nich jest różnie.

Druga rzecz, która się wydarzyła, to pierwszy krok do budowania progresywnej, lewicowej siły z SLD, Razem i Wiosny. To także zmienia sytuację.

Zamierza pani wystartować w jesiennych wyborach?

Na razie muszę odpowiedzieć na listy, które dostałam. Wrzucona w ostatniej chwili do Sejmu rządowa ustawa o powołaniu komisji ds. pedofilii zaabsorbowała mnie przez ostatnie dni w 100 proc.

Przez ostatnie cztery lata przy różnych okazjach zawsze powtarzałam: „nie musisz być posłem czy posłanką, żeby robić rzeczy ważne”. Mam jeszcze chwilę czasu, żeby podjąć decyzję, czy wystartuję, czy nie.

Mówi pani o osobach, które działały w organizacjach obywatelskich i które potrafiły zatrzymać PiS. Kogo ma pani na myśli?

Jak powstała ta koszmarna ustawa zaostrzająca prawo aborcyjne, to inicjatywa wielu organizacji społecznych zastopowała ten projekt. Pamięta pan strajk kobiet, czarne protesty? Tamten projekt przepadł właśnie przez te ruchy, opozycja sejmowa – przypomnę – kompletnie zawiodła.

Wszystkie protesty, które były na ulicach, w obronie sądów i wolności demokratycznych, też miały kolosalne znaczenie. Ale te tłumy na ulicach nie pojawiły się dzięki partiom przecież.

Idźmy dalej, to środowiska proekologiczne broniły Puszczy Białowieskiej, a nie politycy.

Gdy były akcje blokowania marszów faszystowskich, to działaczy partyjnych też tam nie było.  A rozwijający się faszyzm w Polsce to nie mrzonki, to fakt.

Jest świetna inicjatywa „Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych”, która skupia 80 organizacji z całej Polski i robi ciekawe rzeczy. Nie można o tym wszystkim zapominać.

Partyjni działacze lubią się grzać w ogniu wzniecanym przez organizacje prawnicze, obywatelskie, ekologiczne, kobiece. Mam często wrażenie, że  wykorzystują aktywistów do tego, żeby powiedzieć „współpracujemy ze środowiskami obywatelskimi”, a tak naprawdę współpracy nie ma.

Nie boi się pani o zarzutu o rozbijanie opozycji?

Na razie niczego nie rozbijam. Zawsze wolę sklejać. Wystosowałam apel, który ma pokazać politykom: „Hej, nie możecie zapominać o ludziach ze środowisk obywatelskich, nie możecie zapominać o aktywistach i aktywistkach, którzy pokazali przez te cztery lata, że mają siłę, pokazali, że chcą uczestniczyć w polityce. Bierzcie ich”.

Jak wchodziłam do polityki pięć lat temu, startując w wyborach na prezydenta Torunia [jako działaczka organizacji społecznych uzyskała drugi wynik – 17 proc., weszła do Rady Miejskiej – red.], to jeszcze wtedy mówiono aktywistom, że nie powinni się „pchać do polityki”. To się zmieniło w ostatnich wyborach samorządowych, i na listach pojawiło się naprawdę wielu aktywistów i aktywistek. To oni wprowadzili też do głównego nurtu tematy ruchów miejskich, które teraz  przejmują partie.

W tych wyborach parlamentarnych aktywiści i społecznicy mają szczególnie dużo do powiedzenia. Kolejny przykład: sprawa w Trybunale Sprawiedliwości. Przecież to nie jest zasługa Platformy Obywatelskiej, zadziałali społecznicy skupieni w organizacji „Wolne Sądy”. Robią to za własne pieniądze, angażują się. Efekt jest niesamowity.

Bardzo kibicuję Biedroniowi, Czarzastemu, Zandbergowi i Zielonym – życzę im, żeby się zjednoczyli. Generalnie kibicuję wszystkim siłom prodemokratycznym. Od początku byłam zwolenniczką dwóch bloków. Są trzy, ale rozumiem też działaczy PSL, dlaczego chcą iść osobno. Tak naprawdę ważne jest, aby te trzy bloki na opozycji mocno się określiły programowo i wtedy nikt nie będzie musiał głosować na mniejsze zło, tylko zgodnie z przekonaniami.

Mam nadzieję, że strona progresywna, lewicowa, nie będzie unikać tematów związanych z takimi prawami człowieka, jak aborcja, ochroną mniejszości seksualnych, a także skandalem pedofilii w Kościele. Czyli tych tematów, z których PiS chce zrobić oręż wojenny. Myślę, że dużo osób może zagłosować na taką wyrazistą koalicję lewicy. Nie zdziwię się jeśli zdobędzie dwucyfrowy wynik. To jest do zrobienia. Najgorzej będzie miała w tym Platforma Obywatelska, jest pośrodku, a raczej stoi okrakiem między prawicą  i lewicą nie bardzo wiedząc, czego chce. Ale jeśli na prawdę potraktuje na serio środowiska obywatelskie i  weźmie w pierwsze szeregi społeczników, to jej to pomoże, pokaże, że wraca do korzeni.

Mam też  nadzieję, że wysłuchania publiczne kandydatów, które zorganizowali Obywatele RP w kampanii do europarlamentu będą standardem w tej najbliższej kampanii wyborczej.

Z kim pani rozmawiała o udziale w powstającym ruchu?

Mogę powiedzieć tyle: przez ostatnie tygodnie przeprowadziłam kilkadziesiąt rozmów z osobami z wielu środowisk obywatelskich. Widzę, że jest potrzeba wspólnego działania ludzi z mojego pokolenia wykraczającego poza tę scenę polityczną, którą teraz mamy. Widzę chęć społeczników, aby wejść do polityki na serio i nie patrzeć na nią z boku. 5 lat temu byłam osamotniona w takim poglądzie.

Czy to się wydarzy teraz, w tych wyborach, czy po wyborach? Zobaczymy. Wszyscy z tego mojego pokolenia, 40-latkowie i ci wszyscy społecznicy, którzy zaznaczyli swoją obecność, czują, że jest takie zapotrzebowanie. Czują, że scena polityczna, która była kształtowana od 1989 roku, trochę się już zużyła. Potrzebujemy nowego ducha, młodego pokolenia, ludzi, którzy dorastali w zupełnie innych czasach niż liderzy największych partii. Uważam, że powinna nastąpić w polityce zmiana pokoleniowa. I nie myślę tu o prostej zmianie wiekowej,  tylko o nowym myśleniu o polityce – w sposób partycypacyjny, progresywny, nowoczesny.

Z tego, co pani mówi, wyłaniają się dwie opcje. Pierwsza to kolejna lista wyborcza, czwarta po stronie prodemokratycznej. Druga: negocjacje z KO i/lub współpraca z lewicą i „dostarczenie” kandydatów obywatelskich na odpowiednich warunkach?

Nie ma zbyt wiele czasu na dywagacje, decyzje będziemy musieli podejmować szybko. Celem jest wprowadzenie do polityki zaangażowanych obywateli i obywatelek, którzy powalczą w Sejmie i w Senacie o Polskę progresywną i nowoczesną.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Komentarze

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press