07 lutego 2018

Pikietę z transparentem „Zdejmij jarmułkę, podpisz ustawę” zwołało pod Pałacem Prezydenckim stowarzyszenie, które organizuje Marsz Niepodległości

To organizatorzy Marszu Niepodległości apelowali w poniedziałek do prezydenta Dudy, by "zdjął jarmułkę", a do Żydów - by wracali do Izraela. Jesienią, po ostatnim Marszu, prezydent przekonywał, że nie mogli oni zapobiec rasistowskim i antysemickim hasłom w wielotysięcznym tłumie. A prawicowi dziennikarze pisali o nagonce na patriotów

Jak ustaliło OKO.press, przewodniczącym poniedziałkowego (5 lutego 2018) zgromadzenia pod Pałacem Prezydenckim, którego uczestnicy przynieśli transparenty z napisami "Zdejmij jarmułkę, podpisz ustawę", "Stop żydowskiej agresji na Polskę" i krzyczeli "Koniec wesela - wracajcie do Izraela", "Nie przepraszam za Jedwabne", był 24-letni Mateusz Marzoch.

To również on kilka dni wcześniej zarejestrował w stołecznym magistracie wiec pod hasłem "Stop antypolonizmowi", który miał odbyć się 31 stycznia 2018 roku pod ambasadą Izraela. Narodowcy chcieli protestować wówczas przeciwko ingerencji Izraela w prace nad ustawą o IPN i "kłamstwom na temat Polaków". Ale uniemożliwił to wojewoda mazowiecki, zamykając ulice wokół izraelskiej placówki (jak uzasadniał - ze względów bezpieczeństwa).

Mateusz Marzoch jest od maja 2016 roku pracownikiem biura poselskiego Roberta Winnickiego, prezesa Ruchu Narodowego. Sam pełni funkcje szefa warszawskich struktur Młodzieży Wszechpolskiej i Straży Marszu Niepodległości. Zasiada też w zarządzie Stowarzyszenia Marsz Niepodległości.

Jak przyznaje w korespondencji z OKO.press, to właśnie w imieniu tej ostatniej organizacji zgłosił poniedziałkową pikietę pod Pałacem Prezydenckim. W mediach społecznościowych i tradycyjnych promowało ją już samo Stowarzyszenie (to ono zarejestrowało wydarzenie na Facebooku).

Marsz narodowców

Stowarzyszenie założyli w 2011 roku działacze Młodzieży Wszechpolskiej i Obozu Narodowo-Radykalnego. Jego prezesem jest Robert Bąkiewicz, koordynator Brygady Mazowieckiej ONR. Funkcje wiceprezesów pełnią: Witold Tumanowicz (członek władz Ruchu Narodowego i kolejny pracownik biura posła Winnickiego) i Michał Melon, działacz ONR. A w komisji rewizyjnej zasiada m.in. były poseł Ligi Polskich Rodzin, Krzysztof Bosak.

Członkowie zarządu SMN:

  • Jerzy Wasiukiewicz - rysownik, felietonista portalu wpolityce.pl, związany z Ruchem Narodowym.
  • Andrzej Turkowski - od czerwca 2017 roku zastępca dyrektora i wicenaczelny portalu Polskieradio.pl.
  • Przemysław Czyżewski - działacz Ruchu Narodowego, szef szkolenia Straży Marszu Narodowego.
  • Łukasz Moczydłowski - prawnik, w latach 2006-09 członek rady nadzorczej TVP z rekomendacji Ligi Polskich Rodzin, obecnie wiceprzewodniczący rady nadzorczej spółki Cenzin, należącej do Polskiej Grupy Zbrojeniowej.
  • Mateusz Marzoch - od maja 2016 pracownik biura poselskiego Roberta Winnickiego, szef warszawskich struktur Młodzieży Wszechpolskiej, szef Straży Marszu Niepodległości.
  • Mateusz Pławski - były rzecznik Młodzieży Wszechpolskiej, złożył rezygnację z tej funkcji i z zasiadania w zarządzie SMN po aferze wokół wywiadu, w którym mówił: "Nie jesteśmy rasistami, a separatystami rasowymi". Ale nie został dotąd wykreślony z rejestru sądowego.
  • Tomasz Kalinowski - rzecznik prasowy Obozu Narodowo-Radykalnego.

Komisja rewizyjna:

  • Krzysztof Bosak - były poseł Ligi Polskich Rodzin, działacz Ruchu Narodowego.
  • Jakub Kalus - sekretarz Zarządu Głównego Ruchu Narodowego.
  • Damian Kita - rzecznik Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, związany z Obozem Narodowo-Radykalnym.

Organizacja powstała by ułatwić narodowcom z różnych frakcji wspólne przygotowania marszu odbywającego się co roku w Święto Niepodległości - czyli właśnie Marszu Niepodległości. W ubiegłym roku wystąpiła do wojewody mazowieckiego o "wyrażenie zgodny na cykliczne organizowanie zgromadzeń w celu uczczenia rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości i wyrażenia dumy narodowej".

6 listopada 2017 roku wojewoda Zdzisław Sipiera stwierdził że "podany przez organizatora cel stanowi uczczenie doniosłego i istotnego dla historii RP wydarzenia" i wyraził zgodę na organizowanie cyklicznych marszów, zgodnie z wnioskiem Stowarzyszenia. Co oznacza, że każdego 11 listopada, do 2020 roku może ono defilować zarezerwowaną dla niego trasą: od Placu Defilad, Alejami Jerozolimskimi, przez Most Poniatowskiego, a następnie Wybrzeżem Szczecińskim, z finałem na błoniach Stadionu Narodowego. Zgodnie z przeforsowaną przez PiS ustawą o zgromadzeniach, nikt inny nie może w tym czasie organizować zgromadzeń w odległości mniejszej niż 100 metrów.

Trasa Marszu Niepodległości zarezerwowana do 2020 roku. Oprac. OKO.press

Rasistowskie i neofaszystowskie hasła na marszu

Organizowane przez Stowarzyszenie MN marsze wielokrotnie kończyły się ulicznymi burdami i interwencjami policji. Ostatni przebiegał w porównaniu z wcześniejszymi dość spokojnie, ale zakończył się międzynarodowym skandalem. Zagraniczne media (a wcześniej polskie, m.in. OKO.press) pisały o rasistowskich, antyislamskich i antysemickich hasłach niesionych na transparentach i skandowanych przez uczestników Marszu.

Politycy PiS przekonywali jednak wówczas, że Marsz był piękną, rodzinną imprezą. Ówczesny minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak, dziękował "służbom ochrony organizatora Marszu Niepodległości" - czyli Straży Marszu Niepodległości, której szefuje Mateusz Marzoch. "Dzięki Waszej służbie Polacy mogli bezpiecznie świętować odzyskanie niepodległości” – napisał 11 listopada 2017 roku na Twitterze.

A prezydent Andrzej Duda mówił w mediach, że ma trochę pretensji do organizatorów Marszu, że nie zapobiegli prezentowaniu rasistowskich haseł, bo "zaszkodziły one Polsce".

Ale z drugiej strony przekonywał, że ci "którzy mieli transparenty [z takimi hasłami - przyp. red.] to był jakiś promil" uczestników Marszu. I usprawiedliwiał organizatorów, że to "bardzo trudne" wyłowić takie transparenty w 60-tysięcznym tłumie.

Gdy szef Rady Europejskiej Donald Tusk skomentował na Twitterze, że Marsz i to, co się wokół niego działo to "reputacyjna katastrofa",

Paweł Kukiz - z którego list narodowcy weszli do Sejmu, odparował, że to Tusk jest "reputacyjną katastrofą", bo "zamiast jak najszerzej komunikować, że skandaliczne hasła były tylko MARGINESEM na Marszu Niepodległości i mocno zaprotestować przeciwko określaniu Polaków mianem faszystów, afirmuje antypolskie postawy".

"Retoryka przedwojennych bojówek"

Po pikiecie pod Pałacem Prezydenckim, gdy narodowcy zaatakowali antysemickimi hasłami prezydenta Dudę, Kukiz - który jest z nim od kilku miesięcy w nieformalnym sojuszu - nagle zmienił zdanie na temat narodowców i ich haseł.

"Szczerze przepraszam za wprowadzenie »narodowców« do Sejmu. Na szczęście nie ma ich już w K'15. Hasło »zdejmij jarmułkę-podpisz ustawę« to retoryka przedwojennych bojówek skrajnej prawicy nie mająca niczego wspólnego z ideą Dmowskiego z czasów Konferencji Paryskiej. Żenada" - napisał na Twitterze.

Narodowców skrytykowały również prawicowe media, które wcześniej pisały, że pisanie o rasistowskich i neofaszystowskich hasłach na Marszu Niepodległości to nagonka na prawdziwych polskich patriotów.

Udostępnij:

Bianka Mikołajewska

Od wiosny 2016 roku wicenaczelna i szefowa zespołu śledczego OKO.press. Wcześniej dziennikarka „Polityki” (2000-13) i krótko „GW”. W konkursie Grand Press 2016 wybrana Dziennikarzem Roku. W 2019 otrzymała Nagrodę Specjalną Radia Zet - Dziennikarz Dekady. Laureatka kilkunastu innych nagród dziennikarskich. Z łódzkich Bałut.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne