Prezes PiS zarzucił publicznie byłemu premierowi Janowi Krzysztofowi Bieleckiemu, że w 1991 roku chciał zlikwidować polską armię. Bielecki komentuje dla OKO.press historyczne fantazje prezesa, a my robimy ich przegląd - bo to wcale nie była pierwsza. Prezes pamięta najdrobniejsze urazy, ale historię wymyśla często na nowo

Zjazd Klubów „Gazety Polskiej” w Spale w sobotę 15 czerwca uświetnili swoją obecnością m.in. prezes Jarosław Kaczyński oraz premier Mateusz Morawiecki. I jeden, i drugi mówili wiele rzeczy osobliwych – premier np. porównał walkę PiS o władzę z obroną demokracji przez Persami przez starożytnych Greków (pisaliśmy o tym tutaj, wyjaśniając, dlaczego porównanie użyte przez premiera jest bez sensu).

O ile jednak historyczne analogie Morawieckiego można łatwo potraktować jako przejaw prostej manii wielkości, prezes Kaczyński powiedział coś znacznie bardziej mrocznego – insynuując jednemu z byłych premierów, Janowi Krzysztofowi Bieleckiemu, próbę rozbrojenia Polski i pozbawienia Polski podmiotowości w polityce zagranicznej. I jedno, i drugie jest właściwie zdradą stanu.

Kaczyński mówił: 

„Po cichu, ale ja mogę zaświadczyć, i to, że tak powiem, na każdym poziomie, zagwarantowanie, że to jest prawda, że proponowano i mnie proponowano, byłem wtedy szefem Kancelarii Prezydenta, to było wtedy wyższe dużo stanowisko niż dzisiaj, bo jako minister stanu byłem wówczas konstytucyjnym reprezentantem prezydenta i mogłem jak gdyby za niego podpisywać dokumenty,

otóż proponowano wtedy, a robił to dokładnie premier [Jan Krzysztof] Bielecki, likwidację Wojska Polskiego. Polska miała być krajem bez armii, tylko z takimi siłami samoobrony. Czyli krótko mówiąc, Polska jako podmiot polityki zagranicznej miała być zlikwidowana. Wtedy to się kompletnie nie udało. Teraz to wraca”.

Później Kaczyński insynuował, że hasło „wielka Polska samorządowa” to program demontażu państwa polskiego – co jest nawiązaniem do postulatów opozycji, żeby wzmocnić samorządy. 

Za pomocą tej historycznej anegdoty prezes Kaczyński załatwił kilka spraw:

  • fałszywie oskarżył Bieleckiego, że w 1991 roku właściwie zdradził Polskę;
  • zaatakował opozycję, przyrównując jej program samorządowy do rozbrajania Polski przez rząd Bieleckiego. 

OKO.press chyli czoła przed insynuacyjnym mistrzostwem prezesa Kaczyńskiego.

Fałszywa historia

Dodajmy, że historia opowiedziana przez prezesa jest fałszywa – nie udało nam się znaleźć jakichkolwiek śladów ówczesnych pomysłów na likwidację Wojska Polskiego. Nie wiemy też, dlaczego ktokolwiek miałby chcieć je likwidować. Jest to pomysł absurdalny.

Zauważmy jednak, że został opowiedziany w bardzo ostrożny sposób – otóż Kaczyński mówi, że propozycja padła „po cichu”. Bielecki może zaprzeczyć, ale będzie to wówczas słowo przeciw słowu.

OKO.press zapytało premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego o historyczne rewelacje Kaczyńskiego. 

„Informacja o rzekomym pomyśle likwidacji Wojska Polskiego ujawniona przez pana Jarosława Kaczyńskiego spadła na mnie jak grom z jasnego nieba, gdyż dotyczy czasu, w którym z polecenia Premiera MON intensywnie pracował nad przebudową i reformą Sił Zbrojnych oraz aktywnym lobbingiem na rzecz wejścia Polski do NATO. Na koniec jedna uwaga: Premier Bielecki miał świetny kontakt ze Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych [prezydentem Lechem Wałęsą] i nie musiał szukać lobbystów na niższych szczeblach władzy”

— odpowiedział nam Bielecki.

Jego słowa o „niższych szczeblach władzy” to oczywiście złośliwość wobec Kaczyńskiego. W 1991 roku Bielecki nie musiał dyskutować o niczym z Kaczyńskim, ponieważ mógł o wszystkim porozmawiać z prezydentem Wałęsą, którego polecenia Jarosław i Lech Kaczyńscy musieli wykonywać (wkrótce zresztą pokłócili się z Wałęsą i odeszli). 

16 czerwca w Polsat News Bielecki mówił, że będzie żądał „sprostowania oraz przeprosin” i nazwał wypowiedź Kaczyńskiego „klasycznym fake newsem”.

Mistrz Kaczyński

Jarosław Kaczyński jest mistrzem historycznych oskarżeń i insynuacji — kierowanych zwłaszcza chętnie wobec ludzi, z którymi kiedyś w polityce przegrał, albo którzy odnieśli od niego wówczas większe sukcesy (jak Jan Krzysztof Bielecki, którego w 1990 roku Lech Wałęsa powołał na urząd premiera).

Prezes nie zapomina również żadnych, w tym wyobrażonych, urazów z przeszłości. 

Najsławniejszy przykład takiej urazy można znaleźć w wywiadzie, którego Kaczyński udzielił na początku lat 90. znanej reportażystce Teresie Torańskiej (wywiad ukazał się w książce „My” z 1994 r.).

Kaczyński mówił o tym, jak poróżnił się ze środowiskiem Komitetu Obrony Robotników w latach 70. Opowiedział Torańskiej następującą historię, którą warto zacytować w całości:

„W 1977 roku po raz pierwszy zaproszono mnie na duże zebranie KOR. Otwierają się drzwi i wkracza czołówka opozycji: Kuroń, Macierewicz, Jan Józef Lipski. Wszyscy, którzy siedzieli przy stole, wstają i przenoszą się pod ściany. Podniosłem się także, ale by ustąpić miejsca Lipskiemu, który był starszym panem. On jednak usiadł obok, a Kuroń wykorzystując ten moment, już wieszał swoją marynarkę na moim krześle. Ja jednak spokojnie usiadłem i miejsca Kuroniowi nie ustąpiłem. Po jakimś czasie poszedłem do Jacka Kuronia do domu i on 15 minut trzymał mnie bez krzesła. Zapamiętał i się zemścił. Gdyby nie silna motywacja, że ja muszę z tym komunizmem walczyć, a więc być w opozycji, to ja bym ją w jasną cholerę rzucił, bo tego towarzystwa nie akceptowałem”.

Prezes Kaczyński w latach 90. pamiętał więc bardzo banalną historię sprzed 15 lat – i miał żal o to, że Kuroń przez 15 minut nie poprosił go, żeby usiadł. 

Nic dziwnego, że wątki urazów z przeszłości często wracają w przemówieniach Kaczyńskiego do dzisiaj. W październiku 2006 roku, kiedy był premierem po raz pierwszy, podczas wiecu w Stoczni Gdańskiej zasugerował, że dawni działacze opozycji sprzeciwiający się rządom PiS stoją tam „gdzie wtedy stało ZOMO” oraz że pamięta „kto był wtedy po której stronie”.

W lipcu 2016 roku poprawiał historię „Solidarności”, wyolbrzymiając – jak pisaliśmy wówczas – zasługi swojego brata. Twierdził (fałszywie), że Lech był „potężną postacią kierującą wówczas związkiem”. W listopadzie 2018 roku pokłócił się z Wałęsą w sądzie – twierdząc przy okazji, że „zrobił go prezydentem” (znów fałszywie).

W czerwcu 2019 roku mówił o rozmowach opozycji z komunistami w Magdalence sprzed 30 lat, w których uczestniczył jego brat; według Jarosława doszło tam do „wódczanej fraternizacji” (znów była to insynuacja). 

Prezes – mimo przypadających dziś 70. urodzin – ma pamięć słonia: pamięta doskonale urazy z przeszłości. Historię jednak często wymyśla na nowo.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym