Jarosław Kaczyński mówi, że „pięknoduchy” z grodzonych osiedli mogą być otwarci na uchodźców, bo ich przestępczość migrantów nie dotknie. Zapomina też, że to nie uchodźcy są zamachowcami, a w wyniku zamachów giną przede wszystkim „pięknoduchy” z dużych miast. A posługując się argumentem wzrostu przestępczości Niemcy mogliby wyrzucić Polaków

Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” wypowiedział się na temat kryzysu migracyjnego. „Inną sprawą [niż korytarze humanitarne] jest narzucenie społeczeństwu pewnej zmiany sposobu życia związanego z masową imigracją, co będzie się wiązało z obniżeniem poziomu bezpieczeństwa i na to zgody nie będzie” – mówił.

W tym zdaniu zawarta jest sugestia, że przyjęcie migrantów spowoduje wzrost przestępczości i zagrożenie dla bezpieczeństwa Polaków. I że państwo nie zdoła ich ochronić, a bezpiecznie mogą się czuć tylko bogaci, którzy wynajmą sobie prywatna ochronę.


"Rozumiem, że ludzie żyjący w strzeżonych domach lub zamkniętych osiedlach mogą sobie pozwolić na luksus pięknoduchowskiej wielkoduszności. Ale obowiązkiem władzy demokratycznej jest troska o tych, którzy sami nie mogą sobie zapewnić bezpieczeństwa".

Jarosław Kaczyński, Rzeczpospolita.pl - 14/03/2017

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


Gdyby Niemcy tak rozumieli obowiązki władzy, to wyrzuciliby Polaków


Zajrzyjmy do danych. Przestępczość w przypadku dużych fal migracji nieco rośnie. Prof. Jerzy Sarnecki, wybitny kryminolog szwedzki, tłumaczy to w ten sposób, że migranci sytuują się na dole drabiny społecznej, a tu przestępczość jest zawsze nieco wyższa. Z czasem, a niekiedy dość szybko, awansują społecznie i przestępczość maleje.

Wzrost przestępczości w związku z falą migracyjną widać na przykładzie Niemiec, gdzie w ostatnim czasie wzrosła liczba Syryjczyków podejrzanych o popełnienie przestępstw. Jednak w policyjnych statystykach w liczbach bezwzględnych, znacznie więcej jest podejrzanych wśród Polaków, mieszkających w Niemczech.

Ale wiązanie migrantów z zamachami terrorystycznymi – a te budzą największe społeczne przerażenie, choć statystycznie nie stanowią wielkiego zagrożenia – jest chybione. Jak już wielokrotnie pisaliśmy, ogromna większość sprawców tego typu ataków to zradykalizowani Europejczycy.

Policzyliśmy wszystkie ofiary zamachowców-imigrantów z ostatniej fali uchodźczej trwającej od 2014 – 2015 roku. W niemieckim Wurzburgu, w pociągu doszło do ataku 17-letniego nożownika z Afganistanu przybyłego do Niemiec w 2015 roku. Jego motywy były określane jako „religijne”. Jedyną ofiarą wydarzeń był sam sprawca, który został zastrzelony przez niemieckich komandosów.

Drugim terrorystą, którego można zaliczyć do ostatniej fali migracyjnej był 27-letni Syryjczyk, który dokonał zamachu bombowego w Ansbach. I znów – sprawca był jedyną ofiarą przeprowadzonego przez siebie zamachu.

„Najświeższym” skutecznym terrorystą-migrantem był Anis Amri. Przybyły on z Tunezji do Europy w 2011 roku. Mężczyzna zabił 12 osób wjeżdżając w tłum ciężarówką w Berlinie. Ale przybył on na nasz kontynent jeszcze przed kryzysem migracyjnym.

W zależności od perspektywy uchodźcy z ostatniej fali migracyjnej w atakach terrorystycznych zabili 12 osób lub nie zabili nikogo – w zależności od tego jak zaklasyfikujemy zamachowca z Berlina. Reszta ofiar (około 240 ofiar terroryzmu w całej Europie począwszy od styczniowego zamachu w  redakcji Charlie Hebdo) to dzieło zradykalizowanych Europejczyków, najczęściej z biednych przedmieść.

Ale nawet jeżeli zabijaliby uchodźcy, to słowa Kaczyńskiego o „pięknoduch w zamkniętych osiedlach” nie miałyby sensu.

„Pięknoduchy” bowiem wychodzą ze swoich osiedli, jeżdżą do pracy, na miejskie imprezy. A zamachy są najczęściej dokonywane w centrach dużych miast, gdzie znajdują się duże skupiska ludzi, również tych, którzy mieszkają na grodzonych osiedlach.

To właśnie pięknoduchy z grodzonych osiedli, jako wielkomiejska klasa średnia są najbardziej narażeni na terroryzm.

Przypomnijmy, że największe zamachy miały miejsce w centrum Paryża, na brukselskim lotnisku i w metrze, na promenadzie w Nicei, czy na berlińskim jarmarku bożonarodzeniowym.

Jarosław Kaczyński wspominając o bezpieczeństwie ma trochę racji. Do końca 2015 roku z falą migracyjną do Niemiec przybyło ponad milion uchodźców. Miało to przełożenie na statystyki policyjne. Według danych w 2015 roku podejrzanych o dokonanie przestępstw w Niemczech było 911 tys. osób z obywatelstwem innym niż niemieckie. To bardzo znaczący wzrost względem roku 2014 (617 tys.), niemal dwukrotny wzrost względem 2011 (484 tys. podejrzanych) i największa liczba od 2001 roku.

Największą grupę wśród podejrzanych o przestępstwa stanowili Syryjczycy (14.7 proc., 134 tys. podejrzanych). Dalej znaleźli się Turcy (8,6 proc. 78 tys. podejrzanych), Afgańczycy (6,7 proc., 61 tys. podejrzanych) i Rumuni (5,8 proc., 52 tys. podejrzanych) i Polacy (4,1 proc., 44 tys. podejrzanych). Najbardziej wyraźny jest wzrost liczby podejrzanych narodowości syryjskiej.

Oznacza to, że rzeczywiście fala migracyjna przyczynia się do zwiększenia liczby przestępstw.

Sytuacja jednak zmienia się jeśli spojrzymy na wykres z wyłączeniem przestępstw odnoszących się naruszenia praw dotyczących nielegalnego pobytu.

Wtedy zmienia się czołówka „podejrzanych” narodowości. W 2015 roku na samej górze znajdują się Turcy (73 tys. podejrzanych), następnie Rumuni (51 tys. podejrzanych) i Polacy (44 tys.). Syryjskich podejrzanych jest „jedynie” 14 tys., a więc np. 3 razy mniej niż polskich podejrzanych.

Argument „z bezpieczeństwa” nie jest zupełnie bez sensu – wśród migrantów, jak w każdej grupie społecznej, znajdują się przestępcy i co do tego nie ma żadnych wątpliwości.

Ale może to stanowić głos w debacie przeciwko obecności naszych rodaków w Niemczech. Zapewne Jarosław Kaczyński nie byłby zadowolony, jakby symetrycznego stwierdzenia użyła Angela Merkel, ale przeciwko Polakom, wśród których poziom przestępczości jest wyższy niż wśród rodowitych Niemców


Abonament na wolność słowa


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym