16 listopada 2022

Kaczyński zarzucił Tuskowi antysemityzm. Miał rację?

Tusk niezręcznie zażartował, a Kaczyński i TVP natychmiast oskarżyli go o antysemityzm. Pokazujemy, co się naprawdę wydarzyło i przypominamy, że antysemityzm był tabu w polityce polskiej po 1989 roku. Naruszano je bardzo rzadko. I słusznie

Wszystko zaczęło się od spotkania Donalda Tuska z wyborcami w Sępólnie Krajeńskim 10 listopada 2022 (można je w całości obejrzeć tutaj).

Tusk mówił m.in. o tym, co zrobić z telewizją publiczną po wyborach. To stały temat polityków PO, którzy proponowali m.in. likwidację „informacyjnego” kanału TVP Info, zamienionego w strumień rządowej propagandy.

"Ale jeśli my przywrócimy normalną rolę telewizji publicznej. Nie, żeby mówili »Tusk jest geniusz, a Kaczyński Żyd«. Tak rzucam… Tylko żeby była znowu normalna telewizja publiczna, ludzie o różnych poglądach, debaty i tak dalej".

- mówił Tusk.

View post on Twitter

O co chodziło Tuskowi? Najprawdopodobniej o to, żeby TVP nie mogła szkalować przeciwników, tak jak to robi do tej pory, tylko pozostając na usługach rządzącej po wyborach opozycji. Tusk więc – w niezbyt jasny i fortunny sposób – powtórzył tylko postulat przywrócenia pluralizmu w TVP.

Kaczyński: „wmawia mi, że jestem Żydem”

Na wypowiedź Tuska szybko zareagował Kaczyński. 13 listopada prezes PiS spotkał się z aktywem partii w Bielsku-Białej i w Żywcu. Jak zawsze najpierw wygłaszał długie, pełne dygresji przemówienie, a potem odpowiadał na wybrane pytania z sali.

Prezes był w bojowym nastroju: żartował i wygrażał swoim przeciwnikom.

W Bielsku-Białej powtórzył coś, co mówił już wcześniej na spotkaniach: że Polska staje się drugą Japonią, doganiając (wg prezesa) Japończyków pod względem płac. Najwięcej uwagi poświęcił jednak sprawie szacunku, którego – zdaniem Kaczyńskiego – Polacy nie mają wobec siebie.

„Naród, który sam siebie lekceważy, sam siebie nie szanuje, a ci, którzy nam zrobili krzywdę, w gruncie rzeczy nie mają żadnych zobowiązań. Taki naród nie jest żadną siłą i nie jest przez obcych szanowany” - mówił.

„Nas uczono tego braku szacunku dla samych siebie. (…) To była polityka skrajnie szkodliwa, antypolska. I myśmy to też zlikwidowali”.

Chwalił też podręcznik do „Historii i Teraźniejszości” prof. Wojciecha Roszkowskiego i mówił, że Polaków czeka „ciężka walka” o odzyskanie szacunku do samych siebie.

Czy Tusk jest antysemitą?

Potem przeszedł płynnie do wypowiedzi Tuska.

„Dzisiaj idziemy drogą ku zyskaniu szacunku, przed samymi sobą i przed innymi. Możemy z tej drogi zejść bardzo łatwo, jeżeli ten... No nazwę go panem, który w tej chwili krąży po kraju, ostatnio, bo to na pewno nie był przypadek, próbuje przeciw nam wykorzystywać istniejące jeszcze gdzieś tam w Polsce resztki antysemityzmu. To nie oznacza, że ja jestem Żydem, tylko on próbuje to sugerować”.

„Dla interesu Reichu wszystko dobre” – dodawał, sugerując niedwuznacznie, że Tusk pracuje na niemieckie zlecenie (to stały motyw propagandy PiS).

W Żywcu: „uciekniemy do Izraela”

Podczas spotkania w Żywcu mówił wyraźnie rozbawiony:

„No otwórzcie państwo TVN. No dzisiejsza Polska to ruina, no. Trzy ćwierci do śmierci. Za chwilę się w ogóle zapadnie, przestanie istnieć. A my zbiegniemy z majątkiem tutaj zrabowanym, no, jak ostatnio słyszałem od Tuska, pewnie do Izraela”.

Po tym żarcie sala biła brawo.

A gdy na pożegnanie Prezes dostał kapelusz góralski i ciupagę, zaczął nią ku radości zebranych wygrażać, mówiąc „To nie do państwa, tylko do Tuska”.

View post on Twitter

TVP walczy z antysemityzmem?

Na słowa Tuska błyskawicznie zareagowała także TVP. 12 listopada reporter znany z wykonywania propagandowych zamówień Konrad Wąż przygotował materiał, w którym posłużył się wyciętym zdaniem z wypowiedzi Tuska i sugerował, że jego wypowiedź miała charakter antysemicki i rasistowski. Uznał te słowa za „oburzające, wstrząsające i antysemickie”.

„Konfrontując słowa »geniusz« i »Żyd«, Donald Tusk wprost powiedział, że Żydzi są gorszymi ludźmi. Odbieranie Żydom godności przywołuje jak najgorsze wspomnienia, kiedy Niemcy wymordowali sześć milionów ludzi, w tym dwa miliony dzieci, tylko dlatego, że byli Żydami” - mówiła TVP.

Zareagował także Maciej Świrski, z nadania PiS szef Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, wcześniej kierujący „Redutą Dobrego Imienia”, mającą chronić Polaków i Polki m.in. od posądzeń o antysemityzm.

„Zlecę Departamentom Monitoringu oraz Prawnemu KRRiT analizę całości tego materiału video (o ile był emitowany w którejś z telewizji) w celu stwierdzenia kontekstu oraz czy nie doszło do szerzenia rasizmu oraz użycia mowy nienawiści” - napisał Świrski na Twitterze.

Maciej Świrski ma w OKO.press bogatą kartotekę. Pod jego kierownictwem „Reduta” m.in. sprawdzała, czy filmy na Netfliksie nie mają antypolskiego charakteru. „Reduta” wspierała także proces wytoczony historykom Zagłady, prof. Janowi Grabowskiemu i prof. Barbarze Engelking, za rzekome zniesławienie ojca nieżyjącej już mieszkanki wsi Malinowo Filomeny Leszczyńskiej. Wcześniej m.in. „Reduta” pisała listy protestacyjne przeciw badaczom Zagłady.

Czy antysemityzm opłaca się w polskiej polityce?

Wypowiedź Tuska – powtórzmy to raz jeszcze – nie jest antysemicka. Kaczyński i TVP manipulują nią, próbując mu to wmówić.

Paradoks polega na tym, że nic nie wskazuje, że Tusk czy Kaczyński mają antysemickie poglądy. PiS niekiedy grał politycznie antysemityzmem – odwoływał się do niego podczas publicznej kampanii w trakcie konfliktu z Izraelem o nowelizację ustawy o IPN na początku 2018 roku. Nowelizacja zakładała karanie za „naruszenie dobrego imienia Rzeczypospolitej”, co budziło obawy naukowców (ale także np. Departamentu Stanu USA) o krępowanie badań naukowych. Protestował rząd Izraela i polscy badacze Zagłady. Rząd PiS tłumaczył, że chodzi tylko o obronę przed „niesprawiedliwymi zarzutami”. Po kilkunastu tygodniach zapisy złagodził, ale wcześniej w mediach prorządowych toczyła się wielka kampania wymierzona w Izrael, która często odwoływała się do antysemickich wzorów.

Przykłady tych klisz i manipulacji opisywaliśmy w OKO.press.

Trudno sobie wyobrazić, by Kaczyński jej nie akceptował, chociaż sam otwartego antysemityzmu w wypowiedziach publicznych zawsze unikał.

Po 1989 roku antysemityzm w polskiej polityce był domeną raczej skrajnej, niszowej prawicy. W jej głównym nurcie pojawił się naprawdę tylko raz – kiedy w 1990 roku w kampanii prezydenckiej Lech Wałęsa (który także sam nie zdradzał antysemickich skłonności) zasugerował żydowskie pochodzenie konkurenta, pierwszego premiera III RP Tadeusza Mazowieckiego. Podczas wiecu w Krakowie Wałęsa mówił wtedy: „Polskę musimy zmieniać po polsku, bo inni zrobią to po swojemu, a Wałęsa ma polską krew i ma na to papiery”. Sprzyjający Mazowieckiemu biskup Alojzy Orszulik zapewniał wówczas, że Mazowiecki nie ma żydowskich korzeni. Nie wiadomo, czy zadziałało – ale Wałęsa wygrał.

Potem o żydowskie pochodzenie skrajna prawica posądzała kolejnych polityków – Aleksandra Kwaśniewskiego czy samych braci Kaczyńskich. Pozostawało to jednak w niszowych pisemkach i mrocznych zakątkach internetu.

Wałęsa czy Kaczyński traktowali antysemityzm instrumentalnie, ale go używali. Pozostaje mieć nadzieję, że dziś granie antysemityzmem już się politykom nie opłaca. Być może tak jest – Kaczyńskiemu dziś wygodniej jest przedstawić się jako jego ofiara.

Udostępnij:

Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne