Po styczniowym chaosie, agresji i blokowaniu dostępu do szpitala Fundacja Kai Godek znów zapowiada protest w Gdańsku. Demonstracja ma się odbyć w niedzielę. Czy tym razem władze miasta zareagują szybciej?
W niedzielę, 15 lutego 2026 r. przy gdańskim szpitalu im. św. Wojciecha, potocznie nazywanym szpitalem na Zaspie, ma się odbyć demonstracja środowisk antyaborcyjnych. To już kolejny raz, kiedy prowadzona przez Kaję Godek Fundacja Życie i Rodzina planuje protestować przeciwko legalnym aborcjom, wykonywanym zgodnie z obowiązującymi przepisami w tym szpitalu prowadzonym przez spółkę COPERNICUS.
Poprzednie tego typu zgromadzenie miało miejsce w zeszłym miesiącu. Choć zapowiadano je na dwie godziny, w praktyce trwało – przynajmniej oficjalnie – niewiele ponad godzinę. Po tym czasie zostało rozwiązane przez obecnego na miejscu przedstawiciela Prezydent Gdańska.
Czy za kilka dni będzie podobnie? Wszystko zależy od decyzji wspomnianego organu. Wiele wskazuje jednak na to, że fundamentalistyczni działacze ponownie dadzą władzom miasta podstawy do zakończenia protestu. Być może szybciej niż poprzednim razem.
Przygotowania do styczniowej manifestacji rozpoczęły się godzinę przed planowanym startem. Jak czytamy w uzasadnieniu decyzji o rozwiązaniu zgromadzenia, przed przybyciem Kai Godek przedstawiciele jej organizacji zaczęli rozstawiać namioty, których ściany stanowiły drastyczne transparenty obrazujące martwe, rozczłonkowane, zakrwawione płody ludzkie.
Gdy Godek pojawiła się przed szpitalem, została wezwana do zmiany miejsca zgromadzenia ze względu na wydane kilka dni wcześniej, 13 stycznia 2026 r., zarządzenie porządkowe prezesa szpitala. Dotyczyło ono terenu parkingu – a więc dokładnie tego fragmentu, na którym planowali protestować antyaborcjoniści.
Kaja Godek poinformowała, że miejsca nie zmieni – mimo że, zgodnie ze zgłoszeniem, demonstracja miała odbywać się na chodniku.
W odpowiedzi na tę informację obecny na miejscu policjant, aspirant Michał Mariański, wręczył jej pouczenie.
"Demonstracje odbywają się na terenie szpitala, mimo że szpital nie wyraża zgody na nie zgody. Miasto rejestruje zgromadzenia publiczne na terenach, którymi nie zarządza. Urząd tłumaczy, że teren jest otwarty. Ale otwarty nie znaczy ogólnodostępny – a ustawa mówi o terenie ogólnodostępnym. Czy jeśli ktoś ma przed domem ogródek, nie ma płotu i można wejść z chodnika, to znaczy, że ktoś inny może tam zorganizować pikietę? Urząd miasta może tę pikietę zarejestrować w rejestrze zgromadzeń? A właścicielka musi się z tym »pogodzić«, bo teren jest otwarty?
Od czasu ostatniej pikiety Godek pod szpitalem na Zaspie w Gdańsku analizowałyśmy z prawniczkami legalność pikiet antyaborcyjnych w tym miejscu – wnioski wysłałyśmy do Urzędu Miasta Gdańsk. Domagamy się usunięcia wydarzeń z terenów niebędących własnością gmin i samorządów" – komentują aktywistki z kolektywu Legalna Aborcja.
Jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem zgromadzenia doszło do agresywnych zachowań ze strony antyaborcyjnistów. Jeden z uczestników protestu zaczął szarpać ustawione przez władze szpitala barierki mające zapewnić pacjentkom bezpieczny dostęp do parkingu.
Gdy na agresję zareagowali obecni na miejscu funkcjonariusze policji, działacz fundacji Życie i Rodzina stwierdził, że zwołuje zgromadzenie spontaniczne tu i teraz, co ogłosił krzykiem.
W czasie gdy policjanci prowadzili z nim czynności, inni uczestnicy protestu (który, przypomnijmy, nawet się jeszcze nie zaczął) postanowili wykorzystać okazję. Ustawili przy schodach do głównego wejścia szpitala kolejny baner. Tym razem z wizerunkiem Adolfa Hitlera, fragmentem swastyki i rozczłonkowanym płodem.
Minutę przed południem przedstawiciel Prezydenta Gdańska zapytał Kaję Godek, kiedy planuje ona oficjalnie rozpocząć zgromadzenie. Zauważył, że ani uczestnicy, ani przedstawiciel miasta nie słyszeli, by przekazała taki komunikat.
W reakcji na to Godek podeszła do stojącej przy wejściu do szpitala grupy, wśród której przebywał również legitymowany inicjator spontanicznego zgromadzenia. Punktualnie o 12:00 zakomunikowała im, że rozpoczyna demonstrację, po czym oddaliła się w stronę namiotów.
Na przekazaną kilka minut później przez przedstawiciela Prezydenta Gdańska uwagę dotyczącą braku odpowiedniego dla organizatorki wydarzenia oznakowania działaczka odparła, że nie ma identyfikatora. Założyła czerwoną kamizelkę z logotypem i nazwą fundacji. Taką samą, jak kilkanaście innych obecnych na miejscu osób.
Wspomniane kamizelki stanowią, wbrew pozorom, bardzo ważny element całej opowieści. Niewiele później Godek postanowiła bowiem bawić się z przedstawicielem miasta oraz policją w kotka i myszkę. Stwierdziła, że trzymające transparent z wizerunkiem Hitlera osoby wcale nie uczestniczą w jej wydarzeniu. Uznała, że choć łączą ich podobne idee, tak naprawdę są oni częścią zgromadzenia spontanicznego.
Sęk w tym, że osoba prezentująca baner była ubrana w czerwoną kamizelkę. Dokładnie taką samą jak ta, którą miała na sobie Kaja Godek.
Wraz z upływem kolejnych minut w miejscu antyaborcyjnej demonstracji dochodziło do coraz bardziej niebezpiecznych sytuacji. Około godziny 12:40, chwilę po zwróceniu przedstawicielowi Prezydenta Gdańska uwagi przez osobę niebiorącą udziału w zgromadzeniu na możliwe naruszenie prawa przy pomocy prezentowanych transparentów, uczestnicy protestu zaczęli zmierzać w kierunku kontrmanifestacji. Zatrzymał ich kordon policji. Po zwróceniu uwagi na obowiązek pozostania w miejscu zgłoszonym przez organizatorkę, protestujący stwierdzili, że ta pozwoliła im ruszyć w stronę kontrmanifestantów.
Co na to Godek? To samo, co poprzednio: to nie jej demonstranci, to zgromadzenie spontaniczne.
Przedstawiciel Prezydenta Gdańska poinformował ją o możliwości rozwiązania zgromadzenia z powodu niepanowania nad przebiegiem wydarzenia. Antyaborcjonistka, jak czytamy w uzasadnieniu decyzji, nie wykazywała żadnej współpracy w zakresie zagwarantowania bezpieczeństwa zorganizowanemu przez nią zgromadzeniu.
Gdy Godek ponownie stwierdziła, że to nie jej ludzie łamią zasady zgromadzenia, a protestujący z agresywnymi okrzykami na ustach blokowali dojście do szpitala przez osoby potrzebujące pomocy medycznej, rodziców z dziećmi, odwiedzających czy przechodniów (których wolność osobista została ograniczona przez konieczność styczności z drastycznymi transparentami), przedstawiciel władz miasta uprzedził organizatorkę o konieczności rozwiązania zgromadzenia.
Protest antyaborcjonistów doprowadził do sytuacji zagrożenia zdrowia i życia pacjentek przebywających na oddziale ginekologiczno-położniczym szpitala na Zaspie. Jak poinformowali w wystosowanym do przedstawiciela Prezydenta Gdańska oświadczeniu dyżurujący tego dnia lekarze, miejsce trwania manifestacji utrudniało dostęp pacjentów do placówki.
Głośność manifestacji i padające w jej trakcie bezpodstawne zarzuty w kierunku personelu stanowiły dyskomfort emocjonalny i psychiczny, co z kolei utrudniało przebieg procesu diagnostyczno-terapeutycznego pacjentek Oddziału. Z powodu braku reakcji Godek o godzinie 13:15 przedstawiciel Prezydent Gdańska podjął decyzję o rozwiązaniu zgromadzenia.
Działająca na rzecz praw człowieka Fundacja Widzialne zainicjowała petycję do Prezydent Miasta Gdańska o zakazywanie przyszłych zgromadzeń o charakterze antyaborcyjnym, które odbywać miałyby się w bezpośrednim sąsiedztwie gdańskich szpitali.
"Petycję podpisało prawie 9 tysięcy osób, co wyraźnie pokazuje społeczne poparcie dla zapewnienia spokoju w otoczeniu szpitala. Zgromadzenia o charakterze antyaborcyjnym odbywające się przy szpitalach, często głośne i zaopatrzone w ogromne banery przedstawiające martwe płody, niewątpliwie naruszają prawa i wolności pacjentów i pacjentek, jak też mogą negatywnie wpływać na ich zdrowie psychiczne.
Szpital powinien pozostać bezpieczną przestrzenią, w której osoby mierzące się z trudnymi przeżyciami dotyczącymi życia i zdrowia mają prawo do spokoju i poszanowania swojej sytuacji, a nie miejscem pogłębiania traumy i dodatkowego cierpienia. Będziemy konsekwentnie apelować do władz miasta o zakazywanie zgromadzeń, które mogą zagrażać zdrowiu, życiu oraz prawom osób korzystających z opieki medycznej" – mówi Weronika Gołąbek z Fundacji Widzialne.
Gdańska placówka COPERNICUS to nie jedyne miejsce zmagające się z demonstracjami Fundacji Życie i Rodzina. Podobne są organizowane pod warszawską przychodnią Abotak czy Łużyckim Centrum Medycznym w Lubaniu, gdzie pracę dostała ostatnio przeprowadzająca legalne aborcje ginekolożka Gizela Jagielska.
Schemat działania jest za każdym razem ten sam: drastyczne transparenty, puszczany z głośników modulowany dźwięk przypominający płacz dziecka, uporczywe modlitwy. To wszystko niejednokrotnie na oczach policji, która twierdzi, że nic nie może zrobić, bo zgromadzenie zostało zgłoszone zgodnie z prawem.
Aktywistki z Legalnej Aborcji argumentują: "Podstawową funkcją szpitala jest ochrona zdrowia pacjentek i pacjentów. Szpitala nie da się przesunąć, pacjentki leżące na oddziałach nie mogą się przenieść, ale demonstracja może zająć inne miejsce. Takie, w którym nie będzie zakłócała pracy szpitala, bo ochrona zdrowia kobiet oraz zapewnienie lekarzom możliwości wykonywania ich pracy powinny mieć priorytet.
Nie chodzi o to, żeby protest się nie odbył, tylko żeby nie przeszkadzał pacjentkom ani lekarzom lub mieszkańcom – jak dzieje się to w przypadku przychodni ABOTAK – i nie narażał niczyjego zdrowia. W czasie tych demonstracji używanie jest bardzo mocne nagłośnienie, które ma na celu wyłącznie uprzykrzenie życia lekarzom i pacjentkom – nic więcej".
Jak zauważa mec. Radosław Baszuk, polskie prawo nie przewiduje możliwości zakazu zgromadzeń w przestrzeni publicznej, dopóki jego uczestnicy nie dopuszczają się czynów zabronionych.
„Sam fakt, że zgromadzenie komuś przeszkadza, nie jest argumentem za jego niedopuszczalnością. Zgromadzenia publiczne mają to do siebie, że mogą przeszkadzać. Trudno oczekiwać od protestujących czy manifestujących, żeby prezentowali maniery rodem z angielskiego klubu golfowego”.
Ekspert podkreśla jednak, że o ile zadaniem zgromadzeń jest przekazanie pewnej treści, o tyle wątpliwe może być, czy to zadanie jest realizowane, jeśli istotnym przekazem manifestacji jest bardzo głośne nagranie o wysokiej tonacji i natężeniu: „Taki dźwięk nie niesie za sobą żadnej treści właściwej dla istoty zgromadzenia publicznego. On wyłącznie generuje hałas”.
Przepisy w obecnej formie nie umożliwiają także stworzenia stref buforowych w okolicach szpitali. Istotne może być jednak określenie, czym tak naprawdę jest „okolica” albo „bezpośrednie sąsiedztwo”: "Nakazanie protestującym manifestowania w odległości 500 metrów od szpitala niwelowałoby sens ich zgromadzenia i naruszało konstytucyjną wolność zgromadzeń. Ale już na przykład 100 metrów – tak, żeby osoby potrzebujące dostać się do szpitala, mogły to bezproblemowo zrobić – wspomnianej wolności najprawdopodobniej by nie naruszało.
To są bardzo wrażliwe kwestie, ponieważ mamy naturalną tendencję do maksymalnego poszerzania sfery wolności zgromadzeń, które reprezentują bliskie nam poglądy. Kiedy jednak mowa o poglądach, które nas drażnią, stajemy się zdecydowanie mniej otwarci i prowolnościowi" – tłumaczy mec. Baszuk.
Kolejna antyaborcyjna demonstracja pod szpitalem im. św. Wojciecha ma się odbyć już w najbliższą niedzielę. I tym razem działacze fundacji Kai Godek planują wspólne modły oraz protestowanie przeciwko legalnie wykonywanym procedurom.
O tej samej porze przy alei Jana Pawła II, w okolicy placówki, ale nie na jej terenie, odbędzie się kontrmanifestacja.
Istnieje spore podobieństwo, że – w przeciwieństwie do zapowiadającej cichy przebieg wydarzenia kontrmanifestantów – wkraczający na teren szpitala antyaborcjoniści ponownie zakłócą pracę oddziału, narażając przebywające na nim kobiety i ich dzieci na niebezpieczeństwo.
Czy władze miasta będą czekać z reakcją do ostatniej chwili? To okaże się 15 lutego.
Absolwentka położnictwa, logopedka, pedagożka. Na co dzień marketing managerka OKO.press. Poza pracą propaguje położnictwo, w którym każda osoba ma prawo zakończyć swoją ciążę wtedy, kiedy chce i tak, jak chce.
Absolwentka położnictwa, logopedka, pedagożka. Na co dzień marketing managerka OKO.press. Poza pracą propaguje położnictwo, w którym każda osoba ma prawo zakończyć swoją ciążę wtedy, kiedy chce i tak, jak chce.
Komentarze