0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Anna Lewańnska / Agencja Wyborcza.plFot. Anna Lewańnska ...

Pod koniec stycznia 2026 roku minie pięć lat od opublikowania wyroku upolitycznionego Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, w wyniku którego została zaostrzona i tak już restrykcyjna ustawa antyaborcyjna.

Wprowadzone zmiany wykreśliły tzw. przesłankę embriopatologiczną. Uniemożliwiły zatem przerywanie ciąży w oficjalnym systemie opieki zdrowotnej osobom, których płody obarczone są wadami (w tym wadami letalnymi) lub nieuleczalnymi chorobami.

Przed wyborami w 2023 roku Koalicja Obywatelska na czele z Donaldem Tuskiem obiecywała, że po dojściu do władzy zliberalizuje prawo. Deklarowała, że osoby potrzebujące aborcji będą mogły przerwać swoje ciąże na życzenie do 12. tygodnia. Postulat stanowił jeden ze 100 konkretów na pierwsze 100 dni rządów: „Aborcja do 12. tygodnia ciąży będzie legalna, bezpieczna i dostępna. Żaden szpital działający w ramach NFZ nie będzie mógł zasłonić się klauzulą sumienia i odmówić zabiegu. Decyzja musi należeć do kobiety”.

Obiecanki cacanki

Mimo zapewnień, obietnicy nie spełniono. Stan prawny nie drgnął. Liberalizacji brak, odrzucona została nawet depenalizacja (odstąpienie od karania lekarzy i innych osób w tym partnera kobiety za tzw. pomocnictwo). Co więcej: koalicji rządzącej nie udało się nawet wprowadzić w życie zapisu z umowy koalicyjnej, zgodnie z którym partie tworzące rząd miały unieważnić wyrok z 2020 roku.

Nie pomogły ostrzeżenia, negocjacje i kolejne próby dogadania się między koalicjantami.

Czy Tusk się wściekł? Nawet jeśli, to nieskutecznie. Sam przeszedł natomiast od narracji „aborcja to wybór kobiety”:

Przeczytaj także:

do „nie lubię, gdy ktoś mówi, że to prawo kobiety”:

Symboliczne wytyczne

W sierpniu 2024 roku Izabela Leszczyna, ówczesna ministra zdrowia, oraz ówczesny minister sprawiedliwości i prokurator generalny Adam Bodnar wydali wytyczne dotyczące aborcji kierowane kolejno do szpitali i ordynatorów oddziałów ginekologicznych oraz prokuratury.

Rozwiązanie, choć nie zmieniające ustaw, miało – zdaniem rządzących – zapewnić bezpieczeństwo lekarzom oraz kobietom, decydującym się na przerwanie ciąży legalnie w szpitalu. Zgodnie z nim ujęta w ustawie przesłanka zagrożenia zdrowia lub życia osoby w ciąży miała być traktowana według bardzo konkretnych reguł.

Mowa m.in. o możliwości przerywania ciąży zarówno wtedy, gdy zagraża ona życiu osoby ciężarnej, jak i wtedy, gdy zagrożone jest jej zdrowie oraz podkreśleniu, że zagrożenie zdrowia psychicznego również stanowi przesłankę do aborcji. Zaświadczenie umożliwiające przerwanie ciąży w oficjalnym systemie opieki zdrowotnej miał wystawiać jeden lekarz, którego specjalizacja odpowiada występującej przesłance.

Nie była to jednak nowość. Już w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości ówczesny minister zdrowia, Adam Niedzielski, deklarował, że przesłanka zdrowia kobiety powinna być rozumiana szeroko; łącznie ze zdrowiem psychicznym. Spotkał go za to atak środowisk antyaborcyjnych.

Wytyczne wydane przez ministrę Leszczynę podkreślały również, że każda placówka, która podpisała kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia, zobowiązana jest do udzielania zakontraktowanych usług – a więc również aborcji. Na klauzulę sumienia mogą się powoływać poszczególni lekarze – nie całe szpitale.

Prokurator Katarzyna Kwiatkowska, współautorka wytycznych ministra Bodnara, tłumaczyła OKO.press, że prokuratura musiała kierować się obowiązującym (skrajnie antyaborcyjnym) prawem oraz że nie może niczego narzucać prokuratorom.

Adam Bodnar chwali się sukcesem. Tyle tylko, że nie swoim

12 stycznia 2026 roku Adam Bodnar poinformował o złożonym przez siebie pytaniu senatorskim do obecnej ministry zdrowia, Jolanty Sobierańskiej-Grendy. Poprosił w nim o informacje na temat skuteczności wydanych bez mała półtora roku wcześniej wytycznych.

Na podstawie udzielonej przez wiceministrę zdrowia Katarzynę Kęcką odpowiedzi Bodnar stwierdził, że wprowadzone rozwiązania odniosły pozytywny skutek. Potwierdzić miał to również Rzecznik Praw Pacjenta, który uznał, że dostęp do legalnej aborcji uległ w Polsce poprawie.

Bodnar podkreślił, że opisane pozytywne skutki mają odzwierciedlenie w liczbie ciąż przerwanych w polskich szpitalach w 2024 roku (czyli ostatnim, za które w chwili publikacji tekstu dostępne są całościowe dane). Mowa o 885 aborcjach, z czego 882 stanowiły zabiegi z przesłanki zagrożenia życia lub zdrowia osoby w ciąży. Pozostałe trzy wykonano ze względu na uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego.

Zgodnie z danymi Ministerstwa Zdrowia, najwięcej (279) ciąż przerwano w województwie mazowieckim. Na drugim miejscu województwo dolnośląskie (182 aborcje). Trzecie było województwo małopolskie z 76 aborcjami.

Na końcu listy znalazły się natomiast województwa takie jak lubuskie (13 aborcji) lubelskie (12) czy podlaskie (11). Ostatnie miejsce zajęło województwo świętokrzyskie, w którym w 2024 roku nie przerwano w warunkach szpitalnych żadnej ciąży.

Dla porównania: w 2023 roku w systemie odnotowano 425 aborcji, w 2022 – 160, w 2021 – 107, a w 2020, czyli przed wejściem w życie wyroku TK Julii Przyłębskiej – 1076. Na pierwszy rzut oka wydawać by się zatem mogło, że wytyczne – powoli, ale jednak – zaczynają działać.

  • dolnośląskie – 182;
  • kujawsko-pomorskie – 35;
  • lubelskie – 12;
  • lubuskie – 13;
  • łódzkie – 32;
  • małopolskie – 76;
  • mazowieckie – 279;
  • opolskie – 16;
  • podkarpackie – 22;
  • podlaskie – 11;
  • pomorskie – 71;
  • śląskie – 55;
  • świętokrzyskie – 0;
  • warmińsko-mazurskie – 14;
  • wielkopolskie – 44;
  • zachodniopomorskie – 23

Adam Bodnar uznał, że wspomniane dane wskazują, iż znajdujemy się na właściwych torach do powrotu stanu rzeczy sprzed orzeczenia Trybunału. Dodał, że czeka na statystyki za rok 2025.

Ale czy aby na pewno jest się z czego cieszyć?

23.07.2024 Krakow , Rynek Glowny . Protest Ogolnopolskiego Strajku Kobiet . Protest jest reakcja na odrzucenie 19 bm. przez Sejm projektu , ktory zakladal miedzy innymi dekryminalizacje pomocy w aborcji 
Fot. Konrad Kozlowski / Agencja Wyborcza.pl
23 lipca 2024 Kraków, Rynek Główny. Protest Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Protest był reakcją na odrzucenie 19 lipca przez Sejm projektu, który zakładał między innymi dekryminalizację pomocy w aborcji. Fot. Konrad Kozłowski/Agencja Wyborcza.pl

Efekt pracy aktywistek

Jak komentuje mec. Mateusz Bieżuński z Fundacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny FEDERA, większe liczby w ministerialnych podsumowaniach nie są jednak zasługą ani Ministerstwa Zdrowia, ani Ministerstwa Sprawiedliwości. To efekt pracy aktywistek:

„Te zmiany to skutek ciężkiej pracy FEDERY i innych prokobiecych organizacji.

To dzięki wywalczonej przez nas wykładni prawnej, która poszerzyła zakres rozumienia »zagrożenia dla zdrowia«, udało się odwrócić tendencję spadkową. To my również każdego dnia zwalczamy wciąż istniejące, czy nowo pojawiające, realne przeszkody w dostępie do aborcji”.

Prawnik dodaje, że wytyczne rządzących były jedynie potwierdzeniem już istniejących przepisów oraz ich interpretacji. Zauważa, że choć wśród konserwatywnej części społeczeństwa utrzymuje się przekonanie, że to dzięki Donaldowi Tuskowi oraz wspomnianym wytycznym dostęp do aborcji w Polsce poprawił się, rzeczywistość jest inna: „Ustawa antyaborcyjna jest taka sama od lat dziewięćdziesiątych. Te przepisy istniały już w czasach rządów PiS-u.

Po publikacji wyroku Trybunału Przyłębskiej udało się nam jednak wywalczyć ich szerszą interpretację. Gdy zmieniła się władza, potwierdzono więc tylko coś, co część szpitali, dzięki nam, w ramach obowiązującego prawa, wykonywała już na własną rękę”.

Mec. Bieżuński podnosi, że wytyczne ministra Adama Bodnara były rozczarowujące. Nie skupiały się na zmniejszeniu liczby inicjowanych postępowań karnych dotyczących aborcji, tylko na zmianie sposobu ich prowadzenia.

Nie wskazywały prokuraturom sytuacji, kiedy powinni odmawiać wszczęcia postępowania z artykułu 152 k.k. na przykład w sytuacji niskiej szkodliwości społecznej czynu.

Swoje spostrzeżenia FEDERA przekazała – również w formie wytycznych społecznych – Ministerstwu Sprawiedliwości.

Ministerstwo Zdrowia z kolei już na początku 2024 roku otrzymało od FEDERY wytyczne operacyjne, które – co można zauważyć, czytając oba dostępne w internecie dokumenty – stały się inspiracją dla wytycznych ministerialnych. Przedstawiono je jednak jako efekt pracy rządzących – przypisując tym samym zasługi prokobiecych prawniczek pracownikom i pracownicom Ministerstwa.

Dostęp do aborcji nadal jest utrudniony

Prawnik podkreśla, że dostęp do szpitalnej aborcji w Polsce nadal jest utrudniony. Przerwanie ciąży jest możliwe w małej grupie placówek, z których część przewija się regularnie w debacie publicznej. Komentuje: „Kobiety podają sobie nawzajem namiary na konkretne miejsca, na przykład na forach w Internecie. To są znane szpitale, które potem stają się celem ataków ze strony organizacji antyaborcyjnych lub nacisków politycznych”.

Opisuje typowy schemat postępowania: „Zazwyczaj, zanim kobieta pójdzie na oddział, kontaktuje się z nami. To my zapewniamy jej dostęp do sprawdzonego specjalisty, czy wskazujemy, gdzie może wykonać potrzebne badania. Podajemy jej też placówkę z naszej wewnętrznej bazy – taką, co do której mamy pewność, że wykonuje aborcje, nawet jeśli oficjalnie o tym nie mówi. Ale nawet z takim zestawem wiedzy często musimy interweniować.

Społeczeństwo widzi kilkutysięczne wzrosty procentowe czy o kilkaset [aborcji więcej – przyp. aut.] w liczbach bezwzględnych, ale jednocześnie nie zdaje sobie sprawy z tego, ile codziennej pracy za nimi stoi”.

Czy można ufać danym Ministerstwa Zdrowia?

Pytany o przyczynę braku aborcji w województwie świętokrzyskim w oficjalnych statystykach, mec. Bieżuński zauważa, że dane Ministerstwa Zdrowia mogą być niewiarygodne: „Oczywiście są rejony w Polsce, gdzie o aborcję trudniej, ale wiemy z praktyki, że

część szpitali, które deklarują, że nie wykonują aborcji, tak naprawdę ciąże przerywa. Przeprowadzane terminacje po prostu raportuje się jako inne procedury

– na przykład »zabieg ginekologiczny« czy »poronienie w toku«”.

Dodaje, że zna sytuacje, gdy lekarze słyszeli od przełożonych, że o terminacji nie ma mowy. Od razu jednak padała informacja, że ordynatora nie będzie kolejnego dnia na oddziale: „Wszyscy wiedzą, o co chodzi, a w dokumentach nadal jest to, czego wymagają przełożeni”.

Szacuje: „Według naszych danych rzeczywista liczba aborcji wykonywanych w polskich szpitalach jest kilkukrotnie wyższa. Niestety, mimo lekkiej poprawy sytuacji, placówki nadal boją się raportować zgodnie ze stanem faktycznym, aby nie stać się obiektami represji”.

Prawo stoi w miejscu

Trudno przyznać rację byłemu Ministrowi Sprawiedliwości, gdy weźmie się pod uwagę, że świętowany przez niego sukces tak naprawdę nie jest jego zasługą. Na dobrą sprawę – jak zauważają osoby pomagające w uzyskaniu dostępu do przerywania ciąży na co dzień – nie jest wcale sukcesem.

Aborcje w warunkach szpitalnych stanowią bowiem kroplę w morzu aborcyjnych potrzeb, co podkreślają prokobiece organizacje i aktywistki. Zabetonowane od dziesiątek lat polskie prawo antyaborcyjne nadal nie uwzględnia potrzeb osób, które w ciąży być po prostu nie chcą. Nie troszczy się o los tych, których nie stać na tabletki do aborcji farmakologicznej. Nie pomaga osobom wykluczonym komunikacyjnie. Nie zbliża się ani o krok do standardów zgodnych ze stanowiskami międzynarodowych organizacji.

Państwo nadal zrzuca swoje zadania na barki środowisk aktywistycznych,

których zdaniem niejednokrotnie dodaje przy tym jeszcze więcej pracy, sugerując, że przecież „jest lepiej, niż było za tego złego PiS-u”. Buduje przeświadczenie, że problem został rozwiązany, a łaskawi panowie politycy zapewnili osobom potrzebującym aborcji wyjście awaryjne, przyznając samemu sobie ordery za pracę wykonaną przez prokobiece organizacje.

Czy rządzący dostrzegą potrzeby kobiet i zaczną działać w kierunku zmian? Zdaniem osób pomagających w dostępie do aborcji każdego dnia – niewiele na to wskazuje.

;
Na zdjęciu Oliwia Gęsiarz
Oliwia Gęsiarz

Absolwentka położnictwa, logopedka, pedagożka. Na co dzień marketing managerka OKO.press. Poza pracą propaguje położnictwo, w którym każda osoba ma prawo zakończyć swoją ciążę wtedy, kiedy chce i tak, jak chce.

Komentarze