0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.plAgnieszka Sadowska /...

Informacje te nie są w żaden sposób potwierdzone, nie można uznać ich za wiarygodne. Opublikowano dane 17 pograniczników. Straż Graniczna nie odniosła się do tych publikacji. Natomiast 9 listopada na innym rosyjskojęzycznym kanale Telegramu (oraz założonej przez jego twórców stronie internetowej), który od lutego publikuje polskie dokumenty, pochodzące między innymi z prywatnej skrzynki mailowej Michała Dworczyka, ujawniono dane, dotyczące dowództwa 1 Podlaskiej Brygady Obrony Terytorialnej w Białymstoku.

Wszystkie te publikacje są elementem wojny informacyjnej, towarzyszącej kryzysowi na granicy polsko-białoruskiej, który trwa od sierpnia, a eskalował w poniedziałek 8 listopada. Tego dnia duża grupa imigrantów zgromadziła się przy przejściu granicznym w Kuźnicy, a potem próbowała przedostać się na teren Polski, niszcząc graniczne ogrodzenie. Migrantów pilnowały białoruskie służby, wszystkie działania przebiegały pod ich nadzorem, a zapewne także (przynajmniej w pewnym stopniu) z ich inspiracji.

Przeczytaj także:

Białoruska propaganda przeciwko Polsce

Działania dezinformacyjne i propagandowe, prowadzone przez białoruskie służby, są bardzo nasilone. W internecie codziennie pojawiają się materiały zdjęciowe i video anonimowych autorów ze strony białoruskiej, bardzo trudno je weryfikować, ponieważ polskie media decyzją rządu nie mają dostępu do strefy nadgranicznej, objętej stanem wyjątkowym.

W państwowych białoruskich mediach trwa zmasowana propaganda, która ma nastawiać Białorusinów negatywnie do Polski, uzasadniać to, co się dzieje na granicy, oraz podważać wiarygodność Polski na arenie międzynarodowej.

Typowa argumentacja to:

  • Polska i kraje Unii Europejskiej nie przestrzegają praw człowieka, bo atakują imigrantów, biją ich, ranią, oraz nie chcą im przyznawać azylu; w najnowszych przekazach pojawiają się oskarżenia o strzelanie przez polskie służby do imigrantów;
  • Polska i kraje zachodnie są same sobie winne, bo wcześniej wysyłały wojska do Iraku i wywołały tam wojnę, więc teraz nie powinny się dziwić, że Irakijczycy migrują do Europy;
  • Polska zaatakowała suwerenną Białoruś, wspierając białoruską opozycję (chodzi głównie o wybory prezydenckie na Białorusi w sierpniu 2020 r.). Teraz, jeśli polskie władze chcą porozumienia, muszą się z tego wsparcia wycofać i zacząć rozmawiać z Łukaszenką.

Kanał na Telegramie, który ujawnia dane polskich strażników granicznych, wpisuje się perfekcyjnie w narrację o nieprzestrzegającej praw człowieka Polsce. Funkcjonariusze są tu bowiem przedstawiani dosłownie jako przestępcy, wręcz mordercy.

O istnieniu tego kanału poinformowali najpierw użytkownicy Twittera i platformy Wykop.pl (trwa na niej akcja zgłaszania kanału do administratorów Telegramu, jako naruszającego regulamin, ale także do polskiego ABW), a 11 listopada rano tweetował o nim branżowy portal Niebezpiecznik.pl.

Prawdopodobnie akcja okazała się skuteczna, ponieważ 11 listopada wieczorem kanał został zawieszony.

Robią z funkcjonariuszy przestępców, naruszają ich prywatność

W pierwszym wpisie na kanale, z 5 października, stwierdzono, że na granicy polsko-białoruskiej zginęło 40 osób (nie wiadomo, skąd taka liczba), a polskie władze usiłują ukryć te zbrodnie. Uzasadniono także publikację danych osobowych pograniczników: „Każdy Polak powinien znać z widzenia przedstawiciela władz, urzędnikόw, funkcjonariusza policji, straży granicznej oraz celnika, którzy biłi nasze kobiety w Warszawie, a teraz zabija niewinnych ludzi na granicy.(…) Polacy powinni znać swoich przestępców z widzenia.” (pis. oryg. – przyp. red.)

Kanał jest prowadzony w języku polskim, ale w dłuższych tekstach widać błędy i konstrukcje językowe, wskazujące na to, że tworzy je albo cudzoziemiec, albo są automatycznie tłumaczone z innego języka – nie użyłby ich na pewno rodowity Polak.

Przykłady:

  • „nasi władze”, „nasi organy ścigania”
  • „policjanci zatruwają psami”
  • „migranci szukali zbawienia w EU”
  • „jego oddane psy służbowe wykonują rozkazy kryminalne”
  • „ten prawdziwy oficer otrzyma szelki generała”
  • „rzuca ich swojemu “przyjacielowi” Jakubaszekowi do Michajłowa”
  • „komendantyra” (zamiast: komendantura, przy czym w języku rosyjskim „u” pisze się jak polskie „y”)
  • „wypluwa gaz łzawiący i strzela do dzieci”
  • „operacja wyparcia migrantów”
  • „odpowiedzialny za operację karną”.

Każdemu z 17 ujawnionych dotychczas funkcjonariuszy (i funkcjonariuszek) przypisano jakieś przestępcze działanie. Pojawiają się zarzuty o zabójstwa imigrantów, odmówienie im leczenia, pobicie, strzelanie do dzieci, a w jednym przypadku – kradzieży pomocy humanitarnej.

Do tego rodzaju sformułowań dodawane są imiona i nazwiska funkcjonariuszy oraz ich zdjęcia, zarówno służbowe, jak i prywatne. Te ostatnie pochodzą z prywatnych profili na Facebooku, do których podawane są linki. Poza tym ujawniane są: funkcje i stopnie, daty urodzenia, adresy zamieszkania, numery rejestracyjne posiadanych przez pograniczników prywatnych samochodów, czasami także numery telefonów komórkowych.

Skąd te dane?

Nie wiadomo, skąd twórcy kanału mają tego rodzaju dane. Być może ma to związek z ujawnionym 20 kwietnia 2021 r. wyciekiem danych osobowych ponad 20 tysięcy funkcjonariuszy służb mundurowych, z pliku pochodzącego z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.

Znajdowały się w nim informacje na temat policjantów, strażaków, strażaków ochotników, strażników granicznych, funkcjonariuszy straży gminnych i miejskich, którzy między 12 a 20 kwietnia rejestrowali się na szczepienia za pomocą portalu stworzonego Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.

Wyciek ujawnił portal Niebezpiecznik.pl, po jego informacji RCB zablokowało dostęp do pliku i rozpoczęło wewnętrzny audyt, ale wcześniej przez jakiś czas plik był dostępny w sieci. W maju podano, że stało się tak na skutek błędu jednego z pracowników, którego zwolniono z pracy, a prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie.

Nawet gdyby jednak ten wyciek był podstawą obecnych publikacji na Telegramie, nie poprzestano wyłącznie na danych z pliku RCB. Ktoś musiał wyszukiwać w sieci informacje o konkretnych funkcjonariuszach. Zaś podawanie numerów rejestracyjnych ich samochodów wskazuje na jeszcze szerszy dostęp do polskich baz danych – w tym przypadku prawdopodobnie do Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, do tej jej części, która jest dostępna tylko dla konkretnych, uprawnionych podmiotów.

Niejawne dane na temat brygady WOT

Inna niepokojąca publikacja to materiał zamieszczony 9 listopada na rosyjskojęzycznym kanale Telegramu SecretEU i powiązanej z nim stronie internetowej. Strona i kanał są częścią tzw. afery #DworczykLeaks, czyli wycieku materiałów z prywatnej skrzynki mailowej szefa Kancelarii Premiera Michała Dworczyka. Kanał jest aktywny od lutego, były na nim publikowane różne niepubliczne polskie dokumenty, część z nich pochodziła z maila Dworczyka, źródła innych pozostają nieznane.

We wrześniu zidentyfikowałam sieciowe powiązania tego kanału, wskazujące na bliską relację z przedsiębiorstwem medialnym rosyjskiego oligarchy Jewgienija Prigożina, twórcy słynnej rosyjskiej fabryki internetowych trolli IRA.

Od momentu publikacji mego artykułu kanał ograniczył aktywność – pojawiły się na nim już tylko trzy nowe materiały, w tym ostatni 9 listopada. Napisano w nim, że od 8 listopada (dzień zaostrzenia kryzysu migracyjnego) polskie Wojska Obrony Terytorialnej postawiono w stan gotowości, dlatego na kanale prezentowana jest I Podlaska Brygada Obrony Terytorialnej w Białymstoku.

Upubliczniono informacje na temat przebiegu służby dowódcy brygady oraz ośmiu dowódców sekcji. Są ich zdjęcia, stopnie, imiona i nazwiska oraz pełen harmonogram służby wojskowej każdego z nich. Do tego dołączono schemat struktury organizacyjnej brygady, jej dokładny skład na dzień 10 marca 2017 r., rozmieszczenie pododdziałów oraz opis zadań i tradycji brygady.

Przynajmniej część tych informacji jest niejawna i podlega ochronie.

Nie wiadomo, skąd pochodzą wymienione dane. Na opisywanym kanale wcześniej wielokrotnie publikowano ważne, czasem wręcz strategiczne informacje z zakresu wojskowości. Opisywano choćby przebieg wojskowych prób urządzeń emitujących energię elektromagnetyczną, pokazów laserowego systemu broni, raporty dotyczące stanu polskich wojsk przeciwpancernych czy prac nad systemem przeciwpancernym „Pirat”.

Wcześniej wskazywano jednak na źródło pochodzenia materiałów – najczęściej były to maile płk. Krzysztofa Gaja, przesyłane na prywatną skrzynkę ministra Michała Dworczyka. W przypadku ostatniej publikacji źródło pozostaje nieznane.

(Wszystkie teksty OKO.press na temat wycieku ze skrzynki Michała Dworczyka znajdziesz tu Dworczyk leaks)

„Mamy was na widelcu”

Opisywane materiały to kolejne sygnały, wysłane do Polski, że osoby stojące za tymi telegramowymi kanałami mają dostęp do dużej liczby niejawnych, polskich dokumentów oraz baz danych. Mówiąc wprost - to sygnał pod hasłem: „Mamy was na widelcu”. Wiemy o was więcej niż możecie przypuszczać.

Podobnymi sygnałami były dwa wcześniejsze materiały z kanału powiązanego z #DworczykLeaks, z października: w jednym podano prywatne numery komórkowe wszystkich parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości (poza Jarosławem Kaczyńskim). W drugim opublikowano szczegóły projektu nowej, bezpiecznej sieci komunikacji rządowej, którą miał się posługiwać polski rząd.

Ślady wokół afery mailowej wskazują na udział Rosji, powiązania twórców kanału atakującego funkcjonariuszy SG są obecnie nieznane, ale błędy językowe każą przypuszczać, że znów mamy do czynienia z aktorami zagranicznymi. Co jeszcze wiedzą o polskich służbach ci, którzy publikują te materiały?

;

Udostępnij:

Anna Mierzyńska

Analizuje funkcjonowanie polityki w sieci. Specjalistka marketingu sektora publicznego, pracuje dla instytucji publicznych, uczelni wyższych i organizacji pozarządowych. Stała współpracowniczka OKO.press

Komentarze