Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...
19 listopada 2020

PiS odrzucił społeczną kandydatkę na RPO. Dogada się z PSL i wybierze kogoś innego?

Jeden głos zdecydował o negatywnej opinii Komisji Sprawiedliwości dla społecznej kandydatki na Rzecznika Praw Obywatelskich. "Jeśli ja nie jestem waszym kandydatem, to gdzie on jest?" - pytała Zuzanna Rudzińska-Bluszcz posłów PiS. Nad wyborem RPO wisi pytanie: co zrobi PSL?

Aktualizacja: W piątek 20 listopada 2020, 41 minut po północy Zjednoczona Prawica po raz drugi odrzuciła kandydaturę Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz na Rzecznika Praw Obywatelskich. Za były 204 głosy, przeciw - 244. Oprócz obozu rządzącego przeciwko kandydatce społecznej była cała Konfederacja i dwóch posłów PSL-Kukiz'15: Stanisław Tyszka i Jacek Tomczak. Dwóch innych posłów tego klubu wstrzymało się od głosu (Paweł Kukiz i Paweł Szramka), a trzech nie wzięło udziału w głosowaniu.

Za była Małgorzata Wasserman z PiS, prawdopodobnie przez pomyłkę.

„Mija sto dni, odkąd minął termin zgłaszania kandydatur na Rzecznika Praw Obywatelskich. Obywatele czekają na Rzecznika. Minęło 5 posiedzeń Sejmu, trzy posiedzenia komisji sprawiedliwości i praw człowieka, marnujemy czas, pieniądze” - mówił, przedstawiając Rudzińską-Bluszcz poseł Lewicy Krzysztof Śmiszek. Kiedy powiedział „Pani już została rzecznikiem obywatelskich spraw", z ław PiS odpowiedział mu śmiech.

Co dalej z RPO? Poniżej analizujemy możliwy rozwój sytuacji.

Trzy godziny i czterdzieści jeden minut dał poseł PiS Marek Ast kandydatce na Rzecznika Praw Obywatelskich, by stawiła się na przesłuchaniu w Sejmie. Po godzinie 11:00 Zuzanna Rudzińska-Bluszcz otrzymała pismo, w którym szef sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka informuje ją, że posiedzenie odbędzie się tego samego dnia o godzinie 15:00.

„To rodziło ryzyko, że na to posiedzenie nie dotrę. Na szczęście byłam w Warszawie” - mówiła już w Sejmie. A gdyby akurat była w Szczecinie albo w Rzeszowie?

Ostatecznie kandydatka dojechała na posiedzenie, przebijając się przez barierki otaczające Sejm.

Dotąd unikała konfrontacji z PiS, nawoływała do „sklejania Polski". Tym razem Rudzińska-Bluszcz powiedziała wprost, że niedrukowanie ustawy covidowej to „bezprawie konstytucyjne", a w sprawie decyzji TK o aborcji zgadza się ze zdaniem odrębnym prof. Leona Kieresa.

A komisja, w której większość ma PiS, jednym głosem wydała negatywną opinię. Było 12 (PiS) do 11 (KO i Lewica), wstrzymał się Konrad Berkowicz z Konfederacji. W głosowaniu nie wziął udziału poseł PSL Krzysztof Paszyk, choć wcześniej był obecny i deklarował poparcie Rudzińskiej-Bluszcz. Zachowanie przedstawiciela ludowców jest istotne, bo to PSL, a dokładniej senatorowie ludowców mogą zdecydować o tym, kto ostatecznie zostanie Rzecznikiem Praw Obywatelskich. Bez nich PiS nie ma większości w Senacie i nie wybierze RPO drogą parlamentarną.

Paszyk powiedział OKO.press, że brak jego głosu wynika z problemu technicznego z tabletem i rozważa złożenie skargi. W październiku skarga posłanki Lewicy Anny Marii Żukowskiej doprowadziła do reasumpcji głosowania w komisji. Nie zmieniło to jednak wyniku głosowania.

PiS jest bowiem zdeterminowany, żeby Rudzińską-Bluszcz odrzucić. We wrześniu skończyła się kadencja Adama Bodnara, a nowego Rzecznika Praw Obywatelskich nie ma. PiS nie zgłasza własnego kandydata, a jednocześnie blokuje kandydatkę organizacji społecznych.

Głosowanie plenarne ma się odbyć w czwartek po godz. 14:00.

Zuzanna Rudzińska-Bluszcz kandyduje po raz drugi i po raz drugi jest jedyną kandydatką zgłoszoną na urząd RPO przez organizacje społeczne. Popiera ją 1196 organizacji. Formalnie jej kandydaturę wniosły kluby Koalicji Obywatelskiej i Lewicy, a popiera PSL. Za pierwszym razem głosami PiS Sejm ją odrzucił. Stało się to tego samego dnia, kiedy Trybunał Konstytucyjny ogłosił decyzję w sprawie aborcji - 22 października 2020.

Lekceważenie organu konstytucyjnego

„Niebywała sytuacja. Deprecjonowanie organu konstytucyjnego” - komentował w Sejmie poseł KO Michał Szczerba zaproszenie kandydatki w ostatniej chwili.

Podobnie mówiła posłanka KO Magdalena Filiks: „Jeszcze dzisiaj rano nie było wiadomo, kiedy to posiedzenie się odbędzie.

To jest znak arogancji tej władzy, brak szacunku dla obywateli, dla tych wszystkich organizacji, które zgłosiły tą kandydatkę. Jaki przykład daje PiS-owski Sejm innym urzędom w tym kraju? Jeśli w tak niegrzeczny sposób PiS traktuje kandydatkę do jednego z najważniejszych urzędów w tym kraju”.

Filiks dodała, że nawet godzina, na którą została zwołana komisja, nie została dotrzymana i Zuzanna Rudzińska-Bluszcz musiała czekać pod drzwiami.

Przewodniczący Marek Ast tłumaczył się potem, że nie chciał sprawiać „niedogodności" i że on też nie wiedział do ostatniej chwili, czy wybór RPO znajdzie się w porządku obrad. Dodał, że gdyby Rudzińska-Bluszcz nie mogła przyjść, „byśmy się dostosowali".

Chaos w Sejmie. Na zewnątrz barierki

Nie pierwszy raz Zuzanna Rudzińska-Bluszcz spotyka się w Sejmie z lekceważeniem. We wrześniu media społecznościowe obiegło jej zdjęcie, kiedy czekała na sejmowym korytarzu na głosowanie, które ostatecznie się nie odbyło.

O posiedzeniach dowiaduje się z internetu, często w ostatniej chwili.

„Znajdujemy się w momencie kryzysu, wyzwań nieznanych od dziesięcioleci - w momencie, w którym rola RPO jest kluczowa. Lekceważące podejście do tej instytucji i tricki mające na celu jej osłabienie, uderzają w nas, obywateli” - skomentowała w rozmowie z OKO.press Zuzanna Rudzińska-Bluszcz.

Jednak nagłe wezwanie kandydatki to przede wszystkim efekt uboczny dezorganizacji prac Sejmu. W tym efekt żonglowania przez PiS terminami posiedzeń w rytm wewnątrzkoalicyjnych negocjacji. Posiedzenie, które miało się odbyć dwa tygodnie wcześniej, marszałek Elżbieta Witek przełożyła. Z jednej strony, nie było wiadomo, czy będzie większość sejmowa dla planowanych ustaw. Z drugiej - PiS chciał przeczekać protesty aborcyjne.

W środę 18 listopada jednocześnie odbywało się kilka posiedzeń komisji. Niektórzy posłowie brali udział w kilku naraz i dlatego mylili się w głosowaniach. Tak właśnie tłumaczył się w rozmowie z OKO.press poseł PSL Krzysztof Paszyk. Równolegle do komisji sprawiedliwości śledził prace komisji finansów.

W dodatku przesłuchanie kandydatki na RPO odbywało się w budynku Sejmu bronionym jak twierdza przez ogromne siły policji. Jak pisaliśmy, ściągnięto nawet 3 tysiące policjantów z całego kraju.

„Sejm wygląda jak willa Łukaszenki” - stwierdziła Magdalena Filiks (KO) na komisji sprawiedliwości.

Co zrobi PSL?

„Słyszę, że nie jestem wasza, a jednocześnie kandyduję, nie mając kontrkandydata. Jeśli ja nie jestem waszym kandydatem, to gdzie on jest?” - pytała posłów PiS Zuzanna Rudzińska-Bluszcz.

Bo PiS faktycznie do dziś nie ujawnił, kogo chce zrobić Rzecznikiem Praw Obywatelskich. Na razie funkcję tę wciąż pełni Adam Bodnar, mimo że kadencja upłynęła mu 9 września 2020. Posłowie PiS (w tym Marek Ast) zaskarżyli do Trybunału Konstytucyjnego przepis, który to Bodnarowi umożliwia, ale posiedzenie w tej sprawie jest wciąż przekładane. Ma się odbyć 3 grudnia.

W międzyczasie obóz rządzący poszukuje osoby, która mogłaby pełnić tę funkcję. Kłopot dla PiS-u polega na tym, że RPO ma silne umocowanie konstytucyjne - osobę kandydującą muszą poprzeć zarówno Sejm, jak i Senat. Na Rudzińską-Bluszcz nie chce się zgodzić większość PiS w Sejmie, a większość opozycji w Senacie nie chciała poprzeć np. Bartłomieja Wróblewskiego. Tego samego, który jest współautorem wniosku do TK w sprawie aborcji. O tym, że PiS rozważa jego kandydaturę, donosiła „Gazeta Wyborcza".

A RPO to urząd ważny nie tylko dla obywateli i zdeklarowanych demokratów, ale również dla władzy. Udowodnił to Adam Bodnar, składając skargę na Mateusza Morawieckiego za organizację wyborów. PiS nie chce pozwolić, by RPO został ktoś, nad kim nie będzie kontroli. A jednocześnie raczej nie odda go ziobrystom, np. Marcinowi Warchołowi, który przewijał się na giełdzie nazwisk.

W procesie wyboru RPO kluczowe będzie stanowisko PSL. Kiedy pojawiły się plotki, że PSL mógłby poprzeć kandydaturę Bartłomieja Wróblewskiego z PiS, natychmiast zdementował je wicemarszałek Piotr Zgorzelski, który osobiście spotkał się z Rudzińską-Bluszcz. Dziś jednak słyszymy w Sejmie nieoficjalnie, że jeśli zdecyduje się ona ponownie kandydować, może już nie mieć poparcia ludowców. A bez senatorów PSL opozycja nie ma w izbie wyższej większości.

„Uparta baba”

„Słyszałam już o sobie w trakcie ostatnich miesięcy niejedno" - mówiła Rudzińska-Bluszcz. „Namolna, uparta baba, która pcha się tam, gdzie jej ewidentnie nie chcą. Kandyduje po raz drugi, bo nie umie zrozumieć swojej porażki. Ma ciśnienie na szkło" - cytowała swoich krytyków z Twittera, ale takie rzeczy pisała też o niej prorządowa prasa, m.in. portal wPolityce czy TVP Info.

Dlaczego zatem kandyduje?

„Bo największą satysfakcję przynosi mi praca dla Polski. Bo wierzę w to, że swoją wiedzą i doświadczeniem mogę przyczynić się do tego, żeby ludziom lepiej się w Polsce żyło. Bo jestem państwowcem".

Szanowny Panie Przewodniczący, Szanowne Panie Posłanki, Szanowni Panowie Posłowie.

Znajdujemy się w innej Polsce niż podczas naszego pierwszego i drugiego spotkania. W lipcu, gdy podejmowałam decyzję o kandydowaniu, miałam przed oczami Polskę po wyborach prezydenckich, podzieloną na pół, jakby były to dwa odrębne kraje, dwa plemiona. Tę Polskę chciałam sklejać, dlatego w sierpniu i wrześniu widziałam się ze wszystkimi klubami i kołami parlamentarnymi i mówiłam, że prawa obywatelskie są ziemią niczyją i należy to uszanować. Dziś mamy inną Polskę. Dziś przed oczami mam Polskę każdego dnia śledzącą tragiczny bilans żywych, chorych i zmarłych. Polskę patrzącą na malejącą liczbę personelu medycznego i respiratorów. Polskę liczącą straty związane z prowadzonymi przedsiębiorstwami, Polskę pracowników bojących się o swoją pracę, o dzieci w nauce zdalnej. Polskę w pandemii. Mam też przed oczami Polskę, w której dziesiątki tysięcy Polek i Polaków wyszły na ulicę protestować przeciwko wyrokowi z 22 października 2020 roku. W której ludzie wyszli na ulice nie dlatego, że pandemię lekceważą, ale dlatego że sami czują się lekceważeni. Nie zajmuje się zawodowo polityką. Wiem jednak, że codzienne statystyki oraz protesty uliczne o niespotykanej skali wskazują na jedno - ludzie w Polsce potrzebują teraz jak nigdy silnej i niezależnej ochrony praw człowieka. Ochrony niezależnego organu, który zapewnia im konstytucja. Organu, który stanie po ich stronie.

Tymczasem od 4 miesięcy jestem kandydatką na RPO, a funkcjonuję w stanie zawieszenia. Jestem kandydatką, którą raz już odrzucono - bez dyskusji, bez wskazania z czym się Państwo nie zgadzacie, w czym waszym zdaniem nie gwarantuję dochowania najwyższych standardów na stanowisku Rzecznika. Słyszę nieoficjalnie, w kuluarach: nie jest naszą kandydatką. Nie jest nasza. A równocześnie już drugi raz kandyduję nie mając kontrkandydata. Panie i panowie – jeśli nie ja jestem kandydatem właściwym, gdzie on jest? Mówimy o kluczowym urzędzie, potrzebnym teraz Polakom jak nigdy, a mam wrażenie, że niewielu on obchodzi. Bo jest niewygodny, bo polega przecież na tym, że broni obywatela przed państwem, jest z definicji niezależny od każdej władzy.

Proszę Państwa. To może być ostatnia szansa na mój monolog przed Państwem, więc skorzystam i pozwolę sobie wyrazić szczerze, co o tym myślę. Jako obywatelka żywo przejęta Polską. Jako patriotka. Jako matka marząca o jak najlepszym kraju dla swojego syna.

Proszę Was o to, byście odłożyli na bok wszystkie stereotypy, które macie na mój temat, codziennie suflowane przez twittera, i wysłuchali mnie.

Premier Mateusz Morawiecki powiedział trzy tygodnie temu, że Polskę czekają najtrudniejsze czasy od co najmniej 30 lat. Że przed nami ogromne wyzwania. Zgadzam się z tym. Przed Polską wyzwania, których nie rozwiążemy dotychczasowymi sposobami.

Dlatego:

Po pierwsze: zacznijmy prawdziwy dialog społeczny. Zobaczmy się, bez obrażania się nawzajem. Mówicie Państwo, że chcecie rozmawiać ze społeczeństwem, że jesteście otwarci na dialog. Pokażcie, że ma dla Was znaczenie głos ponad tysiąca organizacji społecznych, które popierają moją kandydaturę. Przyznam, że nienawykła do zwyczajów parlamentarnych, byłam zaskoczona buczeniem na sali plenarnej w reakcji słowa posła Krzysztofa Śmiszka, który mówił ze popierają mnie organizacje od lewa do prawa. Kto z Państwa poświęcił choć minutę i wszedł na stronę naszrzecznik.pl, i rzucił okiem na tę listę? Idę o zakład, że znajdą Państwo organizację ze swoich okolic, ze swojego okręgu wyborczego, ze swojego obszaru zainteresowania. Z tej listy wyłania się Polska ludzi, którym nasz kraj nie jest obojętny. Tak jak nam.

Po drugie: o merytorycznych kwestiach rozmawiajmy merytorycznie. Lekarze, prawnicy, urzędnicy – czy w czasach największych od dekad wyzwań ich największą zaletą ma być że są „nasi”? Czy na tym polega ich wartość? Jakim władcą stanie się władca któremu suflują jedynie klakierzy? Słyszałam już o sobie w trakcie ostatnich miesięcy niejedno. Namolna, uparta baba, która pcha się tam, gdzie jej ewidentnie nie chcą. Kandyduje po raz drugi, bo nie umie zrozumieć swojej porażki. Ma ciśnienie na szkło. Taki jest poziom rozmowy na twitterze. Mam nadzieję, że tu możemy wyjść ponadto. Wiecie Państwo dlaczego tak się upieram? Dlaczego jestem tu przed Państwem po raz drugi? Bo największą satysfakcję przynosi mi praca dla Polski. Bo wierzę w to, że swoją wiedzą i doświadczeniem mogę przyczynić się do tego, żeby ludziom lepiej się w Polsce żyło. Bo jestem państwowcem.

Po trzecie i najważniejsze: zadbajcie o obywateli i wybierzcie Rzecznika Praw Obywatelskich. Pokażcie, że to nie jest kolejny przyczółek dla polityka; że nie chodzi o trick jakim można sprawnie obejść senat by wsadzić pełniącego obowiązki. Dobra władza nie powinna się bać Rzecznika Praw Obywatelskich, lecz go słuchać. Wchodzić z nim w dialog. Czym jest Rzecznik jak nie urzędem który pomaga władzy być lepszą, bardziej otwartą na obywateli? Czy nie tego właśnie dziś potrzebuje Polska?

Rzecznik Praw Obywatelskich nie jest i nie może być niczyim przyczółkiem. Nie może brać udziału w wojnie. Jest jak Czerwony Krzyż, który korytarzem humanitarnym dociera do najbardziej potrzebujących.

Do dzieci w kryzysie psychicznym Do przedsiębiorców pozbawionych bezprawnie rekompensaty Do zatrzymanych podczas protestu feministek, i pseudokibiców, którzy tak samo bezprawnie zostali pozbawieni prawnika na komisariacie Do matki bez zasiłku opiekuńczego od 3 miesięcy bo ZUS się nie wyrabia Do ojca który w pandemii nie może spotkać swojego dziecka w opiece naprzemiennej Do chorego na koronawirusa, który nie może otrzymać przesyłki poleconej Do seniora który umiera w samotności, na 4 piętrze bez windy Do nas, gdy tego będziemy potrzebować. Oddając dziś głos, zastanówcie się nad rolą RPO – rolą nie dla polityków, tylko dla osób z zaufaniem społecznym, które dla żadnej z partii nie będą „nasze”.

Mówicie Państwo że chcecie rozmawiać ze społeczeństwem, że chcecie dialogu, rozmowy? To pokażcie tę wolę. Udowodnijcie to. Zacznijcie rozmawiać. Z obywatelami na ulicy. Z 1000 organizacji które reprezentuję.

Zanim będzie za późno.

PiS chce wiedzieć, czy kandydatka popiera strajki kobiet

Zabiegając o poparcie większości sejmowej Rudzińska-Bluszcz spotkała się m.in. z wiceprezesem PiS Adamem Lipińskim, wicerzecznikiem PiS Radosławem Foglem i Andrzejem Derą z Kancelarii Prezydenta.

Jednak podczas poprzedniego przesłuchania PiS Rudzińską-Bluszcz ignorował. Przewodniczący Ast był uprzejmy, ale zadał jej tylko jedno pytanie (o stosunek do reform sądowych PiS). Sprawiało to wrażenie, że nie traktuje jej jako poważnej kandydatki. Dodatkowym afrontem było to, że posłem sprawozdawcą został Jan Kanthak z Solidarnej Polski, który ani razu nie zabrał głosu.

Tym razem obszernie wypowiedział się Krzysztof Lipiec z PiS. Najpierw odniósł się do głosów opozycji. „Nie widzę dobrej woli, gdyby wasza wola była odmienna i autentyczna, dzisiaj wasze wystąpienia powinny być w zupełnie innym duchu” - mówił. Zlekceważył poparcie 1 196 organizacji: „To fajnie, że tysiąc organizacji poparło kandydatkę. Wiecie ile funkcjonuje [W Polsce] organizacji? Ponad 140 tysięcy”.

W końcu zadał jej trzy pytania:

  • czy zgadza się ze stwierdzeniami o „tak zwanym Trybunale Konstytucyjnym";
  • „jaka jest jej ocena w kontekście ostatnich ustaleń UE wdrożenia procedury praworządności";
  • jaki jest „jej osobisty stosunek do orzeczenia TK w kontekście aborcji eugenicznej" i czy popiera trwające protesty.

Kandydatka odpowiedziała:

  • „decyzję TK podjął w składzie, co do której istnieją uzasadnione wątpliwości, orzekały osoby wybrane na miejsca już zajęte przez trzech sędziów, wątpliwości może też budzić udział p. Krystyny Pawłowicz";
  • „mam szereg zastrzeżeń, decyzję w sprawie aborcji powinien podejmować parlament, po wszechstronnych konsultacjach, po przejściu wszystkich etapów procesu legislacyjnego, wpłynęło kilka projektów, które były konsekwentnie odrzucane w pierwszym czy drugim czytaniu, zamierzeniem było uniknięcie konsekwencji politycznych";
  • „kolejną kwestią jest nie wzięcie pod uwagę praw kobiet [w tym wyroku], tutaj całkowicie zgadzam się ze zdaniem odrębnym prof. Kieresa";
  • „Polska jest demokratycznym państwem prawnym, natomiast niektóre zmiany wprowadzane przez parlament podważają ten fundament, jak kwestia tego, czy TK w takim czy innym składzie wydaje wyroki. Do czego to prowadzi? Do niepewności. Na końcu dnia traci na tym obywatel”.

Wcześniej, odpowiadając na pytanie Kamili Gasiuk-Pihowicz, Rudzińska Bluszcz powiedziała: „Niepublikowanie ustawy covidowej jest bezprawiem konstytucyjnym, bo tak to trzeba nazwać”.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne