"Mamy dokładne wyliczenia i wiemy, że po prostu budżetu na to nie stać" - stwierdził Stanisław Karczewski. Jeśli rząd faktycznie ma jakieś wyliczenia, to wciąż ich nie przedstawił, pokazał jedynie zawyżone szacunki. Tymczasem dodatek, którego domagają się protestujący, w podstawowej wersji stanowiłby ok. 0,4 proc. wydatków budżetu. Polskę na to stać

„Bardzo szybko i sprawnie podjęliśmy kroki wychodzące naprzeciw” – stwierdził marszałek Senatu Stanisław Karczewski podczas rozmowy w radiowej Trójce.

Chodzi o działania rządu wobec protestujących w Sejmie osób ze znaczną niepełnosprawnością i ich opiekunów. OKO.press ma tutaj spore wątpliwości, bo wydaje się nam, że ani szybko, ani sprawnie, a podstawowy postulat protestujących – dodatek 500 zł dla rencistów socjalnych – nie jest spełniony.

I właśnie temu postulatowi marszałek Karczewski 16 maja 2018 poświecił osobny, krótki komentarz. Dopytywany, co z 500 zł w gotówce dla dorosłych osób ze znaczną niepełnosprawnością, których domagają się protestujący w Sejmie,

Karczewski powiedział: „mamy dokładne wyliczenia i wiemy, że po prostu budżetu na to nie stać”.

Czy rzeczywiście polskiego państwa nie stać na spełnienie tego postulatu?

Rzekomy barter zamiast pieniędzy

Przypomnijmy. Protest osób z niepełnosprawnością i ich opiekunów trwa już prawie miesiąc (od 18 kwietnia). Protestujący rozpoczęli go domagając się natychmiastowej realizacji dwóch postulatów:

  • zrównania kwoty renty socjalnej z najniższą rentą ZUS z tytułu całkowitej niezdolności do pracy wraz ze stopniowym podwyższaniem tej kwoty do równowartości minimum socjalnego obliczonego dla gospodarstwa domowego z osobą niepełnosprawną;
  • wprowadzenia dodatku rehabilitacyjnego dla osób niepełnosprawnych w stopniu znacznym, niezdolnych do samodzielnej egzystencji po ukończeniu 18 lat w kwocie 500 zł miesięcznie, bez kryterium dochodowego.

Dotychczas protestującym udało się wywalczyć tylko spełnienie pierwszego postulatu – renta socjalna wzrośnie o ok. 165 zł – do 1030 zł od września 2018 z wyrównaniem od czerwca. To stosunkowo mało kosztowna dla budżetu państwa podwyżka – koszt wyniesie ok. 550 mln zł rocznie.

A co z drugim postulatem? Tutaj rząd nie tylko nie jest skłonny do negocjacji – politycy PiS atakują protestujących m.in. sugerując, że pieniądze ze świadczenia mogą być źle wykorzystane.

Zamiast tego rząd przygotował pakiet ułatwień w dostępie do rehabilitacji i artykułów medycznych. Twierdził, że jego propozycja będzie stanowić dla rodzin równowartość 520 zł miesięcznie, choć szybko się okazało, że ta kwota nie była oparta na żadnych wiarygodnych wyliczeniach. Jedyne szacunki jakie w ogóle się pojawiły – ze strony szafa NFZ, bo to ta instytucja ma finansować pakiet – mówią o 150 tys. beneficjentów. Eksperci zarzucają rządowi szafowanie pustymi obietnicami lub niemal całkowity brak konkretów. Politycy PiS odrzucają tę krytykę.

„W naszej ocenie postulaty, z którymi pierwotnie przyszły osoby protestujące w Sejmie, zostały spełnione” – stwierdziła Beata Mazurek. „Te postulaty wychodzą naprzeciw oczekiwaniom nie tylko osób protestujących, ale całego środowiska osób niepełnosprawnych”.

Mazurek miała chyba na myśli postawę rządu, bo stwierdzenie, że postulaty, z którymi przyszli protestujący, wychodzą naprzeciw ich oczekiwaniom jest w najlepszym razie truizmem. Dokładnie tej samej frazy o „wychodzeniu naprzeciw” użył Karczewski, zapewne więc znalazła się ona dystrybuowanych wewnątrz partii materiałach, czyli tzw. partyjnej narracji. W sprawie postulatu finansowego rząd najwyraźniej nie może jednak „wyjść naprzeciw”, bo – jak twierdzi Karczewski – budżetu państwa na to nie stać. Czy rzeczywiście?

Wersja podstawowa – 1,63 mld zł.

Protestujący w Sejmie chcą wprowadzenia świadczenia pieniężnego

dla osób niepełnosprawnych w stopniu znacznym, niezdolnych do samodzielnej egzystencji po ukończeniu 18 lat w kwocie 500 zł miesięcznie.

Ze słów protestujących i przedstawionego przez nich szacunku kosztów wynika, że chodzi o osoby, które otrzymują renty socjalne. Renta socjalna przysługuje osobie, która osiągnęła pełnoletność i która jest całkowicie niezdolna do pracy. Nie przysługuje osobom, które w momencie wypadku prowadzącego do niepełnosprawności miały więcej lat niż 18 lat (lub 25 lat – jeśli byli uczniami, studentami lub doktorantami).

  • Zobacz, komu przysługuje renta socjalna

    Renta socjalna przysługuje osobie, która spełnia dwa warunki:

    • jest pełnoletnia oraz
    • jest całkowicie niezdolna do pracy z powodu naruszenia sprawności organizmu, które powstało
    • 1) przed ukończeniem 18. roku życia albo
    • 2) w trakcie nauki w szkole lub w szkole wyższej – przed ukończeniem 25. roku życia, albo
    • 3) w trakcie studiów doktoranckich lub aspirantury naukowej.

    Renta socjalna przysługuje zatem wyłącznie osobie, która osiągnęła pełnoletność i która jest całkowicie niezdolna do pracy. Osobom, które w momencie wypadku prowadzącego do niepełnosprawności miały więcej lat niż 18 lat – renta nie przysługuje.

    Mogą się za to ubiegać o rentę z tytułu niezdolności do pracy (minimalna wysokość to 1029,80 zł brutto), ale muszą mieć odpowiedni okres składkowy stosowny do ich wieku oraz w ogóle być ubezpieczeni. Niezatrudnieni w czasie wypadku lub zatrudnieni na niektórych rodzajach śmieciówek nie spełniają tego warunku.

272 tys. rent socjalnych = 1,6 mld zł

Według danych ZUS w 2016 roku było 272 tys. osób pobierających rentę socjalną. Jeśli tylko ta grupa miałaby otrzymać dodatkowe pieniądze, to roczny koszt tego świadczenia w budżecie państwa wyniósłby ok 1,6 mld zł – i tak właśnie szacują protestujący.

Protestujący proponują, by nowe świadczenie podnoszono stopniowo. W tym roku jego koszt wyniósłby 272 mln zł., a w kolejnym 1,23 mld zł, a dopiero w 2020 pełny koszt, czyli 1,63 mld zł.

Dla porównania w 2018 roku całość wydatków budżetowych rządu wynosi 397,2 mld zł. Dodatek, którego domagają się protestujący stanowi więc zaledwie 0,4 proc. całości wydatków budżetowych.

Państwo na to stać

1,63 mld zł to nieco ponad czterokrotność rocznych wydatków na IPN. W skali całego budżetu nie jest to kwota całkiem niezauważalna, ale też nie doprowadzi nas do bankructwa.

Sytuacja budżetu państwa nie jest zła, deficyt budżetowy był w 2017 roku najniższy od lat, a Międzynarodowy Fundusz Walutowy właśnie obniżył prognozę deficytu finansów publicznych na 2018 rok – ma on wynieść zaledwie 1,9 proc wobec poprzednio prognozowanych 2,7 proc. Budżet bez trudu udźwignąłby taki niewielki dodatkowy wydatek pozostając bezpiecznie poniżej 3 proc. unijnego limitu deficytu finansów publicznych.

Polska ma też spore rezerwy jeśli chodzi o dochody państwa. Obciążenia fiskalne są raczej niskie na tle Europy, a udział wpływów z podatków w PKB jest u nas znacznie poniżej unijnej średniej. Dziennikarz i publicysta Piotr Wójcik policzył niedawno, że gdyby Polska podniosła podatki do poziomu Niemiec i zaczęła ściągać podobną część PKB w daninach publicznych mielibyśmy w budżecie państwa 64 mld zł nadwyżki. Niemieckie podatki są bardziej progresywne niż nasze – zamożni płacą relatywnie więcej, a mniej zamożni – mniej. Wyższe podatki płacą też firmy, niższy jest za to podatek VAT.

W porównaniu z typowym europejskim progresywnym systemem podatkowym niefortunna (i obraźliwa dla osób z niepełnosprawnością) „danina solidarnościowa”, która zaproponował rząd, jest – jak się ostatecznie okazało – żałosną namiastką.

Ale, powtórzmy, nawet bez zmiany systemu podatkowego dodatkowy wydatek rządu 1,62 mld złotych nie powinien być żadnym problemem.

Wszystko po kolei

„Rząd chce budować lotnisko w Baranowie, co w bliskiej perspektywie na pewno nie jest realne, a w ogóle dyskusyjne, czy potrzebne” – mówi dr Paweł Kubicki z SGH w rozmowie z Ludmiłą Anannikovą w „Gazecie Wyborczej”. „Mamy słynne strzelnice po 2 mln zł sztuka i wojska obrony terytorialnej. Nie uważam, że powinniśmy wydawać 1,5 mld na harcerstwo dla dorosłych”.

„A wyprawka szkolna 300 zł? Po co? Czy ktoś o to prosił? Czy chociaż jedna osoba powiedziała: »Chcę 300 zł, to poważny problem społeczny«”- pyta Kubicki.

Rząd przekonuje, że dodatek wyłącznie dla rencistów socjalnych będzie niesprawiedliwy. W OKO.press argumentowaliśmy, że możliwym i najsprawiedliwszym dostępnym rozwiązaniem jest podniesienie zasiłku pielęgnacyjnego, który otrzymuje znacznie większa grupa świadczeniobiorców niż rentę socjalną. To bardziej kosztowne rozwiązanie, ale również możliwe do udźwignięcia dla budżetu państwa. OKO szacowało też, ile kosztowałoby świadczenie przy jeszcze innych kryteriach –

Kubicki zwraca uwagę, że w innych sytuacjach rządowi w najmniejszym stopniu nie przeszkadza ten niedostatek sprawiedliwości – tak jest choćby z brakiem realizacji wyroku TK o zrównaniu świadczeń opiekuńczych ze względu na moment uzyskania niepełnosprawności (istnieje wykluczona grupa opiekunek i opiekunów osób z niepełnosprawnościami, którzy dostają tylko 520 zł zamiast 1477 zł świadczenia; rząd nic z tym nie robi).

Jednak jeśli rząd nie chce i nie potrafi znaleźć sprawiedliwszego rozwiązania, powinien – tym razem naprawdę, a nie tylko retorycznie – wyjść naprzeciw postulatom protestujących i po prostu spełnić ich postulat, a potem zastanawiać się, w jaki sposób świadczeniem objąć jak największą grupę.

Jeśli rozwinięty kraj nie jest w stanie zapewnić podstawowego bezpieczeństwa finansowego osobom z niepełnosprawnościami, to trudno traktować go poważnie, a wszystkie opowieści o wstawaniu z kolan można włożyć między bajki.

  1. Trudno nam nie zauważyć, że potrzeba „dokładnych wyliczeń” i argument o ograniczoności budżetu jest czymś nowym w wykonaniu Zjednoczonej Prawicy. Przypomnieliśmy sobie wypowiedź, która nieźle to ilustruje. Niech to będzie komentarz do tej niespodziewanej troski Stanisława Karczewskiego o stan finansów publicznych.

„Chyba prof. Rybiński wysunął taki pomysł: 1000 zł na jedno dziecko” – mówił Jarosław Kaczyński w rozmowie z Danutą Holecką w TVP. „Obliczyłem to sobie w pamięci, bo nieźle liczę w pamięci, że to jest kompletnie nierealne. I pomyślałem, że trzeba znaleźć jakąś inną formułę, ale trzeba to zrobić. I wyszło, że 500 zł na drugie dziecko i każde kolejne jest realne”.

Koszt „Rodziny 500 plus” – programu, który zresztą wielokrotnie w OKO.press chwaliliśmy, pomimo pewnych jego niedostatków – jest piętnaście razy większy niż koszt postulatu RON. To akurat łatwo obliczyć w pamięci.

Redaktor i dziennikarz OKO.press. Tłumacz literatury. Pisze o polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym