Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 17.12.2025 Warszawa , ul Wiejska , Sejm . Sejm nie odrzucil weta prezydenta wobec tzw. ustawy lancuchowej . N/z Wicemarszalek Sejmu Monika Wielichowska . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl17.12.2025 Warszawa ...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

W niedzielę 8 marca 2026 członkowie Koalicji Obywatelskiej wybierali nowych szefów regionów i powiatów. W lokalnych biurach partii w całej Polsce działały komisje wyborcze, które wydawały karty do głosowania, a po zakończeniu przystąpiły do liczenia głosów. O funkcję szefa partii na przewodniczącego ubiegał się tylko jeden kandydat – premier Donald Tusk, który otrzymał 97 proc. głosów. 379 osób zagłosowało przeciwko.

Niedzielne wybory były pierwszym sprawdzianem dla ugrupowania, kiedy to Platforma Obywatelska połączyła się z Nowoczesną oraz Inicjatywą Polską, tworząc wspólną strukturę pod szyldem Koalicji Obywatelskiej.

W wyborach wzięło udział 78 proc. uprawnionych, oddano ponad 16,6 tys. głosów.

W dwóch regionach złożono protesty wyborcze: na Dolnym Śląsku i Podkarpaciu. W podkarpackich strukturach partii wygrał wiceminister MSZ Paweł Kowal. Jego kontrkandydatką była pochodząca z Krosna posłanka KO Joanna Frydrych. Jej komitet złożył protest wyborczy, twierdząc, że w głosowaniu wzięły udział osoby o nieuregulowanych składkach członkowskich, co miałoby je wykluczyć z możliwości wybierania przewodniczącego.

Jedna najbardziej zaciętych rywalizacji była na Dolnym Śląsku. Wiceminister rozwoju i technologii Michał Jaros na Dolnym Śląsku dostał 949 głosów, a wicemarszałkini Sejmu Monika Wielichowska – 943, czyli przegrała tylko sześcioma głosami. Wielichowska w poniedziałek wydała oświadczenie, a jej komitet złożył protest wyborczy.

Według niej w Komisji Wyborczej we Wrocławiu doszło do nieprawidłowości, które mogły wpłynąć na wynik wyborów. Wymienia m.in.:

  • brak tajności w głosowaniu,
  • wpływanie na wybór kandydatów,
  • jawna agitacja lokalach wyborczych na rzecz jej kontrkandydata.

Bałagan, chaos i ponowne liczenie głosów

Politycy, z którymi rozmawiamy, tłumaczą w rozmowie z OKO.press, że w niektórych lokalach wyborczych był bałagan, a komitety nie panowały nad tajnością głosowania. Miało dochodzić nieprawidłowości: np. jeden z działaczy miał wskazywać innym na karcie, na kogo powinni głosować. Stoły, przy których można było oddać głos, nie były osłonięte np. kotarą.

„Poprosiliśmy, by na nowo zorganizowano miejsce, by zostały zachowane zasady tajności. W końcu ktoś postawił kartony przyniesione ze sklepu spożywczego, które miały odgradzać głosujących. Okropnie to wyglądało” – mówi jedna z działaczek.

„Wcześniej każdy mógł zobaczyć, na kogo się głosuje. Dużo osób agitowało przed lokalem wyborczym i w samych lokalach, a regulamin KO zabrania prowadzenia kampanii wyborczej w dniu wyborów” – słyszę.

Zdjęcia z głosowania, które ujawniają nieprawidłowości publikował w mediach społecznościowych wrocławski dziennikarz Marcin Torz.

Zdjęcia na portalu X z komisji wyborczych KO opublikowane przez dziennikarza Marcina Torza, 10 marca 2026 roku

„Wszyscy śmiali się z Polski 2050, że nie umie przeprowadzić nawet internetowych wyborów. A tu jedna z największych partii w Polsce doprowadza do takiej klapy wizerunkowej, którą już wykorzystują nasi przeciwnicy z innych partii” – mówi nam jeden z wrocławskich polityków.

O nieprawidłowościach podczas wyborów w Koalicji Obywatelskiej rozpisywali się w mediach społecznościowych politycy PiS. „Partia, która nie potrafi przeprowadzić wyborów na szefa regionu, rządzi dziś Polską” – napisała na portalu X była minister edukacji, posłanka PiS Anna Zalewska. Wtórował jej poseł PE Waldemar Buda: „Naruszenie tajności, agitacja w lokalu wyborczym, a wręcz wskazywanie konkretnego kandydata, nie to nie Białoruś, to wybory w Koalicji Obywatelskiej i próba generalna przed wyborami w 2027” – pisał.

Wybory w Koalicji Obywatelskiej wyśmiał także szef wrocławskich struktur PiS Paweł Hreniak. „W Dolnośląskiej Koalicji Obywatelskiej niezły cyrk (...) Kampania też przebiegała w demokratycznej” atmosferze – obie strony szukały haków na kontrkandydata i jego środowisko. Dodatkowo posłowie KO w większości poparli Wielichowską, co w przyszłości na pewno wygeneruje kolejne konflikty” – pisał na portalu X.

Wielichowska wydawała się zdecydowaną faworytką regionalnych wyborów Koalicji Obywatelskiej. Komisja we Wrocławiu głosy liczyła po kilka razy, a wyniki wyborów poznano bardzo późnym wieczorem. „Wszystkie dane z protokołów były poprawne i nie zauważyłem żadnych nieprawidłowości. Trudno mi jednak dokładnie ocenić, jak przebiegały prace w poszczególnych komisjach powiatowych. Wiem natomiast, że we Wrocławiu głosy były liczone bardzo dokładnie” – mówi w rozmowie z OKO.press Wojciech Lech, przewodniczący regionalnej komisji na Dolnym Śląsku.

Z powodu zamieszania z liczeniem głosów i bardzo małą przewagą kontrkandydata, Wielichowska wynik zakwestionowała.

„Nie dziwię się jej. Nie można takich kwestii chować pod dywan. Wielichowska ma prawo, by złożyć protest, też bym tak zrobiła. Wybory powinny przebiegać w sposób transparentny i profesjonalny i nie powinny u nikogo budzić wątpliwości” – mówi OKO.press jedna z działaczek.

Jak mówiła na konferencji wicemarszałek i krajowa komisarz wyborcza KO Dorota Niedziela, rozpatrzenie protestu wyborczego może zająć około tygodnia. Działacze KO powiedzieli nam, że jeśli komisja wyborcza taki protest uzna, to albo zostaną ponownie przeliczone głosy, albo komisja wyda decyzję, by w przyszłości nie dochodziło do takich nieprawidłowości.

„Mam nadzieję, że ten protest zostanie poważnie rozpatrzony, ale nie sądzę, by wybory zostały powtórzone” – mówi jedna z polityczek KO sympatyzująca z Wielichowską.

„Już i tak za dużo zamieszania z tego wyszło, a przewodniczący Tusk nie będzie chciał, by o temacie się mówiło” – dodaje inny polityk. Jak się nieoficjalnie dowiadujemy, Donald Tusk jest niezadowolony z tego, że Wielichowska złożyła protest. „Nic dziwnego. Powinniśmy teraz zawrzeć szeregi i wspólnie przygotować się na wybory w przyszłym roku. Jeśli sprawa będzie się ciągnąć, opozycja będzie miała z tego pożywkę” – ocenia jeden z lokalnych działaczy.

Faworytka Tuska i syn marnotrawny Jaros

Monika Wielichowska jest posłanką Koalicji Obywatelskiej z okręgu wałbrzyskiego. W Sejmie zasiada od 2007 roku, ale zanim trafiła do Warszawy, pracowała w samorządzie i pełniła funkcję starosty kłodzkiego. W ostatnich wyborach parlamentarnych była mocno zaangażowana w kampanię Koalicji Obywatelskiej. Wcześniej była stosunkowo mało znana, ale podczas kampanii wyborczej w 2023 roku była nazywana „prawą ręką” Donalda Tuska.

Swój start w wyborach na szefa regionu KO ogłosiła bardzo późno, niecałe trzy tygodnie przed wyborami – 16 lutego.

W partii jest znana i szanowana, uchodzi za polityczkę z doświadczeniem organizacyjnym. „Jest bardzo pracowita i inteligentna. Działacze lubią ją za bliskie relacje z Tuskiem, dzięki temu może coś załatwić” – mówi nam jeden z polityków.

„Jaros jest silniejszy w strukturach. Też bardzo pracowity. Będzie siedział do późnych godzin nocnych z działaczami, bo ma czas na rozmowy i to u niego się ceni. Wielichowska nie miała tyle czasu, by prowadzić kampanię, ale i tak świetnie sobie poradziła” – ocenia jeden z polityków.

Wielichowską wspierał m.in. senator KO Grzegorz Schetyna oraz eurodeputowany i były prezydent Wrocławia Bogdan Zdrojewski. „Zwycięstwo Moniki Wielichowskiej byłoby dla KO nieco lepsze niż Michała Jarosa” – mówił Zdrojewski w rozmowie z Radiem Rodzina, oceniając, że Jaros, który pracuje w ministerstwie, będzie miał mniej czasu na przygotowanie struktur do wyborów w 2027 roku.

„To kolejny raz, kiedy – wydawałoby się – wszechmocny w KO Tusk przegrywa potyczkę z lokalnym posłem i wiceministrem Jarosem” – napisał dolnośląski polityk i były europoseł Jacek Protasiewicz. Tym samym przypomniał, że historia się powtórzyła, bo pięć lat temu kontrkandydatem Michała Jarosa był ceniony samorządowiec i prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej. Miał wtedy poparcie Donalda Tuska, Grzegorza Schetyny, prezydenta Wrocławia, a przegrał.

Jaros miał wtedy swojemu rywalowi zaproponować dalszą współpracę w regionie, ale – jak pisze Magdalena Kozioł w „Gazecie Wyborczej” – ten jej nie przyjął i do rady regionu nie wstąpił.

„Dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w głosowaniu” – napisał na Facebooku Michał Jaros. „Wysoka frekwencja pokazuje, że Koalicja Obywatelska na Dolnym Śląsku, we Wrocławiu i w Powiecie Wrocławskim jest organizacją żywą, zaangażowaną i gotową do działania” – dodał lider dolnośląskiego ugrupowania.

I podobnie jak pięć lat temu, swojej kontrkandydatce zaproponował współpracę. „Szczególne podziękowania kieruję do Marszałek Moniki Wielichowskiej za jej zaangażowanie i energię w tej kampanii. Chcę zaproponować jej dalszą współpracę w zarządzie regionu, bo Koalicja Obywatelska potrzebuje współdziałania i doświadczenia wszystkich swoich liderów” – pisał.

Nie odniósł się jednak w poście do protestu wyborczego Wielichowskiej. Nam też nie chciał udzielić słów komentarza. Nie wiadomo czy Wielichowska propozycję przyjmie.

Wybory w dolnośląskiej KO są też o tyle ważne, że rozstrzygają się relacje tej partii z obozem ratusza i oskarżonym o korupcję prezydentem Jackiem Sutrykiem. Jaros, który jest przeciwnikiem Sutryka, umocnił swoją pozycję w strukturach partii.

Wielichowska dla „Gazety Wrocławskiej” mówiła, że „współpraca z miastem musi być, także z Jackiem Sutrykiem, bo jest prezydentem i nic nie wskazuje na to, by przestał nim być”.

Sam prezydent Wrocławia oceniał w lutym, że Wielichowska jest szansą, by połączyć różne frakcje w KO, co nie udało się Michałowi Jarosowi, oraz że „nie wyobraża sobie, aby Michał Jaros rządził w mieście, powiecie i regionie”.

Michał Jaros jest w niełasce premiera Donalda Tuska, bo w 2016 roku odszedł z PO do Nowoczesnej, a zmienił partyjne barwy z powodu konfliktu z ówczesnym szefem PO Grzegorzem Schetyną. Jak pisaliśmy w OKO.press, po jego powrocie do partii Schetyna miał kilka razy nie dotrzymać składanych Jarosowi obietnic (Jaros nie został ani kandydatem na prezydenta Wrocławia, ani wiceprezydentem). Młody polityk od zawsze miał ambicje, by startować na prezydenta Wrocławia, ale nigdy nie dostał poparcia od Tuska.

Sutryk nie ma legitymacji partyjnej, choć kojarzony jest z Koalicją Obywatelską. Kończąca się w 2029 roku kadencja jest jego ostatnią.

Kobiety bez władzy

Od swojego powrotu Donald Tusk zapowiadał, że większą rolę w jego partii będą odgrywały kobiety. W zarządzie Koalicji Obywatelskiej jest pięć kobiet: Małgorzata Kidawa-Błońska, Ewa Kopacz, Izabela Leszczyna, Dorota Niedziela, Marzena Okła-Drewnowicz i pięciu mężczyzn: Bartosz Arłukowicz, Borys Budka, Tomasz Siemoniak, Cezary Tomczyk i Rafał Trzaskowski.

Przeczytaj także:

W przypadku regionów dysproporcja jest jednak uderzająca. Prócz Wielichowskiej i Frydrych o władzę w regionach walczyła tylko europosłanka Marta Wcisło, która została nową przewodniczącą struktur lubelskich, wygrywając przewagą 30 głosów.

W partii, jak i w koalicji rządzącej nie ma dziś kobiety, która byłaby w najbliższym kręgu decyzyjnym premiera. Wicepremierami są mężczyźni: Władysław Kosiniak-Kamysz, Radosław Sikorski, Krzysztof Gawkowski. Wicepremierką nie została natomiast Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, szefowa Polski 2050.

;
Na zdjęciu Natalia Sawka
Natalia Sawka

Dziennikarka zespołu politycznego OKO.press. Wcześniej pracowała dla najstarszej światowej agencji informacyjnej Agence France-Presse (2019-2024), gdzie pisała artykuły z zakresu dezinformacji. Przed dołączeniem do AFP pisała dla „Gazety Wyborczej”. Publikowała m.in. w "Dużym Formacie" i "Wysokich Obcasach". Współpracuje z brytyjskim "Financial Times". Prowadzi warsztaty dla uczniów, studentów, nauczycieli i dziennikarzy z weryfikacji treści. Doświadczenie uzyskała dzięki licznym szkoleniom m.in. Bellingcat. Uczestniczka wizyty studyjnej „Journalistic Challenges and Practices” organizowanej przez Fulbright Poland. Ukończyła filozofię na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie pisała magisterkę z teorii konfliktu Carla Schmitta. Obroniła także licencjat na filologii angielskiej w warszawskim SWPS.

Komentarze