08 czerwca 2022

Kazachstan: Demonstracje przeciw Rosji nie są już blokowane przez władze

„Rosja zaczęła wyraźnie zaczepiać Kazachstan, pojawiły się głosy, że »denazyfikować« trzeba również i nas. Obawiano się powtórzenia ukraińskiego scenariusza" - mówi kazachski aktywista. Jednocześnie władze ułatwiają migrację do Kazachstanu rosyjskiego biznesu uciekającego przed sankcjami

Kazachowie zadecydowali w referendum o wykreśleniu z konstytucji Nursułtana Nazarbajewa. W teorii to następny krok w stronę nowego ustroju państwa, którym w styczniu 2022 roku wstrząsnęła krwawo stłumiona i zapomniana dziś rewolucja. Arsen Aubakirow, kazachski obrońca praw człowieka, tłumaczy ile te zmiany oznaczają w praktyce i jaki wpływ na Kazachstan mają rosnące napięcia z Rosją na tle wojny w Ukrainie.

W niedzielę 5 czerwca 68 proc. uprawnionych do głosowania obywateli Kazachstanu oddało głos w referendum dotyczącym zmian w konstytucji. Według oficjalnych danych aż 77,18 proc. głosujących zagłosowało za wprowadzeniem zmian do konstytucji, 18,66 proc. było im przeciwne.

Niezależni obserwatorzy donosili o licznych naruszeniach procesu głosowania. Wiele niepokojących informacji dochodziło z Ałmaty, gdzie część naruszeń udało się zarejestrować na wideo. Większość z nich dotyczyła sztucznego pompowania frekwencji.

Przegłosowane zmiany znoszą przywileje dla odsuniętego od władzy w styczniu 2022 roku Nursułtana Nazarbajewa, niepodzielnie rządzącego Kazachstanem od 1991 do 2019 roku. Władze teoretycznie realizują tym samym następny postulat, który wybrzmiał z ust Kazachów w trakcie styczniowych protestów.

Referendum odbyło się jednak w cieniu wojny w Ukrainie. To ona w dużej mierze wyznacza kierunek działań kazachskich władz, szczególnie na arenie międzynarodowej. Kazachstan, podobnie jak wszystkie inne państwa Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB), nie poparł inwazji na Ukrainę i odmówił udziału w tym konflikcie. Jedynym wyjątkiem był przykuty do Putina Łukaszenka, którego wpływy Rosji utrzymują u władzy w Białorusi.

Kazachstan oddala się od Rosji, mimo że jeszcze w styczniu 2022 roku, nieco ponad miesiąc przed inwazją na Ukrainę to głównie rosyjskie wojska przyjechały do Kazachstanu w ramach „misji pokojowej” ODKB na wyraźną i publiczną prośbę Kasyma-Żomarta Tokajewa, obecnego prezydenta Kazachstanu. Strach przed pacyfikacją kazachskiego społeczeństwa przy udziale obcych wojsk znacznie przyczynił się do ustania niepokojów.

Rewolucja, której nikt się nie spodziewał

W pierwszych tygodniach stycznia 2022 roku Kazachowie masowo wyszli na ulice protestować przeciwko podwyżce cen gazu. Demonstracje ogarnęły wszystkie największe miasta i znaczną część mniejszych miejscowości. Gospodarcze postulaty demonstrantów szybko przekształciły się w polityczne – odsunięcie od władzy Nazarbajewa i pozbawienie go wpisanego w konstytucję immunitetu i przywilejów.

Władze kraju, rozdzielone między klan Nazarbajewa i otoczenie Tokajewa zdecydowały się na opanowanie sytuacji przemocą. W Kazachstanie całkowicie odcięto internet, a na ulicach doszło do starć wojska, policji i uzbrojonych napastników bez wyraźnej afiliacji politycznej. Kraj pogrążył się w całkowitym chaosie, a Tokajew rozkazał „strzelać do terrorystów bez uprzedzenia”, nie wskazując jednoznacznie, kto ma być tym terrorystą.

Według oficjalnych danych w trakcie styczniowych protestów w Kazachstanie zginęło 238 osób. Co najmniej osiem z nich straciło życie w ośrodkach czasowego pozbawienia wolności. Władze nie upubliczniły jednak listy zabitych, a jedyne konkretne, oficjalne dane o ofiarach dotyczą funkcjonariuszy resortów siłowych.

Społeczeństwo obywatelskie próbuje na własną rękę odtworzyć przebieg wydarzeń ze stycznia 2022 roku. Jeden z takich projektów, „Ofiary Krawawego Stycznia”, organizuje Radio Azattyk [red. kazachska filia radia Wolna Europa].

Do głosu dochodzą sami torturowani i rodziny ofiar tłumienia demonstracji. Przedstawiciel Koalicji Nowego Pokolenia Obrońców Praw Człowieka, Arsen Aubakirow tłumaczy OKO.press, co tak naprawdę oznacza czerwcowe referendum oraz jaki wpływa na wydarzenia w Kazachstanie mają wojna w Ukrainie i imperialne zapędy Rosji.

Nikita Grekowicz: Jak Kazachowie zareagowali na inwazję Rosji na Ukrainę? Jaka narracja dominuje w Kazachstanie – rosyjska czy reszty świata? A może jest specyficzna dla Kazachstanu?

Arsen Aubakirow: Większość naszego społeczeństwa popiera Ukrainę, podobnie jak reszta świata. Kazachowie dali temu czynny wyraz organizując zbiórki pieniędzy i pomocy humanitarnej. Mieliśmy też liczne wystąpienia publiczne, jak choćby duży protest pod ambasadą Rosji w Astanie. Do Ukrainy pojechało wielu ochotników i wolontariuszy, w tym medyków.

Odbywa się wiele pokojowych zebrań i protestów. I nawet jeśli ich tematyka nie jest wprost związana z Ukrainą, to na każdym widać i słychać poparcie dla Ukrainy.

Są oczywiście ludzie popierający Rosję, ale to głównie osoby ze starszego pokolenia, które wiadomości czerpią z rosyjskich kanałów propagandowych. Takich ludzi nie jest jednak wiele i nie są oni zbyt aktywni w przestrzeni publicznej.

Czy działania władz pokrywają się z dominującymi wśród Kazachów opiniami? Władze przyzwoliły na demonstrację przeciwko wojnie, podczas której padały hasła mobilizujące kazachskie władze do działania. Czy demonstracje miały jakieś negatywne konsekwencje dla ich uczestników?

Władze nie mają jednolitego podejścia. Ogólnie rzecz biorąc, jeśli spojrzymy na deklaracje i na działania władz, to też nie widać poparcia dla wojny. Ten konflikt bardzo wpływa na sytuację Kazachstanu w kraju i poza jego granicami.

Dobrym wyznacznikiem jest tutaj reakcja władz na protesty. Na początku źle widziani byli zarówno ci protestujący przeciwko wojnie, jak i ci nieliczni ją publicznie popierający. Kiedy rozpoczęły się pierwsze protesty pod ambasadą Rosji, władze starały się je rozpędzać. Jednocześnie w tym samym czasie zatrzymano mężczyznę, który zorganizował jednoosobową pikietę poparcia wojny w Kustanaju. Władze chciały, żeby nikt nie demonstrował.

Teraz demonstracje poparcia dla Ukrainy nie są już blokowane. Podejście władz zmieniło się w kwietniu, kiedy wiceprzewodniczący administracji prezydenta podczas swojej wizyty w Europie zadeklarował publicznie, że Kazachstan będzie się stosował do sankcji wymierzonych w Rosję.

Kiedy z Ukrainy zaczęli wracać wolontariusze, pojawiły się obawy, że władze mogą ich zatrzymać pod pretekstem wspierania obcej armii, co w Kazachstanie jest karalne. Nic takiego się dotychczas jednak nie wydarzyło.

Co się zmieniło, dlaczego władze zaczęły przyzwalać na te głosy wsparcia dla Ukrainy? Czy Kazachowie boją się, że Rosja w pewnym momencie obróci się przeciwko nim? Przecież styczniowe protesty zakończyły się m.in. dlatego, że do Kazachstanu wprowadzono „pokojowe” oddziały ODKB, głównie z Rosji.

Najważniejsze są tutaj powody gospodarcze. Do kwietnia w przestrzeni publicznej krążyła deklaracja ministra gospodarki, który powiedział, że wojna i sankcje dla Rosji to dobra szansa dla Kazachstanu, mogącego się stać bazą logistyczną dla sprzedaży Rosji objętych sankcjami produktów. To wywołało duże niezadowolenie ze strony społeczności międzynarodowej.

Właśnie dlatego opublikowano później oficjalne stanowisko na poziomie administracji prezydenta - by ustrzec się przed konsekwencjami w postaci sankcji. To bardzo duże zagrożenie dla wszystkich sektorów kazachskiej gospodarki, w tym szczególnie dla sektora finansowego. To powód zmiany narracji na temat wojny.

Oprócz tego istnieje inna przyczyna, bardziej polityczna, w samej Rosji.

W północnych i zachodnich rejonach, które graniczą z Rosją, zaczęły się dziać niepokojące rzeczy. W Pawłodarze dwa tygodnie temu wybuchł skandal, bo w sieciach społecznościowych pojawiły się informacje, że jeden z lokali nie wpuszcza nikogo oprócz „czystych Rosjan”. Nie wiem ile było w tym prawdy, ale klub bardzo szybko zakończył działalność. To tylko jeden z wielu przykładów.

Z drugiej strony w Pietropawłowsku znowu popularny stał się temat powrotu do kazachskiej nazwy miasta – Kyzyłżar. Petycja popierająca tę inicjatywę ma dużą popularność.

Poza tym jest jeszcze ważny i duży temat masowej migracji Rosjan do Kazachstanu. Tu też pojawiają się kontrowersje – niektórzy z tych Rosjan odnoszą się bez szacunku do naszej kultury, żartują z języka. Często zresztą ze szkodą dla siebie. Z Rosji do Kazachstanu przenosi się teraz bardzo dużo biznesu – to z kolei rodzi strach wśród miejscowych przedsiębiorców.

Na ostatnim spotkaniu ODKB przy Putinie pozostał tylko Łukaszenka, przykuty do niego na dobre i na złe. Reszta krajów, w tym Kazachstan, opowiedziała się przeciwko wojnie. Czy to znaczy, że władze uznały wojnę w Ukrainie za odpowiedni moment na rozmontowanie zależności?

Władze starają się wykorzystać ten moment, by jak najbardziej zdystansować się od Rosji. Ale jednocześnie państwowe organy pomagają z relokacją rosyjskiego biznesu do Kazachstanu – w praktyce oznacza to ułatwienia podatkowe, legislacyjne i bytowe. Szczególnie w sferze IT. Rosjanie mogą teraz otworzyć konto bankowe w Kazachstanie dzięki uproszczonej procedurze - także przez internet.

Niezadowolenie społeczne wywołane takim obrotem spraw było ogromne. Szybko ograniczono możliwość rejestracji w sieci. Teraz, żeby dostać odpowiedni dokument trzeba znajdować się w Kazachstanie. Tyle że wciąż wielu Rosjan przyjeżdża do Kazachstanu, otwiera konto i wyjeżdża z powrotem. Dzięki temu mogą dokonywać płatności w internecie albo kupować tutaj towary firm, które w ostatnim czasie opuściły Rosję.

Czy władze sprawdzają Rosjan przyjeżdżających do Kazachstanu? To ludzie uciekający z Rosji ze względu na swoje poglądy, zagrożenie utraty zdrowia i wolności? Czy raczej ci szukający obejścia sankcji i gospodarczych utrudnień? Są wśród nich tacy, którzy popierają wojnę?

Wjazd Rosjan do Kazachstanu został bardzo ułatwiony, dlatego przyjeżdżają do nas wszyscy. Przede wszystkim ci, którzy obawiają się o swoje położenie ekonomiczne. Ci sprzeciwiający się wojnie jadą raczej do innych krajów. Do nas przyjeżdżają ludzie szukający możliwości dla prowadzenia biznesu. Jednym ze specyficznych przypadków jest chociażby migracja TikTok house’ów – głośny był przypadek Dani Milohina [red. jeden z najpopularniejszych raperów i tiktokerów w Rosji], który szybko załatwił sobie kazachskie obywatelstwo.

Rozumiem, że wywołuje to napięcia w kazachskim społeczeństwie?

Na pewno było tak na początku. Teraz zachowanie Rosjan się nieco poprawiło, dlatego napięcia też ucichły.

Rosjanie zaczęli publicznie przepraszać, wstawiać inne treści w mediach społecznościowych – chwalą Kazachstan, mówią, że im się tu podoba, itd.

Miejscowi aktywiści stworzyli nawet specjalne broszury ze wskazówkami, jak Rosjanie powinni się zachowywać, na co powinni zwracać uwagę i jakich tematów lepiej nie poruszać.

Pojawiły się swojego rodzaju zalążki asymilacji – tak to nazwę.

Tylko wspomnieliśmy o wydarzeniach stycznia 2022 roku. Świat dzisiaj już zupełnie zapomniał. Setki zabitych, tysiące rannych na ulicach kazachskich miast. Jak to się skończyło? Jaki jest rezultat tych wydarzeń?

Trudno powiedzieć o jakimś podsumowaniu. Wciąż go brakuje, mimo że społeczeństwo obywatelskie bardzo się w to angażuje. Mimo to nie udało się jeszcze odtworzyć pełnego przebiegu styczniowych wydarzeń.

Trwają liczne sprawy karne dotyczące tych wydarzeń. Część oskarżonych to uczestnicy protestów, część dotyczy urzędników, w tym wysoko postawionych członków klanu Nazarbajewa.

Co ważne, wciąż nie mamy jednak oficjalnych i pełnych list osób, które zginęły. Władze na razie dostarczały tylko informacji o zabitych funkcjonariuszach organów siłowych lub wojskowych. Tymczasem cywilnych ofiar było bardzo dużo, nie tylko takich, które poniosły śmierć w trakcie rozpędzania protestów. Dochodziło też do zabójstw albo śmierci w wyniku tortur.

Zresztą tortury to oddzielny temat.

Możemy już z całą pewnością mówić, że tortury były stosowane na masową skalę. Przyznał to publicznie nawet sam Tokajew.

Ale na razie nikt nie poniósł za to odpowiedzialności. Do sądów trafiły bardzo nieliczne sprawy.

Ludzie zaczynają się niepokoić, znów są gotowi publicznie wyrażać niezadowolenie – w mijającym tygodniu przed prokuraturą była nawet demonstracja osób doświadczonych przez tortury.

Czy władze są otwarte na rozwiązanie tej sytuacji i współpracują ze społeczeństwem obywatelskim, czy raczej wykorzystują tę sytuację do załatwienie politycznych interesów?

Robią to w swoim stylu. Z jednej strony starają się uspokoić naród z politycznego i gospodarczego punktu widzenia. Postulaty, od których rozpoczęły się styczniowe protesty, zostały szybko spełnione - ceny na gaz momentalnie i drastycznie obniżono. Władze anonsują też polityczne reformy i przekształcenie ustroju państwa z superprezydenckiego na prezydencki. Tyle że jeśli przyjrzymy się szczegółom, to wygląda to na dosyć kosmetyczne zmiany.

W niedzielę, 5 czerwca, odbyło się referendum o wprowadzeniu zmian do konstytucji. Ale nie było jakoś bardzo promowane. Jedna ze zmian ma realizować potrzeby społeczeństwa – usunąć z konstytucji Nazarbajewa i jego specjalne traktowanie.

Idą za tym też jakieś działania gospodarcze, to znaczy nacjonalizacja niektórych spółek należących do niedawna do klanu Nazarbajewa. Planowana jest również demonopolizacja należącej do klanu Nazarbajewa Kazakhtelecom, która kontrolowała cały rynek telefoniczny w kraju.

Czy władze wskazały winnych? A jeśli tak, to czy rzeczywiście wydają się winnymi, czy raczej padli ofiarami politycznych przetasowań?

W kraju zachodzą teraz ważne procesy gospodarczo-polityczne. Ma miejsce nowy podział zasobów gospodarczych. Jedną z konsekwencji jest to, że część odpowiedzialności za styczniowe wydarzenia przypisuje się byłemu przewodniczącemu komitetu bezpieczeństwa narodowego, Karimowi Masimowi, który znajduje się obecnie w areszcie śledczym. Oskarża się go o zdradę ojczyzny, wykorzystanie stanowiska i szereg innych, równie poważnych przestępstw.

Jego sprawa toczy się jednak za zamkniętymi drzwiami, dlatego jedyne informacje na jego temat pochodzą z oficjalnych źródeł.

Jaki wydarzenia w Ukrainie - i w Rosji - wpływają na ten proces?

Ten wpływ widać szczególnie, gdy przyjrzymy się firmom i spółkom, które zostały objęte sankcjami. W szczególności dotyczy to sektora bankowego, m.in. Sberbanku i Alfa banku. Ich udziały wykupił Narodowy Bank Kazachstanu, Kałychbank, który jest własnością zięcia Nazarbajewa. W ten sposób udało się te aktywa szybko wyprowadzić spod wpływu sankcji.

Niedawno Botakoz Kassymbekowa, kazachska historyczka, na łamach Kultury Liberalnej tłumaczyła, że „nie ma destalinizacji bez dekolonizacji”. Jak Kazachowie odnoszą się dzisiaj do historii ZSSR, do Stalina?

Nasza sytuacja jest bardzo podobna do innych krajów poradzieckich. Dominująca staje się retoryka krytyczna wobec tego okresu. Ten proces rozwija się bardzo aktywnie i, co warto zauważyć, władze go w ogóle nie ograniczają. Organizowanych jest wiele wydarzeń związanych z tożsamością narodową. Mówi się tam dużo o desowietyzacji i dekolonizacji. Często poruszany jest też oczywiście temat Hołodomoru, który dotknął również Kazachstanu. Zginęła wtedy właściwie połowa kazachskiego społeczeństwa, za co jednoznaczną odpowiedzialność ponosi Związek Radziecki.

W tym kontekście Rosja utożsamiana jest właśnie ze Związkiem Radzieckim. Jest odbierana coraz silniej jako agresor i przedstawiciel imperializmu w regionie.

Kazachowie próbują teraz sami pisać własną historię. Tym samym próbują wyrwać się spod wpływu imperium rosyjskiego, Związku Radzieckiego itd. Świetnym na to przykładem jest zresztą artykuł samej Kassymbekowej.

Czy zmiany społeczne w Kazachstanie mogą się dopełnić bez ostatecznego rozliczenia spuścizny Nazarbajewa albo styczniowych wydarzeń?

Próby rozliczenia Nazarbajewa też wpisują się w tę tendencję. Sam Tokajew nieśmiało deklarował, że „nawet biorąc pod uwagę wszystkie zasługi, to przez Nazarbajewa doszło do tak dużego rozwarstwienia społecznego w Kazachstanie”. Władze próbują się wpisywać w nastroje społeczne.

Jednym z przykładów jest nieco populistyczna propozycja zmiany w konstytucji, która w nowej wersji deklaruje, że zasoby naturalne Kazachstanu są własnością kazachskiego narodu, a nie państwa. Nie zmienia to faktu, ze w praktyce to władze wciąż będą zarządzać tymi zasobami, choć brzmi to znacznie lepiej niż wcześniej.

View post on Facebook

Na zdjęciu: Zamalowanie muralu, na którym widniał portret 4-letniej ofiary styczniowych wydarzeń z pytaniem „Kto do mnie strzelał?”

Na ile te proponowane w referendum zmiany są dogłębne? To populistyczne narzędzie, czy rzeczywiście krok w stronę przeformułowania ustroju państwa? Powodowane są strachem przed powtórką ze stycznia, czy raczej wynikają z prawdziwej chęci wyjścia naprzeciw potrzebom społeczeństwa?

Niestety, wszystkie te próby oceniam jako populistyczne. Realnych zmian wciąż nie ma. Przestrzeń możliwości, jakie ma społeczeństwo obywatelskie, pozostaje bez zmian mimo różnych deklaracji władz.

Przykładem może być temat tortur – władze przyznały, że należy je potępić. Zaproponowaliśmy śledztwa w tej sprawie, ale one są blokowane tak jak wcześniej. Co więcej, rząd wyklucza udział w śledztwach dotyczących styczniowych wydarzeń międzynarodowych organizacji.

Analogicznie wygląda sytuacja z blokadami internetu. Władze przyznawały, że to zły mechanizm, a jednak nie zgodziły się na wprowadzenie zmian w prawie, które uniemożliwiłyby odcięcie kraju od komunikacji na wzór tego, co wydarzyło się w styczniu. Status quo się utrzymuje.

Styczniowe wydarzenia na pewno wiele zmieniły – wcześniej Tokajew deklarował, że zaproponuje zmiany jesienią, ale społeczeństwo nie chciało czekać. Dlatego pierwsze propozycje pojawiły się już wiosną. Teraz czas na zmiany w konstytucji.

A na jesień zaplanowano kolejne zmiany ustawodawcze związane z formowaniem i możliwością rejestracji partii politycznych. Pojawiło się kilka nowych ugrupowań, być może nawet pięć lub siedem, ale zostały one dopuszczone do przestrzeni publicznej za zgodą władz. Wszystkie znajdują się tak naprawdę pod kontrolą rządu.

W przyszłym roku najprawdopodobniej dojedzie do wyborów. Wiele wskazuje na to, że czeka nas bardzo gorący okres polityczny.

Na zdjęciu: przeliczanie głosów oddanych w referendum konstytucyjnym 5 czerwca 2022, Foto: strona MSZ Kazachstanu

Udostępnij:

Nikita Grekowicz

Niezależny dziennikarz specjalizujący się w tematach Białorusi i Europy Wschodniej. Od 2022 pracuje w Dziale Edukacji Międzynarodowej Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Od 2009 roku związany ze Stowarzyszeniem Inicjatywa Wolna Białoruś, członek Zarządu Stowarzyszenia w latach 2019-2021. Absolwent Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UW z dyplomem zrealizowanym na kierunku Artes Liberales. Grafik i ilustrator. Z pochodzenia Białorusin.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne