Schetyna bardzo późno wyciągnął wnioski z tego, co pokazywały sondaże, a także wyniki wyborów europejskich i samorządowych. Pytanie, czy na 40 dni przed wyborami Kidawa-Błońska będzie w stanie odcisnąć własne piętno na kampanii KO i udowodnić, że jest samodzielną przywódczynią, a nie kandydatką „wizerunkową”. Kluczowe decyzje przecież już zapadły

Małgorzata Kidawa-Błońska będzie kandydatką Koalicji Obywatelskiej na premiera – ogłosił Grzegorz Schetyna we wtorek 3 września 2019. Szef PO wymienił się z Kidawą-Błońską jedynkami – on wystartuje z Wrocławia, a ona z Warszawy. Miało być odwrotnie.

Jednocześnie kandydatem KO do Senatu w warszawskim okręgu 44 pozostaje Kazimierz Michał Ujazdowski.

Wtorek to ostatni dzień, kiedy partie mogą rejestrować listy do parlamentu.

Na pytanie OKO.press, czy możliwe, żeby premierem ze strony KO była kobieta, Małgorzata Kidawa-Błońska odpowiedziała w lipcu 2019: „Oczywiście, że tak. Kobiety na ważnych stanowiskach to nie kwestia wyobraźni, ale rzeczywistości. Ale dzisiaj bardziej niż sprawy personalne ważniejsze jest zwycięstwo w wyborach, połączenie sił i walka do ostatniego dnia przed ciszą wyborczą”.

Wysunięcie na przód Kidawy-Błońskiej pokazuje, że

Schetyna bardzo późno wyciągnął wnioski z tego, co pokazywały nie tylko sondaże, ale też wyniki głosowania w w wyborach w październiku 2018 i maju 2019.

Widać też, że:

  • KO chce umocnić swoje poparcie wśród kobiet;
  • Schetyna poszedł drogą Kaczyńskiego – uznał, że decydujący wpływ na partię nie musi oznaczać bycia jej twarzą;
  • KO zamierza walczyć o głosy lewicowych wyborców, zwłaszcza w Warszawie.

Ruch Schetyny skupia uwagę opinii publicznej na Koalicji Obywatelskiej – w pozytywny sposób. Inaczej niż przez ostatnie tygodnie, kiedy media opisywały najczęściej konflikty wokół układania list wyborczych Koalicji.

KO liczy na kobiety

Koalicja Obywatelska największe poparcie ma wśród kobiet. W ostatnim sondażu IPSOS dla OKO.press głos na KO zadeklarowało 33 proc. kobiet i aż o 10 pkt proc. mniej mężczyzn. Kluczowe jest to, by poszły one zagłosować, a tu liczyć się mogą właśnie takie gesty jak zapowiedź rządów kobiety i odsunięcie polityków kojarzących się z kunktatorstwem, jak Schetyna.

Koalicję popierają zwłaszcza kobiety przed 40. – ma tam aż 38 proc., a poparcie Lewicy sięga 21 proc. W tej grupie wiekowej kobiet PiS (29 proc.) przegrywa z kretesem.

Ostatnio przewodniczącą Komisji Europejskiej została Ursula von der Leyen, a prezydentką Słowacji Zuzana Čaputová – to pokazuje zwiększającą się świadomość i wyborców, i liderów politycznych. Niedawno Donald Tusk apelował i osobiście zabiegał, by połowę najwyższych stanowisk w Unii Europejskiej objęły kobiety.

Czy Schetyna to przywódca?

Schetyna skapitulował wobec rzeczywistości, a jest ona taka, że szef PO nie jest lubiany, a jego działania nie budzą zaufania. Nawet jeśli ostatnio wygłasza coraz lepsze przemówienia, nie kojarzy się wyborcom ani z twardą walką, ani z bezkompromisową obroną wartości, tylko z zakulisowymi rozgrywkami, partyjnymi „wycinankami” i „układankami”.

Szef PO jest nielubiany nawet w elektoracie własnej partii. Już sondażu OKO.press sprzed dwóch lat (sierpień 2017) zdobył zaledwie 11 proc. poparcia jako lider opozycji. Przegrał nie tylko z Władysławem Frasyniukiem i Borysem Budką, ale nawet z polityczką Nowoczesnej Kamilą Gasiuk-Pihowicz (później przeszła do PO).

W rankingu zaufania z sierpnia 2019 nieufność do Schetyny deklarowało 66 proc. pytanych. Lepiej wypadli nawet Zbigniew Ziobro (54,3 proc. nieufności) i były marszałek Sejmu Marek Kuchciński (52 proc.), a było to w czasie „afery samolotowej”.

Inna sprawa, że od 2015 roku polska opinia publiczna wie: nie trzeba być premierem i szefem partii jednocześnie. Kaczyński dowodzi PiS-em, ale do bieżącego zarządzania państwem delegował najpierw Beatę Szydło, a potem Mateusza Morawieckiego. KO będzie sobie musiała radzić z zarzutem, że w przyszłości zrobi to samo, co Kaczyński.

Koalicja chce odebrać głosy Lewicy?

Do wtorku o głosy warszawiaków mieli rywalizować po stronie opozycji Grzegorz Schetyna i Adrian Zandberg, po stronie PiS – Jarosław Kaczyński. Własną kandydaturę w Warszawie Schetyna uzasadniał tym, że nie boi się bezpośredniej konfrontacji z szefem PiS. Jednak Kaczyński nic sobie z takich deklaracji nie robi. Najpewniej i tak by nie stanął do debaty ze Schetyną. Za to

Koalicji groziło, że warszawiacy, rozzłoszczeni na Schetynę, prędzej zagłosują na Lewicę niż na niego.

Mieszkańcy stolicy nie boją się bowiem kandydatek i kandydatów o poglądach na lewo od średniej Platformy. W wyborach samorządowych w stolicy w pierwszej turze zwyciężył Rafał Trzaskowski. W europejskich najwięcej głosów zdobyli dla KO Włodzimierz Cimoszewicz (prawie 220 tys. głosów) i Danuta Hübner (prawie 150 tys.), gorzej poradził sobie szef lokalnych partyjnych struktur Andrzej Halicki (80 tys.).

Nie chodzi jednak tylko o nazwiska. KO przejmuje też część języka, którym posłuje się Lewica. Wyborcze hasło lewicowego bloku to „Łączy nas przyszłość”, tymczasem jednym z zarzutów wobec KO było to, że chce wygrać z PiS, ale jej wizja przyszłości jest niejasna.

Podczas wtorkowej konferencji prasowej właśnie na przyszłości skupiał się Grzegorz Schetyna: „Z naszych rozmów wyłania się stawka tych wyborów, a stawką jest przyszłość. Starość naszych rodziców i dorosłość naszych dzieci”.

Schetyna użył też sformułowań, które mogłyby pochodzić z przemówienia lewicowego lidera: „Nie ma przyszłości bez pracy. Na pierwszym miejscu chcemy postawić człowieka, który pracuje. Kasjerka, lekarka, górnik, handlowiec, pracownik fabryk i magazynów – oni są pracodawcami rządu”.

Trzeba jednak pamiętać, że kiedy Schetyna mówi o pracy, ma na myśli coś innego niż Lewica. Szef PO przeciwstawia ludzi, którzy pracują, tym, którzy pobierają zasiłki, nie mówi też nic o bezpieczeństwie pracy lub przepracowaniu – a to są tematy podnoszone przez Lewicę.

Czy Kidawa-Błońska zmieni tę kampanię?

Kidawa-Błońska, choć wzbudziła zaskoczenie, nie jest kandydatką przypadkową. To jedna z najbardziej zasłużonych polityczek Platformy Obywatelskiej, pokonująca kolejne stopnie kariery politycznej – od radnej miejskiej do marszałkini Sejmu. W parlamencie jest od 2005. Lobbował za nią Kongres Kobiet.

Pytanie, czy na 40 dni przed wyborami będzie w stanie odcisnąć własne piętno na kampanii KO. Zostały już podjęte wszystkie kluczowe decyzje – te dotyczące programu, list i kształtu koalicji. Nie ma zbyt wielkiego pola do wprowadzenia istotnych zmian i pokazania, że jest samodzielną przywódczynią, a nie kandydatką „wizerunkową”.

Jak mogłoby to wyglądać? PO ma kontakty międzynarodowe na najwyższym szczeblu. Kidawa-Błońska mogłaby prowadzić kampanię nie tylko w Polsce, ale pokazać się również jako przywódczyni o potencjale międzynarodowym, spotkać się np. z Ursulą von der Leyen.

Z pewnością jej kandydatura nada nowy impet kampanii Koalicji. A Koalicja musi stanąć murem i wszystkimi zasobami za Kidawą-Błońską. Czasu prawie nie zostało.

Setki protestów. Tysiące tekstów. Jedne wybory.
Byliśmy i będziemy z Wami.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Komentarze

  1. Andrzej Lisiak

    No to jeszcze jeden wiarołomca.
    Proponowałbym aby ktoś zadał sobie trud i wyłapał wszystkie wypowiedzi Schetyny na temat tego, że to przywódca partyjny powinien obejmować tekę premiera – po wygranych wyborach. Bo ja pamiętam takie wytyki pod adresem Kaczyńskiego.
    Ludzie na takie coś zwracają uwagę a to powoduje erozję zaufania.
    A bez zaufania można coś łapać taktycznie i chwilowo, ale strategicznie się przegrywa.

  2. Łukasz Kowalczyk

    Opozycja nie na najmniejszego zamiaru i choćby cienia ochoty, aby wygrać te wybory. Bo i po co? Żeby sprzątać ten syf, który codziennie robi Partia Władzy? Ludzie sami wywiozą ich na taczkach, kiedy skończy się kasa. Dlatego wszystkie te działania są pozorowane pozorowane, nic konkretnego z nich nie wynika, i nie mają żadnego znaczenia. I o to chodzi, udawajmy, że coś robimy, i bierzemy dalej subwencje, zaś władza sama wpadnie nam w łapska.

    • Mikołaj Pełka

      Jest więcej niż pewne, że gdyby nawet zdarzył się cud i PiS został jesienią odsunięty od władzy, to obecnej opozycji przypadnie rządzić w mniej korzystnym otoczeniu ekonomicznym. I w pamięci ludu prostego to właśnie PiS pozostanie Świętym Mikołajem hojnie rozdającym prezenty, zaś ich następcy to będą skąpiradła. Wtedy najpóźniej w 2019 PiS powróci triumfalnie.

      Trochę szkoda, bo cena tych "nauk dla ludu" w najbliższej czterolatce będzie bardzo wysoka:
      – PiS skupi pełnię władzy wykonawczej
      – PiS skupi pełnię władzy ustawodawczej (w debatach sejmowych, o ile takie jeszcze będą, kluby opozycyjne dostaną po 30 sekund na wypowiedź, choć samo słowo parlament pochodzi od francuskiego "parler" czyli mówić)
      – Ziobro całkowicie przejmie sądy (czego symbolem będzie nieuniknione tym razem odejście prof. Gersdorf w kwietniu '20)
      – PiS spacyfikuje "czwartą władzę" (w radzie nadzorczej Angory już mają swojego człowieka, nie wykluczałbym, że odkupią od Amerykanów grupę TVN za niewąską kasę)
      – PiS zamieni samorządy lokalne w rodzaj rad narodowych z czasów PRL-u
      – PiS będzie bezkarnie doić spółki Skarbu Państwa i z ich pomocą finansować swoje hejty, swoje fundacje
      – PiS i KK będą nas bombardować ideologią hurrapatriotyczno-katolicką.
      Słowem: nawet bez zmieniania Konstytucji, PiS nieodwołalnie zmieni ustrój państwa. Z demokratycznego na taki, w którym PiS nie przegra już żadnych wyborów.

      PS Zresztą, nauka i tak w dużej mierze pójdzie w las. Nawet gdyby część wyborców otrzeźwiała, to zabetonowany elektorat PiS-owski będzie do końca świata i o jeden dzień dłużej twierdził, że wszystko co złe to "wina Tuska".

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press