25 stycznia 2021

Knebel dla pracowników MSZ. PiS wprowadza „tajemnicę dyplomatyczną"

W nowej ustawie o służbie zagranicznej rząd PiS dodaje kategorię „tajemnicy dyplomatycznej", którą będzie można objąć w zasadzie każdy dokument. Za jej ujawnienie urzędnikom MSZ ma grozić dyscyplinarka, a nawet zwolnienie

Rządowy projekt ustawy o służbie zagranicznej jak burza idzie przez Sejm. 20 stycznia 2021 przeszedł pierwsze czytanie, a następnie w szybkim tempie oceniła go Komisja Spraw Zagranicznych. Rekomenduje Sejmowi jego uchwalenie.

W OKO.press pisaliśmy, że rząd PiS pod pretekstem odpolitycznienia i dekomunizacji MSZ, planuje całkowicie podporządkować dyplomatów kierownictwu resortu. A także otworzyć drzwi do dyplomacji dla osób bez odpowiedniego przygotowania merytorycznego.

Na tym nie koniec kontrowersji. Projekt wprowadza także nową kategorię "tajemnicy dyplomatycznej". Ma ona oznaczać "informacje, dane oraz wiedzę", które nie są informacjami niejawnymi (o nich mówi osobna ustawa), ale które powinny być udostępniane wyłącznie "osobom to tego uprawnionym".

Ustawodawca podkreśla, że chodzi o informacje, z którymi dany członek służby zagranicznej zapoznał się w pracy i których ujawnienie "mogłoby szkodzić polityce zagranicznej Rzeczypospolitej Polskiej i naruszać jej wizerunek międzynarodowy".

W dodatku

projekt ustawy zobowiązuje członków służby zagranicznej do zachowania tajemnicy dyplomatycznej. Za jej naruszenie dyplomatom grozić będzie dyscyplinarka, która może zakończyć się zwolnieniem.

[tab tekst="Przeczytaj artykuły, w których jest mowa o "tajemnicy dyplomatycznej""]

Art. 7 pkt 11

Ilekroć w ustawie mowa jest o tajemnicy dyplomatycznej – oznacza to informacje, dane oraz wiedzę, niestanowiące informacji niejawnych w rozumieniu ustawy z dnia 5 sierpnia 2010 r. o ochronie informacji niejawnych (Dz. U. z 2019 r. poz. 742), z którymi członek służby zagranicznej zapoznał się w związku z pełnieniem obowiązków i które ze względu na dobro służby zagranicznej mogły być udostępnione wyłącznie osobom do tego uprawnionym, a ich ujawnienie mogłoby szkodzić polityce zagranicznej Rzeczypospolitej Polskiej i naruszać jej wizerunek międzynarodowy.

Art. 47 ust. 2

Członek służby zagranicznej jest obowiązany do zachowania tajemnicy dyplomatycznej.

Art. 15 ust. 8 pkt 3

Stosunek pracy dyplomaty zawodowego wygasa w przypadku naruszenia tajemnicy dyplomatycznej, stwierdzonego prawomocnym orzeczeniem w postępowaniu dyscyplinarnym.

Krzysztof Izdebski, prawnik, dyrektor programowy Fundacji ePaństwo i aktywista na rzecz przejrzystości działania władz, w rozmowie z OKO.press przestrzega: definicja "tajemnicy dyplomatycznej" jest zbyt szeroka. Nowa kategoria ograniczy prawa obywateli do informacji o działaniach władzy.

Pełna uznaniowość "tajemnicy"

Izdebski przypomina, że "tajemnicę dyplomatyczną" chciał uchwalić już rząd PO-PSL w roku 2014. Pomysł przepadł.

"To także nie były przepisy najszczęśliwsze, ale mniej ogólne i rząd próbował jakoś je uzasadnić. Teraz tajemnica dyplomatyczna będzie mogła objąć w zasadzie każdy dokument. Mamy do czynienia z przesłanką »wizerunku Polski«, która jest bardzo ocenna. Trudno powiedzieć, jakie konkretnie działania mogłyby zaszkodzić temu wizerunkowi" - wskazuje.

W uzasadnieniu projektu rząd PiS poświęca tajemnicy dyplomatycznej jedno zdanie: "Wprowadzono także definicję tajemnicy dyplomatycznej".

"Nie ma żadnego uzasadnienia" - ubolewa Krzysztof Izdebski i podkreśla, że

mamy do czynienia z ograniczeniem obywatelskiego prawa do informacji o działaniach organów władzy publicznej, które gwarantuje art. 61 konstytucji.

"W ust. 3 zapisano, że każde ograniczenie tego prawa musi nastąpić w sposób proporcjonalny. Czyli taki, który jest dopuszczali w demokratycznym państwie prawa i nie narusza istoty prawa do informacji. Wygląda na to, że rząd w ogóle się nad tym nie zastanowił. To błąd. Proporcjonalności zabrakło" - mówi prawnik.

"W projekcie z 2014 roku, choć on również był bardzo ogólny, starano się opisać, o jakie typy informacji chodzi. Była mowa o pozycjach negocjacyjnych. Tutaj w zasadzie nie wiemy, jakie miałyby to być dokumenty. W związku z tym dostajemy pełną uznaniowość. Wiele będzie zależało także od tego, kto pyta" - dodaje.

Przeczytaj także:

Wrzutka bez konsultacji

W OKO.press pisaliśmy o tym, że treść projektu do ostatniej chwili pozostawała tajemnicą. Na stronie Rządowego Centrum Legislacji pojawił się dopiero 14 stycznia 2021, choć dzień wcześniej zdążył już trafić do Sejmu i zostać skierowany do pierwszego czytania.

Pośpiech był tak duży, że na ostatnią chwilę przed uchwaleniem projektu przez Radę Ministrów swoje opinie zdążyli przedstawić jedynie minister rozwoju Jarosław Gowin i minister ds. europejskich Konrad Szymański. Obaj mieli szereg zastrzeżeń i wskazywali, że tekst nie był z nimi uzgadniany, choć mocno ingeruje w ich pracę. Zastrzeżenia te zignorowano.

Co więcej,

choć rządowe projekty ustaw co do zasady wymagają konsultacji publicznych, w tym przypadku zostały one pominięte.

"Mamy fatalny proces legislacyjny nawet na tle fatalnych standardów w tej i poprzedniej kadencji. Nikt nie był w stanie wcześniej dotrzeć do tego projektu, dowiedzieć się, o co właściwie chodzi w tych zmianach. To wrzutka, która ma być przepchnięta jak najszybciej" - uważa Krzysztof Izdebski.

Fundacja ePaństwo poprosiła partie opozycyjne, by złożyły w Sejmie wniosek o wysłuchanie publiczne.

"Wniosek był, ale nie został wzięty pod uwagę przez przewodniczącego sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Marka Kuchcińskiego. Bo Sejm zobowiązał komisję, by przedstawiła wyniki pracy na bieżącym posiedzeniu Sejmu. Nie było czasu na wysłuchanie" - ubolewa Izdebski.

"Liczymy na wysłuchanie publiczne na etapie kontroli senackiej. Może będzie większa przestrzeń na zapoznanie się z ekspertyzami. Niestety po przebiegu prac sejmowych widać, że rząd jest zdeterminowany. Sejm najpewniej i tak odrzuci senackie poprawki" - uważa prawnik.

Celem efekt mrożący

Izdebski podkreśla, że sama intencja chronienia niektórych informacji związanych z polityką zagranicznej, nie budzi zastrzeżeń. Można jednak chronić je bez naruszenia przepisów konstytucji.

"Dopuszczam, że pewnie ograniczenia są niezbędne. Właśnie tym celu istnieje ustawa o ochronie informacji niejawnych. Posługując się nią, można wstrzymać udostępnienie informacji publicznej obywatelom lub dziennikarzom. Jeżeli jednak wprowadzamy nową kategorię tajemnicy, to takie zmiany muszą być dobrze uzasadnione. I poprzedzone konsultacjami publicznymi. Tego zabrakło" - tłumaczy Izdebski.

Niepokojący jest także nieokreślony krąg osób, które będą musiały przestrzegać tajemnicy dyplomatycznej.

"W ustawie o ochronie informacji niejawnych jest jasny wykaz osób dopuszczonych do takich sekretów. W tym przypadku za bardzo nie wiadomo o kogo chodzi. Osób, które będą mogły mieć styczność z tajemnicą dyplomatyczną, jest potencjalnie bardzo dużo" - mówi prawnik.

W dodatku za naruszenie tajemnicy dyplomatycznej urzędnicy MSZ będą odpowiadać dyscyplinarnie.

"Realia pracy urzędu są takie, że urzędnicy będą mieli poważny dylemat, czy coś udostępnić. Bo jak zwierzchnik uzna, że to była tajemnica dyplomatyczna, to urzędnik będzie miał problemy" - dodaje Izdebski.

Wrażliwy "wizerunek Polski"

Według Izdebskiego taka zmiana legislacyjna będzie zarazem dla rządu bardzo wygodna.

"Informacje niejawne wymagają określonych procedur. Trzeba się zastanowić, który dokument objąć taką ochroną. Teraz będziemy mieć decyzję jednej osoby. To realny problem dla dziennikarzy i organizacji pozarządowych. Ale również dla zwykłych obywateli, którym trudniej będzie się dowiedzieć, jak władza prowadzi politykę zagraniczną" - uważa prawnik.

Izdebski podejrzewa zarazem, że m.in. działania Fundacji ePaństwo mogły sprowokować rząd, by chronić sekrety w taki sposób.

"Od kilku lat prowadzimy z MSZ batalie sądowe o udostępnienie not dyplomatycznych. Jedna dotyczyła wskazania przez rząd kandydatury Jacka Saryusz-Wolskiego jako konkurenta Donalda Tuska do przewodniczenia Radzie Europejskiej. Druga dotyczy działań Polski przy odzyskiwaniu wraku smoleńskiego, pertraktacji z Moskwą. Próbujemy wydobyć te dane. Rządzący nie chcieli ich podać, ale nie wytłumaczyli dlaczego. Może bali się precedensu" - tłumaczy prawnik.

Dodaje, że po zmianach ukryć będzie można nawet dokument, który rok wcześniej byłby udostępniony bez żadnego problemu. Bo "godzi w wizerunek Polski".

"Rozmawiamy dokładnie dwa lata po nieudanej ustawie o IPN. Tam też były zmiany, które dotyczyły »wizerunku Polski«. Dla obecnych władz kwestia wizerunku, zresztą rozumianego na opak, jest szczególnie ważna. Wizerunek jest interpretowany tak, żeby nie narzekać na Polskę za granicą. Jednocześnie mamy utożsamienie wizerunku Polski z wizerunkiem rządu" - wskazuje Izdebski.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne