Najbardziej prawdopodobny scenariusz to dymisja szefa NFZ i pozostawienie ministry zdrowia na stanowisku przez kilka miesięcy. Ale: „Nie widać woli dymisji ze strony Tuska. Nie widać też woli reform. On unika reform„. ”Idzie na przeczekanie” – komentują nasi rozmówcy z koalicji
Dziś mamy poznać odpowiedź na pytanie, czy serial aferalny o Szpitalu Południowym doprowadzi do zmian w rządzie. Być może poznamy też odpowiedź na pytanie o wiele ważniejsze: czy Donald Tusk ma dość odwagi, by zaproponować Polkom i Polakom system opieki zdrowotnej na miarę aspiracji kraju dobijającego do pierwszej dwudziestki najbogatszych gospodarek? Czy może: ewentualne zmiany personalne zastąpią przebudowę systemu opieki zdrowotnej w Polsce?
„W zeszłym tygodniu Donald Tusk był bardziej bojowy” – słyszę.
3 lipca 2026 Donald Tusk postawił ultimatum: za cztery dni, do wtorku ministra zdrowia i szef Narodowego Funduszu Zdrowia mieli przedstawić propozycje wyjścia z kryzysu. Zniknąć miałyby „saloniki VIP” i „zeszyty”. Premier zażądał rozwiązań, które sprawiłyby, że dostęp do procedur medycznych będzie równy. Tusk chce też ograniczenia gigantycznych zarobków lekarzy. O patodochodach niektórych medyków ludzie już nie szepczą pokątnie. Kwoty ujawniane przez dziennikarzy przyprawiają o zawrót głowy i stały się przedmiotem gorzkich żartów. „Gdy zarabiasz w Wawce 1,6 mln, a jakiś typo z Grójca wyciągnął milion więcej” – to jeden z tysięcy memów na temat zarobków lekarzy.
„Jej kompetencje są niepodważalne. Natomiast czy starczy jej siły, determinacji, takiej przebojowości, najbliższe dni pokażą” – mówił w piątek 3 lipca premier o ministrze zdrowia Joannie Sobierańskiej-Grendzie. Pytanie to można odwrócić: czy Donaldowi Tuskowi starczy siły, determinacji, przebojowości, by zbudować w Polsce sprawiedliwy i nowoczesny system opieki zdrowotnej?
We wtorek premier spotkał się z Joanną Sobierańską-Grendą i Filipem Nowakiem aż dwa razy. Czy oboje pożegnają się ze stanowiskami?
Rozmówcy OKO.press przewidują, że co najwyżej jedno z nich – szef NFZ. Wyrok na ministrę zdrowia miałby zostać odroczony.
Jednocześnie wśród dziennikarzy krąży kilka propozycji rozwiązań, jakie miałyby zostać przedstawione w środę. Nawet te najdalej idące nie doprowadzą do rewolucji w systemie ochrony zdrowia.
„Nie ma chęci do prawdziwych reform” – ubolewa polityk koalicji rządzącej.
Rozpoczęty publikacjami portalu Zero.pl temat od niemal miesiąca nie schodzi z czołówek portali. Wspominam o portalach, bo w rzeczywistości spolaryzowanych mediów to tzw. portale horyzontalne (Onet, Wirtualna Polska, Interia) są jedną z niewielu przestrzeni, gdzie spotykają się sympatycy różnych opcji politycznych.
To, co zaczęło się od ujawnienia milionowych zarobków niespełna 30-letniego lekarza bez specjalizacji, będącego zarazem działaczem KO, stało się wielowątkową sprawą, w której każdy znajdzie dla siebie… coś niemiłego.
Najpierw doniesienia o „saloniku VIP”, potem wywiad byłego ordynatora, w którym padły słowa: „Tam ginęli ludzie, bo ktoś się uczył”, a ostatnio opisy działalności prosektorium. W tym serialu aferalnym, jak to w serialu, nie ma jednego wątku ani jednego bohatera. Początkowo dominował wątek zarobków lekarzy i cwaniactwa działacza-młokosa, później wykorzystywanie uprzywilejowanej pozycji przez elity, strach przed niekompetencją, chciwość, która dominuje nad lekarskim powołaniem, brak nadzoru.
Jak mówiła OKO.press osoba z administracji rządowej, „PO zaczęła śmierdzieć PiS-em”. Sprawa ursynowskiego szpitala uderzyła w wizerunek partii, która miała rozprawić się z kolesiostwem, uwłaszczaniem na publicznych posadach. Miała „pogonić zło”, a okazało się, że albo na to zło przymyka oko przez brak nadzoru, albo w nim uczestniczy.
„To nie jest historia o służbie zdrowia. To historia o przywilejach i politykach, więc rozwiązania muszą iść w tym kierunku” – mówi jeden z wiceministrów spoza KO.
Najbardziej prawdopodobny scenariusz to dymisja szefa NFZ i pozostawienie ministry zdrowia na stanowisku jeszcze przez kilka miesięcy. Jej krótka kariera na ministerialnym stanowisku miałaby być podyktowana kalendarzem wyborczym.
„Zostawienie pani minister na czas wyborów wyborów jest niebezpieczne” – ocenia polityk koalicji rządzącej.
„Znów powie coś w stylu: ludzie się cieszą i sondaże w dół”. Polityk ma na myśli wypowiedź z rozmowy w Polsat News w maju, gdy Sobierańska-Grenda powiedziała: „Jeżdżę po kraju i widzę, jak się ludzie cieszą z tego, że 18 miliardów przynosi realne już korzyści”. Chodziło jej o to, że pieniądze z KPO zmieniają polskie szpitale. Ale przycięta do pierwszej części zdania wypowiedź stała się już memem.
„Gdyby szefem Ministerstwa Zdrowia była dzisiaj Izabela Leszczyna to lepiej przeszłaby przez kryzys spowodowany aferą Szpitala Południowego. Wsparcie polityczne jest niezwykle ważne” – stwierdził w Kanale Zero były minister zdrowia, Marek Balicki.
Izabela Leszczyna była testem wariantu „minister-polityk”. Testu miała nie zdać i straciła stanowisko podczas rekonstrukcji rządu w lipcu 2025. Sobierańska-Grenda miała być osobistym wyborem premiera i reprezentować wariant „technokratka”. Tusk pozbył się wtedy wiceministrów-polityków.
„Ich problem, chcieli bezpartyjnych fachowców, to mają. Nie myśmy wybierali panią minister. A Izabela Leszczyna nie była taka zła” – mówi teraz ważny polityk Lewicy.
Według naszych rozmówców na wtorkowym posiedzeniu rządu nie było „atmosfery dymisji”. Słowa Donalda Tuska z wtorku: „Moim zadaniem jako premiera nie jest szukanie kozłów ofiarnych” – też mogą świadczyć o tym, że Sobierańska-Grenda jednak stanowisko zachowa. Przynajmniej na razie.
„Dostała szansę” – mówi wiceminister z Koalicji Obywatelskiej. Szansę i czas. Pytanie, czy dostanie też pieniądze i zaplecze polityczne.
Z afery w Szpitalu Południowym ma się też tłumaczyć szef NFZ. Filip Nowak stoi na czele funduszu od 2021 roku. Wcześniej był wiceprezesem, a gdy dotychczasowy szef, Adam Niedzielski, został ministrem, Nowak zastąpił go na stanowisku prezesa. Pierwsza ministra zdrowia w rządzie Donalda Tuska, Izabela Leszczyna, Nowaka nie zdymisjonowała. Na stanowisku pozostawiła go też jej następczyni, Joanna Sobierańska-Grenda. Decyzja, by człowieka Mateusza Morawieckiego zostawić na tak ważnym stanowisku, od początku wydawała się zaskakująca.
Podobno został, bo jest dobrze zorientowany w tym, co dzieje się w funduszu.
Nasi rozmówcy z koalicji denerwują się, że szef NFZ już dawno powinien był polecieć. Jeszcze niedawno zapewniał, że sytuacja funduszu jest stabilna, a powszechnie wiadomo, że jest gigantyczna dziura. „Całe to finansowe zło, które dzieje się w ochronie zdrowia, to wynik ciężkiej pracy prezesa” – pisał o Nowaku w OKO.press dr hab. Cezary Pakulski, w przeszłości związany z Wiosną Roberta Biedronia i Polską 2050.
Prawdopodobnym następcą Nowaka jest jego dotychczasowy zastępca: Jakub Szulc. Doświadczony zarówno w sektorze prywatnym (pracował w banku BPH i Ernst & Young), jak i w administracji publicznej – był już wiceministrem zdrowia. „Twardy gość, jeśli tylko będzie chciał, da sobie radę. Już i tak w tym siedzi” – ocenia wiceminister z KO.
Niektórzy moi rozmówcy przewidują, że Szulc może przejść ścieżkę od wiceszefa NFZ do szefa i w końcu (jesienią) minister zdrowia. Bo innego kandydata nie widać. Wymieniany przez wielu Bartosz Arłukowicz miałby się wzbraniać.
„Jak będą dwie dychy, to każdy to weźmie” – żartuje ważny polityk lewicy. Chodzi o 20 miliardów złotych – to szacowana na 2027 rok dziura w budżecie NFZ.
„Będziemy mieli ministra, jak lewica będzie miała większość w Sejmie” – dopowiada inny polityk lewicy.
Oficjalnie w sprawie ewentualnego objęcia teki ministra przez Nową Lewicę wypowiedziała się w Wirtualnej Polsce Anna Maria Żukowska, szefowa klubu parlamentarnego NL: „Nie weźmiemy odpowiedzialności za resort [zdrowia], jeśli nie będziemy mieli twardych gwarancji finansowych i takiej swobody decyzyjnej, której – jak widzimy – nie ma pani minister Sobierańska-Grenda”.
Od decyzji w sprawie szefowej resortu odcina się też PSL. „Odpowiedzialność za system opieki zdrowotnej spoczywa na barkach największego koalicjanta” – powiedział w Polsat News wicemarszałek Sejmu z PSL Piotr Zgorzelski. „To jest problem Tuska”.
Jednocześnie nie da się wykluczyć, że Donald Tusk zaskoczy: dymisje będą dwie albo nie będzie żadnej.
A co ze zmianami systemowymi, a nie personalnymi?
„Trzeba zrobić coś. Ale co?” – zastanawia się wiceminister z Koalicji Obywatelskiej.
Według mojego rozmówcy atmosfera po aferze w Szpitalu Południowym jest już taka, że można by wprowadzić głębsze zmiany w systemie ochrony zdrowia. „Na wszystko przychodzi czas, może w służbie zdrowia to jest ten moment?”. I podaje przykład: jeszcze kilka lat temu nocny zakaz sprzedaży alkoholu by nie przeszedł, a teraz wprowadzają go kolejne gminy i już nikt nawet o tym nie informuje, bo sprawa przestała być kontrowersyjna.
„Jakiejś większej reformy dawno nie pamiętam” – przyznaje polityk. I zaraz dodaje: „Ale teraz raczej żadnej turborewolucji nie będzie”.
Jeśli nie turborewolucja, to co? Na stole ma być kilka konkretnych rozwiązań. Opisali je Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak w Wirtualnej Polsce. Przyspieszenie wprowadzania centralnej e-Rejestracji miałoby odpowiedzieć na apel premiera o likwidację „zeszytów” i „saloników VIP”.
Do tego ewidencjonowanie czasu pracy lekarzy. „To nie jest złe, niektóre szpitale już to robią” – ocenia polityk zorientowany w systemie ochrony zdrowia.
Zapewne padnie też pomysł na jakieś ograniczenie zarobków lekarzy. Ale jakie? „Albo w wersji indywidualnej jak maksymalne wynagrodzenie miesięczne lub maksymalna stawka godzinowa. Albo przez wprowadzenie maksymalnego pułapu, jaki może być z kontraktu NFZ ze szpitalem przeznaczony na wynagrodzenia. To ma pozwolić uniknąć sytuacji, w której szpitale wydają nawet ponad 100 proc. pieniędzy z kontraktu na wynagrodzenia” – piszą dziennikarze wp.pl.
Najdalej idący scenariusz to zmiany w sieci szpitali, czyli mówiąc wprost: likwidacja części szpitali. To najbardziej kosztowne politycznie rozwiązanie, bo wiąże się z protestami przeciwko zamykaniu szpitali powiatowych. Zapewne więc takiej zmiany nie będzie, choć nasi rozmówcy przyznają, że sieć szpitali trzeba zracjonalizować.
Osoba z administracji rządowej: „Nie widać woli dymisji ze strony Tuska. Ale nie widać też woli reform. On unika wielkich reform”.
„Idzie na przeczekanie” – podsumowuje polityk lewicy.
Afery
Władza
Zdrowie
Donald Tusk
Koalicja 15 października
Koalicja Obywatelska
Ministerstwo Zdrowia
Filip Nowak
Jakub Szulc
Jolanta Sobierańska-Grenda
lekarze
reforma zdrowia
szpital południowy
zarobki lekarzy
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Komentarze