Według raportu Federacji Przedsiębiorców Polskich w roku 2040 niedobory finansowe ochrony zdrowia mają wynieść od 112 do 171 mld zł. Doktor Cezary Pakulski pisze dla OKO.press, jak uzdrowić trudną sytuację finansową polskiej ochrony zdrowia i recenzuje plan Ministerstwa Zdrowia. Tu nie ma jednego wspaniałego rozwiązania, lecz wiele szczegółowych propozycji
Powiedzieć, że sytuacja organizacyjna, finansowa i kadrowa systemu ochrony zdrowia w Polsce jest trudna, to nie powiedzieć nic.
Nasze emocje wciąż jeszcze wzbudza informacja o przewidywanym ponad 20 miliardowym deficycie finansów w ochronie zdrowia w roku 2026. To kwoty trudne do wyobrażenia, a ich przyczyną mają być
Te wyliczenia ekspertów Federacji Przedsiębiorców Polskich muszą zostać potraktowane poważnie, chociażby dlatego, że dwa wcześniejsze raporty Federacji okazały się wiarygodną i samospełniającą się przepowiednią.
W październiku 2024, gdy stan finansów ochrony zdrowia był dużo lepszy niż ten obecny, na łamach OKO.press pisałem:
„Sytuacja, w jakiej dzisiaj znalazł się budżet Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ), bez względu na to, kto jest bardziej winny, daje niepowtarzalną okazję pokazania, że są odważni, którzy system ochrony zdrowia oraz sposób pozyskiwania środków finansowych dla NFZ i budżetu państwa zmienią na lepszy lub lepszym zastąpią”.
Ponad rok później wcale nie jesteśmy w lepszej sytuacji.
Ministerstwo Zdrowia, to kierowane przez Izabelę Leszczynę, działało bez wizji celu i za wolno. Przez 19 miesięcy nie udało się przygotować rozwiązań dla dowolnego poważnego problemu systemu ochrony zdrowia (SOZ).
W końcu, w lipcu 2025 roku przyszedł czas na zmianę. W dniu 23 lipca premier Donald Tusk zapowiedział, że Izabelę Leszczynę na stanowisku Ministra Zdrowia zastąpi Jolanta Sobierańska-Grenda. Następnego dnia prezydent Andrzej Duda nowej ministrze wręczył akt powołania.
W środowisku menedżerów ochrony zdrowia, dyrektorów jednostek publicznych i niepublicznych oraz w gremiach zarządzających korporacjami wszystkich zawodów medycznych, nominacja Sobierańskiej-Grendy, prezeski Spółki „Szpitale Pomorskie”, wywołała euforię.
Wśród ekspertów medycznych stawiających w centrum uwagi pacjenta, a nie wynik finansowy jednostki medycznej, uczucie zadowolenia mieszało się z niepewnością i obawą.
Dzisiaj, gdy minęło 160 dni pracy resortu zdrowia, zadowoleni nie są ani ci pierwsi, ani drudzy.
Nowe kierownictwo Ministerstwa Zdrowia kontynuuje zadania rozpoczęte przez poprzedników i gasi kolejne pożary w ochronie zdrowia. Nie tak ta oczekiwana przez pacjentów i medyków „dobra zmiana” w ochronie zdrowia miała wyglądać. Można było oczekiwać, że oprócz obiecanej apolityczności Jolanta Sobierańska-Grenda otrzyma również gwarancje niezależności i samodzielności w podejmowaniu merytorycznych decyzji.
Pozostawienie Filipa Nowaka na stanowisku Prezesa NFZ było zaskoczeniem już wtedy, gdy urząd Ministra Zdrowia objęła Izabela Leszczyna. Całe to finansowe zło, które dzieje się w ochronie zdrowia, to wynik ciężkiej pracy prezesa.
To prezes NFZ w 2022 roku przekonywał, że NFZ jest w stanie sfinansować zarówno
Prezes Nowak mówił też wówczas, że ustawy te nie zagrożą wypłacalności NFZ. To za aprobatą prezesa z funduszu zapasowego NFZ do Funduszu Covidowego wyprowadzono kwotę 5,5 mld zł, z której zrealizowane zostały wydatki zupełnie nie związane z systemem ochrony zdrowia.
Jolanta Ojczyk pisała nie tak dawno (listopad 2025) w Business Insider, że „bywają dni, kiedy na koncie centrali NFZ jest mniej niż 10 mln zł, a w roku 2024 zdarzył się dzień, gdy centrala NFZ miała do dyspozycji mniej niż 300 tys. zł. Gdy ministrą zdrowia była Izabela Leszczyna, zapewniała, że NFZ realizuje wszystkie zadania, a sam NFZ o swojej dramatycznej sytuacji finansowej milczał.
Dopiero ministra Jolanta Sobierańska-Grenda zaczęła zwracać uwagę na rosnącą lukę finansową w NFZ” – pisała Ojczyk. I w tym momencie, „Business Insider” opublikował pismo ministry Sobierańskiej-Grendy z 29 października, w którym proponuje działania obniżające o blisko 10,4 mld zł koszty NFZ w 2026 roku.
Pismo, które zostało przygotowane przez NFZ, było odpowiedzią na wystąpienie wiceministry finansów i gospodarki Hanny Majszczyk, polecające przygotowanie finansowych systemowych propozycji oszczędnościowych dla wydatków NFZ. Ministra zdrowia napisała: „uprzejmie proszę o przyjęcie tych propozycji Ministerstwa Zdrowia, umożliwiających realizację ww. zalecenia”.
Gdy tylko plany resortu zdrowia stały się wiedzą publiczną, zostały skrytykowane i wykorzystane w sporze politycznym.
Efektem były dwa konkurencyjne (rządowy i prezydencki) szczyty medyczne. Najważniejszym wnioskiem ze szczytu rządowego jest brak zgody strony rządowej na podniesienie składki zdrowotnej, mimo że nie da się zwiększyć finansowania ochrony zdrowia z budżetu.
Z kolei szczyt prezydencki zakończył się zobowiązaniem Karola Nawrockiego, że „nie pozwoli zabrać podwyżki pensji minimalnej w przyszłym roku i pod proponującą to ustawą nie złoży swojego podpisu”. Prezydent wyraził też oczekiwanie, że przedstawione w piśmie z dnia 29 października propozycje systemowych oszczędności nie zostaną wprowadzone w życie drogą pozaustawową.
Obydwa stanowiska wzajemnie się wykluczają.
Mimo ogromnego deficytu w finansach ochrony zdrowia nie należy się więc spodziewać ani zwiększenia poziomu finansowania systemu, ani systemowych działań ograniczających wydatki NFZ.
Ta kwadratura koła stawia Ministerstwo Zdrowia w szczególnie trudnej sytuacji, z którą kierownictwo resortu chyba nie potrafi sobie poradzić. Nieobecność ministry Jolanty Sobierańskiej-Grendy na prezydenckim szczycie medycznym był zwyczajnie nieprofesjonalny. Z kolei, reprezentujący Ministerstwo Zdrowia na szczycie wiceminister Tomasz Maciejewski zaprezentował postawę nadmiernie uległą, a nie koncyliacyjną, co w publicznym odbiorze wizerunek Ministerstwa tylko pogorszyło.
Błędem okazała się też rozmowa z prezesem Naczelnej Izby Lekarskiej Łukaszem Jankowskim w siedzibie NIL. Została ona wykorzystana do pokazania słabości kierownictwa resortu i jego decyzyjnej zależności od środowiska lekarzy. Rozmowa „w cztery oczy” powinna się odbyć na warunkach i w miejscu wskazanym przez ministrę zdrowia.
Zaproponowane przez Ministerstwo Zdrowia działania mające przynieść oszczędności w zakresie budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia w 2026 roku zostały podzielone na trzy pakiety.
Pakiet pierwszy tworzą propozycje zastosowania
Do wszystkich tych propozycji odniosłem się w opublikowanej przez OKO.press analizie „Propozycje ministerstwa to recepta na zgubę publicznego systemu ochrony zdrowia”. Wskazałem w niej na zagrożenia powiązane z każdą z propozycji Ministerstwa Zdrowia.
Pakiet drugi dotyczy zamiaru
Uważam, że to bardzo zła propozycja. Likwidacja stażu podyplomowego, przy zachowaniu obecnych elementów ścieżki dydaktycznej, przyczyni się do znacznego pogorszenia przygotowania absolwentów studiów lekarskich do samodzielnej pracy w zawodzie lekarza. Obecne plany Ministerstwa Zdrowia są już trzecim podejściem rządzących do likwidacji stażu podyplomowego.
Przeprowadzona w 2012 roku, za rządów PO i PSL, reforma kształcenia lekarzy polegała na włączeniu okresu stażu podyplomowego do programu studiów – w ramach praktycznego nauczania klinicznego w trakcie VI roku studiów. Po pięciu latach i dojściu do władzy Zjednoczonej Prawicy przywrócono staż podyplomowy i ponownie zmodyfikowano program studiów.
W 2023 roku tym razem rząd Zjednoczonej Prawicy podjął kolejną próbę likwidacji stażu podyplomowego. Silnie go w tym wspierała Konferencja Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych (KRAUM). Warto zauważyć, że propozycja likwidacji stażu podyplomowego za każdym razem wychodzi ze środowiska KRAUM. Argumentacja Ministerstwa Zdrowia i KRAUM, będąca podstawą do proponowanej likwidacji stażu podyplomowego, opiera się na kilku przesłankach:
Rektorzy uważają, że prowadzone przez nich uniwersytety medyczne realizują wymagające standardy kształcenia lekarzy i dobrze przygotowują studentów do pracy lekarza. Studia ma przecież wieńczyć jednolity wystandaryzowany egzamin praktyczny OSCE i sprawdzający wiedzę teoretyczną Lekarski Egzamin Końcowy (LEK).
Rektorzy jednak przemilczają, że LEK kilka lat temu został sprowadzony do egzaminu, który nic nie weryfikuje i trzeba się bardzo postarać, żeby go nie zdać. A jednolity wystandaryzowany egzamin praktyczny na końcu studiów typu OSCE będzie organizowany lokalnie przez samą uczelnię i nie będzie miał charakteru centralnego egzaminu państwowego.
Do czego to może prowadzić, świadczy zasadniczo różny poziom zawodowego profesjonalizmu ratowników medycznych kończących różne uczelnie.
W trzecim pakiecie Ministerstwo Zdrowia przedstawiło działania mające przynieść docelowe oszczędności w zakresie budżetu ochrony zdrowia. OKO.press, do kolejnych propozycji odniósł się w analizie Sławomira Zagórskiego. Część z propozycji jest niemożliwa do zaakceptowania. Można tu wymienić na przykład zmianę sposobu (czyli w praktyce obniżenie) finansowania koordynatora w podstawowej opiece zdrowotnej (POZ).
W przygotowanym przez Ministerstwo Zdrowia wykazie są również propozycje przyzwoite.
Warto odnieść się jeszcze do następujących punktów trzeciego pakietu:
Przy tworzeniu kolejnych propozycji trzeciego pakietu, kierownictwa resortu zdrowia i NFZ, w wyborze słów kluczy, zatraciły swoje instynkty samozachowawcze. Informacja o woli wprowadzenia limitów leczenia zaćmy spowodowała, że od razu pojawiły się komentarze w stylu „znowu będziemy jeździć na operacje zaćmy do Czech”, bo okres oczekiwania na leczenie zaćmy w Polsce ponownie się wydłuży.
Leczenie zaćmy to procedura planowa, dotycząca głównie osób starszych, decydująca o ich sprawności i samodzielności. Jakakolwiek forma limitowania operacyjnego leczenia zaćmy musi zostać odebrana jako atak na seniorki i seniorów.
W przypadku planu „ograniczenia na liście leków wydawanych nieodpłatnie dla dzieci oraz osób powyżej 65. roku życia”, w pierwszej kolejności pojawia się pytanie:
Czy resort zdrowia, wiedząc o pogłębiającej się luce finansowej NFZ i o braku możliwości zapłaty w całości za wcześniej podpisane zobowiązania, postąpił roztropnie, rozszerzając 14 lutego 2025 roku prawo do wystawiania bezpłatnych recept dla seniorów (65+) i dzieci (do 18 lat) również przez jednostki niepubliczne systemu ochrony zdrowia.
Samo określenie „ograniczenie na liście leków” sugeruje istotne pogorszenie dostępu do leków dla seniorów i dzieci. Zapewne nie taka była intencja Ministerstwa. Zastąpienie tego określenia propozycją „zmiana listy leków i zasad ich nieodpłatnego wydawania” zrobiłoby różnicę.
Bliscy resortowi zdrowia eksperci wskazują, że propozycja może polegać na usunięciu z listy leków najdroższych, z pozostawieniem ich tanich zamienników. Paradoksalnie może to być zadanie trudne, bo jest obarczone ryzykiem pogorszenia sytuacji finansowej polskich producentów leków.
Generyki chińskie, indyjskie, nawet tureckie, zawsze będą tańsze niż ich polskie odpowiedniki, co przy podejmowaniu decyzji strategicznych trzeba uwzględnić.
Ostatnia z propozycji pakietu numer trzy – zakończenie programu pilotażowego „Dobry posiłek w szpitalu” okazała się błędem merytorycznym i wizerunkowym.
Z pisma Ministerstwa Zdrowia wynika, że nieprzedłużanie pilotażu przyniesie NFZ 900 mln zł oszczędności. Jednocześnie AOTMiT opublikował raport, który pokazuje, że resort zdrowia przygotowuje się do stałego finansowania standardu żywienia jako elementu leczenia szpitalnego obejmującego wszystkie jednostki systemu.
Wprowadzenie standardu żywieniowego łącznie z dodatkowym finansowaniem w kwocie 895,5 mln zł potwierdza samo Ministerstwo Zdrowia. Można stąd wnosić, że wpisanie tej propozycji oszczędności od początku było błędem albo że stanowisko autorów pisma w sprawie dalszego finansowania diety szpitalnej z konieczności ewoluowało.
Faktem jest, że Ministerstwo Zdrowia znajduje się w bardzo trudnym położeniu. Obciążone odziedziczoną po Izabeli Leszczynie wielomiliardową luką w finansach NFZ, ma na wezwane Ministerstwa Finansów i Gospodarki dokonać finansowego cudu.
Zanim szkic takich propozycji sam przedstawię, jedna uwaga ogólna. Ponieważ nasze publiczne nakłady na ochronę zdrowia wciąż należą do tych niższych w Europie, a wydatki na zdrowie, jako jedyne w budżecie, liczone są według „reguły T – 2”, czyli na podstawie wartości PKB sprzed dwóch lat, wszelkie uwolnione działaniami oszczędnościowymi środki finansowe powinny w pierwszej kolejności poprawić finansowanie świadczeń dzisiaj deficytowych i tych z niskim wskaźnikiem rentowności, a nie pomniejszać wielkość luki finansowej NFZ.
Alternatywne rozwiązania do pakietu numer jeden o zmianie warunków pracy i zasad regulacji płac pracowników przedstawiłem 12 grudnia 2025 roku w analizie dla OKO.press „Propozycje ministerstwa to recepta na zgubę publicznego systemu ochrony zdrowia”.
W pakiecie nr 2, traktującym o planach ograniczenia, a docelowo likwidacji stażu podyplomowego lekarzy i lekarzy dentystów, zamiast likwidacji stażu podyplomowego – proponuję wprowadzenie w kształceniu lekarzy w Polsce systemu bolońskiego (to jest licencjatu i magisterium z medycyny).
System boloński w nauczaniu medycyny został zaproponowany w 2023 roku przez zespół medyczny Instytutu Strategie 2050, którego wtedy byłem częścią. Jest to rozwiązanie pozwalające skrócić ścieżkę kształcenia lekarzy o 0,5 do 1 roku, przy równoczesnym zachowaniu stażu i praktyki zawodowej.
Po wprowadzeniu systemu bolońskiego byłoby możliwe nadawanie częściowego prawa wykonywania zawodu osobom z licencjatem z medycyny (np. po skończonych pięciu latach edukacji), a następnie kierowanie ich na 12-, 18-miesięczne studia magisterskie, których największą składową byłaby praktyka zawodowa. Podobne rozwiązanie stosowane jest w innych programach studiów w Polsce, m.in. politechnicznych, gdzie student studiów magisterskich większość godzin dydaktycznych spędza na praktyce zawodowej.
System boloński w kształceniu lekarzy obowiązuje w wielu krajach europejskich, m.in. w Szwajcarii, Danii, Holandii, Belgii, Islandii i Portugalii.
Taka praktyka mogłaby odbywać się w szpitalu nieklinicznym, również powiatowym, z którym uczelnia miałaby podpisaną umowę na czas praktyki zawodowej.
Tym samym nauczanie praktyczne zawodu byłoby rzeczywiście realizowane, formalnie nadal w trakcie trwania studiów, w tym przypadku studiów magisterskich, lecz już przez studenta posiadającego częściowe PWZ i tytuł licencjata.
W pakiecie numer trzy, zawierającym działania mające przynieść docelowe oszczędności w zakresie budżetu NFZ w 2026 roku, z propozycji przygotowanych przez Ministerstwo Zdrowia i NFZ pozostawiłbym jedynie:
Wśród dodatkowych propozycji, które powinny skutkować zwiększeniem możliwości finansowania świadczeń medycznych przez NFZ, wymieniłbym:
Zupełnie inaczej brzmi „wprowadzenie limitów na leczenie zaćmy”, a inaczej pozostawienie tego zabiegu jako rozliczanego poza limitem, ale z obniżoną jednostkową ceną procedury.
W obowiązującej wersji pisma do Ministerstwa Finansów i Gospodarki istnieje pozycja „taryfikacja świadczeń z obszaru okulistyki”.
Ten zakres zadań należy uzupełnić o ponowną wycenę operacji zaćmy.
Gdybyśmy chcieli problem rozwiązać szybko, z aktualnej wartości operacyjnego leczenia zaćmy wystarczy wyłączyć koszt zakupu soczewki. W koszcie procedury pozostanie wtedy znana przez AOTMiT suma kosztów stałych i pośrednich, a koszt soczewki zostanie przez NFZ rozliczony niezależnie, na podstawie załączonej faktury jej zakupu.
Obowiązująca dzisiaj wartość świadczenia została wyliczona dawno temu. Od tego czasu implantowane do oczu soczewki znacząco potaniały. W przypadku operacyjnego leczenia zaćmy, zakup soczewki pozostaje głównym kosztem procedury. Jeżeli więc szpital operacyjnie leczący zaćmę ponosi niższe koszty zakupu soczewek, o taką samą kwotę powinien mieć obniżony jednostkowy koszt świadczenia. Ta zasada powinna zostać zastosowana przy korekcie wycen innych świadczeń, w których to koszty zużywalnego jednorazowego sprzętu i materiałów medycznych decydują o szczególnie wysokiej wycenie całej procedury.
Problem limitowania badań tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego można rozwiązać przez zmniejszenie liczby, często bezzasadnie powtarzanych, kosztochłonnych badań obrazowych.
Wystarczy, żeby powstał obowiązek wpisywania w Indywidualne Konto Pacjenta (IKP) faktu wykonania konkretnego badania oraz obowiązek wydawania pacjentom bezpośrednio po wykonaniu badania nośnika z nagranym badaniem TK / NMR, razem z programem do odczytania badania.
Prawo lekarza radiologa do rozliczenia faktu wykonania badania obrazowego powinno powstać dopiero z chwilą umieszczenia jego opisu w IKP, pod warunkiem wykonania badania według określonego standardu. Opis badania zabezpieczony hasłem powinien również zostać wysłany na służbowy adres e-mail lekarza, który chorego na badanie skierował. Każde badanie kolejne, również kontrolne wymaga na skierowaniu merytorycznego uzasadnienia.
Konieczne jest wprowadzenie zmian w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej (AOS), promujących świadczenia kompleksowe, pierwszorazowe i zabiegowe.
Celem nowoczesnej organizacji AOS, oprócz ścisłego powiązania AOS z podstawową opieką (POZ) oraz ze szpitalami, co już bardzo powoli się dzieje, powinno stać się powiązanie finansowania porad specjalistycznych wykonywanych w ramach AOS z finansowaniem świadczeń jednostek do poradni specjalistycznych pacjentów kierujących. Porada specjalistyczna powinna stać się częścią świadczenia kompleksowego realizowanego przez poradnię POZ z opieką koordynowaną lub przez szpital (w ramach opieki związanej z hospitalizacją do 30 dni po wypisie).
Żeby uniknąć multiplikowania kolejnych wizyt cząstkowych, rozliczeniu powinna podlegać dopiero konsultacja kompleksowa.
Już na pierwszą poradę specjalistyczną pacjent powinien zgłosić się z kompletem koniecznych badań. Takie możliwości daje opieka koordynowana w POZ. Jeżeli chcielibyśmy zaplanować powrócenie do nałożenia na konsultacje specjalistyczne limitów, w pierwszej kolejności powinno to zostać sprawdzone w ramach pilotażu.
Do rozważenia są dwa różnie zaplanowane pilotaże:
Proponowanym rozwiązaniem jest aktywna informatyzacja usługi aptekarskiej.
Nie jest tajemnicą, że seniorzy kupują leki często w dużych ilościach i o podobnym składzie, pozyskując recepty z różnych źródeł. W konsekwencji znaczna część z tych leków się przeterminowuje. Z punktu widzenia opieki nad seniorami szczególnie ważnym zadaniem jest umożliwienie dostępu do danych medycznych zawartych w IKP w odniesieniu do wszystkich seniorów, bez nakładania na nich obowiązku zakładania i korzystania z tego konta. Wszystkie, i te wystawione, i te zrealizowane recepty powinny wyświetlać się na IKP pacjenta. Farmaceuci w aptece powinni dysponować swobodnym dostępem do części farmaceutycznej IKP.
Przy takich technicznych możliwościach
farmaceuta realizujący receptę pacjenta, na podstawie danych z IKP miałby pełną wiedzę o wystawionych i zrealizowanych receptach oraz faktycznym zużyciu leków przez pacjenta.
Powinno to zapobiec nieuzasadnionej sprzedaży leków, przypadkom polipragmazji (przyjmowania ponad pięciu leków, które mogą ze sobą wchodzić w interakcję) i interakcji lekowych. A także ewentualnym próbom nieuprawnionego wnioskowania o leki, szczególnie w sytuacji wystawienia recepty obowiązującej przez długi okres czasu.
W przypadku dzieci pomysł ograniczenia na liście leków wydawanych nieodpłatnie, do proponowanego limitu, można zastąpić propozycją zmiany źródła płatności za leki z NFZ na Fundusz Medyczny. Byłaby to zmiana tożsama z rozliczaniem kosztów świadczeń medycznych wykonywanych u małoletnich na zasadach bezlimitowości.
Poza tym rozważyć należy:
Ktoś mógłby powiedzieć, że wszystkie te składki to środki budżetowe i nie ma znaczenia, czy zostaną one wyciągnięte z szuflady Ministerstwo Zdrowia, czy z szuflad MON, MSWiA itd. Pełna zgoda, ale dlaczego to Ministerstwo Zdrowia zawsze ma być tym najgorzej zarządzanym i z największym deficytem?
Poza tym należy rozważyć:
I znowu ktoś mógłby powiedzieć, że dopiero co prezydent Nawrocki zawetował ustawę podnoszącą stawki akcyzowe. Jestem jednak przekonany, że prezydentowi trudniej byłoby wetować, gdyby w ustawie podwyższającej akcyzę na alkohol i podatek cukrowy pojawił się zapis, że 100 proc. przychodu pójdzie na precyzyjnie wskazane świadczenia medyczne i programy profilaktyczne, gdyby została uchwalona ustawa zakazująca sprzedaży alkoholu co najmniej na stacjach benzynowych, a rząd zobowiązałby się do rzeczywistych prac nad systemowym leczeniem uzależnień.
Musimy rozmawiać też o:
Swoje propozycje do ministra Domańskiego uzupełnię o pakiet czwarty, którego w piśmie ministry Jolanty Sobierańskiej-Grendy mi zabrakło:
zwiększenie przychodów NFZ ze składki zdrowotnej.
Skoro, opierając się na słowach Premiera Donalda Tuska, nie ma szans na realne podniesienie składki zdrowotnej, trzeba szukać rozwiązań alternatywnych.
Z punktu widzenia zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia, źródłem nowych środków mogą się stać:
W realizacji zasady maksymalizacji przychodów związanych z poborem składki zdrowotnej możliwe są dwa działania. Obydwa polegają na zmianie definicji podstawy dla wyliczenia składki zdrowotnej:
Całkowita reforma KRUS z przyczyn czysto politycznych niestety nie jest możliwa. Ale przy odrobinie konsekwencji możliwe powinno stać się podwyższenie kwoty składki zdrowotnej rolników i członków ich rodzin z 1 zł do chociaż 2 zł za jeden hektar.
Ta propozycja, w przypadku gospodarstw do powierzchni przeliczeniowych 6 ha obciążyłaby budżet państwa nowym kosztem. Jednak już w przypadku gospodarstw większych niż 6 hektarów stałaby się źródłem nowych środków.
Źródłem wyłącznie nowych środków stałoby się pozbawienie prawa ubezpieczenia w KRUS osób, które posiadają lub dzierżawią obszar do 2 ha ziemi, ale utrzymują się z działalności pozarolniczej. W tym celu konieczna byłaby zmiana definicji „rolnik” i /lub „gospodarstwo aktywne”.
Wszystkie przedstawione propozycje własne w pakiecie nr 3 i nr 4 zostały szerzej przedstawione w opublikowanej przez OKO.press 1 października 2024 roku analizie „Obniżenie składki zdrowotnej? Ten plan trzeba porzucić”. Czy tym razem ktokolwiek zwróci na nie uwagę?
Dr hab. n. med., lekarz anestezjolog, intensywista, medyk ratunkowy. Od roku 2019 aktywnie uczestniczyłem w tworzeniu programów zdrowotnych. W latach 2019-2020 współpracowałem programowo z Wiosną Roberta Biedronia, a w latach 2020-2025 z Instytutem Strategie 2050. Obecnie niezależny. Współautor ponad 20 analiz programowych, które tematycznie obejmują spektrum całego systemu ochrony zdrowia. Autor książki "System ochrony zdrowia w Polsce. Zdrowiu na Ratunek" (2025). Obecnie sędzia w Sądzie Lekarskim Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie. W latach 2019 i 2023 kandydat w wyborach do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej IX i X kadencji.
Dr hab. n. med., lekarz anestezjolog, intensywista, medyk ratunkowy. Od roku 2019 aktywnie uczestniczyłem w tworzeniu programów zdrowotnych. W latach 2019-2020 współpracowałem programowo z Wiosną Roberta Biedronia, a w latach 2020-2025 z Instytutem Strategie 2050. Obecnie niezależny. Współautor ponad 20 analiz programowych, które tematycznie obejmują spektrum całego systemu ochrony zdrowia. Autor książki "System ochrony zdrowia w Polsce. Zdrowiu na Ratunek" (2025). Obecnie sędzia w Sądzie Lekarskim Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie. W latach 2019 i 2023 kandydat w wyborach do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej IX i X kadencji.
Komentarze