Pomoc prawna Obywateli RP zaskarżyła już do sądu zatrzymania 53 uczestników różnych manifestacji. Początkowo sędziowie uznawali, że nie mają oni prawa skarżyć policji do sądu, bo formalnie w ogóle nie byli zatrzymani. Teraz orzekają, że długotrwałe trzymanie w radiowozie czy komisariacie było faktycznie zatrzymaniem. W dodatku bezzasadnym i nieprawidłowym

Zatrzymania, które formalnie nie są zatrzymaniami to jeden ze sposobów uprzykrzania życia uczestnikom antyrządowych manifestacji, a zwłaszcza ich organizatorom. Są oni często wyłapywani przez policję podczas zgromadzeń i przetrzymywani w radiowozach lub w komisariatach, czasami po kilka godzin. W ten sposób funkcjonariusze uniemożliwiają im udział w kolejnych demonstracjach.

Łącznie prawnicy współpracujący z pomocą prawną Obywateli RP (czyli ObyPomocą) skierowali do sądów 53 zażalenia na zatrzymania przez policję, w tym 39 w sprawie członków ruchu Obywatele RP i 14 w sprawach innych osób.

Najwięcej z zażaleń – aż 38 – dotyczy uczestników antyfaszystowskiej pikiety, zorganizowanej przez Obywateli RP 11 listopada 2017 roku. Sąd wydał na razie (do 15 stycznia 2018) postanowienia w ośmiu z tych spraw. Inne zażalenia dotyczą:

  •  manifestacji z 27 lipca 2017 roku pod siedzibą PiS przy ul. Nowogrodzkiej (zatrzymano 9 osób; sąd wydał już postanowienia w sprawie sześciu),
  • kontrmiesięcznicy z 10 sierpnia 2017 roku (zatrzymanie 1 osoby; zapadło już orzeczenie sądu),
  • pikiety wspierającej Obywateli RP przesłuchiwanych 22 sierpnia 2017 roku w komisariacie policji przy ul. Rydygiera w Warszawie (zatrzymanie 3 osób; sąd rozpatrzył 2 zażalenia)
  • oraz zatrzymania z 20 października 2017 roku, przy ul. Bytomskiej (2 osoby; sąd jeszcze rozpatruje sprawy).


Zatrzymania pod siedzibą PiS

Pierwsze rozstrzygnięcia sądów w sprawie zażaleń nie były korzystne dla osób reprezentowanych przez  ObyPomoc. Dotyczyły zatrzymań z 24 lipca 2017 roku.

Trwały wówczas demonstracje przed Pałacem Prezydenckim. Ich uczestnicy domagali się, by prezydent Andrzej Duda zawetował ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Część protestujących przeniosła się pod siedzibę PiS, przy ul. Nowogrodzkiej. Jak twierdzi policja, ktoś złożył zgłosił wówczas, że zakłócają spokój i porządek publiczny.

Kilkoro uczestników manifestacji, którzy nie chcieli się podporządkować rozkazom policji, zostało przeniesionych do radiowozów, gdzie legitymowano ich przez blisko 3 godziny oraz nałożono mandaty (których nie przyjęli i które skierowano do sądu).

Zaskarżyli oni działania policji do sądu – domagając się zbadania, czy ich zatrzymanie było legalne, zasadne i prawidłowe.

Policja w pismach kierowanych do sądu przekonywała, że uczestnicy manifestacji nie zostali zatrzymani lecz doprowadzeni do radiowozów „na czas wykonywania czynności administracyjnych, m.in. legitymowania, potwierdzenia tożsamości oraz sporządzenia stosownej dokumentacji”.



Takie same sprawy, różne orzeczenia 

W sprawie zażaleń uczestników tego samego zgromadzenia sędziowie III Wydziału Karnego Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy wydali kilka zupełnie różnych orzeczeń. W miarę upływu czasu – coraz korzystniejszych dla Obywateli RP.

19 września 2017 roku sędzia Maciej Jabłoński, rozpatrujący zatrzymanie Wojciecha Kinasiewicza postanowił pozostawić je bez rozpoznania.

Uzasadniał, że Kinasiewicz nie ma prawa do zażalenia, bo przysługuje ono tylko komuś, kogo „zatrzymano w sposób procesowy” – to znaczy poinformowano, że jest zatrzymany, podano powód i sporządzono protokół z zatrzymania.

A w przypadku zatrzymań Obywateli RP pod siedzibą PiS policja nie wykonywała żadnej z tych czynności. Sąd uznał, że „czasowe ograniczenie swobody poruszania się”, związane z legitymowaniem kogoś przez policję oraz próbą wręczenia mandatu, to „zatrzymanie operacyjne” – na które nie można złożyć zażalenia do sądu.

Równocześnie jednak sąd zwrócił się do prokuratury o zbadanie, czy podczas legitymowania Kinasiewicza policjanci nie przekroczyli swoich uprawnień.

Jak uzasadniał sędzia, według relacji Kinasiewicza, czynności te trwały 3 godziny. „Gdyby tak rzeczywiście było, to wymagałoby wyjaśnienia, co spowodowało tak nieproporcjonalnie długi czas prostych, rutynowych czynności i czy okres ograniczenia swobody poruszania się skarżącego, nie przerodził się w szykanę lub pretekst do uniemożliwienia mu udziału w trwającej właśnie demonstracji” – napisał w orzeczeniu.

24.07.2017 Warszawa, ul. Nowogrodzka. Funkcjonariusze wyciągają spośród zgromadzonych pod siedzibą PiS Wojciecha Kinasiewicza. Fot. Kuba Atys/Agencja Gazeta

24 września 2017 roku sędzia Beata Adamczyk-Łabuda postanowiła pozostawić bez rozpoznania zażalenie Kingi Kamińskiej. Decyzję uzasadniała podobnie jak sędzia Jabłoński – tym razem uznając działania policji za „czynności administracyjne”, wynikające z ustawy o Policji. Nie zdecydowała jednak o skierowaniu sprawy do prokuratury. W uzasadnieniu napisała, że to Kamińska powinna skierować „zastrzeżenia do zachowania funkcjonariuszy” do właściwego Komendanta Rejonowego Policji i prokuratury.

Kamińska odwołała się od tego orzeczenia. I 29 grudnia 2017 roku sędzia Sebastian Ładoś nakazał sądowi pierwszej instancji merytoryczne rozpatrzenie sprawy. Uzasadnił, że jeśli Kamińska była przetrzymywana 3 godziny – „należy uznać, że faktycznie doszło do zatrzymania skarżącej w stricte procesowym znaczeniu. Brak protokołu należy wówczas traktować jako uchybienie organu policji, a nie okoliczność, która przesądza o kwalifikacji prawnej czynności dokonanej z udziałem Kingi Kamińskiej” – pisał w orzeczeniu.

24.07.2017 Warszawa , ul. Nowogrodzka. Policja wyciąga Kingę Kamińską z grona manifestujących. Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

W międzyczasie – 26 września 2017 roku – sędzia Agnieszka Tyszkiewicz, rozpatrując sprawę Rafała Suszka z Obywateli RP, uznała, że

długotrwałe trzymanie kogoś w policyjnym radiowozie, nawet jeśli nie towarzyszy mu postanowienie o zatrzymaniu, protokół i pouczenie o prawach zatrzymanego – jest faktycznie zatrzymaniem. A skoro nie dopełniono podczas niego wymaganych formalności  – jest w dodatku zatrzymaniem nieprawidłowym.

Równocześnie uznała jednak, że zatrzymanie było zasadne i legalne. Legalne – bo działania policji związane były z podejrzeniem popełnienia przez manifestantów wykroczenia, a Suszek (podobnie jak inni uczestnicy manifestacji) odmówił funkcjonariuszom podania swoich danych (co także stanowi wykroczenie). Zasadne – bo doprowadzono go do radiowozu, by ustalić jego tożsamość.

Sędzia Tyszkiewicz napisała jednak również w uzasadnieniu, że „środki użyte przez funkcjonariuszy należy uznać (…) za niewspółmierne i mogące rodzić obawy, iż cel interwencji nie był związany wyłącznie z koniecznością ustalenia danych i przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego o wykroczenie”.

18 października 2017 roku sędzia Sylwia Słowiok-Janus poszła jeszcze dalej.

Uznała zatrzymanie Arkadiusza Szczurka ze stowarzyszenia Obywatele Solidarnie w Akcji za „legalne lecz niezasadne i przeprowadzone w sposób nieprawidłowy”.

Legalne – bo działania policji związane były z podejrzeniem popełnienia przez manifestantów wykroczenia i Szczurek odmówił funkcjonariuszom podania swoich danych. Niezasadne – bo jego długość była nieproporcjonalna do czasu legitymowania. I nieprawidłowe – bo policja nie dopełniła niezbędnych formalności.

Sędzia podkreślała w uzasadnieniu, że zatrzymani zostali główni uczestnicy zgromadzenia, dysponujący sprzętem nagłaśniającym, co może rodzić „poważne obawy”, że rzeczywisty cel ich zatrzymania nie był związany z koniecznością wylegitymowania.

Takie samo orzeczenie wydała również 18 października 2017 roku sędzia Monika Tkaczyk-Turek, w sprawie zatrzymania Katarzyny Majer.



Sierpniowa kontrmiesięcznica i pikieta solidarności

Ostatnie orzeczenia w sprawie zatrzymań pod siedzibą PiS wyznaczyły linię orzeczniczą w kolejnych, podobnych sprawach dotyczących innych manifestacji.

6 grudnia 2017 roku sędzia Jakub Kamiński z II Wydziału Karnego Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy uznał, że

także zatrzymanie Wojciecha Kinasiewicza dokonane przez policję podczas sierpniowej kontrmiesiuęcznicy w 2017 roku było niezasadne i nieprawidłowe.

Funkcjonariusze nie mieli podstaw, by trzymać go 2 godziny w radiowozie i nie sporządzili z zatrzymania protokołu. Choć sama czynność zatrzymania była legalna, bo Kinasiewicz odmówił policji pokazania dokumentów.

Takie same orzeczenia wydała 7 grudnia 2017 roku sędzia Agnieszka Berezowska z II Wydziału Karnego Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy w sprawie zatrzymania Kinasiewicza i Warczykowskiego z Obywateli RP, którzy uczestniczyli 22 sierpnia 2017 roku w 4-osobowej pikiecie pod komisariatem policji przy ul. Rydygiera. Zamierzali wesprzeć uczestników wcześniejszych manifestacji, których przesłuchiwano w tym dniu w komisariacie. Policja chciała wylegitymować uczestników pikiety, ale odmówili podania swoich danych. Zostali doprowadzeni na komisariat w celu ustalenia tożsamości.

Sąd uznał ich zatrzymanie za legalne, niezasadne i nieprawidłowe. Legalne – bo związane z podejrzeniem popełnienia wykroczenia (zorganizowanie nielegalnego zgromadzenia) i odmową podania danych przez uczestników zgromadzenia. Niezasadne – bo wylegitymowanie nie wymagało doprowadzenia na policję. Nieprawidłowe – bo funkcjonariusze nie dopełnili formalności.



Antyfaszystowska pikieta

Podobne orzeczenia zapadły w kilku pierwszych w sprawach dotyczących zdarzeń z 11 listopada 2017 roku.

Obywatele RP zorganizowali wówczas antyfaszystowską pikietę przy ul. Smolnej, nieopodal trasy Marszu Niepodległości (którego organizatorami byli narodowcy). Rozwinęli transparent ze zdjęciami marszu faszystów w 1933 roku w Norymberdze i narodowców wiosną 2017 roku w Warszawie oraz napisem „Warszawa zhańbiona”. Jak informował wówczas OKO.press rzecznik stołecznej policji kom. Sylwester Marczak, tego dnia „do Referatu ds. Wykroczeń Komendy Rejonowej Policji Warszawa I przewiezione zostały 42 osoby”.

Byli wśród nich m.in.: Paweł Kasprzak, Gabriela Lazarek, Tadeusz Jakrzewski, Michał Szymanderski-Pastyk, Piotr Pytlakowski, Rafał Suszek i Klementyna Suchanow.

Rzecznik tłumaczył wtedy, że ich doprowadzenie na komendę i przetrzymanie tam przez dłuższy czas, związane było z podejrzeniem „naruszenia przepisów o zgromadzeniach” oraz potrzebą „wykonania niezbędnych czynności z tym związanych, w bezpiecznych dla wszystkich warunkach”.

3 stycznia 2018 sędzia Marta Szymborska rozpatrzyła pierwsze 5 z 38 zażaleń zatrzymanych. A 11 stycznia, kolejne zażalenie – sędzia Małgorzata Drewin.

Uznały, że zatrzymania uczestników antyfaszystowskiej pikiety były legalne, ale bezzasadne i nieprawidłowe. Sędzia Szymborska zadecydowała również, że skieruje sprawę do prokuratury, by sprawdziła, czy policjanci nie nadużyli uprawnień przetrzymując uczestników pikiety.

Ale nie znaczy to, wszystkie sądy orzekają w sprawach zatrzymań manifestantów tak samo. 12 stycznia sędzia Adam Grzejszczak uznał, że zatrzymanie Michała Olejniczaka było legalne, zasadne, nieprawidłowe. Robiąc krok wstecz w stosunku do wcześniejszych wyroków. A w ostatni poniedziałek, 15 stycznia, rozpatrując zażalenie w sprawie zatrzymania Magdy Pecul-Kudelskiej, sędzia Katarzyna Rutkowska-Giwojno uznała, że nie było to zatrzymanie. Wracając tym samym do punktu wyjścia.


AKTUALIZACJA: Informacje o orzeczeniach ze stycznia i lutego 2018 roku można znaleźć  z artykule Agnieszki Dzikowskiej, na stronie Obywateli RP.


Wicenaczelna i szefowa zespołu śledczego OKO.press. Dziennikarka „Polityki” (2000–13), krótko „GW”, a od wiosny 2016 roku - OKO.press. Dziennikarka Roku Grand Press 2016. Laureatka kilkunastu innych nagród dziennikarskich, m.in. Grand Press za dziennikarstwo specjalistyczne, Nagrody Radia Zet im. A. Woyciechowskiego, Nagrody im. Dariusza Fikusa, kilku nagród i wyróżnień SDP (przed jego przejęciem przez dziennikarzy "niepokornych"). Bałucki charakter.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym

Wiesz więcej? Skontaktuj się z zespołem śledczym OKO.press i przekaż nam swoje informacje [email protected]