Prawa autorskie: Agata KubisAgata Kubis
02 czerwca 2022

Kolejny dzień głodówek w ośrodkach dla cudzoziemców. Jeden z mężczyzn w szpitalu, inny się okalecza

Według relacji mężczyzny, który przebywa w ośrodku zamkniętym w Lesznowoli, w poniedziałek w nocy jeden z głodujących Kurdów udał się do łazienki, gdzie stracił przytomność. Wezwane pogotowie zabrało go szpitala. Z kolei protestujący z Przemyśla informują nas o samookaleczaniu

30. dzień strajku głodowego w ośrodku zamkniętym w Lesznowoli. Protest 4 maja rozpoczęło aż 23 mężczyzn – do dziś głoduje dziesięciu. To Kurdowie z Iraku oraz z Turcji. Domagają się zwolnienia do ośrodków otwartych. Przekonują, że nie są kryminalistami, żeby spędzać czas w więzieniu.

To już drugi strajk głodowy w Lesznowoli, pierwszy prowadziło pięciu Syryjczyków. Zakończył się sukcesem, mężczyźni zostali zwolnieni z detencji.

W ślady strajkujących w Lesznowoli poszli mężczyźni z Krosna Odrzańskiego, Przemyśla oraz Wędrzyna.

Protesty relacjonują media, rozwój wydarzeń śledzą organizacje pozarządowe oraz aktywiści, interweniują też parlamentarzyści. Choć w przypadku Lesznowoli – bezskutecznie.

Niemal od początku protestu w Lesznowoli grupa aktywistów, luźno powiązana m.in. z Grupą Granica, domaga się dopuszczenia niezależnych negocjatorów. Aktywistów wspierają politycy. Z interwencjami poselskimi zwracali się już Hanna Gill-Piątek, Franek Sterczewski, Paweł Zalewski. Osobiście ośrodek wizytowali Tomasz Aniśko - poseł na Sejm RP, Katarzyna Kretkowska, Małgorzata Tracz oraz Daria Gosek-Popiołek.

Poseł Aniśko pośredniczy także w negocjacjach o dopuszczenie negocjatorów, co wciąż przypomina grę w głuchy telefon. Jak informowały nas w piątek 27 maja pracowniczki biura posła, Straż Graniczna przekonywała, że decyzja w sprawie negocjacji została już podjęta, co więcej miano przesłać ją mailem. Rozmawialiśmy wczoraj z biurem Aniśki – nadal nie dotarła żadna odpowiedź, a urzędnicy przestają odbierać od nich telefony.

Ośrodek usiłowała odwiedzić asystentka Aniśki, Laura Kwoczała, wraz z psycholożką Marią Księżyk oraz tłumaczem. Na miejsce przybyli także aktywiści, którzy rozpoczęli protest solidarnościowy, gdy panie nie zostały wpuszczone. Kwoczała i Księżyk przybyły na zaproszenie samych strajkujących, którzy chcieli się widzieć z psychologiem z zewnątrz, Straż Graniczna odmówiła im wejścia tłumacząc się niedopełnieniem przez wizytujących formalności.

Maria Książek jest pełnomocniczką jednego z mężczyzn, którego odwieziono zeszłej nocy do szpitala. Wraz z tłumaczem pojechała do Grójca na SOR, gdzie mężczyzna został przyjęty. Nie została dopuszczona do niego przez obecną na miejscu Straż Graniczną i policję. Jak relacjonuje, mężczyznę pilnowało łącznie pięciu funkcjonariuszy. Rano zdecydowano o jego wypisaniu z SOR-u i przewiezieniu do szpitala psychiatrycznego w Radomiu. Jaki był jego stan i co dokładnie mu dolegało – nie wiadomo. Szpital odmówił wydania dokumentacji medycznej Księżyk, mimo że jest pełnomocniczką pacjenta.

W trakcie protestu pojawiają się sugestie, jakoby mężczyźni symulowali oraz nie schodzili na posiłki do jadalni w wyznaczonych porach, ale jedli w swoich pokojach. Poseł Aniśko usłyszał podczas wizytacji w ośrodku uwagę, że mężczyźni podjadają ciastka. O tych zarzutach pisaliśmy w OKO.press. To wyraźnie oburzyło jednego z przetrzymywanych w ośrodku w Lesznowoli, z którym rozmawiamy od początku protestu.

„Wystarczy na nich spojrzeć, fatalnie wyglądają. Schudli przynajmniej 10 kilo”

– mówi mężczyzna. Rozmawialiśmy też z jednym z głodujących, który już kilkukrotnie podejmował kilkudniowe suche głodówki, czyli odmawiał zarówno jedzenia, jak i picia wody. Mężczyzna opowiadał, że gdy słabł, podawano mu kroplówkę. Był też wyraźnie sfrustrowany przedłużającymi się procedurami.

„Dostałem jedną odmowę, drugą, cały czas siedzę tu zamknięty, jak zwierzę w klatce. Tylu ludzi przyjechało do Europy, Niemcy ich przyjęli, Francja, a nas się tu zamyka” – opowiada.

Nie jesteśmy w stanie w żaden sposób zweryfikować, czy mężczyźni prowadzą głodówkę uczciwie, czy wspomagają się drobnymi posiłkami, albo herbatą czy kawą z cukrem. Sytuację komplikuję też fakt, że mężczyźni odmawiają poddawania się badaniom lekarskim wykonywanym w ośrodku. Pytaliśmy też Straż Graniczną o to, w jaki sposób weryfikują autentyczność protestu, ale odpowiedzi jak dotąd nie dostaliśmy.

„Przecież wystarczy ich zważyć” – mówi nie kryjąc oburzenia mężczyzna, z którym rozmawiamy.

W ślad głodujących z Lesznowoli poszli inni cudzoziemcy poddani detencji. W Krośnie Odrzańskim, na tę chwilę, według informacji przekazanych nam przez Straż Graniczną, protest głodowy prowadzi czerech mężczyzn. Jak informuje nas rzecznik prasowa Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej „z 7 Irakijczyków tylko 4 wczoraj nie pobrało kolacji. Reszta wróciła do normalnego odżywiania”.

Albo nas wypuścicie z ośrodka, albo tu umrzemy

Z mężczyznami protestującymi w Lesznowoli kontaktowaliśmy się w sobotę, gdy tylko dotarła do nas informacja o kolejnych głodówkach. Mówili nam, że do Polski przyjechali w zeszłym roku, przekroczyli granicę na Podlasiu. Co prawda udało im się uniknąć push-backów, ale jeden z nich skarży się, że doświadczył przemocy ze strony strażników w Wędrzynie, skąd zostali przeniesieni właśnie do Krosna.

Mężczyźni w ośrodkach zamkniętych przebywają od wielu miesięcy: część od dziewięciu, część od sześciu miesięcy. Powiedzieli nam, że mają jeden postulat – zwolnienie z detencji.

Mówią: albo nas wypuścicie z ośrodka, albo tu umrzemy. W poniedziałek w Strzeżonym Ośrodku dla Cudzoziemców w Krośnie Odrzańskim z cudzoziemcami spotkała się poseł Anita Kucharska-Dziedzic i senator Wadim Tyszkiewicz.

Rozmawialiśmy z Kucharską-Dziedzic, która potwierdziła nasze informacje zebrane od protestujących.

„Mężczyźni powiedzieli, że jeśli ich postulaty nie zostaną spełnione, w czwartek przejdą na suchą głodówkę"– przekazała nam Kucharska-Dziedzic. Komendant ośrodka miał też przekazać, że jeśli przejdą na suchą głodówkę, to będzie miał prawo włączyć karmienie siłą.

Wiemy też, że do ośrodka z interwencją me wejść poseł Tomasz Aniśko.

Kontaktowaliśmy się także z prowadzącymi strajk głodowy mężczyznami w ośrodku zamkniętym w Przemyślu. Mężczyźni protestują już siedem dni, to dwóch Kurdów, jeden z Iraku, drugi z Iranu. Dołączył do nich także obywatel Jemenu.

„W czwartek Jemeńczyk chciał się zabić, pociął sobie rękę żyletką. Trafił do lekarza, a następnie do izolatki. Teraz ma podbite oczy. Mówił mi, że to strażnik go uderzył” – przekazuje nam mężczyzna, z którym się kontaktujemy.

„Mnie z kolei zabronili korzystać z komputera, więc nie mogę kontaktować się ze swoją rodziną. Powiedzieli, że jeśli nie będę jadł, to nie będę mógł używać Skype’a” – dodaje protestujący.

Poza tym mężczyzna przekonuje, że nikt z nimi na temat protestu nie rozmawia. W dalszym ciągu nie odwiedził ich lekarz.

W weekend protestowało także dwóch braci w Wędrzynie. Mężczyźni domagali się przeniesienia do innego ośrodka. Jak dowiadujemy się od naszego informatora, zostali już przeniesieni i na tę chwilę w Wędrzynie nikt nie głoduje. Rzecznik Nadodrzańskiej Straży Granicznej potwierdza, że w Wędrzynie nie ma już głodówki. „W Wędrzynie na ten moment żaden z cudzoziemców nie odmawia spożywania posiłków”.

Na tę chwilę nie dostaliśmy żadnych informacji od Straży Granicznej o sytuacji w Lesznowoli oraz Przemyślu. Pytania wysłaliśmy drogą mailową, czekamy na odpowiedź.

Mężczyźni, którzy decydują się na protesty, najpierw przeszli przez polsko-białoruskie pograniczne, gdzie spotykali się z przemocą po stronie białoruskiej oraz systemową przemocą po stanie polskiej. Gdy już udało im się wręczyć wnioski o ochronę międzynarodową, składane nieraz jako jedyny ratunek przed kolejną wywózką do lasu, trafili do ośrodków zamkniętych, bowiem w myśl polskiego prawa przekroczyli granicę nielegalnie.

Ten system ma co do zasady chronić obywateli Polski przed obcokrajowcami potencjalnie niebezpiecznymi. I nikt nie ma większych wątpliwości, że ludzi przyjeżdżających do Polski należy poddać kontroli, a jeśli nie mają dokumentów, sprawdzić skąd przychodzą i jakie mogą mieć intencje.

Jednak w praktyce z góry traktuje się wszystkich cudzoziemców, którzy przekroczyli polsko-białoruska granicę przez podlaskie lasy, jako przestępców.

Mimo wielu innych możliwości, powszechną praktyką jest niemal automatyczne stosowanie detencji. W gronie pracowników polskiego trzeciego sektora mówi się o przyklepywaniu przez sądy w zasadzie każdego wniosku Straży Granicznej o umieszczenie obcokrajowca w detencji. Sędziowie wolą nie ryzykować, no i taki mamy polityczny klimat.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne