0:00
Prawa autorskie: / Agencja Gazeta/ Agencja Gazeta
13 maja 2022

Rok spod znaku migracji. Komisarz Praw Człowieka nie oszczędza Polski, ale obrywa się całej Europie

Komisarz Praw Człowieka Rady Europy w zeszłym roku najwięcej mówiła o migracji i uchodźstwie. A jej raport pokazuje, że nie tylko Polska ma poważny problem z respektowaniem praw ludzi w drodze

Wydrukuj

Raport komisarz praw człowieka Rady Europy Dunji Mijatović to sprawozdanie z prowadzonego w 2021 roku dialogu z państwami członkowskimi Rady Europy w kwestiach praw człowieka. Mijatović wynotowuje kwestie, którymi się zajmowała, wraz z podejmowanymi konkretnymi działaniami oraz wydawanymi rekomendacjami.

W obszarze zainteresowań komisarz znalazły się prawa dzieci, kobiet, osób LGBTI, czy niepełnosprawnych, a także prawa mniejszości narodowych. Swoją uwagę Mijatović skupiła także na sytuacji więźniów oraz kwestii wolności mediów, czy bezpieczeństwa dziennikarzy. I mimo tak szerokiego wachlarza tematów, głos w mediach Mijatović zabierała najczęściej w kwestii migracji i uchodźctwa, bo aż 388 razy.

To około 3-4 razy częściej, niż w kwestiach obrońców praw człowieka, osób LGBTI, czy wolności słowa i wolności mediów.

Uwagę Mijatović, co naturalne, biorąc pod uwagę reakcję władz na pojawianie się uchodźców oraz migrantów na granicy z Białorusią, skupiła Polska.

Alarmująca sytuacja na Podlasiu

Polskę Mijatović wizytowała od 15 do 18 listopada, a 19 listopada wydała oświadczenie, w którym domagała się natychmiastowego wpuszczenia w strefę nadgraniczną – objętą stanem wyjątkowym, a potem zakazem przebywania – międzynarodowych oraz krajowych organizacji humanitarnych oraz dziennikarzy. Sytuację humanitarną na granicy polsko-białoruskiej określiła jako „alarmującą”.

„W obecnej, wysoce upolitycznionej sytuacji, dodatkowo zaognianej przez narrację skupioną na kwestiach bezpieczeństwa, podstawowe prawa osób dotkniętych kryzysem zostały zepchnięte na dalszy plan i zapomniane. Chociaż sytuacja ta jest wynikiem karygodnych działań Białorusi, nie zwalnia to Polski z jej zobowiązań w zakresie ochrony praw człowieka. Należy znaleźć takie podejście, które na pierwszym miejscu będzie stawiać człowieka i zapewni poszanowanie jego godności i praw” – stwierdziła Mijatović.

Warto też odnotować, że podczas swojej wizyty w Polsce Dunja Mijatović nie została wpuszczona do strefy nadgranicznej, co skrupulatnie odnotował na łamach „Gazety Wyborczej” Adam Bodnar: "Najgorzej jest się przyzwyczaić, uznać daną sytuację za normalną, przejść do własnych spraw. To ludzkie – kto jest bez winy, niech rzuci kamieniem. Ale władzy autorytarnej na tym zależy. By znieczulić, zniechęcić, a osoby protestujące i walczące o idee przedstawić jak radykałów. A nam zamknąć usta, a wreszcie zniewolić. Dlatego – mimo wszystko, mimo naszych ludzkich słabości – o cierpiących ludzi na granicy polsko-białoruskiej musimy się upominać” – argumentował były rzecznik praw obywatelskich.

Tyle że polityczna praktyka całej wspólnoty europejskiej pokazuje, że są to pobożne życzenia, a głos samej Mijatović można porównać do głosu wołającego na pustyni.

„Nie możemy być strefą buforową”

W 2021 roku oberwało się nie tylko Polsce, ale i Grecji, Malcie, Cyprowi, a także Austrii czy Wielkiej Brytanii. A to pokazuje, że w zasadzie cała Europa ma poważny problem z przestrzeganiem praw człowieka na swoich granicach. Skąd bierze się taki stan rzeczy? Nieco światła na tę kwestię rzucają działania komisarz w stosunku do Grecji.

W maju 2021 roku komisarz praw człowieka Rady Europy wystosowała list do trzech greckich ministerstw, domagając się zaprzestania stosowania push-backów zarówno na morzu, jak i na lądzie, oraz rekomendowała podjęcie śledztw przez niezależne instytucje, które powinny – jej zdaniem – zbadać wszystkie zarzuty wysuwane wobec greckiej straży granicznej oraz innych służb.

Jednocześnie komisarz wyraziła głębokie zaniepokojenie dyskredytowaniem przez greckie władze działań organizacji pozarządowych, które nie tylko niosą pomoc humanitarną uchodźcom oraz migrantom, ale także dokumentują push-backi oraz inne przypadki naruszania praw człowieka na granicy.

Mijatović wezwała greckie władze do stworzenia przestrzeni, w których organizacje pozarządowe oraz przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego mogliby bezpiecznie funkcjonować.

Te żądania i rekomendacje doczekały się odpowiedzi greckich władz, w których znajdziemy bliźniaczo podobne argumenty do tych używanych polskie władze.

Ale tylko dlatego prześledzenie tej korespondencji jest istotne.

Zarzuty o stosowanie push-backów Grecja odpiera przywołując wydarzenia z początku 2020 roku, gdy Erdoğan szantażując Europę otworzył swoje granice dla przebywających w Turcji migrantów i uchodźców.

„Odpowiednie władze zmaksymalizowały swoje wysiłki w trosce o ochronę Grecji oraz zewnętrznych granic Europy, realizując tym samym obowiązki wynikające z prawa krajowego oraz unijnego” – czytamy w liście do Mijatović.

„Musimy także wspomnieć o wielkim poświęceniu greckich władz na rzecz ratowania tysięcy żyć od 2015 roku (…) co było możliwe dzięki wysiłkom greckich służb wspieranych przez Frontex (…)” – argumentują greckie władze.

O tym, jak te działania wyglądały w praktyce wiemy m.in. z przeprowadzonego przez dziennikarzy "Der Spiegel" międzynarodowego śledztwa, o którym pisaliśmy w OKO.press.

Jednocześnie Grecy odnotowują, że ich służby często padają ofiarą fake newsów oraz prób dyskredytowania, czy obniżania morale funkcjonariuszy „w większości przypadków przez siatki przemytnicze oraz osoby te siatki wspierające”.

Kim są owe osoby wspierające? Tego Grecy wprost nie piszą, ale można się domyślać o kogo chodzi, gdy w dalszej części odpowiedzi czytamy o potrzebie wprowadzenia ram prawnych dla NGO-sów, tak aby władze miały jasność, że nikt z niosących pomoc humanitarną nie angażuje się w działania nielegalne.

Ta wroga i pełna podejrzliwości postawa Greków wobec NGO–sów oraz samych migrantów i uchodźców nie wzięła się z powietrza. „Wyspy Egejskie nie mogą dłużej służyć jako przeludniona strefa buforowa” – piszą w swej odpowiedzi do Mijatović Grecy i mają rację. Bodaj najbardziej wyrazistym przykładem tej „strefy buforowej” był obóz Moria na greckiej wyspie Lesbos. Pierwotnie przewidziany na 3 tysiące osób obóz stał się domem dla niemal 12 tysięcy, nim pochłonął go pożar – najpewniej wzniecony przez samych uchodźców i migrantów, którzy mieli dość życia w poniżających warunkach.

Sami Grecy wskazują na dwa rozwiązania: wspólna polityka powrotowa – czyli odsyłanie migrantów do domu oraz solidarność europejska, czyli – w domyśle – powrót do systemu relokacji. Tyle, że dziś nie ma woli politycznej, by taką solidarnością się wykazać, czyli przyjmować uchodźców i migrantów. Pokazują to kolejne interwencje Komisarz Praw Człowieka ws. push-backów i łamania praw człowieka na granicach kolejnych państw europejskich.

Śmiertelne pułapki na wodach Europy

Push-backi oprócz Grecji i Polski stosują w zasadzie bezkarnie inne państwa leżące na zewnętrznej granicy UE. Mijatović w swym raporcie pisze o zwróceniu uwagi na sytuacji na Malcie oraz Cyprze.

Maltę upomniała, że nie wolno zawracać płynących migrantów z powrotem w stronę Libii. Mówi o tym wydany już w 2012 roku wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który stwierdza, że w Libii uchodźcom i migrantom grożą tortury oraz śmierć. Mimo to 10 lat później, praktyka zawracania łodzi na Morzu Śródziemnym nadal ma miejsce. Cypr z kolei stosuje push–backi wobec ludzi płynących z Turcji, leży na tym samym szlaku migracyjnym co i Grecja. W przypadku Cypru Mijatović również odnotowała ataki na organizacje pozarządowe

Swoje zastrzeżenia Mijatović wysunęła także wobec Austrii, której wytknęła brak odpowiedniej opieki nad nieletnimi migrantami, a także Wielkiej Brytanii, przywołując list wystosowany do minister spraw wewnętrznych Priti Patel oraz jej odpowiednika we Francji, Geralda Darmanina, w następstwie katastrofy na wodach kanału La Manche.

24 listopada 2021 podczas próby przekroczenia granicy między Francją a Wielką Brytanią życie straciło przynajmniej 27 osób, kobiet, dzieci i mężczyzn. Kanał La Manche to kolejna śmiertelna pułapka na wodach Europy, obok Morza Śródziemnego i Bugu. Migranci i uchodźcy uciekają tędy przed nędzą „dżungli” w Calais, choć obozowisko jako takie już nie istnieje, to ludzie nadal tu koczują, oraz ciężkimi warunkami ośrodków dla uchodźców we Francji.

Ponad połowa z koczujących u progu Wielkiej Brytanii deklaruje chęć połączenia się ze swoimi rodzinami po drugiej stronie kanału, a liczba osób podejmujących próbę przekroczenia tej wewnątrzeuropejskiej granicy na gumowych pontonach stale rośnie – w 2019 było to niewiele ponad 2 tysiące, rok później ok. 8 tysięcy, a już w 2021 niemal 30 tysięcy. Brytyjczycy szacują, że w tym roku będzie to dwa razy tyle, co w roku poprzednim i najwyraźniej niewiele sobie robią z apeli Mijatović. 14 kwietnia Boris Johnson ogłosił bowiem pilotażowy program relokowania migrantów przekraczających granicę z Wielką Brytanią przez kanał La Manche do… Rwandy.

Narzędzia są, tylko gdzie wola polityczna?

Brawurowy pomysł Johnsona pokazuje wyraźnie, do czego zdolni są europejscy przywódcy, którzy kwestie migracji i uchodźstwa rozgrywają dla własnych korzyści politycznych i to od wielu lat. Mijatović we wstępie do swego raportu trafnie zauważa, że tematy, którymi się zajmuje, nie są nowe i że podejmowali je także jej poprzednicy. To, co niepokoi Mijatović, to regres w zakresie przestrzegania praw człowieka oraz powszechne podważanie zasad praworządności, co znajduje odzwierciedlenie nie tylko w łamaniu praw migrantów i uchodźców, ale jest widoczne także w pozostałych obszarach działania Komisarz.

Mijatović, wymieniając rekomendacje dotyczące migracji i uchodźctwa, w zasadzie powtarza to, co od lat mówią prawnicy oraz aktywiści działający w tym obszarze. Potrzebne są przede wszystkim bezpieczne drogi oraz europejska solidarność, która powinna przede wszystkim polegać na tym, że kraje graniczne nie są pozostawiane samym sobie, tak jak Grecja.

W pozostawianiu Grecji samej sobie swój niechlubny udział ma Polska, która jest jednym z państw, które od początku sprzeciwiały się systemowi relokacji, w efekcie czego Wyspy Egejskie faktycznie stały się przeludnioną strefą buforową.

Dziś są antyprzykładem, dla pozostałych państw na zewnętrznych granicach, które prowadząc brutalną politykę graniczną opartą na push-backach, bronią się przed „drugim Lesbos”.

Jak wskazuje Mijatović, brak wyraźnego potępienia takich praktyk na poziomie politycznym – czego najlepszym przykładem jest polska strefa nadgraniczna – jest niczym innym jak wysyłaniem sygnału, że łamanie praw człowieka jest w Europie akceptowalnym narzędziem do kontroli migracji.

„Trendy przedstawione w niniejszym raporcie należy odwrócić” – stwierdza Mijatović i puentuje: „Mamy do tego odpowiednie instrumenty, teraz potrzebna jest wola polityczna”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne