0:000:00

0:00

Prawa autorskie: FREDERICK FLORIN / AFPFREDERICK FLORIN / A...

Podczas środowej debaty w Parlamencie Europejskim (28 lutego) w sali plenarnej unosiło się wrażenie lekkiego szoku i niedowierzania. Wydawało się, że „geopolityczne przebudzenie Europy” w związku z zagrożeniem ze strony Rosji, poważnie spóźnione, ale jednak już się dokonało. Dwa lata temu, gdy rosyjskie wojska ruszyły na Kijów.

Mimo to kolejne europejskie iluzje boleśnie zderzają się z rzeczywistością.

Rosja w ciągu najbliższych kilku lat może chcieć konfrontacji z NATO? Ameryka Donalda Trumpa może nie traktować poważnie zobowiązań wynikających z artykułu 5 traktatu waszyngtońskiego, na których oparte jest europejskie bezpieczeństwo? Doniesienia europejskich i amerykańskich służb wywiadu oraz publiczne deklaracje prawdopodobnego kandydata Republikanów na stanowisko prezydenta USA Donalda Trumpa każą brać takie ryzyka pod uwagę.

„Europa musi wzmocnić swoje zdolności obronne” – mówią chórem europarlamentarzyści od prawa do lewa.

„Ryzyka wojny nie należy wyolbrzymiać, ale należy się na nie przygotować. Musimy działać szybko” – uważa szefowa Komisji Europejskiej. KE ma już gotową nową strategię rozwoju europejskiego przemysłu obronnego.

„Musimy być gotowi na każdy scenariusz”

„Unia to nie tylko dotacje i fundusze. To wspólnota wartości, której fundamentem musi być wspólna polityka obronna (...) NATO to nasz główny gwarant bezpieczeństwa, ale musimy być gotowi na każdy scenariusz (...) Czas przygotować się na najgorsze” – wzywał podczas debaty w Parlamencie Europejskim Łukasz Kohut z Lewicy.

Posłowie podkreślali, że niezbędna jest europejska współpraca w zakresie zwiększenia możliwości produkcyjnych w sektorze obronnym, rozbudowa europejskich sił szybkiego reagowania, współpraca w zakresie realizacji zakupów dla armii oraz rozpoczęcie rozmów na temat uniezależniania się Europy od amerykańskiego parasola nuklearnego.

Pomimo że w Europie arsenałem nuklearnym dysponuje Francja i Wielka Brytania, to we wschodniej części kontynentu rozmieszczone są przede wszystkim elementy instalacji amerykańskiej. Jeśli do władzy dojdzie Donald Trump i zrealizuje swoje groźby o wycofaniu sił USA z Europy, duża część kontynentu może mieć problem.

„Tylko Unia Europejska, jako silna i skuteczna wspólnota (...) jest w stanie odeprzeć zagrożenia płynące ze strony reżimu kremlowskiego (...) Potrzeba europejskiej wspólnoty w dziedzinie obronnej. Dziś jest ten czas” – apelował Krzysztof Brejza z Koalicji Obywatelskiej.

„Nie możemy obudzić się dzień po wyborach w USA bez przygotowania (...) Kto lepiej niż Europa może chronić Europę? Nadszedł czas na działanie” – mówiła Valerie Hayer, polityczka z rządzącej Francją partii Odrodzenie Emannuela Macrona.

Hayer to szefowa zrzeszającej partie liberalne grupy Odnowić Europę i kontrkandydatka Ursuli von der Leyen na stanowisko szefowej KE.

Przeczytaj także:

Komisja Europejska przedstawia strategię

„Zagrożenie wojną może nie jest nieuchronne, ale nie jest też niemożliwe. Ryzyka wojny nie należy wyolbrzymiać, ale należy się na nie przygotować. Musimy działać szybko” – podkreślała podczas debaty obecna szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która będzie ubiegać się o reelekcje na to stanowisko po czerwcowych wyborach europejskich (9 czerwca).

Podczas swojego wystąpienia na forum PE von der Leyen przedstawiła zarys europejskiej strategii dla przemysłu obronnego, która ma zostać oficjalnie ogłoszona 5 marca.

W odpowiedzi na wyzwania związane z małą wydolnością europejskiej produkcji zbrojeniowej Komisja Europejska proponuje intensyfikację współpracy na forum UE tak, aby wesprzeć rozwój europejskiej produkcji zbrojeniowej, koordynację zakupów dla armii oraz budowę zapasów broni i amunicji.

Europejska Strategia dla Przemysłu Obronnego, którą Komisja Europejska oficjalnie ogłosi 5 marca 2024, zakłada m.in.

  • mapowanie i koordynację możliwości produkcyjnych przemysłu zbrojeniowego w UE poprzez system europejskich zamówień publicznych,
  • zabezpieczanie łańcuchów dostaw dla przemysłu zbrojeniowego,
  • dotacje na rozbudowę możliwości produkcyjnych,
  • wspólne, ustalane na poziomie państw członkowskich, zamówienia i zakupy dla armii,
  • ułatwienia w realizacji przetargów i zwolnienia z podatku VAT
  • możliwość dofinansowania zakupów i produkcji broni z Europejskiego Banku Inwestycyjnego.

Ogólnie na te działania w ciągu najbliższych trzech lat (do końca obecnego wieloletniego budżetu UE, czyli do końca 2027 roku) może zostać przeznaczonych nawet 100 mld euro. Taką kwotę deklarował podczas konferencji prasowej w Brukseli 28 lutego Thierry Breton, europejski komisarz ds. rynku wewnętrznego i usług, współodpowiedzialny za kształt strategii.

„Wojna w Ukrainie staje się wojną magazynów, w której zdolności produkcyjne będą miały kluczowe znaczenie dla jej finału” – mówił Breton.

„Europejczycy muszą zmienić paradygmat i przejść do trybu gospodarki wojennej. Oznacza to, że europejski przemysł obronny musi podejmować większe ryzyko, a my musimy go w tym wspierać” – podkreślił.

To nie unia obronna, tylko wspólny rynek

W swojej propozycji wsparcia przemysłu zbrojeniowego i koordynacji zakupów dla armii Komisja Europejska bardzo wyraźnie trzyma się swoich traktatowych kompetencji. Nie proponuje budowy „unii obronnej”, która miałaby obejmować tworzenie europejskiej armii, tylko proponuje działania wspierające współpracę przemysłu obronnego – wspólne zamówienia, koordynację dostaw, zabezpieczanie łańcuchów produkcyjnych, czyli działania dotyczące wspólnego rynku.

Zgodnie z obowiązującym obecnie traktatem lizbońskim kwestia obronności oraz zarządzania armią należy do państw członkowskich.

Unia dysponuje wspólną polityką zagraniczną i obrony, ale ma ona ograniczony zakres. Szersza dyskusja na temat jej dalszego rozwoju w związku z wyzwaniami także toczy się dziś w Europie.

„Musimy podjąć konkretne działania w dziedzinie obronności, a takim działaniem jest wsparcie współpracy w ramach jednolitego rynku dla przemysłu zbrojeniowego” – uważa Manfred Weber, szef Europejskiej Partii Ludowej, który także zabrał głos podczas środowej debaty w PE.

Weber podkreślił, że jednym z działań, które można skoordynować na forum UE, jest zwiększenie interoperacyjności europejskich armii.

„Europejskie armie dysponują setkami różnych systemów obronnych, które są ze sobą niekompatybilne. Dlatego musimy kupować razem, tworzyć miejsca pracy w Europie i rozwijać wspólny przemysł zbrojeniowy. Do tego potrzebna jest koordynacja na poziomie europejskim. Dlatego potrzebujemy komisarza ds. obronności oraz europejskiego finansowania” – podkreślił.

Współpraca na forum UE kompatybilna z NATO

Szef EPL podkreślił także, że europejska współpraca obronna w żaden sposób nie wyklucza, ani nie podważa, współpracy w ramach NATO.

„NATO jest fundamentem (…) Ale musimy zrozumieć: na dłuższą metę 330 milionów Amerykanów nie może gwarantować bezpieczeństwa 440 milionów Europejczyków. Musimy to zrobić własnymi środkami. Dlatego to, co robimy tutaj [wsparcie dla przemysłu obronnego w UE, większa koordynacja potencjałów obronnych – red.] nie jest sprzeczne ze zobowiązaniami NATO. Przeciwnie, możemy wzmocnić NATO silnym filarem UE” – powtórzył jedną z linii narracji, którą w dziedzinie bezpieczeństwa Europejska Partia Ludowa forsuje przed wyborami do PE.

Szef Europejskiej Partii Ludowej dodał, że już wywodzący się z partii chadeckich ojcowie założyciele wspólnot europejskich – Robert Schuman (Francuz), Konrad Adenauer (Niemiec) oraz Alcide De Gasperi (Włoch) uważali, że europejska integracja powinna obejmować utworzenie unii obronnej, czyli integrację armii oraz przemysłów zbrojeniowych. „Nie zgodzili się Francuzi” – powiedział Weber.

“Gasperi miał łzy w oczach, kiedy francuski parlament odrzucił ten pomysł. To był 1954 rok. Tuż po II wojnie światowej pomysł był taki: jednoczymy armie, uzależniamy od siebie przemysły, nigdy więcej wojny w Europie. Dziś jesteśmy znowu w punkcie wyjścia i musimy odbyć tę debatę” – powiedział Weber.

Zakończył cytatem z George'a Washingtona: „Wojna to przygotowywanie się do niej” sugerując, że Europa już w pewnym sensie jest w stanie wojny.

„Musimy skończyć z podwójnymi standardami”

Pedro Marques, europoseł z Portugalii i wiceprzewodniczący Grupy Socjalistów i Demokratów, nie omieszkał skrytykować działań Komisji Europejskiej pod wodzą Ursuli von der Leyen, wbijając tym samym szpilę Europejskiej Partii Ludowej.

Marques wytknął KE, że podejmuje działania za późno, w związku z czym Europa „ciągle musi działać w trybie kryzysowym”. Jego zdaniem już dziś widoczne są poważne wyzwania bezpieczeństwa, z którymi się nic nie robi.

“Jeśli chcemy być bezpieczniejsi w Europie musimy skończyć z podwójnymi standardami (…) Gdzie jest nasza obecność w Afryce? Gdzie konkretne działania na rzecz partnerstwa w Ameryce Południowej? (…) Gdzie zdecydowana odpowiedź na zupełnie nieakceptowalne działania Netanjahu w Gazie w odpowiedzi na szaleństwo Hamasu?" – pytał.

"Reszta świata oskarża nas o to, że dbamy tylko o bogatych ludzi na Zachodzie (…) Świat nie będzie z nami współpracował, jeśli kolejne kraje będą się czuły zostawiane w tyle tylko dlatego, że nie są zamieszkane przez osoby rasy kaukaskiej lub bogatych” – mówił Marques, oskarżając KE o podwójne standardy w reakcji na wydarzenia w Gazie.

Dodał też, że Europejska Partia Ludowa sabotuje bezpieczeństwo kontynentu, odwracając się w tej chwili od Europejskiego Zielonego Ładu „za cenę kilkudziesięciu tysięcy głosów” oraz nie będąc wystarczająco pryncypialną wobec krajów, które pogwałcają praworządność.

Ten pierwszy zarzut odnosi się do tego, że mniej więcej od lipca 2023 Europejska Partia Ludowa zaczęła głosować przeciwko kolejnym regulacjom Zielonego Ładu (m.in. dyrektywie o odbudowie zasobów przyrodniczych, o czystym powietrzu, o ograniczeniu użycia pestycydów w rolnictwie). Ten drugi do kwestionowanego przez grupę Socjalistów i Demokratów odblokowania przez Komisję Europejską pieniędzy dla Węgier w grudniu 2023, pomimo że Budapeszt nie wdrożył w wystarczającym stopniu reform przywracających praworządność.

„Musimy zrezygnować z jednomyślności”

Szefowa grupy Odnowić Europę, francuska polityczka Valérie Hayer, która będzie konkurować z Ursulą von der Leyen o stanowisko szefowej Komisji Europejskiej podkreśliła podczas środowej debaty w PE, że Unia Europejska zbyt długo ignorowała sygnały o kłopotach i nie można powtórzyć tego błędu.

„Jeśli będziemy wciąż polegać na naszych sojusznikach z USA, tak jak to robiliśmy, ostatecznym rezultatem będzie niedoinwestowanie naszych zdolności obronnych (...). Nasze więzi z sojusznikami są bardzo cenne, ale nasze priorytety geopolityczne podążają różnymi ścieżkami (...) Nie możemy obudzić się dzień po wyborach w USA bez przygotowania (...) Kto lepiej niż Europa może chronić Europę? Nadszedł czas na działanie” – powiedziała.

Szefowa Odnowić Europę podkreśliła, że popiera ideę współpracy przemysłów zbrojeniowych oraz niezbędnych działań na rzecz poprawy interoperacyjności europejskich armii. Dodała też, że dla bezpieczeństwa państwa członkowskie muszą położyć kres jednomyślności w europejskiej polityce zagranicznej i obrony.

„Jeden rząd, który jest w kontakcie z obcym mocarstwem, może zaszkodzić wszystkim. Musimy zrezygnować z jednomyślności” – powiedziała.

„Działanie potrzebne teraz, nie za 15 lat”

Z postulatem rozwoju wspólnej polityki zagranicznej i obronnej zgadzają się także Zieloni / Wolne Przymierze Europejskie.

Jak podczas debaty w Parlamencie Europejskim mówiła Terry Reintke, szefowa grupy, europosłanka z Niemiec: „Musimy poważnie podejść do wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony w Unii Europejskiej – dla Ukrainy i dla naszego własnego bezpieczeństwa”.

Reintke zgadza się z ideą wspólnych zakupów wojskowych oraz finansowanie badań i rozwoju dla przemysłu zbrojeniowego.

„Liczby pokazują, że współpraca w polityce obronnej jest raczej wyjątkiem niż regułą i jest to coś, co pilnie wymaga zmiany. Przez lata nie osiągnęliśmy efektu, który założyliśmy w odniesieniu do wspólnych zamówień oraz badań i obrony. To nie tylko błąd strategiczny, ale także bardzo nieefektywne wykorzystanie pieniędzy podatników i to również musi się zmienić. Nie za 15 lat. Teraz, dla naszego bezpieczeństwa, dla Ukrainy” – mówiła.

Reintke podkreśliła też rozczarowanie działaniami prezydenta Francji Emannuela Macrona i kanclerza Niemiec Olafa Scholza, których skrytykowała za „kreowanie zamieszania”. Macrona skrytykowała za wypowiedzi na temat wysyłania francuskich żołnierzy na ukraiński front, a Scholza za brak zgody na przekazanie Ukrainie pocisków manewrujących Taurus.

„Musimy bronić naszej wolności razem”

Szef grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, do których należą partie Zjednoczonej Prawicy (Prawo i Sprawiedliwość oraz Suwerenna Polska), Nicola Procaccini, europoseł Braci Włochów Giorgi Meloni, zaatakował Komisję Europejską i Parlament za to, że w ciągu ostatnich pięciu lat, zamiast zajmować się „poważnymi tematami, takimi jak bezpieczeństwo”, zajmowała się „elektrycznymi skuterami i ochroną motyli”.

„Toczyliśmy przemiłe dysputy o tym, że trzeba jeździć rowerami, żeby emitować mniej CO2, rozmawialiśmy o naszych marzeniach na przyszłość, a tymczasem żyjemy w rzeczywistości, która jest piękna, ale i niebezpieczna. Od dawna mówimy o tym, że UE nie powinna chcieć robić wszystkiego, lecz zająć się kilkoma najważniejszymi sprawami. Robić mniej, ale lepiej – to nasz przekaz” – powiedział Procaccini.

Partie zrzeszone w grupie Europejskich Konserwatystów i Reformatorów to partie prawicowe i eurosceptyczne, które uważają, że Unia Europejska nie powinna zajmować się np. walką o praworządność, przestrzeganie praw człowieka czy sprawami klimatu, lecz być ograniczona m.in. do spraw ochrony granic, tworzenia ram wspólnego rynku i co najwyżej subsydiowania produkcji rolnej.

„Wspólna polityka bezpieczeństwa – w tym przede wszystkim naszych granic – to coś, co Europa może robić dobrze (...). Współpraca między armiami – jeśli można wydawać mniej, a osiągać więcej – to racjonalne rozwiązanie. Rzymski niewolnik uwolniony z niewoli napisał kiedyś, że trudno jest się bronić samemu. Musimy bronić naszej wolności razem” – powiedział Procaccini.

„UE supermocarstwem? To atak na państwa narodowe”

W imieniu grupy Tożsamość i Demokracja zrzeszającej partie skrajnej prawicy głos zabrał europoseł francuskiego Frontu Narodowego, Jean-Paul Garraud. Jego zdaniem europejska współpraca na rzecz obrony to „bezpośredni atak na suwerenność państw narodowych”.

„Unia Europejska śni, że jest supermocarstwem w pełni kontrolującym własną obronę. To bezpośredni atak na suwerenność naszych narodów. To mrzonka. Nasi obywatele nie chcą umierać za Europę. Umiera się za swojego przywódcę, swoje wartości, swój naród, a nie za europejską wspólnotę gospodarczą” – powiedział poseł Frontu Narodowego podczas debaty.

Jego zdaniem jakiekolwiek marzenia o „ponadnarodowej armii” to mrzonki. Nie ma też mowy o tym, by Francja miała się dzielić z Europą swoim nuklearnym parasolem ochronnym.

„Prezydent Macron próbuje kreować się na globalnego męża stanu (...) Jego wojownicze wypowiedzi przekonały mnie, że gdyby Unia Europejska miała już armię, zostałaby ona zaangażowana w śmiertelny konflikt między Rosją a Ukrainą. Dla silnej Europy potrzebujemy przede wszystkim silnych państw. Musimy wzmocnić nasze własne armie. One pilnie tego potrzebują” – podkreślił Garraud.

;

Udostępnij:

Paulina Pacuła

Pracowała w telewizji Polsat News, portalu Money.pl, jako korespondentka publikowała m.in. w portalu Euobserver, Tygodniku Powszechnym, Business Insiderze. Obecnie studiuje nauki polityczne i stosunki międzynarodowe w Instytucie Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas przygotowując się do doktoratu. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i relacjach w Unii Europejskiej.

Komentarze