0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Marek Podmokly / Agencja Wyborcza.plFot. Marek Podmokly ...

„O co jest ta awantura? Nie rozumiem postulatu rezygnacji z użytkowania koni na Morskim Oku. Jaka idea stoi za tymi histerycznymi apelami?” – pytała posłanka KO Joanna Kluzik-Rostkowska podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. strategicznego rozwoju polskiego jeździectwa i hodowli koni. Spotkanie 12 marca 2024 poświęcono przyszłości transportu konnego na trasie do Morskiego Oka.

Posłance odpowiedziała mecenas Katarzyna Topczewska: „Naszym celem jest to, żeby konie nie cierpiały. Wyłącznie”.

Organizacje prozwierzęce, które od lat zajmują się tematem koni z Morskiego Oka, trafiły na spotkanie w ostatniej chwili. Do Sejmu zaproszono jedynie fiakrów (czyli osoby, które prowadzą wozy konne) oraz hodowców.

„15 października miało się zmienić wszystko! Koalicja Obywatelska obiecywała w kampanii, że będzie słuchać strony społecznej, co przez 8 lat rządów jej poprzedników nie miało miejsca. Tymczasem właśnie w Sejmie dostaliśmy w twarz tą obietnicą. Najpierw nas nie zaproszono do dyskusji, a kiedy przypadkiem się dowiedzieliśmy o posiedzeniu zespołu i przyszliśmy przedstawić merytoryczne dowody na pracę tych koni w przeciążeniu, nazwano nas histerykami z niejasnymi intencjami” – skomentowała Anna Plaszczyk z Vivy.

Koń to ozdoba, która lubi pracować

„Każdy, kto ma konia, wie, że koń musi mieć ruch. Dawno temu były sytuacje, że na wozy wsiadało więcej niż 12 osób, ale rozmawiamy o głębokiej przeszłości. Obecnie konie większość drogi pokonują stępem, jedynie krótkie odcinki kłusem. Jeśli państwa tak interesuje los koni, zachęcam do sprawdzenia, jak konie pracują w szkółkach” – mówiła na posiedzeniu Joanna Kluzik-Rostkowska. Podkreślała również: „Te wasze informacje są oparte na fałszywej przesłance, próbowaniu wytłumaczenia całej Polsce, że konie wielce cierpią. Nie daj Boże, pot z nich spłynie. Ja jeżdżę konno od 20. roku życia, wiele koni przez moje ręce przeszło i muszę was zapewnić, że koń w treningu się poci”.

Jej zdaniem każdy koń, jak człowiek uprawiający sport, „potrzebuje ruchu”. A konie z Morskiego Oka są ciężkie i silne, więc mogą bez problemu wieźć 12 osób – czyli tyle, ile obecnie może wsiąść na wóz pokonujący tę trasę w górę. W dół może to być już 15 osób.

Jej zdaniem fiakrzy muszą spełnić wiele wymogów, żeby wozić turystów do Morskiego Oka. A to już wystarczający argument dowodzący, że koniom krzywda się nie dzieje.

„Górale kochają konie bardziej niż własne baby” – mówiła jej partyjna koleżanka, Jagna Marczułajtis, powołując się na swoje doświadczenia z dzieciństwa na Podhalu. Koni z Morskiego Oka broniła również posłanka KO Alicja Chybicka, argumentując, że „koń jest upiększeniem krajobrazu”, a co więcej „jest zwierzęciem, które lubi pracować”. Podkreślała, że zespół powinien znaleźć złoty środek, który zapewni dobrostan koni, ale także spowoduje, aby „turyści mieli frajdę, a fiakrzy pracę”.

433 konie trafiły do rzeźni

„W przeciwieństwie do posłanek, my opieramy się na twardych danych zebranych przez Fundację Viva! i badaniach naukowców” – mówi mecenas Katarzyna Topczewska. „Wynika z nich jednoznacznie, że konie są przeciążone o tonę. Większość z nich prosto z Morskiego Oka trafia do rzeźni, bo średnio po 3 latach pracy są tak wyeksploatowane, a ich »kochający panowie« niestety nie zapewniają im dożywotniej emerytury. Konie pracujące na tej trasie dożywają średnio 11 lat, podczas gdy pod dobrą opieką organizacji żyją nawet 40 lat” – wyliczała.

Fundacja Viva! w 2023 roku opublikowała raport „Cierpnie, którego nie widać”, będący wynikiem wieloletniego śledztwa. Wynika z niego, że w ciągu 10 lat 433 konie z Morskiego Oka trafiły do rzeźni. To aż 61 proc. koni, które zostały wycofane przez dekadę z pracy na tej popularnej trasie.

Przeczytaj także:

W OKO.press wielokrotnie zajmowaliśmy się tematem koni wożących turystów do Morskiego Oka. O walce o ich dobrostan, rozpoczętej przez przewodników tatrzańskich i ratowników TOPR jeszcze w latach 90. opowiadała Anna Plaszczyk z Fundacji Viva!.

„Policzyliśmy obciążenie koni na podstawie wagi wozów, pasażerów i pomiarów drogi, które zrobił geodeta. Wtedy wyszło, że konie ciągną przynajmniej o tonę za dużo. W grudniu 2014 roku Viva! złożyła więc zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa, czyli oczywiście znęcanie się nad zwierzętami” – mówiła nam Plaszczyk. Zawiadomienie dotyczyło obecnego i byłego dyrektora TPN, a także szefa stowarzyszenia fiakrów i starosty tatrzańskiego. Sprawa wciąż jest w toku. Ma już 30 ton akt.

Konie z Morskiego Oka dają „radość”?

Zdaniem Vivy fiakrzy łamią art. 6 ustawy o ochronie zwierząt, w którym jeden z punktów definiuje znęcanie się jako „przeciążanie zwierząt pociągowych i jucznych ładunkami w oczywisty sposób nieodpowiadającymi ich sile i kondycji lub stanowi dróg, lub zmuszanie takich zwierząt do zbyt szybkiego biegu”.

„Od lat uświadamiamy społeczeństwo, że każdy, kto wsiada na wóz, przykłada swoją rękę do tego okrucieństwa. Tym bardziej oburza mnie to, że polskie parlamentarzystki, zamiast zachęcać do spacerowania po górach dla zdrowia, publicznie wygłaszają skandaliczne insynuacje pod adresem organizacji społecznych i stwierdzają, że ludzie mają radość, kiedy mogą sobie pojechać wozami do Morskiego Oka” – komentuje Katarzyna Topczewska.

Konie potrzebują ruchu, ale nie takiego

Obecny na posiedzeniu parlamentarnego zespołu prof. Marcin Urbaniak z Katedry Etyki Ogólnej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, kognitywista i psycholog zwierząt, przytaczał badania, według których konie rzeczywiście potrzebują ruchu. Jednak nie takiego, o jakim mówią fiakrzy i posłanki KO. „Badacze z Centrum Badań nad Dziką Przyrodą określili, jaki rodzaj ruchu jest koniom potrzebny. To lokomocja, jaka rozkłada się procentowo na eksplorację, na poszukiwanie jedzenia, zachowania afiliacyjne, pielęgnację siebie i towarzyszy oraz rytuały towarzyszące w ogóle” – wyliczał. „Koń jest wyjątkowo płochliwy, uciekający. Ma zapotrzebowanie na przemieszczanie się, ale nie na fizyczną pracę ciągnięcia fasiągów” – zaznaczał naukowiec, zajmujący się od lat dobrostanem zwierząt.

Podkreślał również, że w dyskusji o koniach z Morskiego Oka zapomina się o aspekcie psychologicznym. Tłumaczył, że nawet warunki uznawane przez ludzi za normalne mogą wywołać u konia stany lękowe.

Zwolenników transportu konnego to nie przekonało. Ich zdaniem psychika konia jest trudna do zbadania, a takie podejście do sprawy jedynie rozwadnia dyskusję. Zarówno fiakrzy, hodowcy, jak i posłanki KO, do końca spotkania trwali przy swoich argumentach za wykorzystywaniem koni.

„Posłanka Marczułajtis dostała nasz raport, w którym na ponad 300 stronach opisaliśmy los koni pracujących na trasie do Morskiego Oka” – mówiła po posiedzeniu Anna Plaszczyk. Dodała: „Zawiera on literaturę naukową, dane statystyczne, wypisy z relacji prasowych, opisy wszystkich wypadków na trasie czy wyniki badań koni. I od jego publikacji we wrześniu ubiegłego roku nikt danych w nim zawartych nie podważał. Tymczasem posłanka skwitowała tę obszerną publikację słowami, że papier przyjmie wszystko oraz że raport jest stronniczy. Oczywiście bez zapoznania się z tym, co jest w środku. Jak my mamy rozmawiać na takim poziomie?”.

;

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze