Co zapamiętamy z konwencji Biedronia? Nadzieję? Uśmiech? Przebiegała w porządku marzeń i serca, ale jeśli Wiosna wejdzie do europarlamentu, a potem do Sejmu z wynikiem bliższym 10 niż 5 proc., wspomnienia z konwencji nie będą ważne. A czego nie było? Nic o Europie, pracy i kulturze

Disco z lat 80. i 90. witało uczestniczki i uczestników konwencji partii Wiosna w kuluarach warszawskiego Torwaru 3 lutego 2019. „Wieża radości, wieża samotności” (1987) rockowej grupy Sztywny Pal Azji i „Freedom” George’a Michaela (1990). Bardziej jak przed wejściem na imprezę niż na partyjny konwent.

Piosenki rozbrzmiały też przed samym przemówieniem Roberta Biedronia: przebój początku lat 90. „Ale to już było” Maryli Rodowicz, humanistyczna modlitwa „Imagine” Johna Lennona i Yoko Ono z 1971, a w końcu hymn Unii Europejskiej — „Oda do radości” w rockowej aranżacji.

Dobór piosenek mówi równie dużo o niedzielnym wydarzeniu, co spis postulatów programowych. A może nawet więcej.

Przeboje lat 80. jedni znają z młodości, drudzy z remiksów. Biedroń spróbował zadbać, by jedni i drudzy poczuli się u niego jak u siebie. Chciałby zachęcić i osoby 50+ głosujące na SLD, i 30-latków głosujących na Kukiza lub na nikogo.

„Naszą najważniejszą wartością jest wspólnota” – zadeklarował. Konwencja była próbą pokazania w praktyce, jak stworzyć wspólnotę tu i teraz. Budulcem były emocje, nostalgia, nadzieje, ale też wspólni wrogowie.

„Bo mamy rok 2019”

Na Torwarze rządziły emocje. Ogłoszone postulaty też zostały dobrane po linii emocjonalnej. Tak, by wywołać „Brawo!” lub „Uuuuu”.

W programowym przemówieniu Biedroń powiedział wprost rzeczy, które dotąd politykom określającym się jako liberalni, stawały ością w gardle. Prawo do aborcji do 12. tygodnia to najlepszy przykład. Renegocjacja konkordatu — kolejny.

Tam, gdzie inni kluczyli, on wali prosto z mostu. Bezwstydnie. Po prostu dlatego, że „Mamy w końcu 2019 rok”. To zdanie zapożyczone od Justina Trudeau. Premier Kanady, zapytany, dlaczego w jego rządzie jest tyle samo kobiet i mężczyzn, odpowiedział: „Bo mamy rok 2015” (Because it’s 2015).

Biedroń tak samo: jest rok 2019, więc czas na równość małżeńską, prawo do aborcji i suwerenność Polski. Tę ostatnią lider Wiosny zdefiniował w duchu Tadeusza Boya-Żeleńskiego, autora książki „Nasi okupanci” — o polskim Kościele. „Polska musi w końcu stać się państwem suwerennym i świeckim” — mówił Biedroń. Państwem niepodlegającym Kościołowi.

I właśnie postulaty dotyczące opodatkowania tacy czy renegocjacji konkordatu wywoływały największy aplauz sali. Kościół, a zwłaszcza hierarchowie, to ten wróg przeciwko któremu Biedroń kieruje negatywne emocje swoich przyszłych wyborców. Bo emocje negatywne też tu były, jednak bez „wojennej retoryki” i „gorszych sortów”.


Poszczególne postulaty Wiosny będziemy analizować w OKO.press. Na początek, w tekście Magdaleny Chrzczonowicz, te dotyczące praw kobiet: „Skrajnie lewicowe postulaty? Europejskie!


„Bo mieszkamy w centrum Europy”

Biedroń korzysta z tego, że polityka PiS pospołu z ruchami społecznymi dokonały zmiany przekonań polskiego społeczeństwa. Z jednej strony próby zaostrzenia ustawy aborcyjnej, a z drugiej masowe protesty i praca ruchów prokobiecych, wzmocnione przez migracje i zmiany cywilizacyjne spowodowały, że Polki i Polacy są nie tylko liberalni obyczajowo w praktyce życia, ale są gotowi o tym mówić głośno. I Biedroń stawia kropki nad „i”.

„Oni nas wszyscy zawiedli” – mówił lider Wiosny. A ten zawód polega też na tym, że politycy nie przygotowali Polski na nowe czasy i nie sprostali obietnicy zbudowania państwa prawdziwie europejskiego.

Biedroń, niczym terapeuta, starał się zadbać, by zmiana, którą proponuje nie była zbyt radykalna i nie zniszczyła poczucia bezpieczeństwa. Stąd nostalgiczne piosenki, „które wszyscy znamy”.

Nowoczesność, którą proponuje lider Wiosny, nie jest zimna, typu „stal i szkło” – to nadal Polska, w której razem możemy zaśpiewać Marylę Rodowicz.

Są też inne bezpieczniki. Każdemu postulatowi, który osobom bardziej konserwatywnym mógłby się wydawać zbyt radykalny, towarzyszył drugi — wspólnotowo-empatyczny. Aborcja — tak, ale też dostęp do lekarzy specjalistów w ciągu 30 dni. Podatek od tacy w kościele, ale też wyższa minimalna emerytura.

Natychmiast po podniesieniu płacy minimalnej do 2700 zł w 2020 roku – zniesienie kontroli skarbowych i ułatwienia dla przedsiębiorców.

Analitycy gospodarczy będą narzekać, że to się nie spina — tak jak mój redakcyjny kolega Bartosz Kocejko w tekście „Czy to się może udać? Sprawdzamy„. Jednak politycznie wszystkie te postulaty-marzenia to otwarte zaproszenie dla różnych grup społecznych.

W dodatku po trzech latach rządów PiS eksperckie komentarze „to się nie da” brzmią zupełnie inaczej: 500 plus też miało się nie dać.

Biedroń wstydu nie ma

„Politykom dziękujemy” — pod takim hasłem upłynęła pierwsza część przemówienia Biedronia. Biedroń wciąż próbuje balansować na cienkiej linii między byciem i niebyciem politykiem, choć to oczywiste, że nim jest.

„Inna polityka jest możliwa” to hasło lewicowych środowisk, ich odpowiedź na slogan Margaret Thatcher „Nie ma alternatywy” (There is no alternative, w skrócie: TINA).

Biedroń próbuje pokazać nie tyle, że inna polityka jest możliwa, co że sama polityka jest czymś innym niż to, co pokazywała dotąd polska klasa polityczna.

I buduje kilka prostych opozycji: ludzie kontra politycy, Polska kontra ul. Wiejska. „Kiedy patrzę na Polskę, po której jeździłem przez ostatnie kilkanaście miesięcy, wiecie co widzę? Widzę wielu fantastycznych ludzi. Miasta i miasteczka, pełne werwy i pomysłów, na północy, na południu, na wschodzie i na zachodzie. A w środku – zabarykadowany, zamarznięty budynek Sejmu.

Musimy to zmienić. I musimy to zmienić. Wiemy jak to zrobić. Bo jak nie my, to kto?!”

Biedroń jest bezwstydny. Taką bezwstydnością, jaką miał Aleksander Kwaśniewski tańcząc disco polo. Pokazać rachunek emerytki ze sklepu spożywczego (zostało jej 10 złotych, jak ona zapłaci rachunki?) — toż to obciach i populizm. Takie rzeczy może robić Kaczyński albo Trump.

Biedroń nie ma poczucia obciachu, które powstrzymuje liberalnych polityków przed takimi gestami. Inna sprawa, że centrum klasy politycznej często uznaje za populistyczne mówienie wprost o wszelkich problemach wykluczonych grup.

Polska, w której „nikt nie jest pozostawiony z tyłu”, wspólnota troszcząca się o najsłabszych, ma u Biedronia konkretne twarze. Nie ma mowy o „wykluczonych”, tylko o konkretnej emerytce i konkretnej 16-letniej zgwałconej córce pani Barbary z Rzeszowa.

„W końcu wypłyniemy na błękitne oceany. Daleko od tych krwawych oceanów, w których zagryzają się rekiny” – takie słowa, ni to ewangelisty, ni to coacha, nie brzmią jak z przemówienia polityka. I być może przyciągną do urn tych, którzy od polityki trzymali się z daleka. A przynajmniej Biedroń na to liczy.

Co z tą „Wiosną”?

Żadna „koalicja” ani „sojusz”, nic ze wzniosłego repertuaru (ani „sprawiedliwość”, ani „nowoczesność”). Tylko zwyczajna, swojska Wiosna.

„Bardzo ładna wschodnioeuropejska nazwa” — zwróciła uwagę historyczka Katarzyna Chimiak. „W Petersburgu jest opozycyjny ruch młodzieżowy »Wiosna«, na Białorusi organizacja obrony praw człowieka »Wiosna«, Borys Niemcow tuż przed śmiercią organizował »Antykryzysowy Marsz Wiosna«.

Była też niestety »Ruska Wiosna« na Donbasie. Europa Wschodnia jakoś nie lubi zimy, bo zna ją za dobrze”.

Była jeszcze Praska Wiosna i Arabska Wiosna. Sam Robert Biedroń nawiązywał w TVN24 do Wiosny Ludów z 1848 roku. Wszystko to nazwy szerokich, masowych ruchów politycznych, a nie poszczególnych partii.

Nazwa, która nie przesądza zawartości programowej i też buduje wizerunek „partii – niepartii”.

Jednoosobowe widowisko?

„Jeżeli okaże się, że Biedroń nie nadaje się na lidera Wiosny, jestem gotów zrezygnować” — zadeklarował sam Biedroń w niedzielę wieczorem TVN24. Trudno w to jednak uwierzyć. Żadna z 14 osób przedstawionych podczas konwencji nie powiedziała nawet kilku zdań.

Drużyna Biedronia – 14 osób — to nazwiska znane w pewnych kręgach, ale nie szerokiej publiczności. Jest wśród nich m.in. dr hab. Maciej Gdula, autor głośnej książki „Nowy autorytaryzm” i badań w „Miastku” — o tym, dlaczego ludzie głosują na PiS, zaangażowany w protesty przeciwko komercjalizacji uniwersytetów (i za PO, i za PiS).

Jest też Karolina Hamer — paraolimpijka, pierwsza osoba w polskim sporcie otwarcie mówiąca o swoim biseksualizmie, zaangażowana w protest osób z niepełnosprawnościami, rozmawialiśmy z nią wtedy, mówiła m.in. „Niepełnosprawność to jeden z aspektów Karoliny. A to nie cała ja. Jestem też kobietą, sportowcem, świadomą obywatelką zwolenniczką wolności wyboru i równouprawnienia kobiet”.

Są też wieloletni współpracownicy Roberta Biedronia jak Beata Maciejewska, Marcin Anaszewicz i Dariusz Standerski. A także jego życiowy partner Krzysztof Śmiszek.

7 kobiet i 7 mężczyzn.

Czego nie było? Europa, praca, kultura

Brak trzech kwestii rzucał się w oczy: Europa, praca, kultura. Najmocniejszym proeuropejskim akcentem było odśpiewanie „Ody do radości” w rockowej stylizacji. To ten moment, kiedy Europa obudziła emocje zgromadzonych. Ale nie poszedł za tym żaden postulat programowy.

Nie było też nic o sprawach pracowniczych. „Choć kadry stojące za Biedroniem to przede wszystkim lewicujący ekonomiści popierający podatek progresywny albo wzmocnienie Państwowej Inspekcji Pracy, przemówienie Biedronia było wyzute ze spraw pracowniczych, a wrzutka o wyższej płacy minimalnej miała chyba tylko przypudrować ten smutny brak. Słowo »pracownik« czy »pracownica« – osiowe kwestie dla lewicowego punktu widzenia — nie padły” — napisała Adriana Rozwadowska w „Gazecie Wyborczej”.

Tradycyjnie dla polskiej polityki: ani słowa o kulturze.

Nie było też żadnego momentu interakcji zgromadzonych między sobą — zwróciła mi na to uwagę jedna z uczestniczek. Brała udział w konwencji Nowoczesnej w 2015 roku i najbardziej z niej zapamiętała właśnie ten moment, gdy zgromadzonych poproszono, by porozmawiali ze sobą. Na Torwarze wszystkie twarze zwrócone były w jedną stronę.

Co zatem zapamiętamy z konwencji Biedronia? Nadzieję? Jego uśmiech? Konwencja przebiegała w porządku marzeń i serca, ale w poniedziałek 14 koordynatorów nie pojedzie w Polskę, by rozdawać uśmiechy, tylko by walczyć o głosy.

Jeśli jednak Wiosna zdobędzie miejsca w europarlamencie, a Biedroń wprowadzi partię do Sejmu z dobrym wynikiem (czyli bliższym 10 niż 5 proc.), wspomnienia z konwencji nie będą miały żadnego znaczenia.


Kontrolujemy władzę. Prowokujemy opozycję.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press