Jakub Kilanowski, organizator Marszu Równości w Śremie k. Poznania, został dotkliwie pobity na ulicy. Na miejsce przybyła policja i karetka pogotowia, która odwiozła mężczyznę na SOR. „Mamy pełną dokumentację z miejsca zdarzenia, ale nie możemy wszcząć sprawy z urzędu” – mówi policjant Dawid Kostrzewa. Dlaczego? Bo homofobia nie jest w Polsce ścigana karnie
„Szedłem do apteki, jedynej, jaka działa o tej porze w okolicy. Było kilka minut przed 23. Wyciągnąłem telefon, żeby zrobić zdjęcie latarni przy drodze, która jeszcze do niedawna była oklejona rasistowskimi i nazistowskimi naklejkami. Przykuła moją uwagę, bo zawsze była pełna haseł: ”White Pride„, ”Tu jest Polska„, Won do Ukrainy niewdzięczne skurwysyny”. A teraz po naklejkach nie było śladu" – mówi OKO.press Jakub Kilanowski.
Mężczyzna jest lokalnym aktywistą. Organizował Marsz Równości, kieruje grupą Działamy Razem dla Śremu. W piątek w sieci napisał, że został poważnie pobity.
Na zdj. ślady pobicia na ciele Jakuba Kilanowskiego
Jakub: „Nagle z nadjeżdżającego auta wysiadł mężczyzna. Biały, łysy, Polak. Zaczął na mnie wrzeszczeć i oskarżać o zdrapanie naklejek, które jak rozumiem, należały do niego. Groził pobiciem. Wystraszyłem się; włączyłem nagrywanie w telefonie. Kiedy to zauważył, chciał wyrwać mi go z ręki. Popchnął torsem. Przewróciłem się, uderzyłem głową o ziemię” – opowiada nam mężczyzna.
„Zaczął po mnie skakać, kopać. Uderzał pięściami. Zbił mi telefon, zniszczył zegarek. A jak tylko próbowałem się kulić i ochronić przed kolejnymi ciosami. Wyzywał mnie od pedałów — tylko dlatego, że miałem na sobie różową koszulkę z logo naszego Marszu Równości. Wtedy zobaczyłem, że z domu, przed którym mnie bito, wyszła kobieta. Pomyślałem tylko, że to koniec dramatu, że chce mi pomóc. A ona wyciągnęła coś, co przypominało pistolet i wycelowała gazem łzawiącym prosto w moją twarz” – dodaje Jakub.
Na Komendzie Powiatowej Policji w Śremie potwierdzam: na skrzyżowaniu ulic Krętej i Marciniaka, ok. 23:00 doszło do pobicia. „Interweniowaliśmy na miejscu. Doszło do szamotaniny między panem Jakubem a dwójką nieznanych mu osób. Dysponujemy pełną dokumentacją, materiałami foto-video, znamy tożsamość i posiadamy dane wszystkich zaangażowanych w szamotaninę osób” – przekazuje mi Dawid Kostrzewa, rzecznik prasowy śremskiej policji.
Kostrzewa zapewnia, że policja prowadzi czynności wyjaśniające. Ale dopóki pobity mężczyzna nie pojawi się na komisariacie i nie złoży oficjalnego zawiadomienia w sprawie pobicia i naruszenia jego nietykalności osobistej, policjanci — mimo obecności na miejscu i zgromadzonych materiałów — nie mogą wszcząć postępowania.
Dlaczego? Bo pobicie jest ścigane z urzędu tylko wtedy, gdy dojdzie do uszczerbu na zdrowiu trwającego dłużej niż siedem dni lub gdy dojdzie do śmierci.
Jakub: „Mam siniaki na całym ciele, stłuczenia i oparzenia chemiczne. Choruję na padaczkę. Kiedy runąłem na ziemię, dostałem drgawek. Do teraz kręci mi się w głowie, jest mi niedobrze, nie widzę w pełni na lewe oko. Nie jestem w stanie nawet pójść do pracy, bo rozwożę jedzenie, pracuję jako kurier. Nie będę mógł podejść do egzaminu certyfikacyjnego na uczelni”.
Mężczyzna nie ma wątpliwości, że atak był na tle homofobicznym. Ale dla policji nie ma to znaczenia — bowiem polski kodeks karny dostrzega pobicia z pobudek dyskryminacyjnych, ale tylko wtedy, gdy dotyczy ono przynależności narodowej, etnicznej, politycznej czy wyznaniowej.
Jeśli agresor bije, bo jest homofobem, bije z powodu czyjeś niepełenosprawności, wieku czy płci — policja będzie takie sytuacje traktowała jak zwyczajne pobicie, niemotywowane uprzedzeniami i nienawiścią.
Profesor Mikołaj Małecki, karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego i autor bloga „Dogmaty Karnisty.pl” w rozmowie z OKO.press wskazuje, że choć definicja homofobii w Polsce jest powszechnie znana, w Kodeksie karnym w ogóle nie występuje. Dlatego też nie sposób wskazać, ile osób pada ofiarą podobnych przestępstw, bo policja nie ma narzędzi, by takie liczby i zgłoszenia gromadzić.
Na homofobię nie ma paragrafu. A więc nie ma i za nią kary.
„Sytuację mogłaby zmienić nowelizacja kodeksu karnego, przygotowana zresztą przez rząd. Ale nie weszła ona w życie, bo prezydent [jeszcze wówczas Andrzej Duda — przyp.red.] skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego, powołując się na możliwe ograniczenie wolności wypowiedzi. TK 30 września 2025 roku przyznał mu rację i orzekł, że nowe przepisy nie są zgodne z Konstytucją. Jesteśmy więc w sytuacji, w której ofiary dyskryminacji muszą same przed sądem udowadniać, że padły ofiarą mowy nienawiści lub — jak w tym przypadku — przemocy fizycznej motywowanej określonymi uprzedzeniami” – wyjaśnia prof. Małecki z UJ.
Karnista dodaje, że tylko sąd może zdecydować o zwiększeniu kary dla sprawcy dyskryminacji. Tylko w momencie wyroku, i to powołując się na społeczną szkodliwość czynu.
Sprawa pobicia ze Śremia trafi pod lupę policjantów dopiero wtedy, gdy Jakub złoży oficjalne zawiadomienie na komendzie. Mężczyzna zapowiada, że zrobi to jeszcze dzisiaj — ale o takiej konieczności dowiedział się dopiero podczas obdukcji. „Myślałem, że sama obecność policjantów i nasza rozmowa wtedy wystarczą do wszczęcia zawiadomienia. Okazało się, że muszę przyjść i jeszcze raz opowiedzieć, co się wydarzyło, oficjalnie domagając się wszczęcia postępowania” – mówi pobity mężczyzna.
Polska ma obowiązek chronić osoby LGBT+ przed przemocą. Europejski Trybunał Praw Człowieka w lipcu 2025 roku rozpatrując sprawę przeciwko Polsce, wskazał, że nawet jeśli krajowe prawo karne nie uwzględnia orientacji seksualnej ani tożsamości płciowej jako podstawy popełnienia przestępstwa motywowanego nienawiścią, to musi wprowadzić takie mechanizmy, które pozwolą na ustalenie i wskazanie motywacji sprawcy.
Mateusz Trzaska z Kampanii Przeciw Homofobii: „To, że do tej pory, w centrum Europy i XXI wieku, mamy styczność z pobiciami na tle homofobicznym, a ich sprawcy traktowani są jak sprawcy zwyczajnej bójki, jest skandaliczne. Brak regulacji ma odzwierciedlenie w niskich wyrokach, ale i społecznego poczucia bezkarności i odgórnego przyzwolenia na takie działania. To zagrożenie dla setek tysięcy osób w Polsce. Przykrym jest, że reprezentanci prawicy, a zwłaszcza prezydenci tego kraju, nie chcą zauważyć problemu homofobii lub przedkładają nad niego indywidualny polityczny interes” – komentuje Trzaska.
W rozmowie z OKO.press pokreśla, że sprawa ze Śremu to test dla koalicji rządzącej. „Ministerstwo Sprawiedliwości i Waldemar Żurek w lutym powołali specjalny zespół prokuratorów, którzy mają w ramach specjalnej komórki zajmować się przestępstwami z nienawiści, w tym homofobią, której Kodeks karny nie widzi” – mówi Trzaska. Jeśli więc, jak twierdzi policja z KPP w Śremie, zebrano materiał i dane uczestników bójki, to sprawa szybko powinna trafić do prokuratury. I wtedy pozwoli w praktyce sprawdzić, jak działa zapowiadany przez min. Żurka zespół ds. walki z nienawiścią, przemocą i hejtem.
LGBT+
Andrzej Duda
Waldemar Żurek
Kancelaria Prezydenta
Ministerstwo Sprawiedliwości
Prokuratura
dyskryminacja
Europejski Trybunał Praw Człowieka
homofobia
Kampania Przeciw Homofobii
kodeks karny
Policja
przemoc
Śrem
Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".
Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".
Komentarze