0:000:00

0:00

Historia prawicy, a szczególnie skrajnej, to historia podziałów i sojuszy. Niczym aminokwasy w zupie pierwotnej, środowiska i działacze łączą się ze sobą, by znów się podzielić w nowe, tajemnicze formy organizacji życia.

Nieraz z tej zupy komuś uda się wygrzebać i włączyć w organizm stojący wyżej w politycznej ewolucji. Tak na listach PO, jak i PiS pod dostatkiem dawnych działaczy UPR, ZChN czy Ligi Republikańskiej. Tu nie będziemy się jednak zajmować prehistorią, a ostatnim rokiem. Jak skrajna prawica idzie do nadchodzących wyborów? Co zostało z sojuszu Korwina, Liroya i narodowców? I gdzie jest Marek Jurek?

Przeczytaj także:

Wyborczy wieczór, poranny kac

Przypomnijmy: w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego największą siłą na prawo od PiS była Konfederacja. Połączyły w niej siły rozmaite skrajne ugrupowania. Oczywiście nie zabrakło nestora polskiej skrajnej prawicy - byłego posła i europosła Janusza Korwin-Mikkego.

Była Kaja Godek, radykalna działaczka antichoice, hołubiona przez prawicowe media, i dawny człowiek Kukiza, były raper, poseł Piotr Liroy-Marzec ze stowarzyszeniem Skuteczni. Z dawnych kukizowców był też biznesmen browarnik Marek Jakubiak, który wcześniej próbował tworzyć nieudany projekt Stowarzyszenie Endecja, założyciel partyjki Federacja dla Rzeczypospolitej.

Wśród medialnych twarzy Konfederacji ważną rolę odgrywał Grzegorz Braun — wolny elektron, reżyser dokumentów, monarchista i twórca ekscentrycznych teorii na temat popkultury. Wreszcie, Krzysztof Bosak i Robert Winnicki reprezentowali Ruch Narodowy.

26 maja wieczorne exit-polls dawały Konfederacji 6,1 proc. i mandaty w europarlamencie. Jednak po podliczeniu głosów ze wszystkich komisji wynik ten spadł do 4,55 proc. Ani Korwin-Mikke, ani Bosak, ani Braun nie pojechali więc do Strasburga.

Godek: za mało prolajfu

Pierwsi Konfederację opuścili Liroy-Marzec i Jakubiak. Dlaczego? Tłumaczenia były mętne. „Różne rzeczy zaczęły się dziać i dziś już mogę powiedzieć, że czas już minął i oświadczam, że nie przyjmuję już propozycji Konfederacji na wybory jesienne, z uwagi na brak transparentności i choćby dobrej woli” - mówił na konferencji prasowej w czerwcu Jakubiak.

„Prawdę mówiąc, przegraliśmy z zakusami różnych ludzi, którzy mieli ochoty na stanowiska, którzy mieli olbrzymie ambicje personalne” - stwierdził Liroy-Marzec.

Z kolei Kaja Godek ogłosiła w sierpniu, że Konfederacja „marginalizuje pro-liferów”. Godek dzieliła wtedy wywiadu telewizji internetowej wRealu24. Skarżyła się, że „były takie próby wyciszania tego tematu w Konfederacji”. Jej fundacja miała także być wykluczona z ewentualnego podziału subwencji. Powiedziała również, że pozbawiono ją wpływu na kształt list wyborczych Konfederacji.

Kaja Godek spróbuje szczęścia jeszcze w innym prawicowym projekcie politycznym. Ale o tym za chwilę.

Liroy i (nie)Skuteczni, Jakubiak bezpartyjnym samorządowcem

Liroyowi Skuteczni okazali się nie dość skuteczni, by zebrać podpisy pod listami wyborczymi w całym kraju. Liroy-Marzec rozważał start do Senatu, jednak ostatecznie jest „jedynką” Skutecznych w Kielcach. Szans na mandaty poselskie Skuteczni nie mają praktycznie żadnych.

W międzyczasie Liroy pokłócił się z Jakubiakiem. Prawicowy piwowar wystartuje z komitetu Bezpartyjni i Samorządowcy, jako jedynka z okręgu krakowskiego. Na dwójce jest Gniewomir Rokosz-Kuczyński, a właściwie: Gniewomir Gwidon Ireneusz Rokosz-Kuczyński herbu Ostoja, wielokrotny kandydat różnych prawicowych komitetów. Rokosz-Kuczyński znany jest z występowania w kontuszu i przy szabli.

Bezpartyjnym i Samorządowcom udało się zarejestrować listy do Sejmu jedynie w 19 z 41 okręgów wyborczych. Nie wyszło to im np. okręgu warszawskim. Nie złożyli tu wystarczającej liczby ważnych podpisów - 4418 zamiast wymaganych 5000. 2094 podpisów PKW odrzuciła bądź to ze względu na nieczytelność danych, bądź też nie zgadzały się adresy.

Jurek daje za wygraną

A co z Markiem Jurkiem, dawną twarzą ZChN, byłym marszałkiem Sejmu i weteranem radykalnej prawicy? W ostatnich eurowyborach startował z list Kukiz 15, po tym, jak nie udało się zorganizować komitetu Europa Christi, grupującego polityków bliskich Radiu Maryja i alternatywnego wobec PiS.

W sierpniu Jurek ogłosił razem z Kają Godek, która zdążyła już opuścić Konfederację, powstanie Komitetu Wyborczego PRAWICA. Ten sojusz nie zaskakuje. Przypomnijmy, że Jurek odszedł z PiS w 2007 roku po tym, jak zdominowany przez tę partię Sejm odrzucił projekt ustawy zaostrzającej i tak bardzo restrykcyjne w Polsce prawo antyaborcyjne.

Dołączyły do nich kolejne planktonowe ugrupowania, w tym Konfederacja Polski Niepodległej z liderem Adamem Słomką i Kongres Nowej Prawicy - dawna partia Korwin-Mikkego. Dziś liderem KNP jest były krakowski europoseł Stanisław Żółtek. Ten sam, który w wyborach do PE 2019 próbował szczęścia z komitetu o znaczącej nazwie POLEXIT.

Żółtek jest jedynką KW PRAWICA w Krakowie. Projekt okazał się niewypałem. Komitetowi Jurka udało się zarejestrować ostatecznie listy jedynie w dwóch okręgach: wspomnianym Krakowie i w Białymstoku. Wystawia też jednego kandydata do Senatu - w Olsztynie. Ostatecznie ani Jurek, ani Godek nie startują osobiście w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Być może chcą uniknąć jeszcze większej kompromitacji. Albo po prostu szkoda im czasu.

Gdzie Korwinów sześć... tam narodowców 228

W Konfederacji zostali więc: Grzegorz Braun, jedynka w Rzeszowie, oraz narodowcy. Krzysztof Bosak z Ruchu Narodowego jest liderem listy Konfederacji w Kielcach, Robert Winnicki - w Białymstoku, Krzysztof Tuduj - we Wrocławiu, Witold Tumanowicz - w Chełmie. Na listach Konfederacji jest łącznie 228 zdeklarowanych członków Ruchu Narodowego.

W Konfederacji jest też wciąż Janusz Korwin-Mikke, otwierający listę w Warszawie. Tu ciekawostka: na listach Konfederacji znajdziemy łącznie pięć osób o nazwisku Korwin-Mikke. Do Sejmu startują: żona Korwina — Dominika, dwóch synów (Kacper i Jacek), a także synowa Anna. Poza tym jest też zięć JKM: Bartłomiej Pejo, na warszawskiej liście tuż za teściem.

Część z nich należy do Partii Korwin, sam Janusz Korwin-Mikke należy zaś nie do Partii Korwin, a do nowo utworzonej partii Konfederacja — Wolność i Niepodległość, która zarejestrowała konfederacyjny komitet.

Kto został z Kukizem?

Sam Paweł Kukiz - człowiek, który wprowadził do polskiego Sejmu narodowców - jest dziś na listach skręcającego w prawo Polskiego Stronnictwa Ludowego, jeszcze niedawno uważanego przez Kukiza za jądro nepotyzmu i układów.

Ostro skrytykowali to dawni klubowi koledzy posła-muzyka. Liroy stwierdził, że Kukiz „łyknął pigułkę gwałtu”. „Skończyłeś się Paweł, zanim się jeszcze zacząłeś” - dodał Liroy, dawna legenda kieleckiego rapu.

Kto z ludzi Kukiza wciąż przy nim trwa? M.in. krakowska posłanka Agnieszka Ścigaj czy opolski poseł Paweł Grabowski. Na listach PSL znajdziemy też członków... Unii Europejskich Demokratów. W tym dawnych działaczy Unii Wolności/Partii Demokratycznej, jak Elżbieta Bińczycka, jedynka w Łodzi, czy Platformy Obywatelskiej - jak Jacek Protasiewicz, jedynka we Wrocławiu.

Czołg Kolonki przegrywa z polszczyzną

Ale specjalną nagrodę za najbarwniejszą postać tej kampanii otrzymać powinien Mariusz Max Kolonko. To niegdysiejszy korespondent TVP i TVN w Waszyngtonie, dziś youtuber, znany z cyklu „Max Kolonko Mówi Jak Jest”.

Podjął on próbę rejestracji Komitetu Wyborczego Wyborców Patriotyczna Rewolucja Maxa Kolonko. Komitet najpierw nazywać się miał „#R Revolution”, ale zablokowały to Państwowa Komisja Wyborcza oraz ustawa o języku polskim. Kolonko nie przejął się specjalnie tą porażką i skupił się przede wszystkim na walce z resztą radykalnej prawicy.

„Robert Slimak Winnicki otrzyma ode mnie ultimatum – wyrwijcie się z krogulczych szponów #конфедерация nim rozjedziemy ich jak czołg – jeszcze nie jest Wam za późno dołączyć do #RREVOLUTION”.

Tak groził Kolonko narodowcom, pisząc na Twitterze z rosyjska nazwę Konfederacji. Nie dogadał się też - mimo podjętych rozmów - z Pawłem Kukizem. Youtuber upomniał rockmana, „że schodzi z jedynej drogi porozumienia polskich patriotów”. Jak wyjaśnił Kolonko, „tą drogą jest Rewolucja #R do której Pan zgodził się przystąpić i sygnował uściskiem ręki na rancho we Wrocławiu. Dla mnie, jak dla wszystkich ludzi honoru, taki męski ‘handshake’ jest pieczęcią naczelnej zasady naszej Rewolucji #R”.

Czołg RREVOLUTION daleko nie zajechał - komitet Kolonki nie zebrał podpisów w żadnym okręgu wyborczym. Zaś w czwartek, 25 września, sam Mariusz Max Kolonko ogłosił, że zrywa z komitetem Kolonki. Wcześniej do sieci wyciekły nagrania, na których grozi współpracownikom. Lider pożegnał się tweetem:

„ALERT #R Oświadczam niniejszym że zakończyłem współpracę z KWW Patriotyczna Rewolucja Maxa Kolonko i będę oczekiwał od w/w KWW wykreślenia mojego nazwiska z nazwy. Uprzejmie proszę o niełączenie mojej osoby z w/w wymienionym podmiotem. Więcej wkrótce - Hold…”.

Poza Sejmem też groźni

Mogłoby się zdawać, że Prawu i Sprawiedliwości ciągle nie zagraża żadna konkurencja z prawej strony. Zaś zamiast polskiego Jobbiku mamy skrajnie prawicową wariację na temat Monty Pythona czy gangu Olsena.

Jednak nawet poza parlamentem skrajna prawica jest niebezpieczna - na ulicach, ale też w przestrzeni debaty. Nawet jeśli Ruch Narodowy za trzy tygodnie wypadnie z polskiego Sejmu, to skrajne hasła w polityce historycznej czy zagranicznej (niechęć do Ukrainy), czy agresywna homofobia pozaparlamentarnych radykałów mają wpływ na język i działania PiS — najsilniejszej partii politycznej w Polsce.

Udostępnij:

Witold Mrozek

dziennikarz, krytyk teatralny i publicysta. Od 2012 stały współpracownik "Gazety Wyborczej", od 2009 - "Dwutygodnika". Pisze m.in. o kulturze, cenzurze, samorządach i stosunkach państwo-Kościół.

Przeczytaj także:

Komentarze