Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.plFot. Mateusz Skwarcz...

Zaczęło się od skandalizującej publikacji. 16 lutego 2026 serwis Blask, prawicujący odpowiednik Pudelka, poinformował, że żołnierze przejdą szkolenie pt. „prawa człowieka i perspektywa gender w operacjach wojskowych”.

Materiał opatrzono tytułem: „Tęczowy Władek wtłacza do wojska lewacką ideologię. Żołnierze szkolą się z... gender”.

Według rozmówców portalu takie szkolenia uzupełniające nie mają nic wspólnego z codzienną służbą. A chłopaki, czyli żołnierze, łapią się za głowy, bo politycy odchodzą od tego, co jest sednem armii. Portal sugerował też, że wyjątkową hańbą jest, żeby o gender uczyć tuż przed punktem dotyczącym historii polskiego munduru wojskowego.

Temat szybko podchwyciły inne prawicowe media. Portal wpolityce.pl pytał, czy Władysław Kosiniak-Kamysz oszalał, a „DoRzeczy” pisało o „szkoleniach z LGBT”.

Na konferencję prasową wyszedł też były szef MON Mariusz Błaszczak. „Dziś usłyszeliśmy, że w wojsku będą gender wprowadzać. Nie można poddawać się takim szantażom ludzi nierozumnych, którzy prowadzą do tego, żeby wypchnąć Stany Zjednoczone z Europy” – mówił wiceszef Prawa i Sprawiedliwości.

Jeszcze tego samego dnia Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało, że decyzją szefa resortu wycofuje szkolenie z programu. Dodało, że za pomysł organizacji zajęć uzupełniających dotyczących gender odpowiadała Przewodnicząca Rady do spraw Wojskowej Służby Kobiet.

View post on Twitter

Gdy zapytaliśmy MON, dlaczego zdecydowało się wycofać szkolenia z programu, dostaliśmy zdawkową odpowiedź. „Po analizie uznano, że formuła szkolenia powinna być zmieniona w kontekście potrzeb i wyzwań stojących przed Siłami Zbrojnymi RP” – stwierdził resort obrony.

Dodajmy tylko, że ta analiza – od momentu publikacji portalu Blask do oświadczenia MON – trwała siedem godzin.

A przecież gender w armii to nie tęczowa flaga i indoktrynacja, ale uwzględnienie perspektywy płci: zarówno w samych formacjach służb mundurowych, jak i w działaniu podczas misji i konfliktów zbrojnych.

Co szósty żołnierz jest kobietą

Z materiałów prawicy wynika, że wojsko to męska formacja. Od lat to nieprawda. Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało nas, że na 1 lutego 2026 roku służbę zawodową w Polsce pełni 23 607 kobiet, co stanowi

15,4 proc. ogółu żołnierzy zawodowych.

Rok temu było ich 21 tys., przed dwoma laty – 17 tys. To nie tylko efekt rozbudowy całej armii. Od 2021 roku odsetek żołnierek zawodowych podwoił się – wtedy stanowił niespełna 8 proc.

Polska na tle państw NATO plasuje się powyżej średniej. W 2025 roku średni udział kobiet w armii w państwach Sojuszu Północnoatlantyckiego wynosił 12,7 proc. Polska nie odbiega też znacząco od USA, gdzie żołnierki stanowią 18,47 proc. zawodowego wojska.

Przeczytaj także:

Już rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ z 2000 roku Kobiety, Pokój i Bezpieczeństwo zobowiązała państwa członkowskie, by w swoich służbach uwzględniały kwestie genderowe.

W rezolucji mowa wprost o „promocji równego traktowania płci oraz zapewnienie udziału kobiet na równi z mężczyznami w procesach decyzyjnych dotyczących pokoju i bezpieczeństwa na poziomie krajowym, lokalnym i międzynarodowym”.

A można to robić m.in. poprzez szkolenia zapobiegające dyskryminacji i przemocy oraz zwiększenie liczby kobiet w służbach mundurowych.

Nie będzie półmilionowej armii bez kobiet

Perspektywa genderowa jest kluczowa, jeśli Polska ma ambicję rozbudowy armii.

Przypomnijmy, że zgodnie z nową strategią do 2039 roku liczebność Sił Zbrojnych RP ma wzrosnąć do 500 tys. żołnierzy – w tym 300 tys. w ramach czynnej służby wojskowej oraz 200 tys. w rezerwie.

„Jeśli chcemy mieć 500 tys. osób w siłach zbrojnych, musimy wyciągnąć każdy możliwy zasób, wszystkie osoby, które mają predyspozycję i chęć, żeby pełnić służbę” – komentuje Michał Piekarski, ekspert ds. bezpieczeństwa z Instytutu Studiów Międzynarodowych i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Wrocławskiego.

"Zarówno kobiety, jak i osoby LGBT+ powinny wiedzieć, że armia nie jest środowiskiem wrogim.

A syndrom zachowań rodem z męskiej kompanii powinien zostać ograniczony" – dodaje Piekarski.

Ekspert przypomina, że już dziś część kobiet jest poddana kwalifikacji wojskowej i może być powołana do czynnej służby na wypadek wojny. Mowa m.in. o tłumaczkach, medyczkach, weterynarkach, psycholożkach, informatyczkach, radiolożkach, a także kobietach o wykształceniu technicznym dotyczącym lotnictwa, czy gospodarki morskiej.

„Mamy też ochotniczą służbę zawodową w rezerwie, czy w Wojskach Obrony Terytorialnej. Co ciekawe, gdy PiS zaczął tworzyć WOT, w widoczny sposób kierował wysiłek rekrutacyjny w stronę kobiet. W materiałach promocyjnych nie używał słowa gender, ale eksponował kobiety zasilające szeregi nowej formacji” – mówi Piekarski.

W 2025 roku w liczących ponad 41 tys. osób Wojskach Obrony Terytorialnej służyło 21 proc. kobiet.

Polska armia wciąż nie wykorzystuje też potencjału osób transpłciowych, które mogłyby brać udział w czynnej służbie wojskowej i stanowić zaplecze rezerwistów.

Już w sierpniu 2016 Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wykreśliła transpłciowość z listy chorób i zaburzeń psychicznych. Mimo to MON wciąż klasyfikuje transseksualizm jako choroby i ułomności uniemożliwiające służbę wojskową – tuż obok schizofrenii, przewlekłych nerwic czy choroby alkoholowej.

Jak podnosił RPO, takie stanowisko stoi w sprzeczności z zaleceniami Komitetu Ministrów Rady Europy ws. praw człowieka członków sił zbrojnych z 2010 roku i może być uznane za przejaw dyskryminacji ze względu na tożsamość płciową.

W 2024 roku MON obiecywał, że przeanalizuje, czy osoby trans mogłyby być dopuszczone do służby wojskowej w Polsce. Efektów wciąż brak.

Co ciekawe, polska armia była najbliższej wpuszczenia osób transpłciowych w swoje szeregi, gdy szefem resortu obrony był Antonii Macierewicz. Ten jednak również uległ histerii własnej formacji i wycofał się z zapowiedzi progresywnej zmiany.

Męska perspektywa zapomina o kobietach

Szkolenia uwrażliwiające na kwestie genderowe mają też przygotowywać do skutków konfliktów wojskowych. Siły zbrojnie działają w środowisku, które nie jest złożone tylko z mężczyzn.

„Te wyzwania były najmocniej widoczne, gdy byliśmy zaangażowani w działania zbrojne na Bliskim Wschodnie” – opowiada Piekarski.

„Amerykanie zorientowali się, że siłowe przeszukania, czy wchodzenie do części budynków przeznaczonych dla kobiet działa kontrskutecznie. Powołali wówczas dwa kobiece pododdziały bojowe Female Engagement Teams i Cultural Support Teams, które zajmowały się działaniami zwiadowczymi w Iraku i Afganistanie”.

W środowisku konfliktu konwencjonalnego, takiego, który toczy się za wschodnią granicą, Polska armia musi być też przygotowana na kontakt i niesienie pomocy osobom dotkniętym wojną.

„Załóżmy, że w Polsce wydarzy się to, co w Buczy. Wyzwalamy miejscowość, która znajdowała się pod kontrolą Rosji. Spotkamy tam osoby, które doświadczyły przemocy seksualnej. Armia musi być na to przygotowana” – ocenia Michał Piekarski.

„Albo wyobraźmy sobie, że z terenów przesiedlonych umieszczamy ludzi w obozie dla uchodźców. Literatura pokazuje, że męska perspektywa zapomina, że skoro w większości są tam kobiety, to będą potrzebować odpowiednich artykułów higienicznych” – dodaje.

MON ulega furii prawicy

Nie trzeba czekać na wojnę – nieuwzględnienie perspektywy genderowej może być wybuchowe już dziś.

„W czasach pokoju wojsko jest wysyłane do wsparcia policji czy straży granicznej. Jeśli żołnierz zatrzyma kobietę i będzie chciał sprawdzić, czy nie ma broni lub innych niebezpiecznych przedmiotów, to zgodnie z ustawą o policji, musi oddelegować do tego kobietę. Jeśli zrobi to mężczyzna, to sam kręci na siebie prawny bicz” – mówi Piekarski.

"Ministerstwo Obrony Narodowej zachowało się w tej sprawie niepoważnie.

Szef resortu Władysław Kosiniak-Kamysz prawdopodobnie przestraszył się furii prawicy i wolał się wycofać niż zaogniać kontakty z obozem prezydenckim" – ocenia ekspert.

Trudno nie odnieść wrażenia, że całe szkolenie skreślono, bo politykom znów przeszkadza słowo „gender”.

;
Na zdjęciu Anton Ambroziak
Anton Ambroziak

Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.

Komentarze