13 września 2021

Rząd na wojnie z Unią i z własnymi obywatelami. Pieniądze z KPO, jeśli będą, wyda po swojemu  

Rządzący mówią, że w sprawie KPO walczą z „biurokracją brukselską”. Ale tak naprawdę to walczą z własnymi obywatelami. To ich wysiłek i chęć pracy dla Polski ignorują - mówi Karolina Dreszer-Smalec, prezeska OFOP, organizatora (wraz z Fundacją Stocznia) wysłuchań publicznych KPO

Na konsultacje ustawy wdrożeniowej Krajowego Planu Odbudowy rząd dał 27 partnerom 14 dni licząc od 9 września. Na liście nie ma żadnej z organizacji społecznych, które wiosną zorganizowały i przeprowadziły serię wysłuchań publicznych w sprawie KPO oraz programów krajowych i którym rząd dziękował wtedy publicznie za “bombę informacyjną”, jaką otrzymał dzięki publicznej debacie.

Krajowy Plan Odbudowy to sposób zagospodarowania specjalnych unijnych funduszy (136,4 mld euro dotacji i ok. 34,2 mld euro pożyczek dla Polski) na wyjście z kryzysu po pandemii. To pieniądze nie tylko odbudowę gospodarki, ale na wzmocnienie społeczeństw w obliczu przyszłych zagrożeń (gospodarczych, technologicznych, klimatycznych itd.). O tym, kto praktycznie dostanie te pieniądze, zdecyduje ustawa wdrożeniowa. Jak mówił Kuba Wygnański ze Stoczni, wprowadzi ona reguły i strażników .

„Dlatego nie ma dziś ważniejszej ustawy" - powtarza Karolina Dreszer-Smalec, prezeska Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych. „A sposób procedowania projektu jest po prostu skandaliczny."

Polski Krajowy Plan Odbudowy nie jest ciągle przez Unię zatwierdzony – bo naszym europejskim partnerom nie podoba się, że nie wykonujemy orzeczeń TSUE, a premier Morawiecki pyta TK Julii Przyłębskiej, czy polskie prawo jest nadrzędne nad unijnym. Tymczasem inne kraje Unii chcą mieć pewność, że niezawisłe sądy nie dopuszczą do niezgodnego z przeznaczeniem wykorzystania tych miliardów. Skutkiem są gniewne pomruki rządzących o “drastycznych środkach” i “walce z unijną biurokracją”.

Tymczasem zasady wydawania pieniędzy z KPO rząd ustala tak, jakby jechał na zderzenie czołowe z UE.

Projektu na stronie Rządowego Centrum Legislacyjnego nie ma: ostatni wpis w tej sprawie jest z 22 lipca 2021 roku. (“Ale postaramy się, żeby zawisł dzisiaj” – informuje Ministerstwo Finansów, Funduszy i Polityki Regionalnej). Jeszcze w czerwcu Ministerstwo zapowiadało, że chce przedyskutować projekt w ramach roboczej grupy Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. “Chcemy, żeby projekt, który trafi do akceptacji rządu i parlamentu był optymalny i przedyskutowany z różnymi środowiskami”. Od tego czasu zapadła jednak cisza.

Treść najważniejszej dziś ustawy znają więc tylko adresaci maila ministra Tadeusza Kościńskiego z 9 września. Reszta na przeczytanie dokumentu będzie miała tydzień.

O zdanie ich nikt nie pyta, choć dla tego typu dokumentów współdziałanie władz i obywateli ma kluczowe znaczenie.

Organizacje pozarządowe już 10 maja 2021 roku opisały problem tak: “W ustawie wdrożeniowej chodzi o opisanie mechanizmów, które zapewnią, że Krajowy Plan Odbudowy i Zwiększania Odporności istotnie realizowany jest w sposób zapewniający osiągnięcie zaplanowanych przez państwa UE celów. Wiele wynika z uważnej analizy nazwy tego instrumentu.

  • Nie ma to być zatem po prostu plan rządowy, ale właśnie krajowy (wspólny).
  • Nie ma być listą zakupów, ale sposobem na realizację planu poważnych reform.
  • Ma służyć odbudowie po ciężkim doświadczeniu ostatniego kryzysu i docierać do tych, którzy ponieśli w nim straty.

Wreszcie budować musi naszą odporność na przyszłe i nieuchronne wyzwania – w tym zmierzyć się z naszymi największymi zaniechaniami, które stanowią źródło słabości i pozbawiają nas szans na podążanie nowymi ścieżkami rozwoju. Jeśli tych pierwszych nie wyeliminujemy, a tych drugich nie odkryjemy, pozostanie jedynie kwestią czasu, kiedy znajdziemy się ponownie w tarapatach”.

Agnieszka Jędrzejczyk, OKO.press: I co teraz?

Karolina Dreszer-Smalec, prezeska Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych: Nie wiemy. O projekcie dowiedzieliśmy się od samorządowców. Władze nas pominęły, ale też pominęły wszystkie reguły tworzenia prawa. A w tej ustawie naprawdę każde słowo ma znaczenie, każde sformułowanie - trzeba to dokładnie przejrzeć, przeanalizować.

Być może zapomniały, jak się to robi po sześciu latach przepychania wszystkiego szybką ścieżką legislacyjną (Fundacja Batorego swój raport o obecnym procesie legislacyjnym zatytułowała “Ustawa w 2 godziny 20 minut” )

Nie, to nie jest brak umiejętności. W ministerstwach dosyć jest urzędników, którzy wiedzą, jak poprawnie, zgodnie ze standardami europejskimi prowadzić proces legislacyjny. Tyle że decyzje podejmuje kto inny.

Niestety, to wszystko ma cechy działania z rozmysłem. Władza nie mogła nas niechcący pominąć po tym, jak ministrowie odpowiedzialni za przygotowanie ustawy wdrożeniowej KPO byli obecni na każdym wysłuchaniu i zapewniali o wzięciu pod uwagę padających tam argumentów.

W czasie wysłuchań publicznych wszyscy pytali, jakie będą reguły wydawania pieniędzy. Standardy unijne wymagają, by projekt ustawy wdrożeniowej powstawał zgodnie z zasadą partnerstwa: chodzi o to, by go wspólnie pisać, a nie tylko konsultować. Był na to czas od maja. A co mamy? 14-dniowe wąskie konsultacje. Za tydzień będzie po wszystkim.

Wysłuchania publiczne – przypomnijmy – zorganizowane zostały w marcu, kiedy okazało się, że rząd pracuje nad Krajowym Planem Odbudowy. OFOP i Stocznia stworzyły przestrzeń i reguły, dzięki którym kilkaset osób w niesłychanie zdyscyplinowany sposób przedstawiły uwagi do rządowego projektu KPO. Ci wszyscy społecznicy, samorządowcy i eksperci z najróżniejszych dziedzin, przeczytali dokument, przeanalizowali go i przekazali rządowi coś, co min. Waldemar Buda nazwał “bombą informacyjną”. Cały ten obywatelski dorobek jest zgromadzony na www.wysluchanieplanodbudowy.pl/.

Potem rząd zorganizował wysłuchania odwrócone. Przekazał, co z obywatelskich uwag uważa za ważne.

A potem... A potem nikt już nigdy nie zobaczył, co jest w dokumencie, jaki poszedł do Brukseli.

Przedstawiciele władzy mówią, że walczą z "brukselską biurokracją" a tak naprawdę walczą z własnymi obywatelami. Nie da się tego inaczej nazwać. W rozdzielniku do konsultacji społecznych nie ma żadnej organizacji pozarządowej. Nie ma tam również nas – choć sam OFOP reprezentuje przecież milion obywateli zrzeszonych w różnych organizacjach.

Do kogo poszło zaproszenie do konsultacji?

Do marszałków województw samorządowych, Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, Rady Działalności Pożytku Publicznego (która we wrześniu tego roku kończy swoją kadencję) Rady Dialogu z Młodym Pokoleniem, Rady Dialogu Społecznego, związków zawodowych i związków pracodawców. 27 organizacji w sumie.

Dokument rządowy z listą interesariuszy

To i tak lepiej, bo pamiętna awantura o ACTA w 2012 roku (umowę handlową o sposobie korzystania z praw autorskich w świecie cyfrowym) zaczęła się od oświadczenia ministrów, że ACTA konsultowali, bo wysłali 17 faksów. Wtedy wszyscy w Polsce zrozumieliśmy, że 17 faksów to nie są konsultacje.

Zaczął się od tego momentu proces budowania kultury prawdziwych konsultacji (które m.in. polegają na tym, że siadający do procesu są gotowi na zmianę zdania – jak uzgodniono w dokumencie 7 Zasad Konsultacji, pierwszym w Polsce dokumencie rządowym napisanym prostym językiem).

Porażek było pewnie więcej niż sukcesów. Ale jakoś powoli docierało do wszystkich, że choć zapraszanie obywateli do stanowienia prawa jest obciążające, to powstają w ten sposób rozwiązania lepsze i bardziej akceptowalne dla wszystkich.

A od 2016 roku zaczął się odwrót. Idziemy w przeciwną stronę niż Europa – bo tymczasem w Unii coraz silniejsze jest przekonanie, że prawo musi być współstanowione przez obywateli.

Mandat rządzących zdobyty w wyborach to za mało. Obywatele muszą uczestniczyć w podejmowaniu kluczowych decyzji, bo wtedy choć proces ich podejmowania jest dłuższy, to efekt jest lepszy i poziom akceptacji wyższy.

W marcu wykonaliśmy wspólnie ogromny wysiłek. I wydawało się, że ta ekipa zaczyna rozumieć, jak ważne jest współdziałanie i współpraca. Byliśmy gotowi do pracy nad ustawą wdrożeniową.

Nic z tego nie wyszło.

Dziś rano serwis Prawo.pl doniósł, że „brak konsultacji społecznych, pomijanie w uzasadnieniach do projektów ustaw informacji o najważniejszych proponowanych zmianach, czy oceny skutków regulacji, które nie uwzględniają szerszego kontekstu i wpływu zmian na prawo i gospodarkę - to tylko niektóre zarzuty prawników wobec procesu legislacyjnego. Tryb prac nad nowym prawem budzi już nawet sprzeciw Rządowego Centrum Legislacji i poszczególnych ministerstw”.

Ustawa wdrożeniowa KPO powstaje w najgorszy możliwy sposób. Jej skutków nie sposób przewidzieć.

[AKTUALIZACJA] Projekt ustawy wdrożeniowej pojawił się 13 września na stronie Rządowego Centrum Legislacji, od razu znalazł się na etapie prac Komitetu Stałego Rady Ministrów - etap konsultacji, opiniowania i uzgodnień został pominięty.

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

historyczka z wykształcenia. Od 1989 r. przez 22 lata redaktorka w Gazecie Wyborczej, potem przez 10 lat urzędniczka, m.in. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Od 2021 r. w OKO.press

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne