„Jesteśmy w stanie trzęsienia ziemi. Budowaliśmy domy, osiedla, i widzimy, jak one się walą” - te słowa Michała Laskowskiego, rzecznika SN, o polskim wymiarze sprawiedliwości znalazły się w książce „Sędziowie mówią. Zamach PiS na wymiar sprawiedliwości”. Trzyletnia wojna z sądami spowolniła je o 40 procent, wprowadziła chaos, a także niepewność prawa

Wszystko to, co my, demokratyczna opozycja obywatelska, mówimy, krzyczymy, piszemy, jest zebrane w jednym miejscu. Jak lustro rzeczywistości, w którym możemy się przejrzeć. Niesamowite wrażenie. Genialna synteza – o książce Ewy Siedleckiej piszą Maria Ejchart-Dubois i Michał Wawrykiewicz, współzałożyciele Inicjatywy „Wolne Sądy” i Komitetu Obrony Sprawiedliwości (KOS), zasiadający w Radzie Programowej Archiwum Osiatyńskiego.


Ewa Siedlecka napisała swoją pierwszą książkę. I jako pierwsza opisała anatomię budowania miasta, o którym mówi sędzia Laskowski, czyli historię reformowania wymiaru sprawiedliwości po 1989 roku.

Wady konstrukcji

W krótkim zarysie dziejów niezależności sądownictwa w III RP pokazała jego największe wady konstrukcyjne i nieustanne zakusy władzy (każdej) na to, by zwiększać kontrolę nad sądami. Zajrzała też do dzienników budowy i krok po kroku, minister po ministrze, opisała ułomności trzeciej władzy, których efektem było ciągłe, często słuszne, niezadowolenie społeczne oraz krytyka sądów i sędziów.

Zdiagnozowała główne grzechy i odpowiedziała na pytanie, dlaczego sędziowie metaforycznie zamknęli się w murach tego budynku, jakim jest wymiar sprawiedliwości. Dlaczego nieświadomie odgrodzili się od społeczeństwa i nie potrafili się z nim komunikować inaczej, niż poprzez wyroki.

To czyniło z nich w oczach części społeczeństwa osławioną „kastę”, choć pojęcie to, zostało przeinaczone i użyte w brutalnej propagandzie.

Trzęsienie ziemi

Aż wreszcie, z chirurgiczną precyzją i, mimo swojego zaangażowania, z dużym obiektywizmem, autorka opisała ruchy sejsmiczne i ich przyczyny, czyli istotę trzęsienia ziemi, którym są zmiany jakie od 2015 roku PiS wprowadza do systemu wymiaru sprawiedliwości.

Zmiany, których jedynym celem jest przejęcie politycznej kontroli nad sądami w Polsce. Zmiany, które są w istocie zamachem stanu, bo odbywają się przy naruszeniu wszelkich norm – poczynając od prawnych, tj. konstytucyjnych, ustawowych, konwencyjnych i traktatowych, a kończąc na zwyczajowych, etycznych i środowiskowych.

Walka z bezprawiem

Siedlecka opisuje barwnie heroiczne próby walki z bezprawiem, które podejmują dzielni sędziowie o twardych kręgosłupach moralnych. Pokazuje też nasz, obywatelski kawałek tej rzeczywistości, czyli walkę o zachowanie filarów tej konstrukcji, jaką jest demokratyczne państwo prawne z trójpodziałem władzy i niezawisłością sędziowską.

Walkę, która jak na chaos, w którym się odbywa, jest po części skuteczna. Zabiegi różnych grup i inicjatyw obywatelskich, opozycji ulicznej i stowarzyszeń sędziowskich i prokuratorskich, które nie miały i często nie mają wspólnej strategii i należytej koordynacji, dzięki woli walki i nieustępliwości, a także wspólnemu celowi, okazywały się udane i przynoszą zamierzone skutki.

Europo, nie odpuszczaj

Najlepszym przykładem jest opisana przez Autorkę akcja „Europo, nie odpuszczaj”, w którą zaangażowało się ponad 180 organizacji. Systematyczne apele tych środowisk, demonstracje, pikiety i skuteczny nacisk na Komisję Europejską, przyczyniły się bez wątpienia do decyzji o złożeniu skargi do Trybunału w Luksemburgu.

Dziś, ponad miesiąc po wydaniu postanowienia o środkach tymczasowych widzimy jak fundamentalne skutki przyniosła decyzja najważniejszego Sądu w Unii Europejskiej. Sądu, który zastąpił tymczasowo i symbolicznie sparaliżowany Trybunał Konstytucyjny.

Dzięki postanowieniu luksemburskiego Trybunału w Sądzie Najwyższym i NSA nadal orzekać mogą dziś sędziowie powyżej 65. roku życia, a prof. Małgorzata Gersdorf ma niepodważalny, niekwestionowany certyfikat uprawniający ją do zasiadania w gabinecie Pierwszej Prezes SN.

Ta wojna nie służy zwykłym obywatelom

„Wbrew temu co mówi PiS, wojna z sędziami nie służy zwykłym ludziom” – pisze Ewa Siedlecka. I to jest prawda.

Ta trzyletnia wojna spowolniła polskie sądy o 40 procent, wprowadziła chaos i dezorganizację, a także niepewność prawa. A co najgorsze, nadszarpnęła dramatycznie zaufanie społeczne i szacunek do sądu i sędziego, co odbudować nie będzie łatwo.

Jasne i czarne charaktery

W książce sporo miejsca Siedlecka poświęciła postawom sędziowskim. Zarówno tych, którzy odważnie niezależności sądów bronią, jak i tych, którzy są czarnymi charakterami, oportunistycznie robiącymi karierę na gruzach trójpodziału władz.


Od redakcji: W książce Ewy Siedleckiej znalazła się lista sędziów, którzy wykazali się niezależnością, odpornością na naciski, aktywnością obywatelską, za co byli represjonowani. W listopadzie ta „Lista Siedleckiej” ukazała się – kilkakrotnie aktualizowana przez Autorkę –  w OKO.press i w Archiwum Osiatyńskiego (w „Alfabecie buntu”). Liczy już 284 nazwiska.


 

Doskonale pokazuje ewolucję, swoiste „dojrzewanie” postaw. Bo przecież na początku, kiedy gwałt zadawano Trybunałowi Konstytucyjnemu, oszołomienie spowodowane skalą impertynencji i bezwzględności przeciwnika wprawiało w zakłopotanie wielu jurystów, przyzwyczajonych do innych standardów.

Siedlecka pyta prof. Marka Safjana, czy gdyby był wówczas, w 2016 roku, był Prezesem TK, wpuściłby do Trybunału „dublerów”? „Pewnie bym ich nie wpuścił, ale nie chcę tutaj oceniać decyzji Andrzeja Rzeplińskiego. W końcu jednak nie byłem na jego miejscu. I mogę sobie wyobrazić, pod jaką presją okoliczności i w jakim napięciu musiał działać.” – odpowiada Safjan.

Ale kilkuletnia walka zaprawiła w boju i spowodowała, że sędziowie wyszli z osłupienia, nabrali odporności, „urośli”, stanęli na wysokości zadania. Widać to szczególnie w postawie sędziów SN i Pierwszej Prezes. Stoczyli bardzo stanowczą i udaną, jak na razie, walkę o ostatni bastion i od miesięcy trwają na posterunkach.

Rozmowy z sędziami

Wielką wartością książki Ewy Siedleckiej są właśnie rozmowy z sędziami. Zarówno tymi z SN, TK, jak i sądów powszechnych. Sędziowie – zamknięci dotąd w swojej wieży z kości słoniowej – nie komunikowali się skutecznie ze społeczeństwem, co słusznie było przedmiotem ich krytyki.

Siedlecka dała im głos i w ten głos uważnie się wsłuchała. Przeprowadziła spokojne, wielogodzinne i głębokie rozmowy z sędziami, zaufała im, a oni zaufali jej. Te rozmowy pozwalają nam poczuć istotę presji pod jaką znajdują się obecnie polscy sędziowie.

Przez chwilę poczuć ten dyskomfort, o którym mówią w wywiadach i jaki na co dzień odczuwają.  „(…) ja na prawdę nie czuje lęku, ja czuję dyskomfort (…)” powiedział w rozmowie sędzia Waldemar Żurek.

Ewa Siedlecka pokazała anatomię presji i represji. A presja jest ogromna i z pewnością działa paraliżująco. Każdy sędzia w Polsce, zanim zabierze głos w sprawach publicznych musi się bowiem poważnie zastanowić. Czy mu się opłaca. Kwestia udziału sędziów w dyskursie publicznym na temat praworządności, pytanie o to, czy wolno im wypowiadać się na ten temat, pojawia się w ostatnim roku często.

Wyrok po myśli, czy zgodnie z prawem

Dużo poważniejszą konsekwencją jest jednak to, że każdy sędzia musi się zastanowić nad tym jaki wydać wyrok, w kontekście potencjalnej reakcji władzy wykonawczej albo rzecznika dyscyplinarnego. Na tym właśnie polega istota systemowego pogwałcenia niezależności i zabrania instrumentów ochrony niezawisłości sędziowskiej.

To jest ta cienka granica, której nikt przed PiS nie przekroczył.

W uznaniu odwagi sędziów autorka stworzyła, i tworzy nadal listę sędziów odważnych, którzy zabierają głos w sprawach publicznych, otwarcie stają w obronie wartości konstytucyjnych, albo wydali wyroki ważne z punktu widzenia ochrony tych wartości.

Nie trzeba dzielić sędziów

To w naszej ocenie ryzykownie dzieli sędziów na tych „odważnych” i „nieodważnych”. Ci ostatni mogli nie mieć okazji wydać wyroku w ważnej z punktu widzenia ochrony demokratycznych wartości sprawie, mogli też nie chcieć publicznie zabierać głosu. Z różnych powodów.

Z pewnością jednak wielu z nich pozostaje wiernych zasadzie wewnętrznej niezawisłości, prawidłowo i stabilnie orzeka, nie ugina się pod presją systemowych zmian. Są więc dokładnie takimi sędziami, jakich chcemy mieć i jakim chcemy powierzać nasze sprawy.

Autorka opowiedziała to wszystko, co wydarzyło się w sprawie niszczenia i jednocześnie ratowania niezależności sądownictwa w ciągu ostatnich trzech lat. Pokazała genezę, kontekst, perspektywę i punkty widzenia różnych stron.

Pokazała diagnozę problemu i paliwo, na którym pojechał ten walec, równający zajadle z ziemią wszystko, co niepodległe centralnemu ośrodkowi władzy.

Siedlecka sięga też do źródłowych wizji PiS-u, do ich projektu konstytucji i programu sprzed lat. Pokazuje co zamierzali i co zrealizowali.

Wszystko to, co my, demokratyczna opozycja obywatelska, mówimy, krzyczymy, piszemy, jest zebrane w jednym miejscu. Jak lustro rzeczywistości, w którym możemy się przejrzeć. Niesamowite wrażenie. Genialna synteza.

Po przeczytaniu tej książki nikt nie może mieć jednak wątpliwości co jest dobre, a co złe i jaka jest istota walki o zachowanie niezależnego sądownictwa.

Możemy mieć nadzieję, że to nie jest ostatni książka Ewy Siedleckiej.


Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press